Rzuty wolne

Pozwólcie, drodzy czytelnicy, że zacznę od notki biograficznej. Może dzisiaj trudno uwierzyć podobnym zapewnieniom, ale mniej więcej przed ćwierćwieczem piłka nożna była całym moim życiem. A ...
"NBA 2K21 Next-Gen" - recenzja
Pozwólcie, drodzy czytelnicy, że zacznę od notki biograficznej. Może dzisiaj trudno uwierzyć podobnym zapewnieniom, ale mniej więcej przed ćwierćwieczem piłka nożna była całym moim życiem. A kiedy i ona przestała mi wystarczać, dorzuciłem do puli koszykówkę. Akurat ta gra szła mi średnio, co nie przeszkodziło mi zbierać przeróżnych kart kolekcjonerskich, które pewnie nadal zagracają moją dawną sypialnię u mamy. Dlatego też wybudzony nad ranem potrafię wyrecytować składy drużyn NBA z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych i wtedy też zaczyna się i kończy moja znajomość koszykówki, choć wychodzę czasem z piwnicy i kojarzę LeBrona Jamesa. Stąd cieszy, że nowa (czy aby na pewno?) propozycja 2K oferuje multum opcji, które powinny zaspokoić i takiego jak ja casuala, i prawdziwego hardcore’owca. Choć dla tego drugiego, może niejako paradoksalnie, zadanie polubienia "NBA 2K21" będzie trudniejsze.



Bo można przyjąć bezpieczne założenie, że takowy gracz, po prostu, posiada poprzednią odsłonę serii i gdyby odpalić mu znienacka recenzowany tytuł, to pewnie nie od razu by się zorientował, z czym ma do czynienia. Sam mam "NBA 2K20" jedynie na Switchu, a omawianą grę testowałem już na nowym Xboxie Series X, stąd przeskok był dla mnie gigantyczny, lecz wydaje się — sądząc także po opiniach krytyki i graczy recenzujących wersję na konsole poprzedniej generacji — że jeśli jeszcze nie przesiedliście się na świeżutki sprzęt, to kupno tej pozycji, delikatnie mówiąc, mija się z celem. Patrząc jednak na nią z perspektywy nextgenowej, mimo że mechaniki pozostają z grubsza te same, to rozgrywka wygląda pięknie. Może nawet przepięknie.



Nie wszystkie modele postaci dopracowane są z identyczną pieczołowitością i zdecydowanie lepiej wypadają zawodnicy, z braku lepszego słowa, ikoniczni, ale na lśniącej glacy Michaela Jordana perli się tutaj pot, a tekstury są ostre jak temperament Charlesa Barkleya. Ekscytowałem się nawet połyskującymi na parkiecie światłami. Gra chodzi z godną pozazdroszczenia płynnością i nie ma mowy o żadnym ślizganiu się graczy jak na lodowisku. Na tym nie koniec różnic.



Czytałem narzekania na nowy system rzucania do kosza, który jest co prawda opcjonalny, ale ponoć nie hulał, jak powinien, bo był wyraźnie zoptymalizowany pod nową generację. A chodzi o inny niż do tej pory sposób wykorzystania gałki analoga do precyzyjnego wykonania rzutu. Nie próbuję nawet wyjaśnić, o co dokładnie chodzi, bo trzeba wybadać to samemu, ale uważam, że dalej nie jest to zbyt intuicyjne i częściej, po prostu, naciskałem odpowiedzialny za rzut przycisk, nie bawiąc się w kręcenie bączków paluchem. Lecz zaawansowani gracze mogą dzięki temu wejść na wyższy level gry i wykorzystać przy różnych trikach. Przynajmniej tak twierdzi producent.



Skoro już o mechanikach mowa. Czasy "podaj-biegnij-rzuć" skończyły się już dawno i po otwarciu menu z dostępnymi ruchami można dostać oczopląsu, bo takiego bogactwa mogłyby pozazdrościć niektóre bijatyki. Opanowanie tej gry to wyzwanie na długie godziny, lecz z drugiej strony "NBA 2K21" ma stosunkowo niski próg wejścia i na podstawowym poziomie, co by pograć sobie od czasu do czasu, idzie się nauczyć tego i owego przy jednym posiedzeniu. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że gra ewidentnie premiuje znajomość tematu, strategii, poszczególnych drużyn i graczy. Na potrzeby napisania recenzji zaprosiłem kumpla, który na koszykówce zęby zjadł, i choć nie miał do czynienia z serią od paru lat, grał znakomicie. Z niekłamaną przyjemnością patrzyłem, jak rozgrywa kolejne partie, a nie leci pod kosz na rympał, licząc na fuksa.



Inna sprawa, że "NBA 2K21" premiuje też co majętniejszych graczy. Mikrotransakcje pozwalające na szybki upgrade swojego zawodnika przy pomocy karty płatniczej przyśpieszą cały proces, a ten potrafi być mozolny i wymusza niekiedy nużące nabijanie statystyk podczas niekończących się meczy. I można narobić sobie siary na mieście, które można tutaj jak najbardziej zwiedzać, bo zanim dorobimy się fikuśnego obuwia i rowerka, minie pewnie i dobre pół roku grindu, a ktoś inny kupi wszystko w trymiga za prawdziwe pieniądze. Cóż, prawdziwe życie dopadło nas i tutaj.

Tryb kariery, będący swoistym fabularnym prologiem do wyjścia na boiska NBA, pozwala nam jako niejaki Junior, syn sławnego ojca, postawić pierwsze kroki na szkolnym parkiecie i przekonać do siebie drużyny uniwersyteckie. Dopisana do tego historia jest sztampowa, ale opowiedziana całkiem sprawnie, lecz muszę powiedzieć, że nudziłem się nieco, ogrywając kolejne niezbyt ciekawe mecze nienapakowanym jeszcze zawodnikiem, często z leszczami u boku.



Dlatego prawdziwe życie "NBA 2K21" kryje się w trybie kilkuosobowym, kiedy możemy wybrać wymarzoną ekipę (nawet z dawnych lat, co jest szczególnie smakowite) i rozgrywać mecz za meczem. Zresztą dla mnie gry sportowe zawsze miały sens jedynie jako multiplayer. I na tym polu gra od 2K sprawdza się znakomicie. Nie niweluje to trudności oceny tego tytułu wynikających z prostego faktu, że na dobrą sprawę to jedynie aktualizacja tego, co już znamy sprzed roku, ale co nadal jest dobre. Dlatego, może niejako zachowawczo, ale za to zupełnie szczerze i od serca, polecę "NBA 2K21" tylko tym, którzy zaliczyli dłuższą przerwę od tej serii albo już nabyli swojego next gena, bo posiadacze wcześniejszej odsłony mogą spokojnie sobie tę grę darować.
1 10
Moja ocena:
7
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
56% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Udostępnij: