Recenzja filmu Gomorra (2008)
Matteo Garrone

Zwyczajna Kamorra

"Gomorra" nawiązuje do najlepszych tradycji włoskiego neorealizmu. Chaotyczność obrazu skontrastowana jest z wystudiowanymi i dopieszczonymi zdjęcia.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Gomorra (2008)
Książka Roberta Saviano odniosła niebywały sukces wśród czytelników i krytyków. Za głośne mówienie o tym, o czym na ogół się szepcze, Kammora wydała na pisarza wyrok śmierci, co prócz oczywistych kłopotów przysporzyło mu jeszcze większej popularności. Co ciekawe, film, który powstał na jej podstawie, jest równie dobry, jeżeli nie lepszy niż książka. A przecież opowieści Saviano zaadaptować się nie da.

"Gomorra" jest pisana od wewnątrz. Każde zdanie jest przetrawione i nasycone emocjami. Pisarz nie chce tylko opisywać, jego ambicje sięgają dużo dalej, chce poruszać rząd ludzkich sumień. Mówienie o tym, co oficjalnie przemilczane, jest dla niego Conradowskim z ducha wymierzaniem sprawiedliwości widzialnemu światu. Nie ma tu dystansu do opisywanej rzeczywistości, jest ona boleśnie bezpośrednia. Nic więc dziwnego, że momentami autor popada w niebezpieczną z literackiego punktu widzenia egzaltację. Najmocniejsze momenty są wtedy, kiedy "poezja" ustępuje suchej prozie i tylko momentami delikatnie przez nią przeziera. I właśnie w tym duchu utrzymany jest  inspirowany książką film Matteo Garrone.

"Gomorra" nawiązuje do najlepszych tradycji włoskiego neorealizmu. Często w dyskusji o filmie mówi się, że jest on robiony jak dokument lub paradokument. Nic bardziej mylnego, bohaterem tego filmu jest kamera, to ona z sobie tylko danych punktów widzenia obserwuje świat. Chaotyczność obrazu skontrastowana jest z  wystudiowanymi i dopieszczonymi zdjęcia. Każda z jazd kamery jest przemyślana, każdy kadr zakomponowany. Obiektyw nie jest jednak źrenicą bohatera, ale autonomicznym podmiotem.

O mafii i zbrodni można mówić na kilka sposobów. "Ojciec Chrzestny" stworzył mitologiczny obraz "rodziny" na wzór szekspirowskich tragedii. Martin Scorsese skoncentrował się na ulicznych cwaniaczkach, żołnierzach zorganizowanej przestępczości, nasycając opowieść brutalnością, okrucieństwem, ale też swoistą witalnością i atrakcyjnością. "Rodzina Soprano" pokazała codzienną zwyczajność i banalność zbrodniczego życia. Wszystkie te narracje, chcąc nie chcąc, stworzyły bohaterów, którzy są nam w jakiś sposób bliscy. Czy chodzi o tragedię władzy (wspomniany "Ojciec Chrzestny"), o marzenia o szalonym życiu ("Chłopcy z ferajny"), czy też o rozdartego między brudnym i bezwzględnym fachem a troską o rodzinę mafioza (Tony Soprano), wydają nam się oni ludzcy i na swój sposób sympatyczni. Strategia "Gomorry" jest całkowicie inna, to mozaika wątków układająca się w fresk ziemi jałowej, pozbawionej jakiejkolwiek wzniosłości, mitologii czy symboliki. Jaka jest, każdy widzi, może wyjątkiem są ci, którzy po niej stąpają.

Każdy z wątków "Gomorry", z wyjątkiem wymiaru socjologicznego, tj. mającego pokazać kolejne dziedziny działania Kammory, rożne wymiary niszczenia tkanki społecznej, ma swoich bohaterów, będących pełnokrwistymi postaciami, a nie tylko rezerwuarem znaczeń. Nie znaczy to jednak, że widz łatwo się z nimi identyfikuje. Reżyser pozostawia nas na zewnątrz opowiadanej historii, chce byśmy ją zrozumieli, ale nie pozwala nam roztopić się w zbyt łatwej empatii.

"Gomorra" być może nie jest arcydziełem, ale z całą pewnością jest filmem znakomitym. Brak tu efekciarstwa, które sprawia, że każdy dorastający chłopiec i dziewczynka uwielbiają filmy o gangsterach. Brak kwestii, które można by cytować na imprezach. Jest za to kilka scen, jak chociażby ta w domu rodziny oddającej ziemię pod nielegalne wysypiska, które zapadają w pamięć i świadczą o niesamowitym wyczuciu materii filmowej przez twórców. Te kilka obrazów nasącza "Gomorrę" wystarczającą dawką poezji, aby wykroczyć daleko poza to, co często mylnie jest odbierane jako paradokumentalny obraz mafii na południu Włoch.

W książce Savianno prowadził narrację na trzech poziomach: dokumentalnym – przywracał pamięć o zbrodniach, opisywał procedery, które większość wolałaby przemilczeć; poetyckim, gdzie to, co opisane, nabiera wymiaru metaforycznego; socjologicznym, pokazując system Kammory jako logicznie wynikającą i integralną część neoliberalnej gospodarki. W filmie wnioski widz musi wysnuć sam. I bardzo dobrze.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (76 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię