Publiczność zawsze reaguje dobrze

  • -
  • autor: Marcin Kamiński
  • Wywiad
Pytanie: Czy pan lubi Pan książkę Gombrowicza, na podstawie, której nakręcił Pan film?
Jan Jakub Kolski: Nie lubię, ale ją cenię i szanuje


Pytanie: Czy Pana zdaniem jest ona dobrym materiałem na film?
Jan Jakub Kolski: Nie. Przeniesienie jej na duży ekran było prawdziwym wyzwaniem. Niech świadczy o tym fakt, że wcześniej z realizacji "Pornografii" wycofało się wielu znakomitych filmowców.
Przy tych zmagania się z "Pornografią" powstało 4 czy 5 scenariuszy. Jednak żaden z nich nie został ukończony. Wszyscy autorzy dochodzili do pewnego momentu i przerywali pracę. Gombrowicz nie chciał się poddać filmowemu językowi. Warto się zmierzyć z czymś co stawia taki opór, choćby po to aby odpowiedzieć na pytanie co takiego jest w tej powieści, że ona tak się opiera.

Pytanie: Jak pan sobie odpowiedział na to pytanie?
Jan Jakub Kolski: Mało jest tam tej substancji, która się przekłada na kino, mało jest żywiołu kinowego, zdarzeń i powodów, dla których na scenie zdarzeń działają bohaterowie. Zdarzeń jest 3 na krzyż, a jedno mało wiarygodne. Dwóch panów w wieku średnim syci swoją seksualność popychając ku sobie dwojga młodych 16-letnich ludzi. Przecież to jest figura z gatunku niemożliwych. Jeżeli ktoś popatrzyłyby na to z boku pomyślałby, że ma do czynienia z dewiantami. W pierwszej kolejności trzeba, więc było zakotwiczyć ich działania w przyczynach, po drugie nasycić te sceny zdarzeniami.

Pytanie: Ale w książce nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, że Fryderyk jest z Oświęcimia, pan to dopowiedział.
Jan Jakub Kolski: To ja adoptowałem tę powieść. Ja zatem spijam pianę sukcesu, ale ponoszę też skutki klęsk. Od jednych dostaje po głowie, inni biegną z daleka żeby mi uścisnąć dłoń. To są moje pomysły. Postawiłem warunek i on brzmiał, że ja sam napisze scenariusz

Pytanie: Nie boi się pan porównania filmu do książki?
Jan Jakub Kolski: Ortodoksi domagać się będą dyskusji z narodowymi stereotypami, prześmiewania pewnych postaw, ściągania masek społecznych, bo w ich pojęciu to jest podstawowym przesłaniem i materią tej powieści. Niech się domagają, nie znajdą tego.
Film nie jest podobny do książki, ale tak jak mówiłem wcześniej, podobny być nie może bo bez ingerencji w fabułę "Pornografii" po prostu zekranizować się nie da.

Pytanie: Czy adaptując tekst wiedział pan, kto zagra główne role?
Jan Jakub Kolski: Tak. Z reguły pracując nad scenariuszem piszę go z myślą o konkretnych aktorach. Obsada "Pornografii" została zaplanowana na długo przed rozpoczęciem zdjęć. Co prawda w ostatniej chwili nastąpiła nagła i nieoczekiwana zmiana miejsc, jeśli idzie o postać Witolda, ale nie chciałbym o tym mówić.

Plakat filmuPytanie: Na konferencji w Gdyni mówił Pan, że Krzysztof Majchrzak zasłużył na to, żeby uznać go za współscenarzystę filmu. Wiele się mówiło o zmaganiach Panów na planie.
Jan Jakub Kolski: Nie ukrywamy emocji, które zamieszkały na planie filmowym, przed planem, po planie na okazję tego filmu. Mówimy otwarcie o tym używając wszak innych słów. Ja mówię o tym, że wessała nas czarna dziura, on mówi o udręce. To dobrze opisuje, to co nam się przydarzyło. Gombrowicz nie chciał dać się pokonać. Krzysztof zawsze się zmaga z rolą, formuje ją do końca, do momentu, kiedy według jego kryteriów nie jest gotowa. Nie inaczej było przy tej okazji. Złożyliśmy sobie deklarację czystości intencji, pracujemy do końca.
To była trudna praca i jeszcze trudniejszy był powrót do normalnych stosunków między nami. Dalej się przyjaźnimy. Po roku pracy wysłałem mu smsa, w którym napisałem: boję się, że ten film będzie grobem naszej przyjaźni, a on odpisał: co warta jest nasza przyjaźń, jeśli miałaby nie przetrwać. Przetrwała, ale ledwo, ledwo.

Pytanie: "Pornografia" jest kandydatem do Oscara, czy żałuje Pan, że do nagrody nie kandydował jakiś film z oryginalnym pana scenariuszem.
Jan Jakub Kolski: "Pornografia" jest delegatem do Oscara, jest czymś, co pośród tej mizerii, jak uznali sędziowie, najlepiej będzie Polskę reprezentowało. Gdzie jej do kandydata.

Pytanie: Jak pan ocenia szansę na nominację i na samego Oscara?
Jan Jakub Kolski: Tyle sukcesu ile forsy, tu przełożenie jest tak banalnie proste. Delegaci Amerykańskiej Akademii Filmowej, którzy się zgłoszą do oceniania filmów w kategorii filmów obcojęzycznych, muszą film obejrzeć. Trzeba im te szanse stworzyć, a to kosztuje. Trzeba przede wszystkim dotrzeć do nich, zorganizować serię pokazów, najlepiej żeby to było po drugiej stronie ulicy, zaprosić i przekonać żeby chcieli obejrzeć. Jakość filmu jest rzeczą drugorzędną.

Pytanie: Czy Pana zdaniem "Pornografia" jest filmem na tyle uniwersalnym żeby poruszyć widzów za oceanem?
Jan Jakub Kolski: To bezczelność odpowiadać na takie pytanie. Niech to przeczyta teraz ktoś, kogo zdaniem nie ma i powie, co ten Kolski opowiada, dlaczego opowiada mi o czymś czego nie widziałem. Robię filmy osobiste i najuczciwiej jak umiem. Po filmie jestem nie do użytku przez dłuższy czas. To jest rodzaj intymnego wyznania.
Proszę zajrzeć do recenzji, czy odczytują i czy się podoba. Ja nie mogę być pośrednikiem w przekazaniu tych wiadomości, bo to mnie stawia w głupim świetle, jak gościa, który chce się pokazywać w dobrym świetle i mówi: o patrzcie, dobrze wybrali. Jestem ostatnim, który będzie tak o sobie mówił.

Pytanie: Miał Pan okazję obejrzeć "Pornografię" wspólnie z publicznością. Jak reagowali widzowie? Czy dokładnie tak, jak Pan tego oczekiwał?
Jan Jakub Kolski: Kolejna pomylona teza. Ja nie projektuję miejsc, w których ma się śmiać publiczność. Tego nie sposób zrobić. Człowiek nie jest maszyną, nie ma chipa odpowiedzialnego za sterowanie. Widz jest dla mnie partnerem. Jedynym chipem, który można nacisnąć jest serce.
Jak reagowała publiczność? Dobrze, publiczność zawsze reaguje dobrze. Trzaska fotelami. Zapamiętałem trzaskanie fotelami w Cannes podczas projekcji Jańcia Wodnika.
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię