Recenzja filmu Jak zostać czarodziejem (2018)
Andrés Couturier

Rozczarowani

Czego w tym filmie nie ma! Są wywracane do góry nogami bajkowe schematy oraz satyra na opleciony światłowodami współczesny iŚwiat. Jest księżniczka odkrywająca, że nie potrzebuje u boku księcia z ...
Filmweb sp. z o.o.
"Jak zostać czarodziejem" reklamowane jest jako nowe dzieło scenarzystów "Epoki lodowcowej 2". Wybita na plakatach wielkimi literami informacja sugeruje, że oto mamy do czynienia z nową familijną produkcją, która zjechała wprost z taśmy w Fabryce Snów. To nie do końca prawda. Owszem, jeden z autorów fabuły, niejaki Jim Hecht, maczał palce w filmach o przygodach Sida i spółki. Z kolei odpowiadający za wygląd postaci Craig Kellman ma w CV  m.in.  "Hotel Transylwanię" oraz "Madagaskar". Większość twórców pracuje jednak w Wielkiej Brytanii i Meksyku, a w ich filmografiach próżno szukać wielkich międzynarodowych hitów. "Czarodziej" prawdopodobnie także nie oczaruje publiczności. Stanie się tak jednak nie z powodu technicznych niedostatków wynikających z ograniczeń budżetowych, lecz kiepsko napisanej, nieangażującej historii.  


Tytułowym kandydatem na mistrza magii jest Terry, właściciel podupadającego parku rozrywki. Młodzian przypadkowo przenosi się do magicznej krainy, o której w dzieciństwie nieustannie opowiadała mu babcia, słynna pisarska. Wizyta chłopca zbiega się w czasie z ucieczką z więzienia złego czarodzieja Zgredka. Uciekinier pragnie zemścić na królu, który lata wcześniej kazał wtrącić go do lochu. Kiedy jednak okazuje się, że władca zmarł, Zgred skupia swój gniew na jego córce, Śmieszce. Następczyni tronu musi połączyć siły z Terrym, by ocalić poddanych i na nowo zaprowadzić porządek w królestwie.


Czego w tym filmie nie ma! Są wywracane do góry nogami bajkowe schematy oraz satyra na opleciony światłowodami współczesny iŚwiat. Jest księżniczka odkrywająca, że nie potrzebuje u boku księcia z bajki, a także magik, którego czary niczym leki psychotropowe wywołują w ludziach sztuczną radość. Po ekranie paradują m.in. krwiożercze choinki oraz różowe stwory strzelające z nosów zatrutymi strzałkami. Slapstick kroczy pod rękę z kinem akcji, psychodelia z Disneyowską słodyczą, pastel zderza się z mrokiem. Brakuje tylko interesujących, wyrazistych bohaterów, z którymi chciałoby się odbyć podróż po tym ciut szalonym, zbudowanych na kontrastach świecie. Terry, choć wie jak zreperować to i owo, jest osobnikiem bez właściwości, Śmieszka nie śmieszy, a irytuje, zaś Zgred przez większość seansu pozostaje jednowymiarowym czarnym charakterem. Gdy widzowi przestaje zależeć na postaciach, wkrótce traci on również zainteresowanie akcją. Cóż z tego, że morał filmu jest ładny: w głębi duszy każdy nosi w sobie pokłady dobra, a happy endy zdarzają się nie tylko w baśniach. Niestety, nim twórcom udaje się dobrnąć do pouczającego finału, atmosfera przygody wyparowuje z ekranu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie