Żeby zrozumieć, Dlaczego to JUŻ RZECZYWISTOŚĆ, trzeba zdać sobie sprawę z kilku rzeczy, które wprowadzano do naszego systemu prawnego powolutku, ale systematycznie, aż wreszcie nadchodzi dla wampirów z ludzkimi twarzami (i drogich garniturach) czas żniw. Pierwszym bandytyzmem prawnym, było odebrania ludziom praw do ich ciał po śmierci. Czyli tzw. domniemana zgoda na pobranie narządów. Jak nie zrobisz specjalnego zastrzeżenia, w specjalnym rejestrze, to w przypadku "stwierdzenia zgonu", twoje narządy należą do PAŃSTWA. Ale - zaraz, zaraz - co to znaczy "po śmierci" lub "stwierdzenie zgonu" - czyli pojawia się problem naukowej definicji śmierci. Kiedyś, śmierć stwierdzało się po ustaniu akcji serca, które powodowało porażenie wszystkich mięśni i całkowitą i nieodwracalną utratę funkcji życiowych. Komu było z tym źle? Aby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że organy człowieka, który już umarł zgodnie z tą definicją, NIE NADAJĄ SIĘ JUŻ DO PRZESZCZEPU. A przecież to ma być kolejny złoty biznes (z jednej strony), a z drugiej - dla WYBRANYCH - niewyczerpany rezerwuar "części zamiennych" na własny użytek, by wydłużać swoje wampirze życie. Czy w nieskończoność? Tego jeszcze nie wiemy, ale tajemnicą poliszynela jest, że Rockeffeler senior (David), który właśnie ZDECHŁ (wreszcie), miał już podobno któreś z kolei serce, nerki, a krew przetaczaną co kilka tygodni. Myślał, że będzie nieśmiertelny. Moja babcia ma 103 lata bez takich wampirzych sztuczek.
Ale, wracając ad rem. Żeby móc pobrać organy do przeszczepu, trzeba pobrać je od człowieka, którego WSZYSTKIE FUNKCJE ŻYCIOWE NIE USTAŁY. No to jak to zrobić - jak tu wycinać organy dla starców - wampirów, z jeszcze żywego człowieka? Głupio to wygląda. Nie chodzi nawet o poczucie wstydu, bo te skoorwysyny go nie mają - po prostu, to "nie pijarowsko". Trzeba było wykombinować jakiś bajer - no i wymyślono "śmierć pnia mózgu". Po prostu majstersztyk. Serce pompuje krew, organy ciągle ukrwione i bez martwicy - tylko "mózg umarł". I nie szkodzi, że ten bajer został podważony przez wielu lekarzy praktyków (pacjenci z tą diagnozą wybudzali się z tej rzekomo nieodwracalnej śpiączki) - starcy-wampiry czekają na nowe, młodsze organy, więc skoro lekarze stwierdzili "śmierć mózgu", państwo uchwaliło, że organy delikwenta są "niczyje", to na stół i wybebeszyć, przez co nie da się już obalić tezy, że delikwent naprawdę już nie żyje. Do tej pory, do stwierdzenia "śmierci pnia mózgu", potrzeba było komisji złożonej z trzech lekarzy, ale właśnie "uchwaliło" - dobra, zmiana - że teraz orzekać to będzie już tylko dwóch. Widocznie tną po kosztach "działki" za tę przysługę, albo boją się, że nie wszyscy lekarze są już tak skoorwieni. I gotów jestem się założyć, że najdalej za kilka lat "uchwali", że do stwierdzenia tej "śmierci mózgu" będzie potrzebny już tylko jeden lekarz - co znacznie potani i przyspieszy całą procedurę. Dodajmy do tego, że już od kilku lat, od każdego noworodka pobierane są próbki DNA do specjalnej, centralnej bazy danych parametrów biologicznych - co znacznie ułatwi proces wyszukiwania najbardziej odpowiedniego genetycznie dawcy. Jak zajdzie potrzeba błyskawicznej dostawy serca, nerki lub innego narządu dla BARDZO WAŻNEJ i BOGATEJ OSOBY, to ów centralny komputer, po przeanalizowaniu iluśtam parametrów biologicznych prawie wszystkich ludzi na świecie, w ciągu kilku godzin wskaże najbardziej optymalnego dawcę. Potem sprawa już prosta - pod byle pretekstem trafi do szpitala (jak nie będzie na nic chorował, to potrąci go samochód), "lekarz" stwierdzi "śmierć mózgu" i najdalej po pół godzinie nerka lub serce odlecą helikopterem spod szpitala na najbliższe lotnisko, skąd specjalny samolot zabierze nie niezwłocznie do odbiorcy docelowego. A co, jeżeli delikwent jednak zastrzegł sobie nienaruszalność organów lub rodzina zaczyna robić awanturę, że nie pozwala niczego pobrać? To zawsze można ją ze szpitala pod byle pretekstem (np. higiena lub "terroryzm") usunąć. A organ i tak pobrać. Przecież KTO TO SPRAWDZI? JAK? Rodzina w kościele lub domu pogrzebowym otworzy trumnę i zacznie robić prosektorium, by sprawdzać, czy zmarły ma wszystko na miejscu? . A czy jakiś prokurator da pozwolenie na sekcję, by otworzyć trumnę i takie rzeczy sprawdzić? Bądźmy poważni. Ale skąd ten helikopter pod szpitalem? A nie zauważyliście czasem, że nagle, niemal przy każdym większym szpitalu powstają lądowiska dla helikopterów? Miałem okazję obserwować je przy warszawskim szpitalu bródnowskim. Szpital uchodzi za dość obskurny, na SOR-ze, niezależnie od pory dnia i nocy dzieją się dantejskie sceny, bezduszność personelu porównywana może być już chyba tylko z bezdusznością ... (nie będę kończył, by nie narażać się na proces). I po co takiemu szpitalowi lotnisko? Nie przeprowadza się tam jakichś strasznie skomplikowanych operacji klinicznych, do których trzeba byłoby błyskawicznie dowozić pacjentów. A przecież jeszcze nie mamy w Warszawie lotniczego pogotowia ratunkowego, które przywoziłoby helikopterem ofiary warszawskich wypadków drogowych, albo leciało helikopterem po dziadka z podejrzeniem zawału. Jak ktoś zobaczy szpitalny helikopter lądujący pod klatką schodową jakiegoś bloku lub kamienicy, by zawieźć chorą babcię lub dziadka do szpitala, to nich da mi znać. Po co powstają więc te lądowiska dla śmigłowców przy szpitalach? Ano TYLKO PO TO, BY SZYBCIEJ TRANSPORTOWAĆ POBRANE ORGANY. Potwierdzają to moje obserwacje - widziałem raz taki lądujący szpitalny helikopter. Był tak mały, że mieścił tylko dwa fotele (pilot + pasażer) - ot, taka zabawka, jakiej używają stacje telewizyjne. W żaden sposób nie da się tam zmieścić noszy-łóżka z chorym + jakiś podstawowy sprzęt do podtrzymywania życia. CZY TERAZ WSZYSTKO JASNE?
Gdy 20 lat temu oglądałem ten film po raz pierwszy, uważałem że jest zbyt naiwne i przekombinowany - jaki rząd by na to pozwolił. Jakimż byłem głupcem!!!
Dziś "ministrowie zdrowia" już oficjalnie pełnią rolę Mengele...
Powiem szczerze, że zaczynam wierzyć w to, co napisałeś. Między innymi dlatego, że osoba, która jest dla mnie niejako autorytetem kiedyś powiedziała mi dokładnie to samo - zapisywać się do oficjalnej bazy danych dawców jest ryzykowne. Zdarzy się miliarder, który będzie potrzebował organu, w komputerze znajdą Ciebie i zrobią wszystko, aby ten organ pod byle pretekstem pobrać.
Niestety, rowniez slyszalam podobne zdania, a jak wiadomo, jesli wielu ludzi tak uwaza, jest w tym ziarenko prawdy.
Zgadzam się z Twoim komentarzem w 100% i zaczynam doceniać, to, że mam znacznie podwyższony poziom cholesterolu i 3glicerydów we krwi, tak jak wskaźników wątrobowych, a swego czasu miałem kreatynina znacznie powyżej normy, w dzisiejszych czasach nie warto być zbyt zdrowym człowiekiem...Z prawniczego punktu widzenia, dodam jeszcze, że nie trzeba zapisywać się do rejestru sprzeciwów, wystarczy kartka z podpisanym oświadczeniem, że się nie wyraża zgody na przeszczep, którą ja zawsze przy sobie noszę
A co się tyczy filmu, to jak dla mnie mistrzostwo świata, najlepszy thriller medyczny...Na 2 miejscu jest prawie tak samo fajna „Wyspa” z 2005 r.
ksiazka "Czerwony rynek" wyczerpuje caly temat handlu ludzkim cialem od szkieletu po organy, krew a nawet jajeczka kobiet. Jedna z lepszych jaka czytalem z gatunku reportaż.
co do filmu to strasznie lewacki pocztek, jakis feministyczny belkot ale sie rozkreca w miare. Zawartosc merytoryczna calkiem ok ale jako calosc nie uwazam tego za cos dobrego.
Bo to zawsze tak jest - i przy tym daje to najlepszy efekt "widowiskowy", gdy jakiś, nawał pan to "lewak" zderza się z rzeczywistością, z której wcześniej się wyśmiewał lub musi bardzo gwałtownie zrewidować swoje dotychczasowe obiekty zachwytu.
Moja koleżanka była straszliwą zwolenniczką szczepień - choć ją przed tym ostrzegałem, powołując się na wiele opinii naprawdę świetnych lekarzy różnych specjalności, którzy ostrzegali przed skutkami szczepień. Byłem dla niej "szurem", "płaskoziemcą" i "wyznawcą spiskowych teorii", któremu przeorały mózg "filmy z żółtymi napisami". Nie pomógł nawet żart, że te "żółte napisy" są właśnie dla takich jak ona, bo ja w przeciwieństwie do niej znam angielski na tyle, by rozumieć w oryginale.
Tak naśmiewała się ze mnie latami, traktując pogardliwie i z góry, aż po którymś kolejnym szczepieniu, jedno z jej własnych dzieci dosłownie w ciągu kilku godzin doznało kilkunastu napadów padaczkowych, częściowego porażenia i w końcu najprawdopodobniej zostanie kaleką - na wózku i z mózgiem rozwiniętym do poziomu najdalej pięciolatka - już do końca życia.
Nie wiem, co działo się w jej głowie - jak sobie z tym poradziła, a przecież setki razy na moje argumenty oparte o naukowe fakty (teorię i praktykę) tłumaczyłem jej, jak składniki szczepionek mogą doprowadzić do nieodwracalnego kalectwa) - zbywała mnie wtedy z tym charakterystycznym ipełnym wyższości nad "szurami" uśmiechem, że "poważna nauka już dawno wykluczyła związek szczepień z autyzmem".
I nagle nastąpiło zderzenie z betonową ścianą - to już nie były jakieś "internetowe opowieści szurów" z "filmów z żółtymi napisami" - to było jej własne dziecko. I nie mogła wymówić się, że to tylko przypadek i "konicydencja", a najzupełniej zdrowe do tej pory dziecko dostałoby tej padaczki, paraliżu i uszkodzenia mózgu nawet bez tej szczepionki. Trzeba było kolejnych kilku miesięcy, by zmądrzała nie tylko w kwestii "prawdziwej nauki", ale nawet zaczęła sama wyznawać "teorie spiskowe" po tym, jak zaczęła próbować dochodzić odpowiedzialności za tragedię, która spotkała jej dziecko. Okazało się, że nie ma absolutnie żadnej drogi nie tylko ukarania lekarza, który zaordynował szczepienie, ale i nawet jakiegokolwiek odszkodowania. Orzec o winie lekarza (niedopełnienie obowiązków - zlekceważenie przeciwwskazań do szczepienia - w tym przypadku, to było szczepienie OBOWIĄZKOWE, narzucane TERROREM przez państwo + jeszcze jakieś inne, które ona wykupiła w tej przychodni dodatkowo, za namową właśnie tego lekarza) - otóż osądzić tego lekarza, by poniósł jakąś odpowiedzialność (zawiesić mu choćby i czasowo prawo wykonywania zawodu) mogą tylko "sądy lekarskie" - a przecież one w 100% składają się z lekarzy, którzy sami mają konflikt interesu, bo przyjmują pieniądze od producentów szczepionek i sami przepisują je tysiącami, więc nie ma żadnych szans, by skazali któregoś ze "swoich". Gdy próbowała dochodzić sprawiedliwości przez zwykłym sądem, to sprawa została umorzona, bo sąd może wydać wyrok w takim wypadku tylko w oparciu o opinię "biegłych" i "ekspertów" - a tymi są ... ? Ano właśnie, ci sami, którzy przyjmują granty od producentów szczepionek (mimo wyraźnego konfliktu interesów, mogą być i są właściwie jedynymi biegłymi w sądach) i też prowadzą pro szczepionkową propagandę od dziesięcioleci. Gdy próbowałem tłumaczyć jej to dużo wcześniej, jak to działa, to byłem "wyznawcą teorii spiskowych" ogłupionym przez "szurów z filmów z żółtymi napisami" - dziś dodaje się do tego "agentem Putina". Gdy sama dostała jeszcze mocno po nosie od tego całego oficjalnego systemu "służby zdrowia i państwowych instytucji - bo gdy zaczęła się za mocno awanturować, to zaczęto ją straszyć odebraniem praw rodzicielskich tego drugiego zdrowego dziecka - od razu żarty z "teorii spiskowych" jej przeszły. Niestety, większość ludzi musi sama doświadczyć tragedii i opresji ze strony tych, o których myśleli, że będą ich tylko głaskać po głowie, żeby zacząć samodzielnie i realnie myśleć o rzeczywistości.
Dlatego nie dziwię się, że główna bohaterka została przedstawiona w ten sposób - warto zwrócić uwagę, to lata '70-te, gdy jeszcze zbrodnia aborcji jest czymś tak oczywistym, jak zabieg wyrwania bolącego zęba, a nawet czymś jeszcze bardziej błahym. Nie da się uciec od refleksji, że właśnie ta znieczulica, to zdziczenie i demoralizacja - przemysł zabijania dzieci - doprowadziły w kolejnych etapów tego opętania i zbrodni, jakie widzimy już w głównym wątku filmu. Pani lekarz przecież też nie widziała nic nagannego w zabijaniu dzieci (żeby nie przeszkadzały w karierze) - to był jej świat szalejącego feminizmu i "praw kobiet" - na pewno wcześniej też wyśmiewała się z "teorii spiskowych" ówczesnych czasów - których prawdziwość wychodzi zawsze klika lat później. I nie trzeba wcale wymyślać tak dramatycznych zwrotów akcji, by "zaszokować" widza - życie samo pisze najlepsze i miejscami niewiarygodne na pierwszy rzut oka scenariusze - vide przykład koleżanki, który podałem. A autorem scenariusza do tego filmu był przecież Robin Cook, który sam był lekarzem i miał olbrzymie doświadczenie, więc już wtedy musiał widzieć rzeczy, które nie mieściły mu się w głowie i przedstawił je w formie oczywiście uproszczonej i nie narażającego go na procesy, ale ludzie myślący mogli wyciągnąć z tego wnioski.
gdybym była bogata i chciała żyć jak najdłużej, to taka opcja wydaje się bardzo sensowna. Nie słyszałam, że od noworodków pobierają próbki, ale kto wie? Matka po porodzie w PL traci dziecko z oczu na jakiś czas (mycie, szczepienia, cholera wie na co wyraziła zgodę w jakiś dokumentach podsuwanych tuż po porodzie kobiecie nie w pełni sił, a przede wszystkim wierzącej w dobre intencje - sama nie pamiętam, co podpisywałam). I nie było przy mnie nikogo, nawet ojca dziecka. Dziwne, że takie papierki mogę podpisywać sama. A na późniejszych etapach, np. w przypadku rozwodu we wszystkim, co dotyczy dziecka (edukacja, sposób leczenia) muszę być jednomyślna z ojcem dziecka (inaczej sąd decyduje). Dziwne i niepokojące.
Nikt nie ma prawa zabrać od Ciebie dziecka po porodzie. Wszystko robią przy Tobie. Takie są Twoje prawa jako kobiety rodzącej. Dziwny był to szpital, jeśli w Twoim przypadku było inaczej.
To jeszcze mało pani widziała...
Już w roku 2017, w Białogardzie, rodzice chcąc uniknąć okaleczania dziecka szczepieniami, zabrali je zaraz po porodzie ze szpitala i skończyło się to policyjnym pościgiem - z użyciem nawet śmigłowca.
Jeżeli rodzice nie WYMUSZĄ (własną pięścią lub z interwencją dobrego adwokata) sprzeciwu wobec debilnych i szkodliwych zabiegów - dokonywanych nawet zaraz kilka minut po urodzeniu, zanim jeszcze dziecko possa matczynego cyca (szczepienia, podawanie syntetycznej wit. K z dodatkiem toksycznego aluminium, zabieg Credego, natychmiastowe mycie noworodka ze śluzu z łożyska matki) - to zostanie to zrobione kompletnie nawet bez informowania ich o tym, a gdzie jeszcze pytanie o zgodę. Sam jestem ojcem, to wiem, co mówię. Mengeliści w kitlach rozzuchwalili się strasznie po tej bandyckiej operacji terrorystycznej pod kryptonimem Dawid-19 sprzed 5 lat i dziś, kobieta, która chciałaby obronić swoje urodzone właśnie dziecko przed tym mengelizmem, musi nie tylko udać się na poród z naprawdę dobrym adwokatem, ale i przydałby się mąż, który nie zawaha się wywalić zamknięte przed nim drzwi nawet kopniakiem, jeżeli tylko na chwilę dziecko zniknie mu z oczu, bo wiadomo, że kobieta po porodzie potrzebuje kilku godzin, by dojść do siebie i zwyczajnie fizycznie nie jest w stanie kontrolować tego, co zaczną wyprawiać z dzieckiem, gdy tylko na chwilę przymknie oczy. Generalnie, w przypadku ciąży niezagrożonej, najlepiej byłoby zainwestować w poród w domu (zatrudnić sobie na tę okazję zaufanego ginekologa i położną) lub w prywatnej klinice. Wiem, że to koszty, ale normalni rodzice nie oszczędzają na zdrowiu fizycznym i psychicznym kobiety i dziecka.
Bzdury totalne! "Kiedyś, śmierć stwierdzało się po ustaniu akcji serca, które powodowało porażenie wszystkich mięśni i całkowitą i nieodwracalną utratę funkcji życiowych. Komu było z tym źle? Aby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że organy człowieka, który już umarł zgodnie z tą definicją, NIE NADAJĄ SIĘ JUŻ DO PRZESZCZEPU." Gościu a słyszałeś o czymś takim jak REANIMACJA? Chyba nie. Jeśli lekarze działali by zgodnie z Twoją interpretacją śmierci, to wiele osób co dałby się uratować trafiałoby do piachu! Reanimację, według zaleceń, powinno się wykonywać tak do 20, 30 minut i jeśli po tym czasie funkcje życiowe nie wracają wtedy można ją przerwać, aczkolwiek w niektórych przypadkach reanimacja potrafi trwać nawet godzinę i tak reanimacja również potrafi zakończyć się przywróceniem funkcji życiowych, i tacy pacjenci potrafią po czymś takim wrócić do normalnego życie. Według tego co napisałeś to nie powinno mieć miejsca, bo Twoim zdaniem organy takich ludzi już nie powinny się do niczego nadawać. Rozpisałeś się o tym jak to bogaci ludzie fundują sobie przeszczepy, aby wydłużyć swoje życie, ale totalnie pominąłeś fakt, że przeszczepy robi się także wielu młodym ludziom którzy wcale bogaci nie są. Dany organ może paść nie tylko ze starości, ale także w skutek jakiejś choroby i tacy pacjenci aby żyć normalnie muszą przejść operację wszczepienia organu od obcej osoby. "Trzeba było wykombinować jakiś bajer - no i wymyślono "śmierć pnia mózgu". Po prostu majstersztyk. Serce pompuje krew, organy ciągle ukrwione i bez martwicy - tylko "mózg umarł". I nie szkodzi, że ten bajer został podważony przez wielu lekarzy praktyków (pacjenci z tą diagnozą wybudzali się z tej rzekomo nieodwracalnej śpiączki) " Śmierć pnia mózgu to niestety prawda i osobiście widziałem takich ludzi co to ciało jeszcze mieli całkiem sprawne ale niestety już mózg był uszkodzony i nie było opcji na to, aby ci ludzie wrócili kiedyś do normalnego życia. I nie, z nie znajdziesz potwierdzonych przypadków powrotów do normalnego życia po śmierci pnia mózgu, na pewno nie z rzetelnych źródeł. "A co, jeżeli delikwent jednak zastrzegł sobie nienaruszalność organów lub rodzina zaczyna robić awanturę, że nie pozwala niczego pobrać? To zawsze można ją ze szpitala pod byle pretekstem (np. higiena lub "terroryzm") usunąć. A organ i tak pobrać. Przecież KTO TO SPRAWDZI? JAK? Rodzina w kościele lub domu pogrzebowym otworzy trumnę i zacznie robić prosektorium, by sprawdzać, czy zmarły ma wszystko na miejscu? . A czy jakiś prokurator da pozwolenie na sekcję, by otworzyć trumnę i takie rzeczy sprawdzić? Bądźmy poważni. " No właśnie bądźmy poważni. Rodzina ma prawo do zlecenia sekcji zwłok i jak najbardziej ma prawo do zobaczenia zwłok. Ograniczenia dostępu rodziny do zwłok występowały podczas pandemii więc te pierdoły co tutaj popisałeś wtedy mogły jeszcze jakoś działać na wyobraźnię, ale pandemia minęła, chcesz zobaczyć zwłoki bliskiej Ci osoby to nie ma z tym najmniejszego problemu. " A nie zauważyliście czasem, że nagle, niemal przy każdym większym szpitalu powstają lądowiska dla helikopterów?" Bardzo dobrze, że powstają takie lądowiska, i częściowo masz rację, że w dużej mierze będą one służyć do transportu organów, ale jak będzie potrzeba nagłej operacji to już nie trzeba się będzie przejmować, że takiego lotniska pod danym szpitalem nie ma, a Ty (co już wyżej udowodniłem) nie jesteś żadnym ekspertem aby oceniać czy dany szpital jest odpowiedni do przeprowadzenia nagłej operacji czy nie.
Obawiam się, że nie ma pan najmniejszego pojęcia, o czym pisze i myli podstawowe nawet terminy.
w w w.c da.p l/video/697508599
Trzeba polikwidować spacje - bo serwis nie przepuszcza linków.
Jak pan to przesłucha, to będziemy mogli wrócić do rozmowy.
Wypunktowałem Cię, a ty zamiast się odnieść do konkretnych zarzutów podsyłasz mi wywiad z jakimś tam księdzem i lekarzem skompromitowanym w swoim środowisku.
A przesłuchał pan chociaż do połowy? Bo wnioskuję, że nawet nie 5 minut, a już popisuje się wszechwiedzą o sprawach, o których nie ma najbledszego pojęcia. Wypunktował pan tylko swoją ignorancję - a zamiast "jakiegośtam księdza" wolałby pewnie Jachirę, Biedronia, Środę lub podobnych degeneratów i półgłówków? Skompromitowanym w swoim środowisku? To znaczy jakim? Dr Mengeli Gizeli robiącej dzieciom śmiertelne zastrzyki w serce - dokładnie tak, jak Mengele w Auschwitz? Tych wszystkich koorew w białych kitlach, które za judaszowe srebrniki robił za kapo podczas międzynarodowej operacji terrorystycznej przeciwko ludzkości, pod kryptonimem Dawid-19? Tych, którzy za pieniądze ubabrane we krwi, pozwalali nawet ciężarnym kobietom umierać pod drzwiami szpitali, bo ważniejsze było odrywanie politycznego cyrku (operacja terroru i bezwzględnego wymuszania posłuszeństwa) pod hasełkami "pandemii', której nikt by nie zauważył (bo człowiek normalny nie może zobaczyć czegoś, co nie istnieje), gdyby nie miliardowe łapówki dla dziennikoorew w me(r)diach - od merdania, no chyba, że ktoś woli wytłumaczenie z języka francuskiego - i koorew w białych kitlach właśnie, którzy zaczęli wtedy już oficjalnie trzaskać kasę za ZABIJANIE ludzi - pod parasolem politycznego terroru, który zawsze umacnia władzę polityków. I tylko po to była ta bandycka wojna wypowiedziana całej ludzkości - przec welenie i wymuszenie bezwzględnego posłuszeństwa terrorem, aż do poziomu utraty instynktu samozachowawczego i kompletnego wyrzeknięcia się rozumu. Półgłówki łaziły posłuszne jak tresowane psy w tych kagańcach na pyskach (a ograniczanie sobie swobodnego oddychania, jest aktem samookaleczania) - choć jeszcze dzień wcześniej ten sam treser (konował - nie skompromitowany, a jakże - kazał im się śmiać z tych szmatek na gębach. Wystarczyło jednak, że razem ze swoim braciszkiem dostali kilka milionów rządowych grantów (i otworzyli największą firmę sprzedającą te szmaty na gębę), a już następnego dnia ćwierkali z innego klucza. A podobno nawet uliczna koorwa nie całuje klienta w usta - może nadstawić d... i nawet loda zrobić, ale w usta nie całuje - nawet zakładając, że znalazłby się taki, co by się nie brzydził i chciał. Oni żadnego wstydu nie mają. Lekarze bez granic - moralnych. Do dziś różni nieszczęśnicy próbują dochodzić w sądach sprawiedliwości, bo nawet kobiety w ciąży lub dzieci umierały w nagłych wypadkach bez pomocy, bo oni, pewni BEZKARNOŚCI gwarantowanej przez politycznych bandytów, za kasę, odstawiali tę makabryczną komedię z "pandemią", odsyłając ludzi z zawałami, zapaleniami wyrostka, kobiety ciężarne z powikłaniami porodowymi, dzieci z poważnymi urazami chirurgicznymi, na jakieś zas rane testy na nieistniejącą chorobę, niektórzy z tych nieszczęśników zamknięci na "oddziałach dawidowych-19" - de facto jak w więzieniu, bo ich rodzinom uniemożliwiono zabranie ich stamtąd - umierali tam bez żadnej pomocy i nie na żadnego zas ranego, nieistniejącego, wymyślonego we łbach opętanych zwyrodnialców Dawida-19, tylko właśnie na najzwyklejsze choroby, często wymagające natychmiastowej interwencji chirurgicznej, by uratować życie - czego właśnie w imię tej operacji terroru nie robiono. To są dla pana środowiska "nieskompromitowane"? Ci, którzy ZA KASĘ, podstępem lub nawet TERROREM zmuszali ludzi do wstrzykiwania sobie tej trutki na szczury, której sam producent NA PIŚMIE (tak, w ulotce produktu) przyznawał, że to preparat eksperymentalny, o nieznanych do końca mechanizmach działania i profilu bezpieczeństwa). Już od czasu osądzenia niemieckich zbrodniarzy hitlerowskich w Procesie Norymberskim (gdzie powieszono kilkunastu kolesi po fachu dr Mengele - za prowadzenie eksperymentów na więźniach), ustanowiony wówczas Kodeks Norymberski BEZWZGLĘDNIE i BEZWARUNKOWO zakazuje jakiegokolwiek zmuszania kogokolwiek do przyjmowania jakichś leków lub poddawania się jakimkolwiek zabiegom, jeżeli ktoś (człowiek dorosły - bo dzieci podlegają opiece rodziców, którzy decydują za nie) sobie tego nie życzy. Nawet w sytuacji, gdyby byli chorzy naprawdę, na prawdziwą chorobę, nie wolno nikogo leczyć na siłę - o ile nie zostanie orzeczona sądownie niepoczytalność danej osoby - tymczasem dzisiejsi spadkobiercy dr Mengele (a były ich dziesiątki tysięcy) terrorem zmuszali ludzi do wstrzykiwania sobie jakiegoś goowna, za które nie brał odpowiedzialności ani sam producent, ani nawet firmy ubezpieczeniowe (tak, bo nie chciały ubezpieczać w związku możliwymi okaleczeniami po przyjęciu tej szprycy - wiem, bo członkowi rodziny nakazali przyjąć tę szprycę, pod groźbą wyrzucenia z dość dobrze płatnej pracy i postanowił się przynajmniej ubezpieczyć z tego tytułu i we wszystkich firmach ubezpieczeniowych powiedzieli mu, że od skutków przyjęcia tego preparatu nie ubezpieczają i weźmie to tylko na własną odpowiedzialność) - tacy to "niespompromitowani lekarze" współczesnej mengeledycyny, a nie jakiś tam staroświecki prof. Talar, który - gdyby obejrzał pan choć połowę materiału, to by wiedział - uratował i wybudził z tej rzekomej "śmierci mózgu" SETKI pacjentów w swojej klinice, których wcześniej "nieskompromitowani lekarze" (tacy sami pewnie, jak dr Gizela Mengela od robienia dzieciom zastrzyków z fenolu w serce) zakwalifikowali jako "ludzkie rośliny" nadające się jedynie do "rozebrania na części" - bo za to jest KASA... Dowiedziałby się pan też, że jest wielce prawdopodobne, że dochodzi wówczas do ZALEGALIZOWANYCH ZABÓJSTW, gdyż bardzo często ludziom nieprzytomnym, po urazach głowy, mengeliści (pardon - nieskompromitowani lekarze), podają leki sadacyjne zwiotczające i utrzymujące ich w stanie paraliżu, właśnie po to, by pod tym pretekstem orzec u nich ową "śmierć mózgu" i uzyskać alibi do "rozebrania ich na części" - bo procedury transplantacyjne są dla szpitala i konowałów 10 razy lepiej opłacalne, niż leczenie tego pacjenta - czyli de facto ZABIJAJĄ człowieka chorego (w różnym stopniu oczywiście), de facto dla pieniędzy. Mechanizm tego jest taki, że w ogóle przestano się już nawet na studiach uczyć lekarzy, jak leczyć urazy mózgu - by chory wrócił do zdrowia, tylko zaczęto nakierowywać ich na coraz bardziej wymyślne sztuczki, by sztucznie przedłużać stan nieprzytomności i porażenia, by tylko mieć pretekst do zabicia delikwenta "zgodnie z prawem" i wszczęcia tak popłatnych procedur transplantacyjnych. Gdyby posłuchał pan tego "skompromitowanego" prof. Talara i "jakiegoś księdza" (też zresztą lekarza o długiej praktyce), to dowiedziałby się, jak od strony technicznej wygląda całe to współczesne ludożerstwo - ilu nieszczęśników wybudzało się podczas operacji pobierania już od nich tych narządów - i czym to się kończyło. Ale ignorant - a zwłaszcza zuchwały - nie odczuwa potrzeby poszerzania wiedzy, zwłaszcza, gdyby niosło to konieczność krytycznej refleksji nad swoimi dotychczasowymi poglądami.
Polecam fragment z wiersza Antoniego Słonimskiego:
„Porwały mnie plemiona zdziczałych tubylców, zbrojnych w maczugi światła, strzały laserowe, ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce, paraboliczne bębny, flety bioplazmy, wtórujące podskokom sztucznych serc lub krwawych, wydartych z piersi trupów jeszcze nie ostygłych. O, drogi Pani Hrabio, jakże mi daleko do dworu ukrytego w sadach, do komnaty ksiąg pełnej, gdzie rozmowy wiedliśmy przy kawie, wonnej kawie słodzonej z cukiernicy srebrnej!”
"A przesłuchał pan chociaż do połowy?" A dostałem odpowiedź na zarzuty jakie w Twoją stronę wystosowałem? Nie mam problemu z tym abyś się podpierał jakimiś źródłami, ale w dyskusji to trzeba jednak samemu podawać argumenty a nie iść na łatwiznę i podrzucić filmik co to za nas będzie mówił. Zamiast odniesienia się do moich argumentów dostałem jeszcze większą porcję bzdur. To ja podziękuję za taką rozmowę, nie musisz nić mi odpisywać.