Recenzja filmu Sokół z masłem orzechowym (2019)
Tyler Nilson
Michael Schwartz

O poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi

"Sokół z masłem orzechowym" jest podręcznikową realizacją tej archetypicznej opowieści. Choć pokazuje świat biedy, to jednak pełen jest ciepła i pozytywnych emocji. Dzieje się tak za sprawą pary ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
Witajcie w świecie pogrążonym w ruinie. Szczęśliwe rodziny należą do przeszłości. Radosną egzystencję możecie odnaleźć wyłącznie we wspomnieniach, czy to sennych, czy to zapisanych na kasetach VHS. Po udanych biznesach pozostały jedynie wraki. Ci, którzy jeszcze mają zajęcie, desperacko walczą o utrzymanie się na powierzchni. W obronie własnego dobytku i marnej teraźniejszości są w stanie kraść, oszukiwać, a nawet sięgać po przemoc. Osoby uznane za bezużyteczne wyrzucane są lub zamykane w specjalnych ośrodkach. Brzmi to jak wizja postapokaliptycznego świata, prawda? A tymczasem to obraz południa Stanów Zjednoczonych, gdzie skutki niedawnego kryzysu ekonomicznego są wciąż wyraźnie odczuwane.

photo.title   photo.title

W tym właśnie świecie przyszło żyć parze głównych bohaterów: Tylerowi (Shia LaBeouf), który zmaga się z żałobą i poczuciem winy, oraz Zakowi (Zack Gottsagen), młodemu mężczyźnie z zespołem Downa, marzącym o zostaniu profesjonalnym wrestlerem. Los skrzyżuje ich drogi i sprawi, że wyruszą w podróż, która pozwoli im odnaleźć siebie i miejsce na Ziemi.

Tyler Nilson i Mike Schwartz, reżyserzy i scenarzyści "Sokoła z masłem orzechowym", sięgnęli po archetypiczną amerykańską opowieść o pielgrzymach szukających Nowego Jeruzalem, kiedy świat opanował mrok, beznadzieja i desperacja. Często cel wędrówki jest mało określony lub też po jego osiągnięciu okazuje się, że nie jest tym, czego podróżujący pragną lub/i potrzebują. Kluczem są bowiem relacje międzyludzkie: gesty życzliwości okazywane przez nieznajomych oraz wsparcie i przyjaźń towarzyszy wyprawy, dzięki którym można pokonywać wszelkie kłody rzucane pod nogi przez wrogi i okrutny świat.

"Sokół z masłem orzechowym" jest podręcznikową realizacją tej archetypicznej opowieści. Choć pokazuje świat biedy, to jednak pełen jest ciepła i pozytywnych emocji. Dzieje się tak za sprawą pary głównych bohaterów. Obserwując, jak Tyler z otwartością i akceptacją traktuje Zaka, jak niewinność Zaka niczym kojący okład leczy zbolałą duszę Tylera, trudno jest nie ulec filmowej magii i nie poddać się wzruszeniom i nadziei, że zawsze może być lepiej. Oczywiście to, że więź bohaterów budzi pozytywne uczucia w widzach, jest w większości zasługą aktorów. Świetnie zaprezentował się tu Shia LaBeouf. Tyler jest postacią idealnie skrojoną pod niego. Jest niczym crème brûlée: na zewnątrz ma twardą, przypaloną przez życie skorupkę, lecz w środku jest sama słodycz. LaBeouf występem w "Sokole..." konsoliduje swój wizerunek jednego z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia. Po występach w "American Honey", "Borgu/McEnroe" i "Słodziaku" jest to jego kolejna naprawdę udana kreacja.

photo.title

Jednak sam film wydaje się nie do końca spełniony. Gubi go zbyt kurczowe trzymanie się wzorca kina drogi i opowieści o społecznych outsiderach. Brakuje "Sokołowi..." cech, które wyodrębniałyby go jako coś charakterystycznego. Nilson i Schwartz nie zdołali opowiedzieć historii Tylera i Zaka własnym głosem. To zaś sprawia, że bohaterowie nie zapadają w pamięci. Jedyne, co zostaje, to ogólne pozytywne wrażenia, które przecież jest cechą wspólną większości tego typu opowieści filmowych.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły