"W okamgnieniu" zapewne nie wejdzie do kanonu współczesnego sci-fi, być może nawet nie będzie filmem szczególnie zapamiętanym. Ale dzieło Andrew Stantona zasługuje na uwagę, bo dokonuje śmiałych
Andrew Stanton po 2008 roku mógłby nie robić już absolutnie nic, a i tak przeszedłby do historii jako jeden z najbardziej nagradzanych i zasłużonych filmowców w świecie animacji. W tamtym czasie miał już bowiem dwa Oscary (za "Gdzie jest Nemo?" i "Wall-E"), a zasłynął też m.in. jako współscenarzysta wszystkich części "Toy Story". Stanton jest jednak twórcą, którego ambicje wykraczają poza ramy animowanych światów – a "W okamgnieniu", jego najnowszy film, jest tego najlepszym dowodem.
Searchlight Pictures
Kimberley French
Niczym Robert Zemeckis w "Here. Poza czasem", Stanton przedstawia opowieść rozciągającą się na całe tysiąclecia: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. "W okamgnieniu" to trzy na pozór zupełnie odrębne historie, które dzielą całe epoki – pierwsza z nich rozgrywa się 45 tysięcy lat przed naszą erą, u schyłku ery neandertalczyków, druga to już rok 2025, trzecia zaś to skok o kolejnych blisko 400 lat. Każda z tych przeplatających się miniopowieści na pozór opowiada o czym innym; bohaterami pierwszej jest rodzina neandertalczyków, którzy za jedyny cel stawiają sobie przetrwanie w niesprzyjających warunkach bytowych. Druga historia opowiada o antropolożce (Rashida Jones), która ambicje zawodowe musi pogodzić z coraz bardziej skomplikowaną sytuacją rodzinno-uczuciową. Trzeci wątek dotyczy natomiast prowadzonej przez pilotkę Coakley (Kate McKinnon) misji kosmicznej, jej celem jest odnalezienie "nowej Ziemi" i przedłużenie gatunku ludzkiego. Te pozornie osobne historie bardzo szybko wypracowują dwa wspólne mianowniki: antropocentryzm i nieuniknione poświęcenie.
Searchlight Pictures
Kimberley French
Andrew Stanton we "W okamgnieniu" sporo ryzykował – rozważania nad losem człowieka, rozciągnięte na stulecia czy wręcz millenia, postanowił zmieścić w zaledwie nieco ponad 90-minutowym metrażu. To rzadkość dla zaangażowanych produkcji science fiction, bo trzeba przyznać, że tak krótki czas trwania to miecz obosieczny; z jednej strony mimo kameralnej konstrukcji żadna z trzech historii nie wywołuje znużenia, z drugiej jednak opowieść sprawia wrażenie "niedopieczonej"; postacie nie otrzymują wystarczającej ekspozycji, a przeplatana narracja (w odróżnieniu od formuły zamkniętych rozdziałów) nie do końca pozwala się zaangażować w którykolwiek z wątków. Dopiero ostatnie 30 minut filmu, gdy trzy historie zaczynają się bardziej wyraźnie zazębiać, sprawiają, że "W okamgnieniu" można zacząć odbierać jako całość, jakkolwiek daleką od bezdyskusyjnej spójności.
Film Stantona wpisuje się w coraz częstsze rozważania nad człowieczeństwem, zwłaszcza wobec z każdym dniem silniejszego wpływu sztucznej inteligencji na naszą codzienność. Szczęśliwie jednak – choć AI pojawia się we "W okamgnieniu" dość szybko – temat ten nie zdominował narracji, będąc zaledwie jednym z wątków w Stantonowskich rozważaniach nad kondycją człowieczeństwa. Nad całością dominuje natomiast coś innego: wątek nieuchronnego poświęcenia, które wiąże się z innym, równie ważnym: instynktem przetrwania. "W okamgnieniu" stara się dowieść, że w bezustannej pracy w kierunku podtrzymania gatunku człowiek skazany jest na dokonywanie wyborów i składanie ofiar na ołtarzu codzienności. Niekiedy jest to ofiara bardzo dosłowna – cielesna i śmiertelna, innym razem poświęcamy uczucia, relacje czy karierę. Cokolwiek by to jednak było, prędzej czy później każdy z nas musi poświęcić coś lub kogoś w imię nadrzędnej misji, jaką jest przetrwanie.
Searchlight Pictures
Kimberley French
"W okamgnieniu" zapewne nie wejdzie do kanonu współczesnego sci-fi, być może nawet nie będzie filmem szczególnie zapamiętanym. Ale dzieło Andrew Stantona zasługuje na uwagę, bo dokonuje śmiałych wyborów (metraż, formuła narracyjna) i choć nie zawsze wygrywa, jest filmem mądrym, nakręconym z dużą wrażliwością i poszanowaniem dla nauki. A jego najwyższą wartością wydaje się to, co jest też najważniejsze dla bohaterów, o których opowiada: głęboki, autentyczny humanizm.