Recenzja filmu

Test (2026)
Sam McConnell
Brock Yurich

Boskie ciało

"Test" to film, który zarazem zaskakuje i nie oferuje żadnych niespodzianek. Zaskoczeniem jest to, w jaki sposób prezentowana jest sama kulturystyka. Kino lubi demonizować ten sport, skupiając
Boskie ciało
Młodość to bagaż traum, których ciężar łatwo zignorować lub zamaskować. To ślepa wiara w marzenia, nawet jeśli są to marzenia przejęte od kogoś innego. To niemożliwy do zaspokojenia głód akceptacji, pragnienie bycia docenionym, zauważonym. Wreszcie, to życie na kredyt i podróż do celu bez zważania na konsekwencje podejmowanych decyzji. Taka młodość nie trwa wiecznie. Prawda zawsze wychodzi na jaw, iluzje pękają niczym bańki mydlane, a za marzenia zawsze wystawiony zostaje wysoki rachunek. I wtedy dopiero człowiek odkrywa prawdziwą siłę swojego charakteru.

Kiedy spotykamy Eddiego (Brock Yurich), głównego bohatera filmu "Test", właśnie jest na zawodach kulturystów-amatorów. Zwycięstwo zapewni mu udział w turnieju, w którym nagrodą jest przepustka do świata zawodowych kulturystów, a o tym Eddie marzy od lat. Mężczyzna ma warunki, by walczyć o zwycięstwo. Jest umięśniony, dobrze się prezentuje. Ale konkurencja jest mocna. Zbyt mocna. Tym razem się nie udało.

Eddie jednak nie zamierza się poddać. Tym bardziej że może liczyć na wsparcie swojej największej fanki – matki. Joanne (Tammy Blanchard) entuzjastycznie wspiera syna, jest jego dietetyczką, trenerką, specjalistką od mediów społecznościowych, a na zawodach bywa nawet zbyt wylewna w kibicowaniu. Eddie i Joanne stanowią jedną, monolityczną siłę opierającą się przeciwnościom świata. A tych jest wiele, jak choćby nieustający brak pieniędzy (wszystkie fundusze idą na wsparcie starań Eddiego o kulturystyczne zawodowstwo) czy trauma porzucenia (ojciec Eddiego, znany kulturysta, porzucił rodzinę, gdy bohater był jeszcze dzieckiem). Ale Eddie i Joanne opierają się tym przeciwnościom, czerpiąc siłę z wiary chrześcijańskiej i udzielania się w lokalnej wspólnocie wiernych.

Nie jest to łatwe życie. Eddie i Joanne jednak sobie radzą. A w każdym razie tak się na pierwszy rzut oka wydaje. Twórcy filmu powoli zaczynają odzierać tę iluzję z kolejnych fałszywych warstw. Okazuje się bowiem, że główny bohater prowadzi podwójne życie. Choć ta druga strona jego egzystencji zdaje się ograniczać wyłącznie do działań online. Jedność matki i syna zacznie kruszeć, kiedy Eddie w swojej obsesyjnej potrzebie zwycięstwa zwraca się o pomoc do Mike'a (Mike Edward), renomowanego trenera. Chłopak zdaje sobie sprawę, że ślepy entuzjazm i bezgraniczne wsparcie matki nie jest w stanie ukryć jej braków wiedzy i doświadczenia. Mike jednym gestem potrafi zwrócić uwagę Eddiego na błąd, którego jego matka nie jest nawet świadoma. Czy jednak tylko zwycięstwo w zawodach kulturystów jest celem chłopaka? Czy upadek Joanne może mieć też inne powody?

"Test" to film, który zarazem zaskakuje i nie oferuje żadnych niespodzianek. Zaskoczeniem jest to, w jaki sposób prezentowana jest sama kulturystyka. Kino lubi demonizować ten sport, skupiając się na zgubnych skutkach dopingu i psychologicznych zaburzeń wizerunku własnego ja. W "Teście" jest inaczej. Stosowanie zastrzyków, leków, wsparcia hormonalnego i innych biochemicznych wspomagaczy jest prezentowane jako zwyczajna rzeczywistość, podobnie jak podnoszenie ciężarów, monitorowanie posiłków i płynów czy dbanie o odpowiedni dobór farb do ciała. Twórcy wpisują swoją opowieść w klasyczną narrację o ciężkiej, pełnej wyzwań walce o marzenia. Są tu nawet typowe scenki montażowe z treningów, choć reżyser Sam McConnell oraz scenarzysta (którym jest gwiazda filmu Brock Yurich) potrafili poprowadzić je w zaskakującym kierunku – kto by się spodziewał sekwencji nauki baletu w filmie o budowaniu boskiego ciała.

Jednocześnie na polu opowieści o jednostce, jej aspiracjach, marzeniach "Test" nie oferuje nic oryginalnego. Ba, podejrzewam nawet, że gdybym opisał, kim są bohaterowie i w jakim świecie żyją, osoby, które obejrzały sporo filmów, nie miałyby najmniejszych problemów z opowiedzeniem fabuły. Fetyszyzacja ciała, jego celebracja prowadzi do dość oczywistego rozwoju wątku tożsamości głównego bohatera, podobnie jak obecność archetypu nieobecnego ojca, nadopiekuńczej matki oraz wspólnoty, której miłość i akceptacja wcale nie są tak bezwarunkowe, jak mogło się wydawać.

Na szczęście oryginalna fabuła nie jest niezbędna, by powstał dobry film. Tu liczy się przede wszystkim sztuka opowiadania. A na tym polu twórcy sprawdzili się bardzo dobrze. "Test" braki oryginalności nadrabia autentycznością. Świat przedstawiony nie sprawia wrażenia wykreowanego, "filmowego". W prezentacji zmagań Eddiego i Joanne czuć szczerość. I to ona sprawia, że schematyczność narracji przestaje doskwierać. 

Pozytywne wrażenie robi również samo aktorstwo. W obsadzie jest wiele osób, które – pozostając w świecie sportowych metafor – grają w amatorskich ligach lokalnych. Tak jest z samym Yurichem, który zazwyczaj musi zadowolić się rolami w telewizyjnych romansach jak "Miłosny skarb". Podobnie jest z grającym pastora Matthew Morrisonem, który kiedyś pojawił się w popularnym serialu "Glee", ale dziś otrzymuje role w filmidłach pokroju "Świątecznego walca w Paryżu". Kiedy więc takie osoby dostają ofertę udziału w "prawdziwym" filmie, łatwo poddają się pokusie popisania się swoim rzeczywistym lub też jedynie wyobrażonym talentem, co prowadzi do "zagrywania się". Tu jednak tego nie ma. Wszyscy grają w sposób naturalny, wzmacniając poczucie szczerości i autentyzmu całej opowieści. W filmie zbudowanym w dużej mierze na doskonale znanych fabularnych prefabrykatach jest to podwójnie imponujące.

Owszem, można narzekać na kierunek, w jakim zmierza opowieść. Warto jednak nie skupiać się na własnych oczekiwaniach, ale na tym, jak sprawnie twórcy potrafili przekazać na ekranie to, co sobie wymyślili. Wtedy spotka Was miła niespodzianka.
1 10
Moja ocena:
7
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?