Musimy porozmawiać o Jasonie

Jest to tytuł, który łączy wszystko, co najlepsze w nowoczesnych, wielowątkowych serialach z pełnym zrozumieniem tego, za co fani kochają slashery. Dostaniecie szybkie tempo, wyrzuty adrenaliny,
Musimy porozmawiać o Jasonie
Aż dziwne, że prequel „Piątku trzynastego” (1980) powstał dopiero teraz. Slasher doczekał się niepoliczalnej ilości sequeli, rebootów i crossoverów, a samą markę zarżnięto równie bezwzględnie co Voorhees swoje ofiary, jednak żaden z filmów z serii nie pochylił się do tej pory nad narodzinami mrocznej legendy jeziora Crystal (chociaż powstawały na ten temat produkcje fanowskie). Dla przypomnienia: w oryginalnym „Piątku trzynastego” grupa młodzieży wypoczywa nad jeziorem Crystal, które wśród miejscowych cieszy się złą sławą. Wiele lat wcześniej utonął w nim chłopiec, a jego ciała nie odnaleziono. Jakiś czas później doszło do morderstw na obozie letnim, a sprawcy nigdy nie ujęto. Po tamtych wydarzeniach nad jeziorem działy się różne inne dziwne rzeczy, miejscowi zyskali wręcz pewność, że w ponurych lasach i bagnach dookoła wody coś się czai – i morduje. 

Chyba dobrze się stało, że nikt wcześniej nie cofnął się do tego pierwszego, feralnego obozu dla młodzieży i nie zekranizował origin story rodzinki Voorhees, bo inaczej moglibyśmy nie otrzymać tak dobrego prequela. „Crystal Lake” powstawało długo i w bólach, w cieniu zmian showrunnerów i wojenek o prawa autorskie, a jednak wyszło z tego zwycięsko i w chwale niczym final girl. Jest to tytuł, który łączy wszystko, co najlepsze w nowoczesnych, wielowątkowych serialach z pełnym zrozumieniem tego, za co fani kochają slashery. Dostaniecie szybkie tempo, wyrzuty adrenaliny, czarny humorek i wszystkie odcienie ludzkiej krwi.

Pamelę Voorhees poznajemy jako kucharkę pracującą na obozie młodzieżowym Crystal Lake i samotną matkę czule opiekującą się synkiem z niepełnosprawnością. Linda Cardellini, zgodnie z oczekiwaniami, jest doskonała w tej roli. To kreacja zbudowana na rozdwojeniu bohaterki. Chociaż sąsiedzi współczują jej trudnego życia i szanują za uczynność oraz sympatyczne usposobienie, to my, widzowie, wcześnie konfrontujemy się z jej wewnętrznym mrokiem i naocznie przekonujemy, że kawał wariatki z tej samotnej matki. Narracyjna funkcja Pam również jest podwójna. W zgrabnej zabawie formułą slashera bohaterka występuje zarówno w roli niewinnej ofiary, której ucieczka przed śmiertelnym zagrożeniem napędza rozwój akcji, jak i mordercy, który z każdym kolejnym odcinkiem serialu zwiększa swój body count. 

I na tym może skończę zarys fabuły, bo do jeziora Crystal najlepiej wskoczyć bez spoilerów. Fani serii muszą jednak liczyć się z tym, że serial zmienia wiele wydarzeń z przeszłości rodziny Voorhees, o których opowiadano w oryginalnym filmie i kontynuacjach. Nie żeby to były pierwsze continuity problems w historii franczyzy; sama Pamela także zostaje szybko zaprezentowana jako postać, która często kłamie na swój temat, co uzasadniałoby krążenie różnych wersji przeszłości jej i syna. Jedną ze zmian, których nie można zrzucić na konfabulacje pani Voorhees, jest czas, w którym doszło do wypadku Jasona w jeziorze i późniejszej masakry – w „Piątku trzynastego” była to końcówka lat 50., natomiast w serialu początek 70. Główny złol serii jest zatem ponad dziesięć lat młodszy, niż zostało to już ustalone w lore. 

Rozumiem decyzję o zaburzeniu oryginalnej chronologii, bo inaczej twórcy nie mogliby osadzić akcji w latach 70., czyli dekadzie slasherów. Nie mogliby nakręcić takiego hołdu dla horrorów z epoki, jakim jest „Crystal Lake”. Twórcy puszczają oko nie tylko do oryginalnego filmu Seana S. Cunninghama, ale i do innych kultowych slasherów, a także do całego horroru jako gatunku – nawiązania sięgają od „Dziecka Rosemary” po scenę z różnymi wersjami Ripley z czwartego „Obcego”. Starannie wykreowano to, na co w klasycznym slasherze nie ma zazwyczaj miejsca, czyli tło obyczajowe. Okolice Crystal Lake pełne są wyrazistych mieszkańców, przekonujących relacji pomiędzy nimi, symptomatycznych dla epoki scenerii, piosenek, ubrań. „Crystal Lake” ma w sobie coś z pierwszych sezonów „Fargo”: jest jak misternie skonktruowana, pełna intrygujących szczególików i dziwności kronika życia szalonych mieszkańców sennej amerykańskiej prowincji. Natomiast pod względem generowania nostalgii „Crystal Lake” jest dla lat 70. tym, czym dla ejtisów „Stranger Things” – ale z kategorią R. Są niedobitki hippisowskiego ruchu, chrześcijańska młodzież pokątnie grzesząca w składzikach na łódki i lokalny dziwak z lasu, który lata temu wyruszył do Wietnamu i już nie wrócił do siebie. Są wreszcie seryjni mordercy – lata 70. to w USA ich złota era – którzy mogą sobie pozwolić na impulsywne działania, bo nie śledzi ich wszechobecna technologia, a służby dopiero wypracowują skuteczne metody śledcze.

Śmierć jest zgodnie z obietnicami twórców widowiskowa i brutalna. Metody eliminowania kolejnych postaci i pozbywania się ich zwłok są pomysłowe, zaskakujące, często też przewrotnie zabawne. „Crystal Lake” jest pełne inteligentnego humoru – choć oczywiście nie każdego musi śmieszyć rozmowa przez drzwi dwóch podkochujących się w sobie osób, w których jedna z nich nie zauważa, że za jej plecami właśnie ożywa facet, któremu chwilę wcześniej odcięła pół twarzy; albo rodzinne scenki z życia Jasona i Pam, przedstawione w konwencji przesłodzonego kina familijnego. Sama przemoc, choć kreatywna, jest dawkowana raczej w duchu umiejętnie skalujących napięcie starych slasherów niż przeszarżowania i ekscesu osuwającego się w gore „Terrifiera”. Z tego względu „Crystal Lake” usatysfakcjonuje i zatwardziałych fanów gatunku, i osoby, które chciałyby obejrzeć po prostu bardzo mocny thriller albo wyjątkowo krwawy kryminał.

Twórcy mają szacunek do statusu „Piątku trzynastego” i pomimo rozszerzenia formuły – koniecznej, serial rządzi się innymi prawami niż film – dbają, by „Crystal Lake” pasowało do tej franczyzy. Nie udziwniają i nie przeintelektualizowują opowieści, wiedzą, że fani serii oczekują przede wszystkim dobrej rozrywki. Co absolutnie nie oznacza, że „Crystal Lake” jest głupie i że nie potrafi używać grozy jako metafory czegoś więcej. Znajdziemy w serialu odbicie braku zaufania do elit i naukowców bawiących się w Boga bez refleksji nad konsekwencjami rozwijanych technologii. Produkcja dokłada też swoją cegiełkę do długiej tradycji ginohorroru, a historia pani Voorhees ma feministyczne podteksty, zahaczając o takie tematy, jak przekraczanie cielesnych granic i odzyskiwanie wcześniej utraconej podmiotowości. 

„Crystal Lake” nie daje Pameli i Jasonowi rozgrzeszenia, ale sprawia, że ich rozumiemy, a nawet możemy im współczuć. Bez naiwnej psychologizacji uczłowiecza postacie, w których zawsze przecież kryło się coś niewiarygodnie smutnego – żyjący poza społeczeństwem, nierozumiejący ludzkich emocji chłopak ze zdeformowaną twarzą i jego oszalała z bólu matka. Jak każdy dobry horror „Crystal Lake” nie udziela jednak wszystkich odpowiedzi, zostawia przestrzeń na domysły i domniemane działania sił nadprzyrodzonych. Jak każdy dobry slasher – zostawia otwartą furtkę, by wybrane ofiary mogły uciec, seryjni mordercy zaatakować znowu, a cała zabawa powtórzyć się w potencjalnym sequelu. Którego „Crystal Lake” szczerze życzę. 
1 10
Moja ocena serialu:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?