Zacząłem w sumie oglądać ,,The Boys".
Teoretycznie nie jestem targetem kina superbohaterskiego, i też jestem absolutnym przeciwnikiem tego, jak bardzo ten gatunek zdominował kino wysokobudżetowe.
Na papierze ,,The Boys" brzmi jak niezły serial, właściwie w sam raz skierowany do mnie - zwłaszcza mając na uwadze, jak wielkie wrażenie zrobili na mnie komiksowi ,,Watchmeni" od Alana Moore'a. Lubię pewne dokonstruowanie mitów i ich wywracanie koncepcji do góry nogami.
Jakiś wewnętrzny buntownik który we mnie tkwi podpowiada mi, że takie projekty są nam potrzebne.
Ale finalnie porównywać komiksowe ,,Watchmen" do serialowego ,,The Boys" to jak porównywać muzykę klasyczną do jarmarcznego disco polo.
Mimo podobieństw w założeniach obu wizji (bo oba próbują dekonstruować mit superbohatera) jedna operuje niuansami, cięższą symboliką i głębszą filozofią - The Boys ucieka zaś w banał, a o żadnej symbolice raczej nie ma tutaj mowy.
Oglądając póki co cały 1 sezon mam poczucie obcowania z czymś, co ja określam lenistwem scenariopisarskim. Wszystko jest tak łopatologiczne, a postacie tak jedno wymiarowe, że to aż zakrawa o abdurd.
Pewnie zerknę, co dalej - ale to chyba jednak nie dla mnie :P