Wiem, spadną na Mnie gromy, wiem, zostanę wyzwany od prostaków? Byc może. Ze swojej strony nie zamierzam obrażac kogokolwiek komu najnowszy film Tarantino się podobał. Nie zamierzam sarkac ani osądzac czyikolwiek filmowy gust, każdy ma swój. Przyznam się jednak, że naprawdę, bardzo dawno nie przydarzył mi się przypadek w którym moja osobista ocena byłaby aż tak krańcowo inna od reszty ocen. "Bękarty Wojny" koszą kasę i to nie tylko u nas, na zachodzie jest bez zmian, może to sprawa, naprawdę porządnej reklamy? Może stoi za tym mile łechtająca czyjąś próżnośc alternatywna historia żydowskiego oporu wobec hitlerowskich Niemiec? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że przecieram oczy i uszy ze zdumienia i nie pojmuję o co tyle krzyku?
Najnowszy film Tarantino jest tak potwornie nudny, że w pewnym momencie żałowałem, że nie zostałem do kinowego fotela przyklejony klejem "kropelka", wtedy przynajmniej wiedziałbym, że nie mam po co mocowac się aby wyjśc a tak, cały czas musiałem walczyc sam ze sobą aby nie opuścic kina.
W najnowszym filmie Tarantino, się gada, gada, gada, gada, gada... i tak bez końca. Sam prolog znakomity, jak w klasyczynym westernie, do tego świetnie wmontowany w ścieżkę muzyczną fragment "Dla Elizy" Bethowena. Potem? Potem to już tragedia. Dialogi, które absolutnie w żaden sposób nie iskrzą się dowcipem jaki pamiętamy z "Resevoir Dogs" czy "Pulp Fiction", coś takiego można usłyszec w naprawdę wielu filmach a przecież Tarantino przyzwyczaił nas do tego, że robi kino szczególne, nie tym razem. Orgia przemocy, tak, jest dosyc ostra, celeborwane w zbliżeniach zrywanie nazistowskich skalpów ale nie jest jejza dużo, nie można powiedziec, że Tarantino ową przemocą epatuje, nie, czyni coś znacznie gorszego, potwornie nudzi, nudzi i jeszcze raz, nudzi.
Pienia z zachwytu nad rolą Christophera Waltza kreującego postac wrednego płk. Aldy. To jakiś żart? W którym miejscu ta postac jest szczególna? W byciu chłodnie uprzejmym i diablo rzeczowym? Tysiąckroc coś podobnego prezentowało stado szwarcharakterów chociażby z dawnych Bondów. Alda jest jednowymiarowym, nazistowskim skurwysynem płaskim jak panele, jednak wszyscy od kolorowych pisemek po gazetę koszerną stoją przed tą kreacją na bacznośc. Ale o co chodzi?
Z całej tej Tarantinowskiej mizerii wyłamuje się finałowa apokaliptyczna orgia w kinie. Na płóciennym, kinowym ekranie gigantyczna twarz dziewczyny, która już nie żyje, śmieje się jednak wieszcząc przerażonym Niemcom to co się za chwilę z nim stanie. Jednak dwie sceny to stanowczo za mało, kiedy w takim "Pulp Fiction" genialne było dosłownie, każde ujęcie.
"Bękarty Wojny" to dla mnie wyraźny akces do tego, że Pan Tarantino się kończy, to również jawna kpina z widza, który ma prawo oczekiwac chocby w przybliżonym stopniu poziomu zbliżonego do pierwszych filmów chłopaka z wypożyczalni video, to mimo wszystko, niepotrzebne epatowanie przemocą, które dziwnie jakoś nie współgrają z autorem "Reservoir Dogs" - wtedy Tarantino stac było na to aby nie pokazywac aktu odcinania nożem ucha, to wreszcie, żałosna a nie dobra rola Waltza, który jednowymiarowo odgrywa jednowymiarowego bohatera.
Naprawdę, myślałem, że mimo wszystko ten film mnie jakoś zaskoczy. Nie zrobił tego. I tak jak w swojej domowej DVDtece mam wszystkie dotychczasowe Tarantinowskie filmy, tak tego miec nie zamiarzam.
Jeśli miałbym wybierać co jest w filmie ważniejsze treść czy forma, to chyba wskazałbym na treść. Najlepiej jak jest to pożenione jak w "Pulp Fiction". W sumie odważyłbym się wręcz na stwierdzenie, że bez tych dwóch ciężko oczekiwać oceny większej niż 8, choć są wyjątki jak "Dogwille". Z tego też względu ani przez chwilę nie zastanawiałem się nad więcej niż 8 w przypadku "Bękartów". Z tego prostego względu, że treści to tu w ogóle nie ma. Takie kino postmodernistyczne, jak ktoś tu na forum to ładnie ujął.
Chyba nie załapałeś :) No to jeszcze raz. Chodzi o ogólne nastawienie "znawców". Przychodzi taki do kina na powiedzmy nowy film Lyncha, ogląda taką "Prostą Historię", a potem narzeka, że za mało wykręcone ;) To samo tu: za mało Tarantinowskie, za mało przemocy, albo jak ktoś tam gdzieś napisał (to już szczyt) "za mało TEKŚCIKÓW" ;) Teraz rozumiesz to porównanie?
Każdy ma prawo do komentowania, tu się zgodzę. Jeśli Ty zgadzasz się ze mną, to zupełnie nie rozumiem, skąd to arcykulturalne "odwal się" w Twoim poprzednim poście ;)I tak samo każdy reżyser ma prawo zrobić film, jaki chce. Dlatego nie wydaje mi się, żeby Tarantino MUSIAŁ robić każdy film na miarę Pulp Fiction. Podejrzewam, że ma to gdzieś, on się spełnił, a dodtakowo trzepie niezłą kasę na tym filmie :) Ja się dobrze bawiłam, większość ludzi w kinie też i chyba o to chodziło, o dobrą rozrywkę - nie każdy film musi nieść za sobą przesłanie (chociaż akurat Bękarty niosły) itd. A jeśli Ty nie potrafisz się wyluzować na filmie i się spinasz przez 3 h i już w trakcie seansu układasz treść posta, jaki napiszesz po powrocie do domu na Filmweb, to wybacz, ale ten typ już tak ma i moje zdanie nic tu nie zmieni ;) pozdrawiam.
Witam. Rozumiem, że Ci się nie podoba - spoko. Ale nie dziw się, że polecą na Ciebie gromy, bo jesteś po prostu wulgarny w swym odnoszeniu się do innych.
Wiesz, spodziewając się gromów nie możesz powiedzieć "...i się odwal".
Czytając Twój pierwszy post myślałem sobie - no spoko, gościowi się nie podoba, napisał to w więcej niż jednym zdaniu i wszystko w porządku ale przy kolejnych Twoich wypowiedziach wychodzi szydło z worka.
On może zrobić film jaki chce, widz może go ocenić jak uważa za właściwe. Mimo zasług, Tarantino świętą krową ani papieżem nie jest, więc można go krytykować, jeśli ma się wrażenie, że nie wykorzystuje maksimum swoich możliwości.
"za mało Tarantinowskie, za mało przemocy"
Kpisz sobie? To co byś wolał? Nowa wersja Teksańskiej masakry?
Aha, to cytat.
Ja odniose sie tylko do 1szego posta w temacie bo reszty nie chcialo mi sie czytac. Smutne jest to ze kolejny "fan" kina probuje wszystko porownac po Pulp F. i zarzuca tarantino "zaslanianie sie przemoca" co jest dosc ciekawe bo raz- Pulp Fiction zrobilo jakas rewolucje w kinie ale wcxzesniejszym Wscieklym psom do piet niedorasta, a ze kazdy "krytyk" 10 lat temu napuisal ze to super film to teraz wszyscy pisza ze to super film. Jeszcze dziwniejszy jest text o przemocy kinomana ktoryu ponoc ma z swym zbiorze wszystkie filmy tarantino (poza TYM ktorego miec nie chce). Heh, tylko tak sie dziwnie sklada ze jedynie w jackie Brown bylo mniej przemocy niz w Bękartach :) Dziwny zarzut. Akurat ilosc przemocy w tym filmie mnie zaskoczyla in minus tak to nazwijmy; bo mamy tu film o wojnie gdzie krwi w calynm filmie jest tyle co w jednym ujeciu Kill Billa ;]
Bardzo, ale to bardzo sprawnie poprowadzona czarna komedia. Tyle w temacie.
Jeszcze ja, przepisowo, jedno słowo:
Jesteś naprawdę zabawny, tu cytat: "Pulp Fiction zrobilo jakas rewolucje w kinie ale wcxzesniejszym Wscieklym psom do piet niedorasta, a ze kazdy "krytyk" 10 lat temu napuisal ze to super film to teraz wszyscy pisza ze to super film".
Aha, czyli "Pulp Fiction" nie jest super filmem i nie dorasta do pięt "Rservoir Dogs" ponieważ... ty tak napisałeś, tak? Aha, po prostu, tak uważasz.
Tak to już jest, arcydzieła nie tworzą się same, to ludzie je tworzą i czy ci się to podoba, czy nie. W powszechnej opinni krytyków na całym świecie, "Pulp Fiction" tym arcydziełem był, jest i pewnie będzie.
W przypadku "Bękartów" sytuacja jest inna, czy nadal taka będzie? Obstawiam, że tak, ale czas pokaże.
No właśnie, to jest w sumie ciekawe. Gdy się spojrzy chocby na takiego "Kill Billa" to tej przemocy jest faktycznie więcej niż w "Bękartach" a jednak... A jednak tam to nie razi, dlaczego? Nie wiem. Po prostu, oglądając wcześniejsze filmy Tarantino nie miałem poczucia epatowania przemocą, w przypadku "Bękartów" to poczucie miałem i gdyby nie tej jeden, dla wielu byc może nic nie warty szczegół, ten film pewnie oceniłbym na bardzo dobry a tak wg mnie taki nie jest.
Nie macie czasem wrażenia rozmawiając o tych czy innych aspektach tego filmu dotyczących epatowania przemocą czy braku przemiany wewnętrznej głównego bohatera że te rozmowy są bez sensu. Tarantino zawsze łamał zasady i chyba jednak robił i robi to świadomie. A to czy łamie akurat zasady które widz uważa za prawidłowe chyba niezbyt go obchodzi. Quentin zawsze się wyróżniał i tym razem też jest wyżej od większości pozostałych reżyserów wiec po co porównywać jego filmy tak różne od siebie??
1. "geniusz" PF polegal na tym zer pozamieniano kolejnosc zdarzen i och-wspanialy film, gdyby ptrzed PF powstal Kill Bill to on bylby kultowy. Dialogi? Napewno slabsze w PF niz we wscieklych psach, gra aktorska? Uma gra lepiej w Kill Billu, Samuel i Bruce tez mieli lepsze role, jedynie Travolte dalo sie odrodzic, ale co z tego skoro w kazdym filmie tarantino mozna wskazac CONAJMNIEJ jedna aktorska perelke.
W przypadku "Bękartów" sytuacja jest inna, czy nadal taka będzie? Obstawiam, że tak, ale czas pokaże.
Yyyyyyyy to znaczy jak inna? Dlatego ze niedocenili go w Cannes? No prosze Cie, wez zrozum ze kiedy wychodzilo PF to nie bylo tak rozpowszechnionego internetu, ludzie nie chodzili tak czesto do kina u nas, gdtyby dzisiejsze warunki przeniesc na tamte czasy to PF dzielilby widzow tak samo jak kazdy inny film Quentina. A same Bekarty raczej maja znacznie wiecej zwolennikow niz przeciwnikow.
Ja w zadnym wypadku nie chce tu umniejszac Pulp Fiction bo do bardzo dobry film, tyle ze zachwyt nad nim na obecne czasy jest przesadzony, ten film zrobil cos dla kina, Tarantino zrobil tym filmem cos dla kina; ale nie jest to jego (quentina) najlepsza pozycja.
Co do "bo ty tak powiedziales , aha" odnosil sie nie bede gdyz juz nie raz w internecie spotkalem sie z pogladami 14latkow ktorzy uslyuszeli gdziesw ze film jest super i go zachwalaja nie majac pojecia o co w nim chodzi, do takich filmow nalezy tez PF.
Epatowanie przemoca? gdzie tam bylo epatowanie przemoca, jak w calym filmie polecialo 5 kropel krwi? Juz nie mowie o ym ze to film wojenny. Zydzi zabijali nazistow wiec czego ty sie spodziewales, ze beda ich glaskac piorkami? Zreszta to itak bezsensu gadka, bo wszedzie mozna uslyszec i przeczytac ze to "najlagodniejszy" z filmow tarantino (no poza Jackie)[nawet wedlug samego quentina]. No ale Ty tak powiedziales, aha.
Pozdro
Ja tam stawiam "Wściekłe Psy" i "PF" na podobnym poziomie. "Wściekłe Psy" są prawie teatralne. Ten film rozgrywa się przecież w tylko paru lokacjach. Bardzo mocno pokazanie pewnego świata i pewnych brzydkich elementów ludzkiej natury. PF? Tu już warsztat jest wyśmienity, wykorzystujący więcej możliwości dawanych przez film. Galeria postaci jest niesamowita. No i w sumie to jeden z pierwszych filmów, gdzie w centrum jest przypadkowa koincydencja wielu ciekawych osobowości. Może były takie wcześniej, ale ten zaczął całą falę takich filmów później (jak np. filmy Ritchie'go czy Crash"). Dodatkowo postacie w tych filmach są doskonałe, dopracowane, pokazane w trudnych dla siebie, przełomowych momentach. Szczególnie w PF ta galeria postaci jest wyśmienita. No i wielką zaletą obydwu jest język. Dialogi i sposób mówienia, które są dodatkową informację o postaciach są po prostu wyśmienite. Ja wysoko cenię obydwa filmy. Reszta u Tarantino już IMHO nie zasługuje na ocenę wyższą niż 8 (bardzo dobry).
a dla mnie super kino z dobrymi dialogami i wysublimowanym humorem, własna wizja reżysera przedstawiona w oryginalny sposób. Pitt zagrał rewelacyjnie amerykańskiego cwaniaka. Ciekawy, zaskakujący, z dużą ilością "wizytówek" jakie Tarantino lubi zostawiać. Mogę z czystym sumieniem polecić, jeden z lepszych filmów jakie ostatnio widziałem.
9/10
Dogville a tym będziesz teraz wciskał ludziom ciemnotę, że najlepszym filmem Tarantino są "Bękarty".
Pulp Fiction dostał złota palmę w Cannes i czy ci się podoba czy nie, jest to najlepszy film Tarantino i już mnie d... boli od ciągłego ględzenia z wami.
Niestety zgadzam argumentami założyciela postu odnośnie tego filmu:/ wlasnie wróciłem z kina i powiem szczerze ze gdybym tego nie oglądał w kinie a na tv to w połowie filmu bym go wyłączył. Początek zapowiadał ciekawe kino niestety szybko pojawiła sie nuda nuda nuda i jeszcze raz nuda. Dziwię sie że film ma tak wysoką ocenę;]???
założycielu postu Nick_filmweb, piszesz ten bezsensowny wywód, bo nie wiesz nic. Gdybyś rozumiał reżysera dowiedziałbyś się że "gadka, gadka, gadka" to rzecz rozpoznawalna, wizytówka dla Tarantino. Więc wstydź się że masz jego wszystko filmy !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nawet w Death Proof jest w pizdu gadania.. To jest film autorski, przedstawia wizje Tarantino zakończenia II Wojny Światowej, i pomysłami, gagami, zbiegiem okoliczności posługuje się wyśmienicie!
A to nie jego koniec, tylko raczej początek, bo to jego zdecydowanie
najlepszy film.
"Dialogi, które absolutnie w żaden sposób nie iskrzą się dowcipem jaki pamiętamy z "Resevoir Dogs" czy "Pulp Fiction""
a dlaczego miałyby być? przecież to inny film o innej fabule, chcesz wszystko na jedno kopyto? A jeśli nie wyciągnąłeś z filmu dowcipów to obejrzyj go ponownie, w spowolnionym tempie.
"celeborwane w zbliżeniach zrywanie nazistowskich skalpów ale nie jest jejza dużo, nie można powiedziec, że Tarantino ową przemocą epatuje, nie, czyni coś znacznie gorszego, potwornie nudzi, nudzi i jeszcze raz, nudzi."
to jest właśnie film autorski. Pomysł świetny! Aldo: "wyszło mi arcydzieło" :D
ps, zmieniłem ocenę na 10/10
Jeżeli mój temat jest taki bezsensowny to dlaczego odpisujesz?
Aha, brzuszek cię boli?
aha, zabity. Brak weny na ripostę? (eee.. teraz.., a co to jest?)
Po żeby takich nie wiadomo co myślących o sobie "znawców filmowych" niszczyć.
