Każdy kolejny występ Day-Lewisa jest dla mnie świętem kina. Nie mogę się doczekać jak znowu zaskoczy.
Film o dupie maryni, tak można podsumować to dzieło, łażą po lesie, coś tam posmucą, popłaczą, później skują się whisky, tańczą jak narkomani i takie to cholera wie o czym, bo choćbyś chciał zrozumieć to w połowie uśniesz.
Stawiam, że jakby to nie był jego dzieciak to Day-Lewis by dupska z fotela nie ruszył czytając...
and there that dirty little secret..
w imię ojca, dwóch synów i traumy, która najpierw ich podzieli, a potem połączy - coś jak W Imię Ojca, któremu brakowało tytułowych zawilców ogrodowych, lewitacji, gradobicia, natrętnego slow-mowania, zdechłych ryb i wody..
(no tak, bo jeżeli już w proces reintegracji więzi...