Recenzja gry Destiny 2: Twierdza Cieni (2019)

Wielka draka na Księżycu

Jest coś prawdziwie niesamowitego w każdym powrocie do "Destiny 2”, kiedy to Bungie bombarduje dyski twarde naszych konsol i komputerów gigabajtami nowej zawartości. Lista przyjaciół jest wtedy ...
Filmweb sp. z o.o.
Jest coś prawdziwie niesamowitego w każdym powrocie do "Destiny 2", kiedy to Bungie bombarduje dyski twarde naszych konsol i komputerów gigabajtami nowej zawartości. Lista przyjaciół jest wtedy pełna, zewsząd dzwonią powiadomienia o zaproszeniu do gry, a ekran robi się zielony od nicków znajomych postaci. O tym, że magia tego IP wciąż działa, świadczą zresztą nie tylko te sygnały, ale również fakt, że media o trzyletnim już "Destiny 2" wciąż chcą pisać.

photo.title

A naprawdę jest o czym. "Twierdza Cieni" – najnowsze rozszerzenie dzieła Bungie – to prawdziwe eldorado zawartości, strzelania oraz tradycyjnie już – lootu. Jest jednak dla twórców czymś więcej, bowiem ma być nowym otwarciem po rozwodzie z gigantem wydawniczym Activision oraz pierwszym krokiem na drodze realizacji 5-letniego planu życia gry. Witani więc jesteśmy z przytupem charakterystycznym dla twórców legendarnego "Halo". Pierwsza misja, która prowadzi nas z powrotem na znany z "Destiny 1" Księżyc, to szałowa bitwa lądowa z Rojem i przeprawa przez krwawoczerwoną, górującą nad skalistym krajobrazem twierdzę. Zwieńczona jest odkryciem złowieszczej siły skrytej przed eonami pod powierzchnią srebrnego globu. Jest dobrze, klimat można ciąć nożem i człowiek mimowolnie przestawia się na tryb zombie, gotów całą noc spędzić na poznawaniu tajemnic "Twierdzy Cieni". Szkoda jednak, że dość szybko ów wyśmienity początek przepoczwarza się w standardową dla serii bieganinę od punktu A do punktu B oraz wyrzynkę brzydkich kosmitów. To nic złego, emocje wciąż tu są, jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, że dość krótka oraz zakończona nagłym cliffhangerem kampania tego dodatku w niczym nie dorównuje temu, co zaserwował nam mistrzowski dodatek "Porzuceni" w 2018 roku.

photo.title

Powrót na Księżyc jest zresztą obarczony dość dużą dawką nostalgii. Starzy weterani od razu odnajdą się w terenie, wychwycą ponownie wykorzystane lokacje, obiekty czy wrogów napotykanych dokładnie w tych samych miejscach co kiedyś. Nie jest to jednak na szczęście jedynie bezczelne kopiowanie. Księżyc mimo wszystko przeszedł kilka drastycznych zmian, obszar się powiększył (m.in. o wspomnianą czerwoną twierdzę) i wzbogacił o tonę nowych sekretów oraz kilka nowych aktywności. Z jednej strony rozrywany od wewnątrz srebrny glob to doskonały narracyjny nośnik – obszerna metafora kilkuletniej historii marki. Księżyc zrazu znajomy, czasem okrywa głębsze niż w części pierwszej blizny, pęknięcia skorupy oraz makabryczne gmachy Roju. Jest dowodem na to, że uniwersum "Destiny", mimo starań Strażników (czyli nas, graczy), ulega entropii i powolnym działaniom mrocznych sił. Oczywiście piękne widoki oraz doskonałe wyczucie artystyczne grafików wydatnie nam w osiągnięciu takiego wrażenia pomagają. Z drugiej strony dziwne, że Bungie, chcąc pchnąć graczy naprzód, cofa się nie tylko narracyjnie (w trakcie kampanii zmierzymy się z duchami większości znanych z historii serii antagonistów), ale momentami i konceptualnie. Próżno tu bowiem doszukać się w trakcie kampanii wyzwań oraz przeciwników, których nie widzieliśmy wcześniej. Wszędzie przebija natrętne uczucie deja-vu i dopiero uaktywniona tydzień po premierze inwazja Vexów (kolejnej wrogiej rasy w uniwersum "Destiny") oraz nowy doskonały Najazd z kilkoma ciekawymi patentami wprowadziły powiew świeżości. Zresztą charakterystyczne dla "Twierdzy Cieni" jest to, że tym razem twórcy, mając w głowie rozwój długoterminowy, dozują nam – na dobre i na złe – kolejne atrakcje. Zamiast rewolucji, jest więc ewolucja, czy tego chcemy czy nie.

photo.title

Skłamałbym jednak mówiąc, że w nowym rozszerzeniu brak odwagi i śmiałych zmian. One tu są, tylko skryte pod maską. Podczas gdy kampania oraz nowa lokacja bazują na znanych tropach oraz uczuciach, trybiki gry przeszły drastyczną metamorfozę, czego najlepszym wyrazem jest tzw. Armor 2.0. To nic innego jak całkowicie przemodelowany system pancerzy, premiujący tym razem elastyczność w dostosowywaniu sprzętu do własnego stylu gry. Podobnie zresztą jak przebudowany system modów stosowanych tak w fatałaszkach, jak i spluwach. Po pierwsze zlikwidowano ich jednorazowy charakter – każdy zdobyty mod to zabawka wielokrotnego użytku. Po drugie ich specyfika realnie wpływa na zdolności ofensywne i defensywne Strażników. To naprawdę czuć w każdym trybie gry, szczególnie w sekcji PvP wzbogaconej o nowe playlisty oraz poprawiony system rang. W "Destiny 2" wreszcie realne stają się własne buildy postaci i pozostaje tylko żałować, że tradycyjnie nie nadąża za tym mocno już przeładowany i powolny interfejs, nie oferujący nadal opcji zapisywania sobie gotowych zestawów sprzętu (tzw. loadoutów). Ten brak boli tym bardziej, że Bungie wraz z "Twierdzą Cieni" i nowym, ósmym sezonem udało się zbalansować system zdobywania nagród w naprawdę mistrzowski sposób. Nie ma na mapie aktywności, a w trakcie gry nie ma minuty, w której czegoś byśmy nie zyskiwali. Czy będzie to nowy kawał wyjątkowo fantazyjnego sprzętu, którym można pochwalić się przed kumplami, zdobycie kamienia milowego w zakładce Triumfów czy wreszcie ukończenie kolejnego kroku w wieloetapowym quescie – cały czas czujemy, że do czegoś dążymy. Idealnym uzupełnieniem tego systemu jest wprowadzona wraz z "Twierdzą Cieni" przepustka sezonowa, która całkiem hojnie nagradza za zdobywanie nowych poziomów. 

photo.title   

"Destiny 2" w 2019 roku wciąż jest relewantne na rynku gier jako usług, a "Twierdza Cieni" to tego doskonałe ukoronowanie. Nie tak rewolucyjne i nie tak obszerne jak "Porzuceni" i nieco zbyt mocno polegające na taniej nostalgii, jednakże ważne z punktu widzenia przyszłości marki. Stare wygi pokręcą trochę nosem na znane księżycowe krajobrazy, ale szybko wpadną w wir zaliczania nowych zadań, zachęceni istotnymi zmianami w systemie. Jest to jednak najlepszy czas dla nowych graczy, zwłaszcza że ogromna część wcześniejszej zawartości "D2" jest teraz darmowa. Płatni "Porzuceni" i nowa "Twierdza Cieni" są wówczas doskonałym uzupełnieniem i tak już bogatej w zawartość przygody. Wejście w to wszystko to jak skok na główkę z malowniczej skały prosto w odmęty bezkresnego oceanu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Piotr Rozbicki
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię