Recenzja filmu

Reminiscencja (2021)
Lisa Joy
Hugh Jackman
Rebecca Ferguson

Problem wielkiego ekranu

Na ekranie nie udało się też wykorzystać możliwości, jakie stwarzał świat przedstawiony. "Reminiscencja" wprowadza cały szereg istotnych problemów społecznych, by ostatecznie nie pozwolić im ...
Problem wielkiego ekranu
Kinowy debiut Lisy Joy, współtwórczyni serialu "Westworld", rozgrywa się w postapokaliptycznym Miami. Niedawna wojna i zmiany klimatu podtopiły większość miasta; całe dzielnice zniknęły pod wodą, w innych nad powierzchnię wystają tylko ostatnie piętra wysokościowców. Nieznośny, wykańczający upał uniemożliwia funkcjonowanie w ciągu dnia, miasto budzi się więc do życia wraz z zachodem słońcem. Elita odgrodziła się od tej rzeczywistości tamami, zawłaszczając resztki suchego lądu i ciesząc swoim bogactwem oraz władzą.

W tej rzeczywistości próbują przetrwać Nick i Emily, weterani niedawnej wojny, ciągle noszący jej psychiczne rany. Wspólnie prowadzą drobny biznes: dzięki specjalnemu urządzeniu, kapsule wcześniej używanej do wyciągania zeznań od więźniów i jeńców wojennych, umożliwiają przeżycie przyjemnych wspomnień. Pewnej nocy do lokalu Nicka i Emily wchodzi ubrana w czerwoną sukienkę atrakcyjna kobieta, Mae. Nie pamięta, gdzie zostawiła klucze od domu, prosi o odtworzenie wspomnień z ostatniej nocy. 


Między Mae i Nickiem natychmiast zawiązuje się romans. Kobieta znika jednak nagle po kilku miesiącach. Mężczyzna nie jest w stanie się z tym pogodzić, najpierw spędza całe godziny w swojej własnej kapsule, przeżywając raz jeszcze szczęśliwe chwile z ukochaną, następnie rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, mające wyjaśnić, co się stało z zaginioną. 

Historia Mae i Nicka równie dobrze jak w Miami przyszłości mogłaby się rozgrywać w amerykańskim filmie noir z lat 40. Gatunkowy schemat czarnego kryminału z jego wszystkimi elementami – na czele z figurą femme fatale – organizuje narrację "Reminiscencji". Niestety, Lisa Joy nie czuje gatunku. Kładzie go na ekranie na kilku płaszczyznach: od scenariuszowej po reżyserię. W historii Mae brakuje zagadki i tajemnicy, puzzle układają się zbyt łatwo, przedstawiając na końcu dość banalny obrazek. Wiele scen jest fatalnie wyreżyserowanych, drażni melodramatycznym sentymentalizmem, kiepskim prowadzeniem aktorów, brakiem rytmu, a przede wszystkim kiczowatą muzyką. Ostatecznie zostajemy z kilkoma zdartymi kliszami filmu noir, podanymi w dodatku śmiertelnie serio, bez ironii i zabawy z konwencją, które jakoś pozwalałyby osłabić przytłaczające poczucie wtórności.

Na ekranie nie udało się też wykorzystać możliwości, jakie stwarzał świat przedstawiony. "Reminiscencja" wprowadza cały szereg istotnych problemów społecznych – na czele z dramatycznym sprzężeniem między nierównościami społecznymi i katastrofą klimatyczną – by ostatecznie nie pozwolić im wybrzmieć w żaden znaczący sposób. Potencjalnie najciekawszy w filmie społeczno-polityczny kontekst pełni koniec końców rolę nieistotnej dekoracji, migającej jedynie w tle. Nie udało się też wizualnie ograć obrazów podtopionego Miami. Apokalipsa w "Reminiscencji" została pokazana w serii obrazów, z których żaden tak naprawdę nie zapada w pamięć. 


Zastanawiam się, czy słabości filmu nie wynikają z przejścia z małego na wielki ekran, z liczącej wiele godzin serialowej narracji do niespełna dwugodzinnego widowiska filmowego. Czasem czuje się, że Joy brakuje czasu, by rozwinąć swoje pomysły, by naprawdę wykorzystać możliwości świata przedstawionego, wciągnąć widza w jego złożoność, mitologie i konflikty – jak udało się to w "Westworld". Jakiekolwiek byłyby tego przyczyny, "Reminiscencja" nie jest udanym filmowym debiutem. Rozczarowuje zwłaszcza na tle oczekiwań, jakie można było mieć od współtwórczyni tak interesującego serialu. 

W jednej z pierwszych scen filmu Nick mówi, że jego biznes może jako tako prosperować, bo w świecie, gdzie zniknęła perspektywa budzącej nadzieję przyszłości, przeszłość staje się szczególnie atrakcyjnym towarem. Te słowa można odnieść także do naszego czasu. Przyszłość od dawna nie jest źródłem utopijnych nadziei, to co nadchodzi – katastrofa klimatyczna, wzrost nierówności, potęga Chin, fale migracji, populizm podkopujący demokrację etc. – budzi przede wszystkim lęk. Nasza kultura od kilku dekad zajmuje się cytowaniem różnych przeszłości i ogrywaniem nostalgii za nimi. Utraciliśmy umiejętność wyobrażenia sobie utopijnej przyszłości. Jeśli "Reminiscencja" będzie jakoś zapamiętana, to głównie jako jedno z wielu świadectw wyczerpania przyszłościowej wyobraźni.
1 10
Moja ocena:
4
Jakub Majmurek
Filmoznawca, politolog, eseista. Pisze o filmie, sztukach wizualnych, literaturze, komentuje polityczną bieżączkę. Członek zespołu Krytyki Politycznej. Współautor i redaktor wielu książek filmowych,... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
44% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).