Utopia ma twarz Ditto

Po pierwszym trailerze "Pokemon Pokopia" była dla mnie czymś w rodzaju comic reliefu. Grą, której nie wróżyłam wielkiego sukcesu i na którą patrzyłam raczej z politowaniem. Och, jak bardzo się
Ostatni raz, gdy Koei Tecmo dostało pozwolenie na grzebanie przy "Pokemonach", otrzymaliśmy nader przedziwny produkt. Jak inaczej określić grę, w której lordowie okresu Sengoku używają stworków do unifikacji fikcyjnego regionu Ransei? Mam wrażenie, że pomimo fantastycznych ocen "Pokemon Conquest" pozostaje do dziś jedną z tych ukrytych perełek, o których istnieniu pamięta niewielu. Jest to o tyle dziwne, że we wszystkich rankingach pokemonowych gier, plasuje się ona bardzo wysoko, ucierając poniekąd nosa GameFreak. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie osamotniona na szczycie, bo to, co deweloperzy z Omega Force przygotowali w "Pokemon Pokopia", przechodzi ludzkie pojęcie.



Skonfudowanie. To właściwe słowo opisujące moje emocje po zobaczeniu pierwszego trailera. Polanie jednej z najpotężniejszych marek sosikiem z "Minecrafta" było ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałam. Zwłaszcza że głównym bohaterem został nie kto inny, ale Ditto. To na przepoczwarzonych barkach tej wyśmiewanej i grającej nawet nie trzecioplanowe skrzypce istoty spoczywać będzie przywrócenie blasku opustoszałym krainom. W każdej z nich kiedyś zamieszkiwali ludzie. Z dnia na dzień zniknęli z radaru, a w ich ślady poszły również Pokemony.



Ditto nie jest superbohaterem. Jest zwykłym Pokemonem, darzonym kiedyś miłością przez swojego trenera. Trudno więc od niego wymagać, żeby znał się na terraformacji. Z pomocą przychodzi mu drugi pozostawiony bez opieki stworek. Biegły w naukach wszelakich Tangrowth bierze pod macki pokemonowego doppelgangera i wspólnie przystępują do rekultywacji wyniszczonych ziem.



I to byłoby wszystko, jeśli chodzi o fabułę. Jest ona zaledwie pretekstem do tego, by gracze puścili wodze fantazji i stworzyli swoje krainy marzeń. Jeśli w czasie pandemicznym ratowaliście swoją psychikę, spłacając tanuka lichwiarza, to "Pokemon Pokopia" będzie waszym nowym, lepszym domem. W końcu w grę wchodzi zaludnianie (zapokemonowanie?) świata ukochanymi przez fanów stworkami. Już w pierwszych minutach gry zbijemy piąteczkę ze starterami Kanto. Dzięki nim opanujemy podstawowe mechaniki rządzące grą. Zwierzaki nie dadzą się łatwo zadowolić, a sprowadzenie ich z powrotem będzie wymagało na samym początku przede wszystkim wielkich nakładów zieleni i nawodnienia. Ditto, dzięki zdolnościom replikacji, jest w stanie przejąć część umiejętności od napotkanych Poksów. Jest ich naprawdę sporo, a za każdym razem, gdy myślałam, że gra nie będzie w stanie zaskoczyć mnie niczym nowym, Ditto z niesamowitym entuzjazmem pokazywał, że z kopiowania innych da się wyciągnąć jeszcze więcej. Sadzenie roślinek, podlewanie kwiatków, rozbijanie bloków, czy też przekopywanie grządek to zaledwie wierzchołek góry lodowej.



Każdy z Pokemonów ma przypisane środowisko, w którym lubi bytować. By zebrać je wszystkie, zmuszeni będziemy do upstrzenia kolejnych krain odpowiednimi habitatami. Nie wszystkie zostaną nam podane na tacy. Na część z nich wpadniemy przez przypadek, dobierając losowe elementy; część pomysłów uda nam się wykupić ze sklepu, a jeszcze inne gra podsunie nam w trakcie eksploracji. O co chodzi z tymi losowymi elementami? Na każdy habitat składają się określone składniki. Jeden stworzony będzie ze zwykłej trawy, inny z trawy połączonej z zacienionym drzewem, jeszcze inny wymaga chociażby worka treningowego, czy też parasola plażowego z dmuchaną kanapą. Możliwości jest multum, a różnorodne ekosystemy sprawiają, że będziemy musieli się mocno nagłowić nad rozsądnym planowaniem rozbudowy.



Sprowadzenie Pokemonów to zaledwie połowa sukcesu. Zwierzaki niezbyt przepadają za spaniem pod gołym niebem, bywają głodne, marudne i nader często wymagają naszej uwagi. O ile zaspokojenie ich apetytów należeć będzie do prostszych zadań ze względu na rolniczy potencjał Ditto, o tyle zapewnienie wszystkich stworkom dachu nad głową komplikuje naszą sytuację. Na samym początku będziemy mogli im zaoferować glinianki klejone na ślinę i szałasy z opadłych liści. Z biegiem czasu nauczymy się kraftować nie tylko bloki budulca, ale i dachówki, okna oraz inne pierdółki niezbędne do podbijania komfortu naszych podopiecznych. Co więcej, dzięki sile napędowej kół wodnych i wiatraków zelektryfikujemy kompleksy mieszkalne, tworząc przestrzeń, jakiej mieszkańcy "Animal Crossing" mogą nam tylko zazdrościć. "Pokemon Pokopia" to miejsce, które uwalnia wyobraźnię i pozwala na niemal niczym nieograniczone tworzenie kreatywnych przestrzeni.



Zwłaszcza że budowanie większych konstrukcji nie stoi na przeszkodzie, by zajmować się innymi rzeczami. To też kolejna gra, w której jeden z akcentów położono na gotowanie. Zanim jednak do niego przejdziemy, spędzimy czas na pieleniu grządek, sadzeniu drzew jagodowych i innych czynnościach zmierzających do przygotowania przepysznego, cieplutkiego jedzonka.



Biorąc pod uwagę ogrom i liczbę ekosystemów, a także dostępność nowych Pokemonów w zależności od pory dnia, trudno jest mówić tu o nudzie i szybkim zmęczeniu materiału. W przerwach poskaczemy na skakance z pnączy Bulbasaura, odpowiemy na pytania quizowe, czy też zabawimy się w pokemonową wersję "Prop Hunt". W tym trybie zmierzymy się też z innymi graczami, gdyż gra wzorem "AnCrossa" pozwoli nam na odwiedzanie miejscówek innych Ditto-klonów. Spotkania te będą odbywać się na specjalnej, wydzielonej poza obszar fabularny części zwanej Pallet Town. To tu od zera dane będzie nam postawienie nowych struktur, a także spotkanie stworków, których nie uświadczymy w pozostałych biomach.



Poza Pallet Town, "Pokopia" ma też mnóstwo innych smaczków, które z pewnością zostaną docenione przez fanów "Pokemonów". Gdy podczas pierwszej wizyty na piaszczystych brzegach plaży zobaczyłam majaczący w tle zacieniony kształt. nie spodziewałam się, że będzie to pozbawiony pasażerów wrak S.S. Anne. Opuszczony statek tylko czekał na to, by lobby znów wypełniło się życiem, a unikalne przedmioty dały mi inspirację do stworzenia nowych siedlisk dla Poksów. To zaledwie jedna z wielu dostępnych w grze niespodzianek. Warto eksplorować, szukać poukrywanych pomieszczeń. A jeśli na początku nie będziecie wiedzieć, co robić, to i tak prędzej czy później przyjdzie taki moment, w którym doznacie olśnienia i wrócicie do budowania ze zdwojoną siłą.



Po pierwszym trailerze "Pokemon Pokopia" była dla mnie czymś w rodzaju comic reliefu. Grą, której nie wróżyłam wielkiego sukcesu i na którą patrzyłam raczej z politowaniem. Och, jak bardzo się myliłam. Pomimo tego że spędziłam w grze masę czasu, na każdym kroku wciąż czeka na mnie coś nowego. Potencjał tytułu jest niesamowity i raczej nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że będzie to jeden z moich pretendentów do gry roku. To odważne hasło, biorąc pod uwagę, że wchodzimy dopiero w marzec, ale "Pokopia" głaszcze wszystkie miejsca odpowiadające za spokój i bezpieczeństwo, przy okazji wywołując permanentny uśmiech na mojej twarzy.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?