Recenzja filmu Wiem kto mnie zabił (2007)
Chris Sivertson

Kto by pomyślał

Lindsay Lohan już wie, kto ją zabił. O dziwo nie jest to wóda, prochy i szybki seks, ale nieudolny reżyser i tragiczny scenarzysta.
Filmweb sp. z o.o.
Lindsay Lohan już wie, kto ją zabił. O dziwo nie jest to wóda, prochy i szybki seks, ale nieudolny reżyser i tragiczny scenarzysta. Najnowsze dzieło Chrisa Sivertsona jest tak nędzne, wtórne, napuszone i żałosne, że aż zabawne.

Lohan, złote dziecko Hollywood, w przerwie między odwykami postanowiła zerwać ze swoim słodkim filmowym wizerunkiem i zagrać postać mroczną, niepokojącą, o złożonej, aż chciałoby się powiedzieć - rozdwojonej psychice. No i udało się. Mamy więc dwie Lindsay: jedna to dobra dziewczyna z sąsiedztwa, która pisze opowiadania i gra na fortepianie; druga jest niegrzeczna i kręci tyłkiem na scenie klubu go-go. Kiedy grzeczna Lohan zostaje porwana przez grasującego po miasteczku psychopatę i poddana torturom polegającym na amputacji paluszków (i rączki, i nóżki...) w mieście pojawia się jej okaleczona, niegrzeczna wersja. Czy to ta sama dziewczyna, czy dwie różne osoby? Kogo to naprawdę interesuje, ostrzegam, aby nie czytał dalej.

Reżyser - człowiek ambitny - zrzyna z Lyncha, ile może. Jest wiec niebieska róża (zamiast czerwonej), zamiana osobowości, udziwnione sceny halucynacji i inne bzdety, które mają tworzyć aurę tajemnicy. No cóż, zdecydowanie największą tajemnicą w całym filmie jest fakt, że aktorka raz pojawia się bez nogi, a raz z nogą. O ile kwestia protezy ręki jest jasna i klarowna dla widza, o tyle rzeczona noga naprawdę intryguje jeszcze długo po seansie.

Prócz nogi w filmie intrygujący jest także sam scenariusz. Odpowiada za niego debiutant Jeff Hammond. Trzeba przyznać, że jest to debiut doprawdy imponujący. W życiu nie widziałem tak znakomitego materiału na komedię absurdów. Polecam szczególnie scenę, kiedy Lohan-striptizerce po występie odpada palec. Młoda gwiazdka naprawdę wygląda na zaniepokojoną i zdziwioną tym faktem. Nie na tyle co prawda, aby iść do lekarza, ale tak czy siak minę ma nietęgą. Oczywiście rodzi się pytanie, kiedy odpadła jej noga i jak bez niej dotarła do miasteczka, a dalej - co się stało z nogą: czy została po drodze, czy ktoś ją znalazł, a może nigdy nie miała nogi, tylko ją sobie wyobrażała? Dzięki temu sprytnemu i subtelnemu zabiegowi twórcy widz niepostrzeżenie podziela fascynacje filmowego psychopaty kolekcjonującego odcięte dolne kończyny.

"Wiem kto mnie zabił" to film dla koneserów. Kto szuka sensu, logiki, gry aktorskiej, w miarę sprawnej reżyserii - ten powinien wybrać się do kina na coś innego (cokolwiek innego). Widzowie, którzy doskonale się bawią na filmach nagradzanych przez krytyków jedną gwiazdką z całą pewnością się nie zawiodą. "Wiem kto mnie zabił" jest głupsze niż ustawa przewiduje. I to jest jego największa zaleta.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 66% uznało tę recenzję za pomocną (129 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię