Recenzja filmu

Projekt X (1987)
Jonathan Kaplan
William Sadler
Johnny Ray McGhee

Małpa też człowiek

"Dawno tak bardzo nie cieszyłem się z sięgnięcia po starą i nieznaną pozycję jak w przypadku "Projektu X" (...). Film Pana Kaplana to bowiem niesłusznie zapomniana perełka, która utonęła w morzu ...
Jak głosi stare porzekadło, w Hollywood należy unikać dwóch rzeczy: grania z dziećmi i ze zwierzętami. O ile w "Projekcie X" młodzieży jest jak na lekarstwo, co najwyżej w osobie nieopierzonego głównego bohatera, tak prymitywnych milusińskich mamy w filmie całe zatrzęsienie. Człekokształtne małpy odgrywają w quasi-familijnej produkcji niebagatelne znaczenie, wokół nich bowiem rozgrywa się cała zmyślnie napisana fabuła. Nie uprzedzajmy jednak zawczasu rozwoju wypadków, gdyż dzieło Pana Kaplana bezsprzecznie zasługuje na pochwalne peany w formie dłuższej, bardziej wnikliwej, recenzji.

Sięganie po klasykę kina jest niczym gra w rosyjską ruletkę, jeno przy użyciu rewolweru z niemalże całkowicie wypełnionym bębenkiem. Nierzadko zdarza się bowiem, że kultowy w mniemaniu licznej rzeszy widzów tytuł zwyczajnie nie wytrzymuje próby czasu. Innym razem z kolei powrót do obejrzanych za dzieciaka filmów kończy się srogim zawodem... Tak, siła nostalgii często robi swoje. Tym niemniej w przypadku "Projektu X" oba wspomniane wyżej problemy nie wchodzą w ogóle w grę, przynajmniej w moim przypadku. Po pierwsze, przytoczona wyżej produkcja przeszła niemalże bez echa w dniu premiery, do tego nieszczególnie często puszczana jest w telewizji. Po drugie, nigdy wcześniej nie miałem okazji z dziełem Pana Kaplana się zapoznać, toteż i oczekiwania wobec ww. pozycji były mocno umiarkowane... I być może właśnie dlatego "Projekt X" tak szalenie przypadł mi do gustu.

Jimmy Garrett (Matthew Broderick) to młody, zblazowany i niepokorny pilot, który ma w głębokim poważaniu wszelkie reguły. Niestety, po kolejnym wybryku chłopak zostaje oddelegowany do tajnej placówki badawczej, w której naukowcy próbują przystosować małpy do obsługi myśliwców. Garrett, choć z początku sceptycznie nastawiony do całego projektu, z czasem zaczyna pałać sympatią do człekokształtnych pobratymców, a zwłaszcza do rezolutnego Virgila (Willie). Niespodziewana przyjaźń między brawurowym pilotem i kudłatym towarzyszem niedoli zostanie jednak wystawiona na próbę w momencie, gdy na jaw wyjdzie prawdziwy cel eksperymentu...

Nie dajcie się zwieść pozorom; pomimo, że z okładki filmu spogląda na nas uśmiechnięty młodzian z sympatyczną małpką majaczącą się w tle, bynajmniej nie jest to produkcja przeznaczona dla młodego odbiorcy. Owszem, sam opisałem wcześniej "Projekt X" jako obraz familijny, aczkolwiek przekonany jestem, iż kilka chwytających za serce scen przeraziłoby dzieci nie na żarty. To właśnie jednak dzięki takim zabiegom opisywany obraz zostaje w pamięci na długo po seansie. Pod płaszczykiem niezobowiązującego kina scenarzystom udało się przemycić głębokie treści poddające w wątpliwość wszelkie eksperymenty przeprowadzane na Bogu ducha winnych zwierzętach.

Paradoksalnie jedną z największych zalet filmu, zwłaszcza patrząc z perspektywy czasu, jest jego... wiekowość. O ile dla mnie produkcje z lat 80. i 90.  nie są w żadnym wypadku "ramotami', tak dla większości młodego pokolenia tytuły z tamtych dekad są niczym z lamusa wyciągnięte. Abstrahując od podejścia nastoletniego widza do starych pozycji, jedno trzeba im przyznać: wszystkie efekty specjalne musiały być wykonane "po bożemu", tj. z minimalnym lub wręcz zerowym użyciem komputera. Jak to się zatem ma do "Projektu X"? Otóż wszystkie małpy ukazane na ekranie są tak autentyczne, jak to tylko możliwe. Tak jest, drogi Czytelniku, nie uświadczysz to żadnych komputerowo generowanych człekokształtnych, jeno prawdziwe zwierzęta z krwi i kości.

Tym bardziej imponujące jest zgranie kosmatych aktorów z chodzącymi na dwóch nogach kolegami po fachu. Sam Virgil zachowuje się jak ludzka istota, tzn. ma swoje humory, lubi psocić, grymasić, a nawet... uderzać do płci pięknej. Przy okazji dobitnie widać jak wiele wspólnego ma nasz gatunek z niepozornymi małpami. Mimika, gesty, komiczne miny... Wypisz, wymaluj, przodek człowieka jak żywy. To właśnie rewelacyjnie ukazana wrażliwa strona poddawanych testom zwierząt stanowi podwaliny pod emocjonalny rollercoaster jakiego pewnikiem doświadczy co wrażliwszy widz w dalszej części seansu. Aż korci mnie by zdradzić jakiż to wstrząs zastosował reżyser, nie zepsuję Wam jednak przyjemności zapoznania się z nim osobiście. Napiszę tylko jedno: dwa momenty w których małpy beznamiętnie wbijają wzrok w kamerę powodują ciarki na plecach...

Lwią część klimatu, zwłaszcza we wzruszających i targających emocjami kinomana sekwencjach, to zasługa mistrza Hornera. Skomponowana przez niego ścieżka dźwiękowa w idealny sposób łączy ze sobą motywy przypominające kino na wskroś przygodowe z poważnymi, niepokojącymi wręcz, wtrętami. Rzut oka na dorobek artysty udowadnia jak płodny i utalentowany jest to muzyk, na pewno zaś kompozycje dopełniające dramaturgię obrazu ujmy Hornerowi nie przyniosą.

Z niekłamanym sentymentem obserwuje się też na ekranie szarżującego Matthew Brodericka, która w "Projekcie X" miał zaledwie 25 lat i już kilka ciekawych ról na koncie. Młody aktor kojarzony wówczas głównie z "Wolnego dnia Ferrisa Buellera" został wtedy odrobinę zaszufladkowany jako odtwórca butnych, pewnych siebie łobuziaków. Cóż, postać Jimmy’ego Garretta nie odbiega zbytnio od tego opisu, inna sprawa, iż taki repertuar wydawał się pasować Broderickowi jak ulał. Tak czy inaczej aktor jest w swojej roli niezwykle autentyczny, co pozwala widzowi bezproblemowo uwierzyć w nić sympatii nawiązującą się między Garrettem i Virgilem. Sposób w jaki chłopak przekonuje do siebie, i przekonuje się do, inteligentnej małpy; powolne budowanie relacji; oraz pewnego rodzaju bezwarunkowa miłość nadają zdecydowanej głębi filmowi.

Oczywistym jest, że "Projekt X" ma swoje wady. Z jednej strony fabuła sili się na realizm, szczegółowo pokazując laboratoryjne procesy, z drugiej zaś małpy momentami inteligencją nie ustępują swoim opiekunom. Wiadomo, że na potrzeby rozwoju historii takie rzeczy trzeba brać z przysłowiowym przymrużeniem oka, tak jak zresztą i odrobinę infantylne, choć ze wszech miar urocze, zakończenie. Co więcej, dla dzieciatych kinomanów ze stażem minusem może być i to, że w przypadku posiadania młodszych pociech rodziców czeka samotny seans. Mała to jednak cena za możliwość zaznajomienia się z tak wzruszającą i przejmującą produkcją, czyż nie?

Dawno tak bardzo nie cieszyłem się z sięgnięcia po starą i nieznaną pozycję jak w przypadku "Projektu X". Swoje z pewnością robi wydanie Blu-ray, które oferuje całkiem niezłą jakość zwiększającą immersję odbiorcy w obraz. Niezależnie od formatu, film Pana Kaplana to niesłusznie zapomniana perełka, która utonęła w morzu innych, ważniejszych premier końcówki lat 80. Skromny w sumie film nie miał żadnych szans z takimi tuzami X Muzy jak "Nietykalni", "Zabójcza broń" czy "Predator", ledwie zwracając koszty produkcji. A niepowetowana to szkoda, gdyż tak czarujących swą dziecięcą naiwnością obrazów ze świecą dzisiaj szukać. Pomimo imponujących wysiłków speców od efektów specjalnych w takich tytułach jak choćby nowa "Planeta Małp" nie sądzę, by generowane przez potężne stacje graficzne człekokształtne robiły na kimkolwiek wrażenie... Czego nie można powiedzieć o prawdziwych małpich aktorach. Taka sztuka robienia filmów raczej już nigdy nie wróci do łask, poza nielicznymi, chlubnymi wyjątkami. W takiej właśnie epoce powrót do starych, prostszych czasów jest niczym najlepsza odtrutka na serwowaną masowo CGI-ową papkę. Dajcie "Projektowi X" szansę, bo naprawdę warto, zapewniam.

Ogółem: 9/10

W telegraficznym skrócie: jak dobitnie udowadnia film, "małpa też człowiek... a z człowieka czasem i (niezła) małpa;" magia wspaniałych kinowych lat 80. w pigułce; produkcja przy której treserzy wylali hektolitry potu, coby publiczność mogła podziwiać niskopiennych aktorów dotrzymujących kroku Broderickowi i spółce; łzy śmiechu i wzruszenia gwarantowane; w dobrze rozpisanej historii nie ma miejsca na nudę; fachowo skomponowana muzyka buduje klimat; pozycja w sam raz na seans z pociechami, jeno tymi nastoletnimi.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Udostępnij: