Emir Kusturica opowiada o swoim najnowszym filmie

  • Wywiad
Emir Kusturica dwukrotnie zdobył Złotą Palmę w Cannes za filmy "Ojciec w podróży służbowej" (1985 r.) i "Underground" (1995 r.). Jego najnowszy film "Życie jest cudem" opowiada historię miłosną z ogarniętej wojną Jugosławii. Luka jest serbskim architektem z Belgradu. W dniu, kiedy jego syn Milosz wyrusza na wojnę, żona Luki, śpiewaczka operowa Jadranka, ucieka z muzykiem. Luka zostaje sam ze swoimi psami i kotami, do czasu, aż piękna Sabaha odmieni jego życie. W tym filmie Kusturica opowiada historię pełną miłości, złości i pasji. Jednocześnie reżyser krytykuje sposób, w jaki media pokazują wojny.

Dlaczego zdecydowałeś się opowiedzieć historię miłosną z czasów wojny w Jugosławii?
Emir Kusturica: W nowoczesnej społeczności takie sprawy jak polityka, historia, pokazy mody i piłka nożna łączą się ze sobą. Stają się częścią propagandy wykorzystywanej do komercjalizacji życia. Ta wojna też taka była. W dużym stopniu decydowały o niej media, a nie tylko rzeczywista sytuacja. Ja chciałem pokazać, jak wojna wpłynęła na najbardziej osobiste aspekty ludzkiego życia. Usłyszałem historię mężczyzny, który zakochał się w kobiecie, którą przetrzymywał jako zakładniczkę. Pomyślałem "to najbardziej szekspirowski dramat, jaki mógł się zdarzyć w życiu". Rozpoczyna się od rozpadu rodziny, a w końcu nadchodzi miłość. Dla Luki wojna jest jak przebudzenie. Na początku jest tak pochłonięty swoją pracą, że traci kontrolę na swoim życiem, nad rodziną...

Pamiętasz, co czułeś, kiedy wybuchła wojna?
Emir Kusturica: Byłem wtedy poza Jugosławią, ale tak jak Luka myślałem, że wojna nie nadejdzie. Mój idealistyczny obraz ojczyzny był tak silny, że nie wyobrażałem sobie, iż może ją ogarnąć wojna. Nie byłem w tym odosobniony. Wielu myślało podobnie.

Jak wojna zmieniła twoje życie?
Emir Kusturica: Na zawsze porzuciłem miasteczko, w którym się urodziłem. Powód – różnice ideologiczne. Jeśli masz inne poglądy niż większość, jesteś wrogiem.

Co teraz myślisz o tej wojnie?
Emir Kusturica: To samo co wcześniej. To niewyobrażalne. Bośniacy i Macedończycy nigdy nie powinni walczyć z Serbami. Oskarżali Serbów o różnorakie winy, nie zawsze słusznie, a później nastąpiła reakcja łańcuchowa. W dodatku, moim zdaniem, zaangażowanie się społeczności międzynarodowej tylko zaogniło sytuację, zamiast ją uspokoić.

Dlaczego w filmie dużo miejsca poświęciłeś piłce nożnej?
Emir Kusturica: Wojna w Jugosławi rozpoczęła się, kiedy w 1990 r. Crvena Zvezda Belgrad grała z Dynamem w Zagrzebiu i Zvomir Boban, jeden z najlepszych chorwackich piłkarzy, skoczył w piłkarskich butach na plecy serbskiego policjanta. Mecz piłkarski jest jak odbicie prawdziwego świata. Kiedy polityka i ideologie przenikają na stadion, tak jak to było wtedy i jak to chciałem pokazać w filmie, jest to pierwsze poważne ostrzeżenie, że wokół dzieje się coś niedobrego. Gdy wszystko zmierza ku katastrofie, nawet futbol przestaje być tylko grą.

Wszyscy zachwycają się atmosferą zabaw w twoich filmach: rodzinne spotkania, muzyka, zwierzęta. "Życie jest cudem" również tak się zaczyna, ale później staje się bardziej intymny – dwoje ludzi w małym domku...
Emir Kusturica: Myślę, że taka jest kolej życia. Gdy jesteśmy młodzi, lubimy imprezy, zabawy. Gdy zbliżamy się do pięćdziesiątki, jak w moim przypadku, przerzucamy się ze stereo na mono, tzn. zaczynamy cenić sobie bardziej intymną stronę życia. Tak już jest. Muszę przyznać, że bardzo bałem się odejść od estetyki karnawałowo-zabawowej. W końcu udało mi się to zrobić i jestem szczęśliwy. Jednak następny film znów będzie w zabawowej estetyce.

Czy te wszystkie sceny zabaw są planowane, czy improwizowane?
Emir Kusturica: Są szczegółowo planowane. Ale to jest jak w sytuacji architekta, który stworzył plany domu. Gdy przybędzie na miejsce budowy, odkrywa, jak świeci tam słońce, jak wieje wiatr. I ostatecznie wszystko zmienia.

Kilka lat temu chciałeś porzucić filmowanie. Dlaczego?
Emir Kusturica: Po nakręceniu filmu "Unerground" zostałem przez wiele osób niemal wyklęty, po tym jak Alain Finkielkraut napisał straszny artykuł w "Le Monde" o moim filmie, którego nawet nie widział! (Francuski filozof Finkielkraut, mimo że nie obejrzał filmu, oskarżył Kusturicę o to, iż obrazem "Underground" promuje reżim Miloszevicia.) Trudno było mi przetrwać ten okres. Potem nakręciłem film "Czarny kot, biały kot", który mnie uleczył. To jedyny film, który mogę oglądać wielokrotnie. Dzięki niemu odkryłem, że kino może być formą terapii dla mnie i dla widzów.

Wszystkie twoje filmy, z wyjątkiem "Arizona Dream", są w twoim ojczystym języku. Co sądzisz o tendencji panującej w Europie i Azji, aby nagrywać filmy po angielsku w nadziei na szerszą ich dystrybucję?
Emir Kusturica: To tendencja, która sprawia, że film staje się takim samym produktem, jak na przykład krzesło. Ludzie, którzy robią takie filmy, nie wiedzą, że kino powinno czynić ludzkie życie milszym i lepszym. Ci, którzy uważają, że o filmach powinni decydować ludzie od marketingu są w błędzie. Wcześniej czy później zdadzą sobie z tego sprawę. Żyjemy w czasach, kiedy wszystko usprawiedliwia się ekonomią. Może któregoś dnia usprawiedliwi się wprowadzenie faszyzmu. Kto wie, może ekonomiści dojdą do wniosku, że reżimy totalitarne są niezbędne.

Czy czujesz się związany z reżyserami z innych części świata?
Emir Kusturica: Oczywiście. Przyjaźnię się z reżyserami robiącymi filmy, których ja nie mógłbym nakręcić - z Akim Kaurismakim i Jimem Jarmuschem. Ich filmy mają własny styl. Łatwo je rozpoznać, co w dzisiejszej kinematografii nie jest częste.

Jak myślisz, dlaczego publiczność uwielbia twoje filmy?
Emir Kusturica: Może dlatego, że przypominam im o dobrych chwilach z przeszłości. Ujęcia w moich filmach przypominają Viscontiego, sceny zabaw – Felliniego, a sposób, w jaki łączę filmowanie wnętrz i natury przywodzi na myśl obrazy Renoira. Ale nic nie jest skradzione, ale zrobione z miłością. Moja filmowa pasja przypomina o czasach, gdy reżyserzy byli gotowi poświęcić nawet własne życie dla filmu.

Ale twoje obrazy lubi też młodzież...
Emir Kusturica: Nie trzeba znać historii kina, aby mój film się spodobał. To dlatego, że na równi uwielbiam Bruce'a Lee i Ingmara Bergmana. Film nie może być tylko ekskluzywną sztuką. Nie można zaniedbać strony bardziej popularnej. Najważniejsza jest pasja. Podobnie jak było w przypadku muzyki punkowej, która zmieniła muzykę rozrywkową i dała jej nową energię. Taką samą energię staram się dawać moim filmom.

Wywiad dzięki uprzejmości dziennika "Metropol"
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię