Nijaka gra. W oryginał może i grałem, ale prędzej w inną grę tego typu. Rail shootery umarły i odświeżona wersja Operation Wolf jest dowodem na to, że całkiem słusznie, choć co jakiś czas pojedyncze produkcje w tym podgatunku pojawiają się na rynku, ale żadna rynku nie zwojowała.
Już od pierwszych kroków z Operation Wolf Returns: First Mission czułem irytację. Przede wszystkim gra nie uruchamiała mi się poprawnie. Powitalne obrazy przedstawiające firmy a później tytuł były pomniejszone i ucięte. Gra nie odpowiadała na jakiekolwiek wciskane klawisze. I tak z dwa razy. Dopiero w opcjach zmieniłem opcję uruchomienia gry (ale nie na opcję VR) i poszło. Jednak przy drugim uruchomieniu gry problem pojawił się ponownie. W opcjach była odznaczona poprzednia forma uruchomienia, więc zmieniłem ją na inną, po czym powróciłem do niej. Zaskoczyło. Gra uruchomiła się poprawnie. Gdyby ktoś miał z tym problem to w razie czego tak kombinujcie.
W samej grze dostałem mało czytelne menu. Gdy się w nim odnalazłem i ukończyłem samouczek zacząłem pierwszą misję w dżungli. I od razu dały się we znaki przyzwyczajenia z gier FPS. W Operation Wolf nie kierujemy postacią a celowniczkiem a ja z przyzwyczajenia próbowałem odwrócić się tu i tam a przecież nie mamy tutaj władzy nad kierunkiem ruchu postaci. Potrzebowałem trzech powtórek tej misji, aby się przyzwyczaić. Potem już było znacznie lepiej. Jednak nie zmienia to faktu, że ruchy kamery, niekiedy spowolnione, innym razem szybsze, nie były zawsze płynne. Strasznie topornie to wyglądało. Do tego nierzadko kamera ustawiał się w taki sposób, że nie było widać całości terenu. Gdy wydawało się, że zlikwidowałem wszystkich, kamera „nie przelatywała dalej”, więc musiał być jeszcze ktoś do zlikwidowania. I był. W rogu wystawał kawałek jego ramienia. On do mnie bezproblemowo strzelał i zadawał obrażenia a ja musiałem trochę bardziej przycelować, by się go pozbyć. Takich sytuacji było w grze z kilka. Dodam, że rozdzielczość ekranu była ustawiona dobrze.
Sama likwidacja wrogów była nawet spoko, ale przy dużej ilości wybuchów i akcji, ciężko niekiedy było dostrzec wrogiego strzelca, szczególnie gdy byli rozsiani po całej mapie/ekranie. Celownik przechodził w miarę płynnie, choć nagłe ruchy kamery potrafiły negatywnie zaskoczyć, szczególnie w momentach, gdy przeładowywaliśmy a tu nagle grupka wrogów pojawia się tuż przy nas. Niekiedy możemy się schować za barykadami, skrzyniami itp. Wtedy jest całkiem przyjemnie. Jednak równie często jesteśmy odsłonięci i musimy zlikwidować grupę helikopterów lub wrogich pojazdów. Nie ma dużych szans, aby ukończyć najmniejszy akt bez uszczerbku na zdrowiu, przynajmniej na większości misji gdzie występują wrogie maszyny.
Oprócz podręcznej broni w postaci uzi (kiepska, szybko wyczerpuje się magazynek), karabinu, strzelby i pistoletu (ten jedyny ma nieograniczoną amunicję) możemy strzelać z pokładu helikoptera karabinem czy granatnikiem. Karabin maszynowy wpadnie w nasze ręce jeszcze kilkukrotnie w różnych aktach. Te fragmenty mi się podobały najbardziej, bo przede wszystkim obszar, na którym pojawiali się wrogowie był duży, przez co też czytelniejszy. Minusem jest zmiana broni rolką. Gra reagowała na to z opóźnieniem.
Graficznie jest tak sobie. Muzycznie ujdzie – ot zagrzewa nas do akcji. Jednak jako całość gra wypada mocno przeciętnie. Kampania starcza na max dwie godzinki. Cena nieadekwatna do zawartości, ale można wyhaczyć za około dyszkę. Dla mnie to takie 4/10. Nie warto. Dotyczy to wersji bez VR. Oczywiście wersja VR może wypadać znacznie lepiej.