Bardzo słaba seria

Oglądając to anime nie uświadczymy nic poza wszechobecną narracją, która stara się jak tylko może łatać dziury w dialogach i fabule. W dodatku pojawiają się odcinki zapychacze, które przypominają co działo się w poprzednich pięciu. Autorzy pogubili się kompletnie i w kilku miejscach widać nieudolne próby zmiany głównego wątku. Tak więc mamy tu do czynienia z trzema historiami, których jedynym łączącym elementem jest mistyczna kraina będąca ich areną. O porzuconych wątkach fabularnych nawet nie będę wspominał. Postacie przez większą część swoich zmagań zachowują się alogicznie. Trzykrotnie powtarza się ta sama historia zmiany charakteru u trzech bohaterek, tak mdłe że aż się niedobrze robi.

2
  • No chyba raczysz żartować. Ta historia jest właśnie taka, jaka ma być. Owe trzy odrębne historie połączone ze sobą jedynie światem 12 królestw nie są nieudolną próbą zmiany głównego wątku, a swoistym urozmaiceniem historii, dodaniem do niej nowych elementów. Po za tym taka koncepcja (z tego co czytałam) jest bardziej zgodna z pierwowzorem, czyli cyklem powieściowym Fuyumi Ono, na postawie którego powstała owa seria. Jeśli zaś chodzi o pourywane wątki, to masz rację. Są urwane, jakby zawieszone. I to w monecie w którym powinien rozpocząć się ich kolejny akt. Jednakże urwanie owo wcale nie wynika z niechlujstwa, czy sklerozy twórców, lecz faktu, że mamy do czynienia z niedokończoną, urwaną ekranizacją.

    • Nie nie żartuję i nie, nie kupuję tak przedstawionych historii. Ta "narracja" w której tłumaczy się dlaczego jest tak a nie inaczej w 12 królestwach - nawet Mistrz Yoda straciłby przy tym cierpliwość. Najpierw dostajemy 2 niezrównoważone uczennice szkoły średniej. Potem dla odmiany dwie równie niezrównoważone nastolatki + jednego szalonego ucznia z poprzedniego wątku. Sposób zmiany ich zachowania wszystko kopiuj wklej z pierwszej opowieści. Na koniec przedstawiają nam historię sprzed 500 lat która jest ni przypiął ni przyłatał. W międzyczasie pominięte są wątki nawet z pierwszego odcinka. Przez te 45 epizodów mogli spokojnie wszystko zamknąć w jakąś całość.

      • Ta "narracja" jest moim zdaniem niezbędna do tego, aby wiz poznał reguły rządzone 12 królestwami, które są tak odmienne od naszej rzeczywistości. Fakt, że można się w tym wszystkim pogubić, ale po pewnym czasie niemal wszystko staje się jasne. Ewolucja charakterów postaci jest bardzo przekonywująca i stopniowa, a ponadto nie rozumiem gdzie widzisz podobieństwa po miedzy przemianą Yoko i Yuka, a losami Suzu i tej upadłej księżniczki, zapomniałam imienia? Bo ja nic podobnego tu nie widzę. A owa historia króla En i Enki wydaje mi się bardzo dobrym smaczkiem. Piszesz, że mogli by tą serię zamknąć w owych 45 odcinkach... Owszem mogliby, ale z seria była planowana na 60+, tylko z jakiegoś powodu zaniechano dalszej produkcji.

        • Chodziło mi o to że jest jej tragicznie dużo a nie o to że się w niej pogubiłem. Ja się nie gubiłem nawet w Lostach, NGE, czy Death Note. Jest tego tak dużo, że już po paru minutach robi się nudne słuchanie tego. W dodatku na siłę próbują upchnąć w tym "filozofię wschodu". Nawet gdyby dokręcili brakujące odcinki to wołami mnie nie zaciągną przed ekran.

          • Lostów i Ewangelona nie oglądałam. Jednego wcale (odrzuciła mnie ta cała popularność i kreacja na super eskra), a przy ewangelonie wymiękłam przy 4 odcinku i nie dałam rady więcej (Shinji strasznie wkurza). Jeśli zaś chodzi o Death note to naprawdę nie wiem czym można się tam było zgubić ;). Ale wracając do 12 królestw może tego faktycznie jest sporo, ale dzięki temu można to lepiej zapamiętać i mnie się to nawet podobało, zaś filozofia wschodu na pewno nie jest tam wciśnięta "na siłę." Wręcz przeciwnie, jest podstawą tamtego świata.

            • Do Lostów zasiadłem kiedy w naszej TV kończył się pierwszy sezon a w USA drugi. Byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tego ale tak mnie wciągnęło, że pochłonąłem zaległości w kilka dni. DN - No wiesz niektórzy gubią się kiedy na arenie pojawiają się trzy notatniki i zastanawiają się który jest czyj. W sumie przy ponad 2500 obejrzanych produkcji trafiłem tylko na jeden film którego nie zakumałem za pierwszym podejściem.
              http://www.filmweb.pl/film/Wynalazek-2004-108799
              Piszesz że Shinji cię wkurza, no mnie właśnie tu denerwują te w/w postacie, które najpierw są strasznie zdeterminowane by zrobić jakąś rozpierduchę, by po chwili dostać "olśnienia" i stać się potulne jak baranki. Dobra kończę, nie będę się rozwodził nad serialem, który jak dla mnie praktycznie nie przedstawia żadnej wartości.

              • Jedno pytańko, gdzie zauważyłeś te zdeterminowane postacie, które nagle dostają jakiegoś olśnienia? Masz na myśli rebelię w Kei? pytam serio bo po za nagłym, odwrotem armii królewskiej, (który moim zadaniem był jednak dość logiczny jeśli weźmie się pod uwagę zasady tamtego świata.) nie zaobserwowałam niczego podobnego. Przeciwnie, ewolucja postaci była dość powolna i logiczna, wszytsko, albo prawie wszystko wynikało z ich przeżyć i doświadczeń. I na pewno nie zgodzę się, że serial nie przedstawia żadnej wartości, bo jeszcze nigdy nie spotkałam się z podobnie wykreowanym, spójnym i rozbudowanym światem, nie mówiąc już o bajerze językowej między "Tubylcami" a przybyszami z zewnątrz.

                • Postacie: "Yoko, Yuka, a losami Suzu i tej upadłej księżniczki, zapomniałam imienia" + chłoptaś z pistoletem. Dwie na swojej drodze spotykają włochate uosobienie świętości, dostają "olśnienia" i "odmienione" idą dalej. Trzy dziewczyny (doliczam szkolną "koleżankę" rudowłosej)+ chłopak zarzekają się, że jedynym celem ich egzystencji jest zabić królową->po czym iluminacja->i wszyscy są przyjaciółmi. Nie wkurza cię, że wszyscy źli stają się dobrzy? W drugą stronę też to występuje (patrz ostatnia historia).
                  Może gdyby twórcy nie skupili się tak bardzo nad rozwojem owego świata, to zauważyliby że po drodze zgubili kilka wątków i postaci.

                • Dobra widzę, że to 10 plus serducho. Ja cię nie przekonam do moich racji, a ty mnie do swoich i niech tak zostanie. Może jeszcze kiedyś skrzyżujemy klawiatury przy innej produkcji.
                  Pozdrawiam.

                • No dobra. Jednak dorzucę takie małe spostrzeżenie, że to nie są złe postacie. Przynajmniej ja ich tak nie odbierałam... Suzu była raczej dzieckiem we mgle, które tak naprawdę samo nie do końca wie czego chce. Tamta księżniczka do końca miała kłopot z przezwyciężeniem dumy i raczej zbytnim rozumem też nie grzeszyła. No dobrze mamy kolejne dziecko w mgle, ale mimo wszystko nie widzę tutaj dużych podobieństw. Yuka była po prostu swoistą maniaczką fantazy, której nagle zaczęło się wydawać, że to jej świat. Chęć zabicia Yoko rozbudzona została zaś przez właśnie takie maniakalne przekonanie, oraz króla Kou. A sama Yoko ma sporo dylematów moralnych, w czym dodatkowo utwierdzając ją ta małpa co siedzi w mieczu. Acha jeszcze Asano. Jednakże on był dla mnie sztandarowym nie mal przykładem szaleństwa. Co się zaś tyczy jego chęci zabicia królowej to jednak zaniechał tego, gdy dowiedział się, że to Yoko, No i tyle.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię