Epilog

Według mnie epilog odjął całej historii. Zastąpienie Artura Johnem to strzał w pysk po tym jak spędziło się z tym pierwszym tyle godzin. Nie mówiąc już o tym, że główna historia miała pod koniec duży rozmach, a w epilogu przyszło nam budować chatki i przerzucać odchody.
Według mnie fabuła powinna się skończyć na klifie, idealne zwieńczenie ostatecznie dość smutnej historii Artura.
Ale rozumiem, że to jednak miał być prequel i twórcy chcieli pokazać więcej z życia Johna i tego jak doszła do wydarzeń z RDR.

16
  • Ja właśnie zaczynam epilog, chodź wiedziałem od samego początku, że Artur nie dotrwa do końca to i tak mnie końcówka zasmuciła. Bardzo dojrzała gra.

  • Wielu ludzi narzeka na początek gry, że nudny i ze za wolno się rozkręca. Mi natomiast to bardzo się podobało. Dla mnie mialo to swoj klimat, to powolne wkręcanie się w historię. Ale co do epilogu to w zupełności się zgadzam. To powinno trwać o połowę krócej. Takie przedłużenie gry na siłę (np misja z budową domu po czym kolejna misja z budową stajni...) Do tego bardzo polubilem postac Artura i jakoś przesiadka na Johna mi kompletnie nie siedzi. Jedynym plusem wg mnie to są misje z Sadie Adler, bo ją najbardziej lubiłem z postaci pobocznych :)
    Wczytałbym save'a przed śmiercią Arthura, ale grając nim nie da się zwiedzać mapy New Austin...

  • Według mnie epilog koniec końców się udał. Faktycznie początek epilogu jest frustrujący, gdy jeszcze w głowie brzmiało "I gave you all I had" Arthura, a tu trzeba było przerzucać krowie gówno Johnem, który przez całą RDR2 był nakreślony jako ten głupek który zawsze wpada w tarapaty i trzeba go ratować. I dlatego wg mnie epilog jest fajny, bo pokazuje jego przemianę i zbliża do wizerunku z RDR1.
    Podrawiam osoby które tą grę ukończyły, kapitalna rozległa i niebanalna historia, coś wspaniałego.

  • O BORZE TAK! NARESZCIE KTOŚ POCISNĄŁ TEN OKROPNY EPILOG!

    Nie jestem fanem RDR 1. Nie podchodzi mi postać Marstona, który jest mdły, nudny i ma charyzmę na poziomie 0. Arthur zjada go na śniadanie tym jak jest napisany, voice actingiem i w ogóle wszystkim. Pokochałem jego postać, na samą myśl o tym że umrze (kaszel od połowy gry) robiło mi się smutno. W całej grze przeżywamy przygody z Arthurem, współczujemy mu, rozwijamy jego postać i umiejętności. A co zrobił Rockstar na końcu? Arthur zdycha jak szmata- strzał w ryj, nóż w plecy albo to trzecie- właściwie od czego on umar? Od pobicia się z Majką będąc chorym na gruźlice? To już mógł chociaż wykończyć tego sprzedawczyka. No i oddanie epilogu Marstonowi, który jest jakimś pechowcem życiowym i nieudacznikiem- nawet mając worek złota od Arthura i tak przewalił je niewiadomo na co, po czym para się przerzucaniem gówna. Serio, nie wierzę, że nikt nie dowalił się do tego kretyńskiego zakończenia które naprawdę ujmuje całej grze. Przemilczę już fakt, że Marston przez całą grę jest 3 planową postacią, nie robi nic ciekawego, nie mówi nic ciekawego, Arthur w sumie to za nim nie przepada, a nagle jak zaczyna pokasływać to Czarnopłucy zrobi wszystko, żeby Marston miał się jak najlepiej XD WTF? Epilog był dla mnie męczarnią, przez którą ciężko było przebrnąć. Czy serio tak ciężko było napisać scenariusz, w którym POZYTYWNE zakończenie to właśnie ucieczka z Johnem i osiedlenie się w Meksyku żeby dożyć spokojnie starości? Ta piękna lokacja mogłaby nam posłużyć za arenę rozrywki po zakończeniu wątku głównego, bo uwaga- zaleceniem lekarza dla Arthura było, żeby ten udał się gdzieś gdzie jest ciepło i sucho. Na logikę powinien udać się do Meksyku... A szkoda strzępić ryja. Ja serio nie wiem co ludzie z Rockstara mają w głowie, że uznają Marstona za jakąś epokową postać która niesie całą serię na swoich barkach. Serio, nie da się być dalej od tego...

    Pewnie w trzeciej części będziemy grać którymś z tych super morderczych braci którzy zginęli nad Blackwater a wydarzenia będą się działy przed dwójką, i jak już zdechniemy to Rockstar ku naszemu zadowoleniu i uldze pozwoli dograć nam epilog Johnem Marstonem <3 <3 <3

  • Przepraszam za posta pod postem, ale nasz kochany filmweb nie pozwala na edycję własnych postów.

    Jeszcze słów kilka o wyborach, bo jak dla mnie to jakiś nieśmieszny żart, żeby w tak ogromnej i dopracowanej grze wybór zakończenia był tak prostacki i niesatysfakcjonujący. Mówi się o tej grze, że to pogromca Wiedźmina, a tam były aż 3 skrajnie różne i ciekawe zakończenia. A tutaj co niby za wybór nam pozostał? Dostać strzał w mordę, nóż w nerkę czy umrzeć od mordobitki? SERIO? To już mogli nagrodzić mnie za mój wysoki honor i za opanowywanie się przez całą grę, żeby nie masakrować wiosek i niewinnych przechodniów i pozwolić mi ujść z życiem do Meksyku. Tam Arthur dożyłby swoich dni, może i pokasłując, ale na pewno w milszym klimacie i bez zbędnego ciężaru na plecach niż w Ameryce. Dla łobuzów z niskim honorem proponowałbym karę- strzał w mordę od Majki i sterowanie Marstonem w epilogu, gdzie przerzuca się gówno widłami <3 Nie wyobrażam sobie gorszej kary dla gracza niż to ostatnie, a czy chcemy czy nie- tylko to zostało nam zaoferowane XD

    • Arthur zaraził się w momencie kiedy odbierał dług od niejakiego Thomasa Downesa... (na jutubie- How Arthur Contracted Tuberculosis)
      Tak czy inaczej zgadzam się. Przejscie z Arthura na Johna to jak wsiąść z nowego Mercedesa do Poloneza... ta sierota nawet pływać nie potrafi !!!! (wystarczy wejsc do wody i od razu tonie) W pierwszej czesci mi jakos nie przeszkadzal ale teraz nawet drazni mnie jego głos. Juz wolalbym grac Sadie Adler w epilogu byle nie Marstonem.. Chciałbym zeby R* zrobił jakiś update gry i dodało właśnie takie zakończenie (zycie w New Austin zdala od tego wszystkiego) ale tak się nie stanie

    • Spokojne życie w Meksyku?
      W Meksyku Gringo z pieniędzmi miałby jeszcze więcej problemów, niż poszukiwany przez pinkertonów w USA.

      Poza tym, Arthur (podobnie jak Seana) traktował Johna jak młodszego brata. Co prawda, poróżniła ich ucieczką Marstona, ale nie potrafił go nienawidzić. A Abigail w pewnym sensie "kochał" stąd decyzja o pomocy rodzinie Marstona.

  • Według mnie również epilog był za długi. Z drugiej strony zabrakło tego, w jaki sposób marston wpadł i dogadal się z agentami.

  • Ale John Maraton to bohater z RDR jedynki

  • A według mnie epilog wspaniale dopełnił całą historię, tym bardziej dla tych, którzy grali w RDR 1 (ja np. nie grałem). Początkowe misje w epilogu, w stylu przerzucania gnoju itd. też mnie strasznie wynudziły, ale musicie pamiętać, że w RDR2 fabuła stoi na pierwszym miejscu i w zasadzie wszystko inne w tej grze jest jej podporządkowane, a misje te świetnie wprowadziły do drugiego rozdziału epilogu, w którym było już dużo więcej akcji. Ostatnia misja, w której w końcu mścimy się za Arthura i zabijamy Micah doskonale zamyka grę i łączy RDR2 z RDR. A tak poza tym, to skoro Arthur ginie na końcu, to musieli wprowadzić inną postać, żeby można było grać dalej po ukończeniu głównego wątku gry. Nie spodziewałem się, że jakaś gra tak mnie kiedyś wciągnie.

  • RockStar mogło by ożywić artura w trzeciej części gry RDR 3. W łatwy sposób poprostu Artur przeżył uratował by go ten indianin czy ten szalony naukowiec bądz ktoś kogo uratował,a ten grub był dla zmylenia tych co go ścigali i policji! W 3 części gralibyśmy dwoma postaciami Arturem i synem Johna!

  • Epilog jest o tyle ważny, że jest dopełnieniem sensu życia Arthura (jego misji po zachorowaniu) w którym John musi przejść przemianę, której Morgan nie przeszedł. Czyli zejść na ziemię i żyć bez adrenaliny, przerzucając gnój i dojąc krowy. Arthur również potajemnie marzył o takim życiu, ale pęd za dzikością doprowadził go do upadku, a jego własna Abigail patrzy na niego znad grobu.

  • Da się w jakiś sposób grać Arthurem po epilogu?

  • Właśnie skończyłem grę, jednym słowem - Rewelacja.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię