Recenzja filmu Jason X (2001)
James Isaac

Jason Voorhees ver. 2.0

"Piątek trzynastego" - ten tytuł jest doskonale znany wszystkim miłośnikom horroru. Zapoczątkowana w 1980 r. seria doczekała się już 10 filmów (11. jeśli doliczyć "Freddy vs. Jason", który ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja vhs Jason X (2001)
"Piątek trzynastego" - ten tytuł jest doskonale znany wszystkim miłośnikom horroru. Zapoczątkowana w 1980 r. seria doczekała się już 10 filmów (11. jeśli doliczyć "Freddy vs. Jason", który niebawem wejdzie do kin), 9 powieści i całej masy fanów na całym świecie.
W 1993 r. powstała ostatnia (jak się wtedy wydawało) część cyklu zatytułowana "Jason idzie do piekła". Maniakalny morderca w hokejowej masce został w niej ostatecznie pokonany i znalazł "ukojenie" w piekle (jak sugeruje zakończenie w objęcia Lucyfera wprowadził go sam Freddy Krueger :)). Po 8 latach producenci filmowi uznali jednak, że Jasona Voorheesa nadal można sprzedać i tak powstał "Jason X" - dziesiąta część cyklu.

Akcja filmu rozpoczyna się w roku 2010. Ludzie nie mogąc zabić uwięzionego Jasona postanawiają go zamrozić. Niestety, plan nie końca wypala i hibernacji ulega nie tylko Jason, ale również piękna Rowan - kobieta, która przez lata zabiegała o to, żeby pozbyć się Voorheesa z powierzchni ziemi.
Prawie 450 lat później zamrożone ciała zostają odnalezione przez załogę statku kosmicznego Grendel, który przeszukuje zrujnowaną i pozbawioną życia Ziemię w poszukiwaniu antyków. Zarówno Rowan i Jason zostają zabrani na jego pokład, gdzie oboje powracają do życia. Co się wydarzy dalej łatwo przewidzieć...

"Jason X" mimo futurystycznej otoczki nie odbiega od standardów wytyczonych przez wcześniejsze filmy. Jason w nieodłącznej masce hokeisty wolnym krokiem przemierza pokład Grendela i przy pomocy maczety (a jakże) eliminuje kolejnych członków załogi. Krew się leje, poobcinane członki sypią na podłogę, kości trzeszczą - słowem makabra. Wrażliwym widzom może się zrobić słabo, ale fani serii wiedzą, że Voorhees nigdy nie był delikatny. ;)
Oczywiście pokonanie Jasona okazuje się niezwykle trudne. Mimo futurystycznej broni (co prawda jak na XXV w. to zbyt mało futurystycznej) spotkanie z Voorheesem przeżyje zaledwie garstka ludzi - spoileruję, ale osoby znające serię wiedzą, że ten schemat powtarza się w każdym filmie).
Jak w każdym "Piątku trzynastego" również i w tym nie mogło zabraknąć seksu. W poprzednich częściach ofiarami zamaskowanego zabójcy padali młodzi ludzie oddający się miłosnym uciechom na jeziorem Crystal. Żeby tradycji stało się zadość połowa załogi jest nieźle "napalona", a obecne na pokładzie dziewczęta biegają w obcisłych i dobrze odsłoniętych wdziankach, których nie powstydziłyby się Aniołki Charliego.

I wszystko fajnie, szkoda tylko, że mimo ciekawej oprawy i niezłego pomysłu "Jason X" w ogóle nie jest straszny. Owszem parę razy można podskoczyć w fotelu, ale niezbyt wysoko i bez przekonania, a pod koniec, kiedy Jason wchodzi w atmosferę widz pęka ze śmiechu jak podczas oglądania niezłej komedii.

Fani serii "Jasona X" na pewno obejrzą. Pozostałych, którzy z Voorheesem jeszcze się nie zetknęli zachęcam do obejrzenia wcześniejszych części "Piątku trzynastego". Jak już złapiecie klimat to przełkniecie "Jasona X".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)