Recenzja filmu Komuna (2016)
Thomas Vinterberg

Humor, dystans, wyczucie i inteligencja, z jakimi aktorzy kreują swoje mniej lub bardziej ekscentryczne postacie, przekładają się na emocjonalny autentyzm historii. 
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Komuna (2016)
Anna (Trine Dyrholm) chciałaby coś zmienić. Nie boi się, nie waha, więc krok po kroku, mając najlepsze intencje, doprowadza do własnej katastrofy. Najpierw przekonuje męża, Erika (Ulrich Thomsen), że zamiast sprzedawać wielki dom odziedziczony po ojcu, powinni się do niego wprowadzić. Kiedy okazuje się, że koszty jego utrzymania są za duże, Anna proponuje założenie komuny i rozparcelowanie opłat między współlokatorów. Erik nie lubi tłumów, ale - choć pomysł żony nie przypada mu do gustu - przystaje na jej propozycję. Czuje, że Anna zaczyna się oddalać. Kobieta zresztą sama przyznaje, że potrzebuje nowych bodźców, brzmienia nowych głosów wokół. Do domu wprowadza się więc piątka ekscentryków.

Jest 1975 rok, więc opowieść o komunie nie jest historią o tęsknocie za niezrealizowaną utopią. To film z gruntu realistyczny. Thomas Vinterberg żongluje wątkami typowymi dla opowieści o czasach społeczno-kulturalnej rewolucji, ale wznosi się ponad nie. W istocie opowiada o zakochiwaniu się i rozstawaniu; o relacjach panujących w grupie i dojrzewaniu do wzięcia odpowiedzialności za własne decyzje. Gdzieś między scenami pełnymi humoru i wzruszeń w "Kollektivet" kryje się też opowieść o samotności, na którą sami się skazujemy - często przez przypadek, nie z własnej winy. Reżyser eksploruje powyższe kwestie na wiele sposobów. Czasem podchodzi do tematu z humorem i inscenizuje beztroskie sceny grupowe. Ale przygląda się też kiełkowaniu trudniejszych emocji i nieumiejętności pójścia na kompromis.

W komunie panuje luz - film jest jednak owocem scenopisarskiej precyzji w splataniu wątków i reżyserskiej dbałości o kontrapunktowanie skrajnych tonów. Skrajne emocje przeżywa sama Anna. Stara się uciec od monotonii, szuka nowych wrażeń i odrobiny wolności. Nie jest jednak w swoich poszukiwaniach histeryczna. Dyrholm subtelnymi środkami tworzy postać kobiety wyrafinowanej, ale stonowanej; dojrzałej, mądrej i bardzo wrażliwej. Anna próbuje zachować kontrolę, ale nie potrafi uciec przed tym, co czuje. Duńska aktorka nie ogrywa każdej emocji na tysiąc sposobów, jak robi to Meryl Streep; jej reakcje na bodźce, mikro- i makro-dramaty są stonowane, podskórne, niezdrowo zduszone. Wie, że jest częścią zespołu i pracuje na wszystkich. Jej Anna również stara się być wyczulona na potrzeby grupy. 

Zanim jednak uda się jej zaspokoić własne pragnienia oraz na powrót zażądać pierwszoplanowej roli w małżeństwie, Erik zrezygnuje i z niego, i z niej. Niezadowolony z nowego układu, znajdzie sobie młodą kobietę bez tożsamości i wątpliwości - Emmę (Helene Reingaard Neumann), która "wygląda jak francuski film" i będzie patrzyć w niego jak w obrazek. Erik przechodzi kryzys wieku średniego, a zdradzona Anna - o ironio! - odkrywa, że wszystkie inspirujące, nieprzespane noce z innymi oddałaby za intymne chwile spędzone we dwoje z mężem? Brzmi to jak klisza. Ale żadna z tych, które pojawiają w "Kollektivet" nie przeszkadza. Humor, dystans, wyczucie i inteligencja, z jakimi aktorzy kreują swoje mniej lub bardziej ekscentryczne postacie, przekładają się na emocjonalny autentyzm historii. 

Film Vinterberga jest nostalgiczny, ale nie ma w nim sztuczności. Nie jest też pochwałą iluzji i żaden z niego rewolucyjny manifest. To prosta historia o miłości, w której drugi plan (tytułowa komuna) jest skonstruowany równie pieczołowicie, co rozterki głównych bohaterów. To film zwykły, ale ta zwyczajność daje mnóstwo powodów do wzruszeń. W "Kollektivet" nie ma miejsca na ekscesy, żadna ze scen nie jest obliczona na wywołanie szoku, a nagość jest śmieszna lub naturalistyczna, nigdy atrakcyjna. Bohaterowie nie mają nastu lat. Mało co jest jednak tak piękne i poruszające, jak połączenie emocjonalnej dojrzałości ze zwykłą naiwnością, która towarzyszy marzycielom, buntownikom i tym, którzy są zakochani.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 53% uznało tę recenzję za pomocną (58 głosów).
Anna Bielak
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry