Tyle jedynek dawno nie widziałem, ale to było do przewidzenia.
Filmy w ktorych nie ma fajerwerków, eksplozji i na których trzeba trochę ruszyć mózgownicą - są zbyt dużym wyzwaniem dla wiecznie niezadowolonych Netflixowych bezmózgów :P
Ci polscy malkontenci to już w ogole przebijają krytyków z USA czy innych krajów...
Widzę jak recenzenci tego filmu rozchodzą się na dwa obozy: "świetne, psychologiczne s-f" oraz "nie dałem/dałam rady obejrzeć, bo zbyt nudny". Pewnie obie strony miają trochę racji. To nie jest film akcji, a kosmos to jedynie zaplecze do przekazania 'głębszej' (powiedzmy) treści. Obsada filmu niestety jest trochę...
Jeżeli ktoś obejrzał do końca to proszę o zaspojlerowanie co tam się wydarzyło i o co chodziło, bo ja niestety po 45min odpadłam z nudów. I żeby nie było, umiem wytrwać na filmach na których "nic się nie dzieje", ale tu dodatkowo nie było żadnych ciekawych dialogów, widoków i scen, nic co by utrzymało mnie do końca...
To jest wgląd w psychikę osoby, którą pochłania życie nastawione na karierę, własne sprawy... po filmie istnieje szansa, ze będziesz trochę mniej egoistyczny, trochę spojrzysz na otoczenie, na najbliższych. Ktoś, kto oczekuje kina s/f z super efektami, film zanudzi. Obejrzenie może mieć terapeutyczne włąściwości....
sorki, ale zapercepowany do obiadu (na obiad było śniadanie) ostatni odcinek serialu The Curse z emmą skutecznie wyczerpał zbiorniczki mojej życzliwości związane z dość bezdusznym ważeniem sobie lekce prawa grawitacji..
coś jak ostatnie piętnaście minut dowolnego filmidła kosmonautycznego wyciągnięte i rozciągnięte...