Recenzja serialu

Pacyfik (2010)
David Nutter
Jeremy Podeswa
James Badge Dale
Joseph Mazzello

Patos i gorycz

Serial "Pacyfik" zrealizowano według sprawdzonego pomysłu zastosowanego w "Kompani braci". Skupiono się na losach kilku konkretnych żołnierzy z 1. Dywizji Piechoty Morskiej, toczących walki na ...
Serial "Pacyfik" zrealizowano według sprawdzonego pomysłu zastosowanego w "Kompani braci". Skupiono się na losach kilku konkretnych żołnierzy z 1. Dywizji Piechoty Morskiej, toczących walki na Guadalcanal, przylądku Gloucester (Nowa Brytania), Peleliu i Okinawie, a poprzez jednego z głównych bohaterów serialu (Johna Basilone) również na Iwo Jimie. Podobieństwa dopełniają rozmowy z weteranami, poprzedzające kolejne odcinki. Nie należy jednak tego traktować jako wtórności, gdyż twórcy serialu dopełnili w ten sposób obrazu wojny, jaką toczyły Stany Zjednoczone. Pacyficzny teatr działań wojennych od początku traktowany był jako mniej ważny niż Europa i nie tak znany. Wobec olbrzymiej przewagi demograficznej, ekonomicznej i surowcowej pokonanie Japonii było jedynie kwestią czasu, zwłaszcza że nigdy nie miała ona realnej możliwości zagrożenia kontynentalnemu terytorium USA.

Serial "Pacyfik" zrealizowano równie pieczołowicie jak "Kompanię braci". Zadbano o oryginalne lub odtworzone czołgi, amfibie i kutry desantowe z epoki, reszty dopełniły mało nachalne animacje komputerowe. Zdjęcia z walk przypominają filmy dokumentalne kręcone z ręki, w których w kadrze latają odłamki i grudy ziemi. Widzimy trafienia rozrywające ciała żołnierzy, co dopełnia realiów pola walki i grozy wojny. Wybrani do serialu aktorzy są mniej znani, więc nie kojarzą się z wcześniejszymi rolami, jednocześnie ich gra jest bez zarzutu. Całości dopełnia może trochę zbyt patetyczna muzyka, przywodząca na myśl uroczystości na cmentarzu w Arlington.

Twórcy serialu wykazali się dużą odwagą, zarówno odbrązawiając amerykańskich żołnierzy, jak i krytycznie podchodząc do sposobu przeprowadzenia oraz celowości niektórych operacji. Amerykanie przed walką byli butni i gardzili przeciwnikiem, bo wmawiano im, że górują nad Japończykami pod każdym względem. Lotnictwo i artyleria okrętowa miały zmieść wroga, więc atakowane wyspy miały być zajmowane w kilkanaście godzin. W rzeczywistości Amerykanów czekał frontalny atak na dobrze ukryte i wstrzelane działa i karabiny maszynowe ze świetnie wyszkolonymi japońskimi obsługami. Walki toczyły się tygodniami, a poza wrogiem trzeba było zmagać się z brakiem wody pitnej, chorobami czy niesprzyjającą pogodą. Później, jak w przypadku Peleliu, okazywało się że wyspa wcale nie jest przydatna w dalszych operacjach. Nienawiść do wroga i chęć odwetu za poległych kolegów prowadziły do zabijania każdego Japończyka, również rannego czy poddającego się, a nawet pastwienia się nad zwłokami, choćby wydłubywania złotych zębów.

Nie pokazano jednak w serialu powszechnej praktyki preparowania przez amerykańskich żołnierzy czaszek poległych Japończyków jako trofeów. Gdy po wojnie wydano Japonii odnalezione na Wyspach Mariańskich (Saipan, Guam) szczątki ich żołnierzy, u 60% brakowało głów. Ponadto istnieją relacje, jakoby Amerykanie dopuszczali się gwałtów na japońskich kobietach, co jako zwycięzcy mogli ukryć. Zapewne widzowie w USA nie są jeszcze gotowi na takie obrazy, choć w czasie wojny na okładce "Life'a" pokazano zdjęcie czaszki Japończyka na biurku seksownej sekretarki.

Walczącym na wyspach Pacyfiku żołnierzom amerykańskim nie były dane wzruszenia, jakich doświadczali ich koledzy w Europie. Na większości wysp nie było ludności cywilnej lub byli to Japończycy. Amerykanie nie nieśli więc wolności, sami stawali się okupantami i nie witano ich z radością. Gdy wracali do kraju, było już po największych owacjach na cześć przybyłych weteranów z Europy. Pozostały im senne koszmary, wspominanie poległych kolegów i konieczność radzenia sobie z tym, co widzieli lub uczynili. Ponadto większość żołnierzy i marynarzy służących na Pacyfiku nie walczyła czynnie. Wielkie przestrzenie wymagały budowy i utrzymywania baz zaopatrzenia, lotnisk, przerzucania milionów ton ładunków czy patrolowania oceanicznych pustkowi. Napędzający tę machinę ludzie nigdy do końca nie zrozumieli tragicznych przeżyć prawdziwych frontowców, a co dopiero zwykli Amerykanie. Tym ocalałym pozostały piersi pełne medali i gorycz, bo cena zwycięstwa była zbyt wysoka.

Serial "Pacyfik" z pewnością jest wart obejrzenia nie tylko ze względu na perfekcyjną realizację. Dla wielu widzów będzie źródłem uzupełniających informacji o wojnie z Japonią, bo typowa szkolna wiedza ogranicza się zazwyczaj do Pearl Harbor, bitwy morskiej o Midway i bomb atomowych. Wraz z "Kompanią braci" serial "Pacyfik" zmienił też sposób pokazywania wojennych wydarzeń i motywacji żołnierzy. To nie o szczytne hasła i łopoczące flagi walczyli, lecz o siebie nawzajem, by cało wrócić do domu.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
90% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (87 głosów).
Udostępnij: