Recenzja filmu

Mexican (2001)
Gore Verbinski
Julia Roberts
Brad Pitt

Poszukiwacze zaginionej pukawy

Tego jeszcze nie było: Julia Roberts i Brad Pitt razem na ekranie! Jako para - ale wielbicielki Brada i wielbiciele Julii mogą spać spokojnie. Zaraz na początku filmu On, czyli Jerry Welbach i ...
Tego jeszcze nie było: Julia Roberts i Brad Pitt razem na ekranie! Jako para - ale wielbicielki Brada i wielbiciele Julii mogą spać spokojnie. Zaraz na początku filmu On, czyli Jerry Welbach i Ona, czyli Samantha Barzel rozstają się (w scenie "balkonowej") i przez większą część filmu oglądamy ich osobno.
Jerry to uroczy, lecz nieco ofermowaty gangster (czym dokładnie się trudni, nie wiadomo - chodziło pewnie o to, by nie był postacią negatywną). Samantha stawia mu ultimatum: albo zerwie z mafią, albo ona zerwie z nim. Jednak, jak na ofermę przystało, nie udaje mu się zrealizować zadania, które miało być jego ostatnim. Za karę szefowie wysyłają go do Meksyku, skąd ma przywieźć bezcenny zabytkowy pistolet, tytułowy "Mexican". Samantha wyrzuca ciuchy Jerry'ego przez okno i rusza do Las Vegas, gdzie mieli pojechać oboje.

W ten sposób ich drogi się rozchodzą: na przemian śledzimy losy Jerry'ego i Samanthy. Jak można się było spodziewać, zadanie wyznaczone przez gangsterów nie jest wcale takie łatwe, jakim mogło się wydawać: znaleziony pistolet szybko wymyka się Jerry'emu z rąk, podobnie jak wynajęty samochód i pieniądze. W swojej podróży przez spalone słońcem równiny oraz zapomniane przez Boga i ludzi miasteczka poznaje legendę związaną z pistoletem i dowiaduje się o niebezpieczeństwie grożącym jego dziewczynie.
Tropem Samanthy rusza dwóch płatnych zabójców (okazuje się bowiem, że jest jeszcze ktoś, komu zależy na pistolecie). Porywa ją typ o imieniu Leroy - dziewczyna ma być gwarancją, że Jerry, który zwleka z powrotem, odda pistolet swoim szefom. Leroy to typ gangstera z problemami - reżyser wykorzystał modny ostatnio motyw (np."Depresja gangstera") i powierzył tę rolę Jamesowi Gandolfiniemu, znanego z "Rodziny Soprano". Tak powstały duet jest prawdziwą ozdobą filmu. Samantha jest żywiołowa, spontaniczna, bezpośrednia i gadatliwa. Naczytała się poradników psychologicznych w rodzaju "Mężczyźni, którzy nie potrafią kochać" i mówi ich językiem - zupełnie jak Bridget Jones, główna bohaterka bestsellerowej powieści Helen Fielding pod tym samym tytułem. Leroy jest spokojny i wyciszony - w zetknięciu z neurotyczną Samanthą wydaje nam się fajnym, zrównoważonym facetem, mimo że zarabia na życie zabijaniem! Między katem a ofiarą rodzi się więź, a nawet przyjaźń (to też już gdzieś było...). Zwierzają się sobie z problemów sercowych i świetnie się razem bawią - oczywiście, do czasu.

Choć fabuła jest okrutnie zagmatwana, w filmie chodzi głównie o to, czy Jerry'emu uda się znaleźć pistolet i odzyskać dziewczynę. To komedia, więc nie spodziewałam się dzieła poruszającego do głębi, lecz dobrej zabawy i zachowania logiki wydarzeń. To drugie nieco szwankuje, ale nie mogę się przyczepić, bo musiałabym opowiedzieć zakończenie. Dobra zabawa... Hm, nie skręcałam się ze śmiechu, ale przyznać trzeba, że dialogi Samanthy z Leroyem są naprawdę zabawne, podobnie jak konfrontacje Jerry'ego z Meksykanami. Największy wdzięk i specyficzny klimat mają właśnie sekwencje zrealizowane w Meksyku. Zdjęcia kręcono w małym, sennym miasteczku Real de Catorce, położonym wysoko w górach.

Aby przystosować tę skromną mieścinę do potrzeb dużej produkcji, przez dwa miesiące prowadzono prace hydrauliczne, elektryczne i telekomunikacyjne, wyremontowano wszystkie hotele, zbudowano lotnisko dla helikopterów i zainstalowano sieć telefonii komórkowej! Ciekawe, czy podobne korzyści wynieśli mieszkańcy PGR-u, w którym Machulski kręcił swój ostatni film?

Mieszkańcy Real de Catorce pracowali na planie, wielu statystowało, a kilku zagrało w epizodach. To właśnie starannie dobranym plenerom i "naturszczykom" zdjęcia nakręcone w Meksyku zawdzięczają styl i siłę wyrazu. Należy tu również wspomnieć o ciekawie zrealizowanym pomyśle: legendę o zabytkowym pistolecie, na którym spoczywa klątwa, słyszymy kilkakrotnie, z ust kilku osób, z których każda podaje nieco inną jej wersję. Za każdym razem na ekranie pojawia się miasteczko z przeszłości - zbudowane specjalnie na potrzeby tej produkcji. Sceny tej specyficznej retrospekcji sfilmowano tak, aby przypominały nieme filmy - czarno-biały obraz faluje, a miejscami jest rozmyty. Legenda związana z pistoletem, historia wielkiej miłości, przydaje filmowi sensu i uroku. Tylko dzięki niej możemy uwierzyć, że w poszukiwania pistoletu zaangażowanych jest tyle osób!

Przez cały czas trwania filmu miałam skojarzenia z "Pulp Fiction" - czy za sprawą ironii, którą podszyta jest cała historia i z jaką przedstawione są postacie, czy z powodu specyficznego nastroju i muzyki... Okazało się, że główną przyczyną moich skojarzeń jest osoba producenta, który był głową całego przedsięwzięcia. Lawrence Bender ma na swoim koncie właśnie "Pulp Fiction", "Jackie Brown" i "Wściekłe psy". Razem ze swoim wspólnikiem Johnem Baldecchi powierzyli zrealizowanie scenariusza (pióra J.H. Wymana) reżyserowi Gore'owi Verbinskiemu. Jego zadaniem było nadanie filmowi zapadającego w pamięć "klimatycznego" stylu. I to mu się udało.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
71% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).
Udostępnij: