Recenzja filmu Dziewczyna z perłą (2003)
Peter Webber

Klejnot wrażliwości

Chmury nie są białe. Gdy pada na nie światło słońca, ukazują się rozmaite barwy, które chmury mają w sobie. Ale nie wszyscy jesteśmy w stanie to dostrzec. Głębia poznania, postrzegania dana jest ...
Filmweb sp. z o.o.
Chmury nie są białe. Gdy pada na nie światło słońca, ukazują się rozmaite barwy, które chmury mają w sobie. Ale nie wszyscy jesteśmy w stanie to dostrzec. Głębia poznania, postrzegania dana jest tylko najbardziej wrażliwym duszom.
Taką duszę miał Vermeer i wszyscy wielcy malarze jak da Vinci, Rembrandt, Turner, operujący po mistrzowsku barwną plamą, światłem, kreską. Taką duszę ma Griet, bohaterka filmu "Dziewczyna z perłą". Oni są "galernikami wrażliwości", których wzrok i czucie sięgają znacznie dalej niż my, przeciętni ludzie, moglibyśmy przypuszczać.

Peter Webber opowiada niezwykłą historię, krążącą wokół słynnego obrazu Vermeera "Dziewczyna z perłą". Obrazu co najmniej tak fascynującego i urzekającego swą tajemnicą jak uśmiech Mony Lisy. Przenosimy się do siedemnastowiecznej Holandii, gdzie w mieście Delft tworzy tak ceniony dziś malarz. Dostrzega się jego talent, ale Vermeer mimo to spotyka się z niezrozumieniem - dla niego sztuka sama w sobie jest ważniejsza niż "wytwarzanie" dziełek na zamówienie. W jego domu pojawia się młodziutka służąca, Griet. Wkrótce między mistrzem a prostą dziewczyną rodzi się pokrewieństwo dusz, wzajemna fascynacja. Griet również naraża się na niezrozumienie i pogardę. Jednakże dla niej najistotniejsze są obrazy, światło w pracowni mistrza, pierwsze spotkanie z niezwykłym wynalazkiem - "camera obscura", mieszanie farb, przyglądanie się pracy artysty... Romans? Być może; ale nie ten erotyczny, oparty na umiłowaniu ciała - ale takie uczucie, o jakim pisał Platon. Najwyższe, bo dostrzegające piękno samo w sobie, piękno wnętrza, duszy.

Historia Griet i Vermeera mogłaby wydawać się zupełnie nieistotna, prosta, banalna. To nie ona wysuwa się na pierwszy plan w filmie. Gdyby usunąć zeń wszelkie dialogi, pozostałaby ta sama wartość. Tu gra się obrazem. Doskonałe tło dla zachwycających zdjęć Eduarda Serry tworzy równie "malarska" muzyka Alexandra Desplata. Film zdecydowanie przynależy do Mélièsowskiej linii, do "kina malarzy", gdzie sytuują się m.in. Lynch i Kieślowski. Każde z ujęć mogłoby zostać namalowane przez artystę na płótnie - i nie mam tu na myśli wyłącznie scen związanych z tworzeniem, pracownią artysty, prezentacjami obrazów.

Wreszcie sam obraz "Dziewczyna z perłą". Portret w tamtych czasach uznany za nieprzyzwoity (rozchylone usta kobiety, brak czepka na głowie, dziwna i naładowana uczuciem tajemniczość), to "perła" sama w sobie. Kolczyk dziewczyny nie jest tu niezbędny. Ani ta perłowo czysta łza, która stacza się po policzku portretowanej. W oryginale tytuł dzieła odnosi się do samej ozdoby. Ale perłą jest także Griet, z wrażliwością tak samo rzadko spotykaną jak naprawdę wartościowy klejnot. W jak wielkim kontraście jawi się żona Vermeera - kobieta hałaśliwa, powierzchowna i histeryczna!

Trudno jest odnaleźć prawdziwe piękno, które ukrywa się we wnętrzu. Jeszcze trudniej to piękno wydobyć i przedstawić tak, by nic nie straciło ze swego blasku i nie zamieniło się w banał albo natrętny patos... Webberowi się udało. Wygrała wrażliwość i urok nie do końca odsłonięty. Teraz do widzów należy zadanie, by go odnaleźć, zauważyć... i docenić.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (10)

zobacz wszystkie