Recenzja Sezonu 1

Plemiona Europy (2021)
Florian Baxmeyer
Philip Koch

Oda do radości

Philip Koch, twórca nowego niemieckiego serialu wyprodukowanego dla Netflixa, nie kryje, że pierwsze linijki scenariusza przyszły mu do głowy, kiedy usłyszał wynik brytyjskiego referendum ...
Oda do radości
Jeśli wierzyć symbolicznemu Zegarowi Zagłady, ludzkość od ostatecznej katastrofy dzieli mniej więcej półtorej minuty. Pytanie nie brzmi zatem "Czy?", ale "Jak?". Philip Koch, twórca nowego niemieckiego serialu wyprodukowanego dla Netflixa, nie kryje, że pierwsze linijki scenariusza przyszły mu do głowy, kiedy usłyszał wynik brytyjskiego referendum odnośnie Brexitu. Wyjście kraju założycielskiego z Unii Europejskiej wydało mu się zdarzeniem, zresztą całkiem słusznie, na tyle istotnym, aby cezurę rozpadu aktualnego porządku społecznego wyznaczyć na koniec może i niedoskonałej, ale jednak wspólnoty.


Oczywiście o apokalipsie z "Plemion Europy" zadecydowały i inne czynniki, gdy nadszedł "Czarny Czwartek" i nie dość, że wywaliło wtedy korki, to jeszcze padł internet. Co się wtedy wydarzyło i czy da się to odkręcić? Niecałe półwiecze później odpowiedzi na to pytanie szukają nawet ci, którzy w nowym świecie nieźle się ustawili. Rozwiązania owej zagadki nie poznamy przez cały sezon, ale może to i lepiej. Na razie bohaterowie serialu mają pilniejsze sprawy.

Już sam tytuł zdradza, że po nagłym odłączeniu kontynentu od prądu powróciliśmy do epoki kamienia łupanego. Troje bohaterów, rodzeństwo Liv, Kiano i Elja, należą do miłujących naturę i nieufnych wobec techniki Źródlan. Całkiem liczna grupa kryje się całymi dniami po lasach i trzyma na uboczu, nie fraternizując się zbytnio ani z siłami koalicji próbującej odbudować dawne układy i zjednoczyć Europę, ani z bandycką społecznością Wron. Niestety, to na ich terenie rozbija się statek zaawansowanych technicznie Atlantów. Na jego pokładzie znajduje się tajemnicza kostka, będąca obiektem pożądania dwóch silniejszych frakcji i, być może, kluczem do znalezienia odpowiedzi na temat losów świata, przeszłych i przyszłych. Wtedy też "Plemiona Europy" sprytnie rozbijają się na trzy wątki, nierówne, szorstkie, opowiedziane raczej w stylu przypadkowej paplaniny, a nie spójnej wypowiedzi, acz, jakby wbrew wszystkiemu, całkiem interesujące. I zbudowane z różnych gatunkowych puzzli, choć trzymanych jednakim klejem.


Kiano, który trafia jako niewolnik do niegdysiejszego Berlina pod skrzydła jednej z wyżej postawionych Wron, pani Varvary, szybko staje się jej ulubieńcem, o czym decyduje jego zadziorność oraz wyrzeźbiona jak u greckiego posągu pierś. Przepychanki o władzę i trudne dylematy moralne czynią historię Kiano całkiem ciekawą, a sportretowanie postaci Varvary, jakkolwiek by było, negatywnej, jako godnej i podziwu, i politowania, wypada całkiem znośnie.

Owa odnoga serialu, bodaj najbardziej "dorosła" – choć w ten ostentacyjny, lateksowy sposób – jest buńczucznie przerysowana, niemalże karykaturalna i zaprojektowana na poziomie scenograficznym i kostiumowym zgodnie z podręcznikiem do apokalipsy z 1984 roku, co z rzadka udaje jej się przekuć na atut. Uwidacznia się tutaj zresztą bodaj największa bolączka "Plemion Europy", czyli nieumiejętność przekucia oferowanej obfitości na prawdziwie angażujący serial.


Sporo tu niezłych zalążków pomysłów, które kiełkują w oklepane rozwiązania. Najsłabsza jest historia Liv, której udaje się pojmać szeregową Wronę i która przy pomocy wojsk koalicyjnych stara się przedrzeć do miasta, by wydrzeć brata z rąk wrogiego plemienia. Na przestrzeni sześciu odcinków dzieje się tutaj zaskakująco niewiele, poza niedogotowanym związkiem miłosnym i równie nieatrakcyjnymi dylematami Źródlanki, która duma i duma, co powinna uczynić, aż kończy się jej czas, a nam cierpliwość. Elja, najmłodszy z paczki, swoją podróż odbywa u boku niejakiego Mojżesza, włóczęgi i łotrzyka, który nie należy do żadnego z plemion i chce jak najszybciej opchnąć uratowaną przez chłopaka kostkę. Rzecz jasna dla mężczyzny będzie to też wyprawa po niejakie wybawienie, aby mógł poukładać sobie, co jest prawdziwie ważne w życiu, nawet tak marnym jak to. Nasączone lekkim humorem przygody niedobranej pary byłyby może i udane, głównie ze względu na niewymuszenie luźną rolę Olivera Masucciego (znanego z "Dark"), lecz to ewidentnie jedynie prolog, a prawdziwa opowieść ruszy dopiero w drugim sezonie.

Bałaganiarstwo jest chyba największym grzechem Koch i "Plemion Europy", bo choć od czasu do czasu można stąd wyłowić złotą rybkę, to częściej jednak z morza pomysłów wyciągniemy starego kalosza. Scenariuszowe kserówki przeplecione są tutaj fragmentami niezłej prozy, a sztampowe postacie stają obok ludzi z krwi i kości. Niby obciachu nie ma, ale te półtorej minuty do apokalipsy dałoby się spożytkować lepiej.
1 10
Moja ocena sezonu 1:
5
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
48% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (40 głosów).
Udostępnij: