Obserwacyjna natura i niewątpliwa czułość, jaką Wider otacza swoją protagonistkę w jej inicjacyjnej drodze, jest jednak wystarczająca, by pełnometrażowy debiut okazał się sukcesem; jest bowiem
Dla Niny (Julia Totoszko) nadchodzące wakacje zapowiadają się jak nastoletni koszmar. Nie dość, że musi spędzać je poza miastem – z dala od znajomych, nie mogąc chodzić na imprezy ani trenować do tanecznych zawodów ze swoim partnerem – to dodatkowo musi zamieszkać wraz ze swoim dawno nie widzianym ojcem, który rozbił rodzinę. Traci też prawo do prywatności (przestrzeń dzieli z rodzeństwem Miki) i nie zna prawie nikogo z okolicy, z wyjątkiem nieco starszego Kamila (Jan Sałasiński), będącego jej ostatnią deską ratunku – częstującego zapalniczką i dowodem osobistym w sklepie. Jak to jednak często bywa, nawet najgorzej zapowiadające się wakacje mogą nas czymś zaskoczyć – tak jak i same "Fluidy".
Telewizja Polska
Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych (WFDiF)
Polski Instytut Sztuki Filmowej
Studio Munka
Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy
Debiut Marii Wider, jedno z największych odkryć tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, to opowieść coming of age, w której wchodzenie w dorosłość nie wiąże się z wielkimi dramatami. Można wręcz powiedzieć, że fabularnie nie dzieje się tu wiele. Ot, Nina wchodzi po prostu w kolejne interakcje z otoczeniem. Młodsze Miki rozmawia z nią o swojej tożsamości w trakcie tworzenia dokumentalnego filmu o ich rodzinie. Innym razem bohaterka włóczy się po okolicy z Kamilem albo kłóci z ojcem, próbującym uratować utracone relacje. Obserwacyjna natura i niewątpliwa czułość, jaką Wider otacza swoją protagonistkę w jej inicjacyjnej drodze, jest jednak wystarczająca, by pełnometrażowy debiut okazał się sukcesem; jest bowiem czymś nowym, wyjątkowym w pejzażu polskiej kinematografii.
"Fluidy" przedstawiają nam zbiorowisko postaci, z których każda coś sobą reprezentuje i wymyka się poza schemat. Bo choć jest tu zgrany trop zdradzającego ojca, to jednocześnie sam bohater ma świadomość trudu, jaki nosi za sobą próba odbudowania zaufania – co podkreśla bardzo dobrze grający rodzicielskie zagubienie Jacek Borcuch. Wątek Miki to z kolei jedno z najciekawszych przedstawień fascynacji kamerą filmową (Wider zresztą pięknie zestawia nagrywającą Miki z Niną korzystającą ze smartfona). Obiektyw ma być źródłem dotarcia do skrywanych uczuć nagrywanej rodziny. "Fluidy" to także chyba najważniejsza dotychczas próba opowiadania o niebinarności, będąca przykładem, jak tworzyć kino inkluzywne, niesprowadzające się jedynie do sygnalizowania tematu, a włączające go w fabułę tak, by współtworzył spójną całość i był ważną jej częścią, nie tylko z nazwy, ale emocjonalnie.
Telewizja Polska
Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych (WFDiF)
Polski Instytut Sztuki Filmowej
Studio Munka
Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy
Poza reżyserskim odkryciem "Fluidy" to także odkrycie aktorskie. Kreacja Julii Totoszko od początku – gdy kłóci się z matką (Roma Gąsiorowska) o możliwość palenia w samochodzie, jest bardzo intensywna, jednocześnie nigdy nie przekracza granicy szarży. Totoszko staje się uosobieniem młodzieńczego buntu, niezgody na zastany świat i zrzucone na jej barki sytuacje. Zarówno gdy jej Nina się wścieka, przesadza z używkami, jak i gdy odsłania swoją wrażliwą stronę, czy to w relacji z Kamilem, czy też w trakcie tańca, pozostaje postacią wiarygodną, co jak na kino o nastolatkach nie jest przecież aż tak częste. To też wielka zasługa scenariusza – nie miałem w żadnym momencie poczucia oglądania historii przepuszczonej przez filtr dorosłego, próbującego nachalnie ogrywać młodzieżowy język, ani forsującego nam wizję sztucznie zdeprawowanych młodych. To idealnie, wręcz alchemicznie wyważony portret młodej kobiety – który dzięki Totoszko, staje się nie tylko prawdziwy, ale także pamiętny.
Również otoczenie postaci jest wyjątkowe. Choćby lokacje z domku wczasowego, czy basenu i kadry wręcz pocztówkowo umieszczające w centrum Ninę i Kamila. Albo pomost, nad którym wypoczywa główna bohaterka. "Fluidy" w sposób nienachalny eksponują malarskość zdjęć Miłosza Kasiury (współpracującego z reżyserką przy jej krótkich metrażach, jak "Starsza pani szuka" czy "Gęś"). Nie ma tu jednak nieznośnej kreacji, instagramowej sztuczności: piękno zdjęć, przychodzi naturalnie, jak prawie wszystko w debiutanckim filmie Wider.
Telewizja Polska
Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych (WFDiF)
Polski Instytut Sztuki Filmowej
Studio Munka
Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy
Oczywiście można się z pewnymi wyborami narracyjnymi nie zgadzać. Dla niektórych przesadą będzie zapewne sekwencja lokalnej imprezy, dla innych sam fakt, że nic ważnego w filmie się nie dzieje (brak zwrotów akcji, wszystko jest z natury obserwacyjne), będzie wykluczał udany seans. Z tym że ostatni fakt – fakt "nic-się-niedziania" – jest przecież realistyczną obserwacją; nasze dojrzewanie rzadko kiedy (zwłaszcza patrząc na nie z perspektywy czasu) składa się z drastycznych, wielkich przewrotów. Raczej powoduje, że ewoluujemy, stopniowo się zmieniamy; tak jak główna bohaterka gdy powoli akceptuje samotność oraz sytuację, w jakiej się znalazła – jak w pięknej ostatniej scenie.
Telewizja Polska
Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych (WFDiF)
Polski Instytut Sztuki Filmowej
Studio Munka
Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy
W ostatnich latach, nawet gdy powstawały filmy "o młodych", raczej rzadko kiedy były skierowane "dla młodych", zawierały w sobie tę soczewkę pokoleniowej przewagi, jaką osoby tworzące miały nad bohaterami. "Fluidy", jako jeden z niewielu tytułów – być może obok "Ostatniego komersu" – wydają mi się filmem również DLA młodych, bez wyolbrzymień, silenia się na pozory. Formalna i narracyjna szczerość, jaką operuje Wider, zwłaszcza u debiutantki, godna jest podziwu – nie ma tu żadnej pozy, żadnego artystycznego wymyku – jest po prostu obserwacja zgromadzenia przeciekawie napisanych postaci, ich małych dramatów i napięć. I tego rodzime kino bardzo potrzebowało.