Recenzja filmu 8 części prawdy (2008)
Pete Travis

Sensacyjna układanka

Film Travisa jest przeznaczony do natychmiastowej konsumpcji. Pod warunkiem, że zamiast na myśleniu skupimy się na przeżuwaniu.
Filmweb sp. z o.o.
Jak mówi stare porzekadło: jaki jest koń, każdy widzi. Podobnie rzecz ma się z filmem Pete'a Travisa. Mimo użytego ambitnego chwytu formalnego jest to zwykła lekkostrawna historyjka o bohaterskim agencie. Zamiast "Rashômona" kina sensacyjnego zostaje nam bezpretensjonalny obrazek z efektowną sceną pościgu po ulicach Salamanki. Dziełko momentami emocjonujące, a momentami głupawe, ale wbrew pozorom i dzięki Bogu bez większych ambicji z wyjątkiem zaspokojenia głodu rozrywki.

Pomysł wyjściowy był ciekawy. Po pierwsze, zacząć od zamachu na prezydenta USA. Żadnych przygotowań, żadnych eksplanacji, jesteśmy postawieni przed faktem dokonanym. Na samym wstępie facet z gwiaździstym sztandarem w klapie dostaje kule i jest po wszystkim. To jednak dopiero początek, bo całą sytuację obejrzymy z ośmiu punktów widzenia: od przypadkowych widzów, poprzez agenta ochrony, aż po terrorystów. Intrygujący (przynajmniej z początku) pomysł zostaje szybko zastąpiony przez standardowe kino sensacyjne.

"8 części prawdy" mają zaskakiwać, odsłaniać przed nami kolejne elementy zamachu na prezydenta, a każdy z nich ma zmieniać znaczenie pozostałych. Tak jest przez około połowę filmu, reszta to składanie tego wszystkiego do kupy. Reżyser stosuje co chwilę zwroty akcji, bo jak widać osiem punktów widzenia wydało mu się za mało. Prowadzi to jednak, co najwyżej, do nagromadzenia absurdów, a nie spotęgowania suspensu. Jeżeli ktoś kiedyś pokusiłby się o stworzenie galerii prezydentów i ich agentów w filmach amerykańskich, to bohaterowie Travisa wpisują się tam idealnie, jak jedni z bardziej wrażliwych, ludzkich i zabawnych.

Film Travisa jest przeznaczony do natychmiastowej konsumpcji. Pod warunkiem, że zamiast na myśleniu skupimy się na przeżuwaniu. Wtedy nawet smakuje. Wchodzi gładko i nie pozostawia po sobie niesympatycznego posmaku. Taka filmowa przekąska. Jeżeli jednak zdecydujemy się myśleć przy jedzeniu, to otrzymamy dziwaczną historię z morałem o tym, że nie tyle prawda nas wyzwoli, ile niewinne dziecko zbawi świat. Interpretujcie to, jak chcecie.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 49% uznało tę recenzję za pomocną (86 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)