Recenzja filmu Polowanie na prezydenta (2014)
Jalmari Helander

Prezydent w opałach

"Polowanie na prezydenta" ma wszystko, co potrzebne, by zaliczyć się do filmów "tak złych, że aż dobrych" (lub nurtu "guilty pleasure", jak kto woli). Niestety, potraktowanie kiczowatej fabuły ...
Filmweb sp. z o.o.
Prezydent USA to synonim bodajże najpotężniejszego człowieka na świecie, który jednym rozkazem mógłby zmieść z powierzchni ziemi niejedno małe państewko. Jak się jednak okazuje, reprezentant kraju Wujka Sama, pozbawiony licznej obstawy i chroniącej go technologii, jest równie bezradny co bobas w kołysce. Taką wizję amerykańskiego oficjela próbuje nam przynajmniej sprzedać film "Polowanie na prezydenta", w którym głowa państwa zmuszony jest wejść w komitywę z niewyrośniętym trzynastolatkiem. Produkcja, która z założenia winna być lekką parodią, traktuje jednak myśl przewodnią zaskakująco serio. Czy tego typu konwencja ma rację bytu na srebrnym ekranie?

photo.title

Podczas przelotu Prezydenta Williama Allana Moore'a (Samuel L. Jackson) nad Finlandią samolot Air Force One staje się celem ataku, w wyniku którego ginie większość załogi, zaś głowa państwa ląduje w kapsule ratowniczej w samym środku lasu. Tak się składa, iż w to samo miejsce zmierza młody Oskari (Onni Tommila) mający przejść próbę ognia w zalesionym terenie. Jak bowiem nakazuje tradycja, każdy młody członek finlandzkiego plemienia musi własnoręcznie upolować zwierzynę, by stać się mężczyzną. Oskari nie jest wyjątkiem, chociaż z pewnością brak umiejętności łowieckich wyróżnia chłopaka spośród bardziej wojowniczych rówieśników. Niestety, gdy nieznani terroryści dowiadują się o częściowym fiasku zamachu, zarówno Moore, jak i towarzyszący mu Oskari znajdą się z niebezpieczeństwie. Rozpoczyna się gra o przetrwanie, podczas której prezydent udowodni swą władzę w praktyce, a nastolatek postara się zakończyć pomyślnie plemienny rytuał...

photo.title

"Polowanie na prezydenta" ma wszystko, co potrzebne, by zaliczyć się do filmów "tak złych, że aż dobrych" (lub nurtu "guilty pleasure", jak kto woli). Niestety, potraktowanie kiczowatej fabuły niemalże z grobową powagą sprawiło, iż produkcja w reżyserii Helandera jest po prostu zła. Obraz traktujący o prezydencie i jego nieletniej niańce jest zaskakująco nijaki, w dodatku uderzając w twarz widza kinową sztampą. Jest jednak jeden element w filmie, który mógłby zainteresować ewentualną publiczność i zaowocować poświęceniem 75 minut (!) na krótki seans. Po kolei...

photo.title photo.title

Osobno wątki fabularne wyglądają w porządku: z jednej strony widzimy prezydenta zdradzonego przez jednego z podwładnych, na drugim biegunie zaś mamy nastolatka zmuszonego udowodnić swą wartość w boju. Połączenie obu motywów wydaje się jednak iście karkołomną próbą, która, niestety, kończy się w niezbyt udany sposób. W trakcie rozwoju fabuły małoletni bohater dokonuje coraz bardziej brawurowych wyczynów, wliczając w to zwisanie na linie paręset kilometrów nad gruntem, zaś prezydent pełni rolę klauna, który wprowadza quasi-komediowy element do filmu. Zapewne skupienie uwagi na młodszym protagoniście miało być ukłonem w stronę dziecięcej widowni, trudno jednak z pełnym przekonaniem zabrać pociechy na film, w którym trup ściele się gęsto. Tym bardziej dziwi przyznanie "Polowaniu na prezydenta" kategorii PG-13, pomimo stosunkowo bezkrwawej całości (ot, paradoks dzisiejszych czasów).

photo.title

Zdecydowanie dziwacznie wypada sama postać prezydenta, który okazuje się nieporadnym dzieciakiem w ciele dorosłego. Nie wiem jak Wam, ale mnie ni w ząb nie pasuje fizys i charakter Samuela L. Jacksona do roli popychadła, które zdane jest na łaskę małolata i terrorystów. Zdaje sobie sprawę, iż dzieciarni przypadnie do gustu niewydarzony chłopaczek kopiący zadki dorosłych i opiekujący się najpotężniejszym człowiekiem na świecie, jednak przeciętny (również i wiekowo) kinoman będzie postacią odgrywaną przez czarnoskórego aktora raczej zażenowany niźli rozbawiony. "Polowanie na prezydenta" przypomina filmu z gatunku produkcji puszczanych przez TVN w ramówce dla młodych, do której zaliczają się takie tytuły jak "Trzej małolaci ninja" czy "Kosmita z przedmieścia". Niestety dla Helandera, wspomniane kino miało rację bytu jedynie w szalonych latach 90., w których dzieciarnia bijąca dorosłych była na porządku dziennym, ku pokrzepieniu serc milusińskich.

photo.title photo.title

Żeby nie być gołosłownym, z chęcią przytoczę bodajże największą zaletę recenzowanej produkcji. W "Polowaniu na prezydenta" naprawdę mogą się podobać ujęcia prezentujące majestatyczny górski obszar Niemiec "robiących" za Finlandię. Kamera lata swobodnie ponad stromymi szczytami, obejmując piękne wzniesienia i rozłożyste lasy niczym w "Nieśmiertelnym" z 1986 r. Jak się okazuje, każdy kij ma dwa końce, zaś ograniczony budżet produkcji prawdopodobnie zmusił twórców do szczątkowego korzystania z efektów komputerowych i green screenu na rzecz tradycyjnych sekwencji realizowanych w prawdziwym terenie miast w dusznym studio. O ile zatem specyficzną koncepcją "Polowanie na prezydenta" przywodzi na myśl lata 90., tak skromną realizacją odnosi się do kina młodszego o jedną dekadę.

photo.title

Sama intryga będąca filmowym kręgosłupem "Polowania na prezydenta" oferuje ze dwa lekkie twisty fabularne rozpuszczone w morzu wyświechtanych rozwiązań. W sumie poza malowniczą panoramą najwięcej klimatu mają sekwencje odbywające się w naszpikowanej elektroniką siedzibie militarnej, w której poczynania prezydenta obserwowane są ze zdjęć satelitarnych. Chłodne cztery ściany Pentagonu z charakterystycznymi ekranami ukazującymi położenie nadajników, koordynaty i inne użyteczne informacje zawsze przyczyniają się do podbudowania atmosfery, w "Polowaniu na prezydenta" stanowiąc miły kontrast względem przepastnych terenów.

photo.title

"Polowanie na prezydenta" to film skierowany do nikogo. Dorosłych odrzuci zapewne pobłażliwe potraktowanie tematu, w przypadku młodych zaś porcja przemocy zaserwowana w trakcie seansu może okazać się gorzką pigułką nie do przełknięcia... głównie dla zatroskanych rodziców. Same wrażenia wizualne to zbyt mało, by cieszyć się kinem survivalowym podanym w niezbyt strawnej i przyjaznej formie. Spokojnie można odpuścić premierę kinową, nawet jeśli jest się wiernym fanem Samuela L. Jacksona.

Ogółem: 5=/10

W telegraficznym skrócie: komedia potraktowana na poważnie nie wróży nic dobrego...; kiczowata fabuła z raczej schematycznym poprowadzeniem historii + Samuel L. Jackson w roli kompletnej ofermy są niczym ryba z ośćmi, tj. nie do przełknięcia bez popitki; piękne widoczki nieco rekompensują inne (liczne) przywary; skandalicznie krótki czas trwania filmu nie jest akurat wadą. Rzecz do ewentualnego zobaczenia na DVD.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)