Recenzja Sezonu 1

Off Campus (2026)
Silver Tree
Samantha Bailey

Okej ten hokej

"Off Campus" potrafi zaskakiwać, stawia przed bohaterami kolejne wyzwania, a równie dużą rolę co perypetie sercowe odgrywają w tej historii marzenia i aspiracje, problemy rodzinne i traumatyczna
Okej ten hokej
Chyba nikt nie przewidziałby, że najseksowniejszym sportem 2026 roku okaże się hokej, a jednak. W niedługim czasie po tym, kiedy wszystkie fanki i fani romansów oszaleli na punkcie "Gorącej rywalizacji", ogromną popularność zdobywa inny serial o przystojnych hokeistach. Tym razem romansujących nie ze sobą nawzajem, ale z koleżankami z uczelni.


"Off Campus" nie jest w żadnym razie próbą podpięcia się pod hype na "Gorącą rywalizację". To adaptacja znanej, lubianej i liczącej już ponad dekadę serii książkowej autorstwa Elle Kennedy. Cykl romansów z gatunku New Adult, których akcja toczy się w środowisku studenckim na uniwersytecie Briar i koncentruje się na perypetiach miłosnych zawodników z akademickiej drużyny hokejowej, zdobył popularność także w Polsce. Każdy tom skupia się na historii innej pary. Bohaterami pierwszej części – a także pierwszego sezonu serialu – są kapitan drużyny, Garrett (Belmont Cameli), i aspirująca kompozytorka, Hannah (Ella Bright).

Cała historia zaczyna się od małego przypału. Sprzątająca po zmianie w pracy Hannah niechcący wchodzi do łazienki w momencie, kiedy Garrett bierze prysznic. Kamera nie ukrywa nagości i tak już będzie przez cały serial. Chociaż produkcja skierowana jest przede wszystkim do nastolatków i tzw. młodych dorosłych, to nie brakuje w niej pikantnych scen, a rozmaite tematy związane z seksualnością nie stanowią tabu. W tamtym momencie jednak nagi chłopak pod prysznicem to dla Hanny za dużo, więc ucieka spłoszona. Nie jest też zainteresowana Garrettem: nie przepada za sportem, nie imponują jej osiągnięcia chłopaka, a przede wszystkim podoba jej się ktoś inny – gwiazda studenckiej kapeli, Justin (Josh Heuston). Garrett odwrotnie – jak najbardziej jest Hanną zainteresowany. By zbliżyć się do dziewczyny, proponuje jej układ. Ona pomoże mu poprawić oceny, a on będzie udawał jej chłopaka, by wzbudzić zazdrość Justina.


To zaledwie punkt wyjściowy serialu, który w żadnym razie nie jest rozwleczoną, ckliwą opowieścią o miłości. Wręcz przeciwnie: "Off Campus" potrafi zaskakiwać, stawia przed bohaterami kolejne wyzwania, a równie dużą rolę co perypetie sercowe odgrywają w tej historii marzenia i aspiracje, problemy rodzinne i traumatyczna przeszłość, sport i studia, relacje między zawodnikami z drużyny i wspólne imprezy. Ze względu na rozmaitość wątków to dobry serial do obejrzenia z drugą połówką, która nie przepada za romantycznymi historiami, a którą chcemy namówić na bardziej "klimatyczny" seans. Osiem odcinków nie marnuje czasu na fillery, wciąga, a momentami także wzrusza: aż do naprawdę udanego finału.

Dlaczego widownia kupiła "Off Campus"? Odpowiedzią nie jest oryginalność. Motyw fake dating, trójkąt miłosny, związek nieśmiałej kujonki i popularnego sportowca, romans Kopciuszka (dziewczyna uzależniająca swoje uczelniane "być albo nie być" od stypendium) z Księciem (syn najlepszego hokejowego obrońcy w historii) – to wszystko wątki przemielone przez romantyczne filmy i książki na wszelkie możliwe sposoby. A jednak "Off Campus" potrafi być takie jak strój króliczka, w którym Hannah przychodzi na bal przebierańców, by zwrócić uwagę Justina: "co z tego, że banalne, ważne, że działa", parafrazując Garretta. 


W "Off Campus" działa niemal wszystko. W kategorii "romans YA" to naprawdę mocna propozycja i cieszy fakt, że produkcje skierowane przede wszystkim do młodych kobiet w końcu przestają być traktowane jako gorszy filmowy sort. Mój główny zarzut do serialu jest czysto subiektywny: nie czuję chemii pomiędzy parą głównych bohaterów. Są to dobrze napisane postacie, a rozwój ich uczucia dobrze poprowadzono narracyjnie, a jednak wspólne sceny wypadają nieco sztucznie. Nie wiem, czy to problem chybionego castingu, czy też niedostatecznego doświadczenia młodych aktorów, ale rodzący się romans pomiędzy Hanną i Garrettem jest mało "romansowy". Bohaterowie są bardziej przekonujący już jako związek, kiedy ta bardziej przyjacielska, wycofana energia pomiedzy aktorami daje wrażenie zdrowej, stabilnej, opartej na zaufaniu relacji. Może taki był cel: pokazać, że miłość nie musi opierać się na fascynacji, a może wyrastać po prostu z sympatii, co samo w sobie jest odświeżające w tak lubującym się w pogmatwanych związkowych dynamikach gatunku YA. 


Chemii jest za to aż nadto w drugoplanowym wątku miłosnym, którego bohaterką jest przyjaciółka Hanny, Allie. Wcielająca się w tę postać Mika Abdalla jest dla mnie największym aktorskim odkryciem serialu. Jej relacja z nie-powiem-kim, bo weszlibyśmy w obszar spoilerów, aż kipi od silnych uczuć. Może to w porównaniu z nimi Hannah i Garrett nie wydają się tak mocno zakochani. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Allie trochę kradnie głównej bohaterce show, co samo w sobie nie jest wadą, wręcz przeciwnie – interesujący drugi plan kreuje wiarygodny, tętniący życiem świat kampusu. 

Chociaż pierwszym skojarzeniem może być "Gorąca rywalizacja", to "Off Campus" bliżej jest do "Heartstoppera". Oba seriale naprawdę wiele łączy. "Off Campus" ma podobny klimat: ciepły, słodki i czuły. Przyjemna ścieżka muzyczna sięga po rozmaitych artystów, od Eltona Johna po Selenę Gomez, a użyteczna funkcja Prime'a pozwala od razu sprawdzić, jak nazywa się lecący akurat kawałek. Młoda obsada jest nieopatrzona i bardzo naturalna, budząca sympatię i prezentująca się jak autentyczni studenci, a nie jak zaludniony najgorętszymi nazwiskami Hollywood high-school z "Euforii". 


Do "Heartstoppera" zbliża "Off Campus" także walor edukacyjny, pozbawiony jednak moralizatorstwa i czytankowości. Serial porusza trudne tematy, takie jak trauma seksualna i przemoc domowa, w wyważony i odpowiedzialny sposób. Garrett i Hannah to para po przejściach, która uczy się siebie nawzajem i oferuje sobie wsparcie. Naprawdę miło ogląda się serial skierowany do młodej widowni, który nie romantyzuje toksycznych związków i nie generuje dramatów kosztem budowania przekonującej relacji pomiędzy bohaterami. Zamiast slut-shamingu jest sisterhood, zamiast zaborczego chłopaka – młody mężczyzna kibicujący sukcesom swojej dziewczyny. "Off Campus" to tak pokrzepiający seans, że można mu wybaczyć nieco whattpadowe dialogi, nagromadzenie klisz i pewną naiwność. Niedoskonałość jest koniec końców cechą pierwszej miłości i to właśnie ona dodaje jej uroku.
1 10
Moja ocena serialu:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?