Recenzja filmu

Unabomber (2026)
Janus Metz
Russell Crowe
Jacob Tremblay

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Akademicka rozprawka ma swoje żelazne reguły. Weźmy pierwszy z brzegu temat. Na przykład „intelektualna formacja terrorysty (na przykładzie Theodora Kaczynskiego)”. Rozpoczynamy od tezy:
Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Akademicka rozprawka ma swoje żelazne reguły. Weźmy pierwszy z brzegu temat. Na przykład „intelektualna formacja terrorysty (na przykładzie Theodora Kaczynskiego)”. Rozpoczynamy od tezy: frapującej, ale również niepozostawiającej wielu półcieni. U podstaw motywacji Kaczynskiego leżała kontestacyjna filozofia oraz presja uniwersyteckiego środowiska. W rozwinięciu seria przykładów oraz ich mniej i bardziej powierzchowna interpretacja. Rozpoznawanie przyczyn i skutków. Podręcznikowa dyskusja o społecznym zniewoleniu oraz zwodniczym wpływie technologii. Dodatkowo niewinne zaprzeczanie ustanowionemu porządkowi. Choćby poprzez ostentacyjne przechodzenie na czerwonym świetle. A w podsumowaniu, punkt po punkcie, wykrzyczane i powtórzone (bo już wcześniej udowodnione) wyjściowe założenia.  


Theodor Kaczynski jest już postacią nieomal legendarną. Nie starczyłoby palców na kilku rękach do policzenia produkcji roztrząsających osobowość tego przestępcy oraz odtwarzający wieloletnie śledztwo. „Unabomber” Janusa Metza nie rzuca nowego światła, ale raczej wskazuje, że to temat ciągle żywy, okryty tajemnicą i nieustannie znaczący. To prawda, ale to plus na marginesie. Równocześnie zachęcający, by po wnikliwsze spojrzenie sięgnąć gdzieś indziej (choćby po dokumentalny serial „Unabomber: Jego własnymi słowami”). A jakich słów do opisania Kaczynskiego używają Sam Chalsen i Nelson Greaves, scenarzyści najnowszej netfliksowej fabuły? 

W narracyjnej strukturze to nieszczęśliwie przeplatane i sztucznie uzupełniające się dwa plany czasowe. Pierwszy to  początek nauki Theodora na Harvardzie w latach 50. Drugi to finał śledztwa w 1995 roku i schwytanie mieszkającego w leśnej chatce terrorysty. Na studiach Ted (Jacob Tremblay) poznaje profesora Henry’ego Murraya (Russell Crowe), prowadzącego wykłady z pograniczna psychiatrii i socjologii. Naukowiec zaprasza chłopaka do wzięciu udziału w innowacyjnym programie o nazwie TAT (test apercepcji tematycznej), badającym psychologiczne, intelektualne i emocjonalne granice uczestników. W latach 90. przyjmujemy wyłącznie optykę agentów FBI zaraz po opublikowaniu słynnego manifestu terrorysty pod tytułem „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość”. Kluczową poszlaką, skutecznie doprowadzającą służby do zamachowca. Nic pomiędzy, nic pośrodku.


Metz tworzy bezpośredni i wątpliwy związek między uniwersyteckim epizodem Kaczynskiego a jego późniejszymi zamachami. To w ujęciu twórców jedyny właściwy i trafny sposób analizy umysłu szaleńca. Nastoletni Ted ma sprawiać wrażenie odludka, samotnika i dziwaka. Sam określa się Marsjaninem, dostrzegając swoją odrębność. Jednak w jego portretowaniu twórcy czasem ocierają się o autoparodię. Jeśli już to ma być jedyne pole do psychoanalitycznej refleksji to fascynację filozofią i historią idei można było oddać z użyciem nieco bardziej zróżnicowanych narzędzi. Scenarzyści idą jednak na całość i większość wypowiedzi młodego Teda rozpoczynają od formułki: Platon, Kant, Hobbes (wstaw innego myśliciela) powiedział, że...(wstaw sentencje z księgi cytatów). Następnie przeskakujemy do fragmentów manifestu, wzorowo rymującymi się z koncepcjami zasianymi w młodym umyśle przyszłego terrorysty. Rozczarowująco to proste i skrótowe. 


Wywołuje to wrażenie bełkotliwości i erudycyjnej pretensjonalności. Zamiast intelektualnej głębi dostajemy efekciarski popis a przywoływane cytaty niezdarnie ukrywają jednowymiarowość ujęcia tematu. Jakby poza serią egzystencjalnych sentencji nie istniały żadne inne zewnętrze i wewnętrzne okoliczności. Niezależnie czy to randka, rozmowa z profesorem czy obiad z matką, ojcem i młodszym bratem. Ciągle obracamy się w tym samym językowym i znaczeniowym uniwersum a dekonstrukcja życia Kaczynskiego ma zawsze te same przyczyny: przecinają one rodzinne więzy, prowadzą do niezdolności kontaktu z rówieśnikami i wywołują burzliwe perypetie na Harvardzie. 
  
Ciekawszą postacią wydawać się może posągowy Murray, również przemądrzały i pyszny, ale przy tym intelektualnie skorumpowany, zwodniczo serdeczny i skutecznie maskujące motywacje. Dzięki temu bardziej zaskakujący i trudniejszy do zaszufladkowania. To prawdopodobnie niezamierzony efekt, ale doświadczony naukowiec w swoich badaniach, podciągając wnioski pod tezę, zdaje się dokonywać podobnej manipulacji jak Metz na życiorysie Kaczynskiego. Czasem, na przekór intencjom, sztuka sama się komentuje.  
1 10
Moja ocena:
4
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?