Symulator kiepskiego koszmaru

Nawet jeśli twórcy "Here They Lie" powołują się na inspiracje "Królem w żółci" Chambersa czy "Świętą górą" Jodorowsky'ego, nie zmienia to faktu, że od ich gry chce się wymiotować. I nie jest to ...
PSVR: Recenzja "Here They Lie"
Nawet jeśli twórcy "Here They Lie" powołują się na inspiracje "Królem w żółci" Chambersa czy "Świętą górą" Jodorowsky'ego, nie zmienia to faktu, że od ich gry chce się wymiotować. I nie jest to metafora.

Nie jest tak, że te zupełnie realne mdłości pojawiają się na przykład po trzech rozdziałach czy pod koniec gry. Zaczyna się już w prologu. Nasz bohater jedzie metrem – scena jakby wyjęta z "Drabiny jakubowej", tyle że ma miejsce w pustych wagonach kolejki podziemnej. Poruszamy się lewym analogiem i już po kilku krokach obraz rozjeżdża się z migającymi za oknami wagonu ścianami. Obiad podchodzi do gardła, choć niestety nie w ten sposób, w jaki planowali to twórcy z Tangentlemen.

Całe "Here They Lie" jest takie. Nawet gdy wysiądziemy z pociągu i zaczniemy chodzić po opuszczonej stacji metra, leniwy i melancholijnie posuwisty ruch bohatera wywołuje niemal natychmiastowe i zupełnie realne problemy błędnika, mózgu, a co za tym idzie – żołądka. Słowo daję, nawet "Driveclub VR" nie był tak ciężką fizjologicznie grą jak "Here They Lie". Trudno powiedzieć, ilu testerów siedziało nad płynnością ruchów protagonisty i tego, jak ten ruch ma się do otoczenia generowanego w wirtualnej rzeczywistości, ale ktoś tu zawiódł.

Nie pomaga też otoczenie. "Here They Lie" zbudowane jest z serii ponurych, szaro-burych pomieszczeń, zaułków i zakamarków wymarłego miasta. No, może nie całkiem pustego, gdyż poza nami pojawia się czasem pewna kobieta w żółci (subtelne...) czy przedziwni ludzie ze zwierzęcymi maskami na głowach. Większość czasu spędzimy jednak, jak na (przynajmniej częściowy) symulator chodzenia przystało, łażąc z komnaty do komnaty. Czasem coś przeczytamy, innym razem otworzymy jakiś kuferek z tajemniczą zawartością czy przyjrzymy się planowi jakiejś miejscówki. Poszczególne poziomy czasem przemieszane są z nieco bardziej odważnymi wizjami projektanckimi, by wspomnieć choćby coś na kształt dzielnicy czerwonych latarni. Do tego dochodzą różnice w mechanice gry – często po prostu zwiedzamy, ale od czasu do czasu zdarza się wpaść w jakąś kabałę i przekradać za plecami pewnych nieprzyjaznych postaci. Co ciekawe, wrogowie z reguły nie reagują na nas, chyba że spojrzymy im prosto w oczy. W kontekście wirtualnej rzeczywistości ma to naprawdę ciekawe znaczenie, bo zmuszamy się do tego, by nie patrzeć, by ciągle łapać wrogów gdzieś na granicy pola widzenia. Odwracać głowę. Czasem też zdarzy się, że wydaje nam się, jakoby napotkani właśnie przedziwni ludzie byli nam przyjaźni, ale... okazuje się, że to jedni z nieśmiertelnych przeciwników. W "Here They Lie" to my jesteśmy zwierzyną.

W grze nieraz zdarzy się też, że będziemy musieli podjąć jakiś wybór. I w tym zakresie widać pewne ambicje "Here They Lie", ponieważ podejmowane przez nas decyzje są równie szare jak okolice, w których się poruszamy. I mają oczywiście pewne znaczenie, ale o tym dowiadujemy się dopiero na końcu. Wiele też można powiedzieć o projekcie zarówno miejscówek, jak i ogólniej: tego wszystkiego, co napotykamy na swojej drodze. Sporo rzeczy jest subtelne, delikatne, ale zdarzają się też obcesowe i rozerotyzowane oraz psychodeliczne animacje, które sprawiają wrażenie włożonych do gry nieco na siłę. Tak jakby ktoś musiał nagle powiedzieć na głos brzydkie słowo, tylko po to, by zdegustować wujków i ciocie na rodzinnej imprezie. Niestety, pomiędzy tajemniczymi plenerami i niezłymi kawałkami narracji raz po raz trafiają się porno-zebry i inne wynalazki.

Mimo ogromnych technicznych niedostatków twórcy próbują wzbudzić dość silne uczucie paranoi. Widać też, że inspirowali się oni – poza wyżej wymienionymi dziełami – takimi klimatycznymi horrorami jak seria "Amnesia". Problem w tym, że ich "Here They Lie" nie ma tego tempa, płynności i przede wszystkim poczucia uczestniczenia w czymś naprawdę przerażającym. Z szarych i zakurzonych kątów "Here They Lie" nie wygląda zbyt często psychodelia rodem z "Głowy do wycierania" Lyncha, a zwykła, drętwa nuda i mało egzystencjalne mdłości.
1 10
Moja ocena:
4
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
25% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).