Loser!
ps, dobrze że istnieje coś takiego jak średnia
A z ciebie jest to jest, kurwa, znawca! Że, ja cię kręcę, normalnie ptasia grypa razem ze świńską wysiadają.
wystarczy że taki który ma rację.
Idź wreszcie obejrzeć swoją "wideotekę", może w końcu poznasz styl Tarantino.
Już nie będę zostawiać trollowej pożywki, one zwykle zbyt impulsywnie reagują ;)
Witam :)
Uno. (mały offtop ;) Pulp Fiction to jak dotychczas najlepszy film QT.
Due. Bękartom dałem 9/10 bo naprawdę spodobał mi się film, ta zabawa konwencjami, fabuła, oraz kilka roli.
"A porucznik Aldo z "Inglourious Basterds"? Jaki był na początku, taki jest na koniec. Zero jakiejkolwiek przemiany, zero wątpliwości, zero zapytania samego Siebie czy rzeczywiście było warto? Tak jak radośnie reza nazistów tak samo z uśmiechem na gębie robi to w finale (fakt, akurat finalny nazista zasłużył na śmierc) Ale czy wspomniany przez Ciebie żołnierz, również? W tym sensie mam rację, wszyscy są tymi samymi kim byli wcześniej."
Nie mogę się z tym zgodzić. Zauważ, iż na początku Aldo mówi, że nie będą okazywać Nazistom litości, zabiją ich bez wahania itp. A cóż robi na końcu? OK, dobija targu, bo jak sam przyznał był on słuszny (koniec wojny dzięki jednemu zamachowi), ale dotrzymuje danego słowa??? Fakt, raz dotrzymał słowo, puszczając żywego żołnierza, który wskazał pozycje oddziału. Prawda jest taka, że ten żołnierz był tylko pionkiem i mógł sobie dalej żyć. Ale "Łowca żydów"? Człowiek, który przyczynił się do wyłapania i najpewniej wymordowania wielu ludzi? Nieee, to mi nie pasuje do tego co reprezentował sobą Aldo...
Linda... Hmmm... Ciekawa postać, pokazywał, że wie wiele jednocześnie nie odkrywając swoich wszystkich kart. Do tego błyskotliwy, szybko kojarzył fakty jak widzieliśmy. I ta nieprzewidzana zmiana frontu. Ale jednak był też cholernie ufny. Jaką miał pewność, że Aldo nie złamie danego słowa dowództwu? Tego całkowicie nie rozumiem.
Scena, która mnie powaliła to rozmowa w knajpie, gdy do bękartów dosiadł się gestapowiec. Jak dla mnie genialna scena. Te wymuszone śmiechy, gra na zwłokę, udawanie spokoju... I zakończenie. Chociaż miałem nadzieję, że to Aldo sprawi, iż Max zostanie sierotą.
Co do samych bękartów to są oni dwuznaczni. "Walcząc z potworami uważaj aby nie stać się jednym z nich..." Bękarty sięgnęły po broń jaką używali sami Naziści - okrucieństwa, zastraszenia. I używali jej bardzo skutecznie, ale czy przez to byli lepsi od "potworów", które zabijali? Sprawa dyskusyjna.
I muszę przyznać, Ci rację, że Tarantino to geniusz, który wypracował swój własny styl. Styl, który naprawdę ciężko jest określić mianem kiczowatego. Bo tak naprawdę nigdy nie wiemy kiedy był to jego zamiar (Grindhouse), a kiedy wyszło przypadkiem (wg Ciebie BW) ;)
pozdrawiam
mymy, ty masz rację jedynie w swoim durnym mniemaniu. I oszczedź mi już tego ciągłego pierdolenia o tych nieszczęsnych trollach. Podawałem tu 1000 argumentów przeciwko temu filmowi, to były moje argumenty, uzasadniałem je, to były moje uzasadnienia, zamiast odnieść się do tego tak albo inaczej, stado przegiętych małoletnich fiutów pieprzy, że troll. Normalnie, Tarantino by się uśmiał.
hehehe a wy dalej swoje?
jak dzieci w piaskownicy;p
tylko szkoda, że ten niedorozwinięty temat nadal istnieje
Twoje infantylne bluzgi są poniżej krytyki. Komuś komu brakuje gadki zaczyna prymitywną i chamską łaciną podwórkową rzucać. W sumie więcej bym się nie spodziewał... A gównianych argumentów "posiadacza całej wideoteki Tarantino" nie da się przebić, zgodnie z powiedzeniem: nie ruszaj gówna bo zaśmierdzi. Tyle z mojej strony, żyj w tym tępym przekonaniu. Ale jakby cię skusiło obejrzeć jeszcze raz ta wideotekę to fajnie by było ;) Niektórzy muszą po kilka razy żeby coś weszło.
PS.: tak się składa że w tym momencie PF i BW mają tą sama średnią.
Uważaj co piszesz o tym całym płk Landzie, bo ja jak napisałam że ten aktor jedną rolą wzbijać się za wysoko nie powinien (bo innych jego filmów mało kto na pewno widział) to zostałam za to niemal zlinczowana przez 2 ciemnych ignorantów. I pamiętaj, odwagi trzeba żeby na tym portalu się wypowiadać i wygłaszać swoje zdanie bo zaraz jest o to taka burza że szkoda gadać. I mało kto Cię tutaj zrozumie ;/. Muszę koniecznie ten film obejrzeć to może razem z Tobą powkurzam tutaj tych... hmm.. co niektórych filwebowców.
A co kogo to obchodzi, że nie widziałaś innych ról Christopha Waltza. To nie uprawnia cię do tego, aby pisać, że nie zasługuje na to by by w top 10. I kto tu jest ignorantem? Najpierw obejrzyj z nim filmy, a potem się wypowiadaj, ok? A popularność nie ma tu nic do rzeczy. Czy na przykład to, że Kazimierz Opaliński był mniej znanym aktorem, grającym w mniej znanych filmach z zaściankowego kraju, ale 10 razy lepiej od Marlona Brando nad którym pieją z zachwytu świadczy o tym, że nie powinien być w top 10, bo wielu osobom nie jest znany on i stare polskie filmy? Zastanów się. Top aktorów to nie ranking popularności <choć niestety zaczyna taki przypominać>, ale top najlepszych warsztatowo aktorów i Christoph Waltz jako wybitny aktor, a takim przecież jest zasługuje na bycie w czołówce.
To, że nie ktoś nie widział jego większości filmów mnie zupełnie nie obchodzi, jego strata. Tak samo to, że nie jest to hollywoodzki aktor, bo kogo to obchodzi? Liczy się warsztat.
"założycielu postu Nick_filmweb, piszesz ten bezsensowny wywód, bo nie wiesz nic."
To jest gragment treści twojego pierwszego postu skierowanego do mnie. Będziesz twierdził pusty gnojku, że dałeś przykład rzeczowej dyskusji oraz wysokiej kultury wypowiedzi?
Może przestań oglądać filmy Tarantino bo głupiejesz.
Nick_Filmweb - O rany, ale o co Tobie chodzi?
Bo w każdym filmie Tarantino chodziło właśnie zawsze o te dialogi. Tarantino = film bazujący w 90 procentach na abstrakcyjnych dialogach, a cała reszta to tylko dodatek. Zawsze tak było i mam nadzieje, że zawsze tak będzie, tzn. że nie zmieni stylu na Transformers itp. ale będzie zawsze kręcił przegadane filmy, bo o to właśnie chodzi.
Co więcej im więcej abstrakcyjnych dialogów, im te dialogi są dłuższe, tym bardziej Tarantinowski jest dany film. Wszystko jest przecież brane z filmów klasy Z.
Przypuśćmy 90 minut filmu to 60 minut dialogów oraz 30 minut sieczki, zawsze tak jest i to jest w tym piękne.
Myślałam, że tylko ja mam takie odczucia.
Film był po prostu nudny.
Za długi.
Motywy fajne, pomysł fajny, ale realizacja była nudna, wlokąca się.
Niektóre dialogi były w ogóle niepotrzebne. Nawet nie chciało mi się śmiać. Śmiałam się tylko z tego, że inni ludzie się śmiali w kinie, a ja nie mogłam pojąć dlaczego.
I Brad Pitt. Nie podobała mi się jego rola. Nie wychodziło to jakoś specjalnie naturalnie, nie porywało mnie.
Lubiłam te sceny przemocy w jego poprzednich filmach. Ale w "Bękartach..." te sceny nie budzą we mnie emocji, tylko mnie nudzą.
Wizualnie bardzo ładny film. Szczególnie w ostatniej chapter.
Podobało mi się to, że ta właścicielka kina umarła, podobało mi się to, że jednak ten hitlerowiec detektyw ich złapał...
W ogóle mało akcji. Takie to wszystko na odpieprz.
Sam pomysł jakiś zły nie był.
Tematyka - II wojna światowa. Fajna tematyka, bo budzi kontrowersje.
Ale można było to inaczej podejść. Zrobić z tego coś z czego mogłąbym się pośmiać. Jakiś czarny humor. Ale nie. Sama tematyka nie wystarczy.
Chcesz akcji to idź na Transformers. U Tarantino zawsze były i będą te "nudne" dialogi, mnóstwo "niepotrzebnych" dialogów i kilka minut akcji. Przecież to tylko zaleta tych filmów. Dla mnie mogliby gadać w kawiarni przez cały film, a na końcu w ostatnich minutach się pozabijać i to byłoby dopiero piękne.
"założycielu postu Nick_filmweb, piszesz ten bezsensowny wywód, bo nie wiesz nic. Gdybyś rozumiał reżysera dowiedziałbyś się że "gadka, gadka, gadka" to rzecz rozpoznawalna, wizytówka dla Tarantino. Więc wstydź się że masz jego wszystko filmy !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nawet w Death Proof jest w pizdu gadania.. To jest film autorski, przedstawia wizje Tarantino zakończenia II Wojny Światowej, i pomysłami, gagami, zbiegiem okoliczności posługuje się wyśmienicie!
A to nie jego koniec, tylko raczej początek, bo to jego zdecydowanie
najlepszy film.
"Dialogi, które absolutnie w żaden sposób nie iskrzą się dowcipem jaki pamiętamy z "Resevoir Dogs" czy "Pulp Fiction""
a dlaczego miałyby być? przecież to inny film o innej fabule, chcesz wszystko na jedno kopyto? A jeśli nie wyciągnąłeś z filmu dowcipów to obejrzyj go ponownie, w spowolnionym tempie.
"celeborwane w zbliżeniach zrywanie nazistowskich skalpów ale nie jest jejza dużo, nie można powiedziec, że Tarantino ową przemocą epatuje, nie, czyni coś znacznie gorszego, potwornie nudzi, nudzi i jeszcze raz, nudzi."
to jest właśnie film autorski. Pomysł świetny! Aldo: "wyszło mi arcydzieło" :D
ps, zmieniłem ocenę na 10/10 ""
________
mymy jesteś śmieszny.
Nick napisał dlaczego mu ten film się nie podobał. Podał argumenty. Wszystko napisał składnie i dokładnie, a ty piszesz, że to bezsenswowny wywód. Bez sensu to jest Twoje gadanie, bo nic nie wnosi, tylko jakieś śmieszne zaprzeczenie tego, co napisał Nick bez argumentów.
Jak oglądam film to nie staram się zrozumieć reżysera tak jak ty. To reżyser robi filmy dla ludzi. Strasznie się nudziłam i to reżyser powinien zrobić film tak, abym się nie nudziła.
""""Dialogi, które absolutnie w żaden sposób nie iskrzą się dowcipem jaki pamiętamy z "Resevoir Dogs" czy "Pulp Fiction""
a dlaczego miałyby być? przecież to inny film o innej fabule, chcesz wszystko na jedno kopyto? A jeśli nie wyciągnąłeś z filmu dowcipów to obejrzyj go ponownie, w spowolnionym tempie."""
Jego poprzednie filmy miały podobny dowcip, choć tematyką się różniły.
Hahaha, obejrzeć to ponownie w spowolnionym tempie?! Nigdy! To dopiero porażka. Na pewno bym zasnęła.
W filmach autorskich chodzi o rozpoznawalny, charakterytyczny styl autora. A TO po prostu mi nie pasuje do jego poprzednich dzieł.
Poza tym nie powiedziałabym, że Tarantino tworzy filmy autorskie. Bo po tym ostatnim to trudno tak to nazwać.
Jego ostatni film jest chyba filmem typowo komercyjnym, dla mas. Bo większość śmieszy, wszyscy się zachwycają, a ja nie.
HA HA HA
emilierose, otóż to!
Dobry czy zły, ciekawy czy nudny, Quentin T. po raz pierwszy w swoim życiu zrobił film dla mas.
Dlaczego? Dlatego, że poprzedni Death Proof zwyczajnie się nie sprzedał. Tarantino postanowił więc upiec filmowe ciasto z wielce nośnego tematu jakim jest czas II wojny światowej, dodał do niego Diane-Helenę Trojańską-Kruger, podlał aktorem akcji filmów klasy b i c Tilem Schweigerem i obficie przyozdobił gwiazdą holyłubudu, sorki, holyłudu, Bradem Pitem.
Efekt? Publika ruszyła, mało tego, cześć tej publiki orzekła, że to najlepszy film jaki widziała w życiu!
Gdzie tam "Bękartom" to brawurowego w każdym calu, świetnego ze wszech miar, "Reservoir Dogs"? Jak można porównywać dialogi z "Bękartów" z niezapomianą dyskusją o masażu stóp z "Pulp Fiction"? To zwyczajnie obraza kinowego smaku.
"Bękarty wojny" są dla mnie dobitnym dowodem, że Tarantino, którego bardzo lubiłem już nie ma. Skończył się razem z "Kill Bill".
Począwszy do "Bękartów" Tarantino tylko i wyłącznie będzie tłukł komercyjną sieczkę.
hahahahahaha masz sieczkę zamiast mózgu
Quentin zawsze robił filmy typowo komercyjne i jak sam powiedział Pulp Fiction co jest dla niego zaszczytem jest bardziej komercyjny od Tytanica
on po prostu widzi coś czego inni nie widzą w filmach klasy Z, w komercji, w kiczu itp. wielki artysta ot
najbardziej komercyjny a jednak niezależny bo tobie się nie podoba jego najnowszy film, a on to zrobił tobie i tobie podobnym specjalnie, na złość i jestem pewien, że gdybyś powiedział że ci się nie podoba wyśmiałby cie, albo powiedział spierdalaj jak ci się nie podoba nikt cie tu nie trzyma itp.
trudno jest ci się z tym pogodzić, że Quentin nawet gdyby zrobił film posklejany z reklam telewizyjnych miałby w dupie że ci się to nie podoba i że się nudziłeś?
Quentin nie ma fanów, bo on ma ich wszystkich gdzieś
to styl Tarantinowski, czyli nudne dialogi, sieczka i klasa B mają fanów
bez wzgledu na to co Tarantino zrobi, bo on się nie pierdoli i robi to co chce mając gdzieś czy kogoś urazi czy zanudzi swoim filmem
masz problem, film ci się nie podoba? to w-y-p-i-e-r-d-a-l-a-j!!!! z łaski swojej panie nick_filmweb!
Komarek, co za kultura wypowiedzi przez ciebie przemawia? No, popatrz, kto by się spodziewał?
Obraziłem cię czymkolwiek w swoim ostatnim poście, ty stęchlony śledziu marynowany? Tarantinowski dupowłazie?
Sam zamknij swój niedouczony pychol bo się muchy zlatują.:)
Napisałem słowami Quentina Tarantino jeśli już.
Quentin w ogóle by z tobą nie rozmawiał, jak większość jego sympatyków na Filmwebie rozmawia z tobą. On by po prostu powiedział coś w stylu:
'podobało ci się Pulp fiction? a widziałeś Kill Bill?' ty byś odpowiedział
"tak", a on by ci na to odpowiedział coś w stylu
'no to kurwa niczego jeszcze nie widziałeś, a to co teraz zobaczysz może ci się nie spodobać, ale pierdoli mnie to, jak ci nie pasuje to wypierdalaj' tak by powiedział. Już nie raz tak zrobił, bo śmieci krytykujących dzieła kazdy artysta ma w dupie.
cieszę się że ktoś mnie rozumie, _mosquito_ :)
małolato emilierose, ty się nie ośmieszaj:
"Poza tym nie powiedziałabym, że Tarantino tworzy filmy autorskie. Bo po tym ostatnim to trudno tak to nazwać."
I tu właśnie pokazuje się wasza tępota, marne znawstwo i mleko pod nosem, bo Pulp Fiction i po długim okresie drugi po nim - Bękarty, to są właśnie jego autorskie filmy. Jak ci trudno nazwać jego własną interpretację II WŚ filmem autorskim to wróć do podstawówki.
Nawet aktorzy wypowiadali się że to jego pierwszy film autorski po PP. Ale nie, lepiej chlapać tym jęzorem bez sensu.
Komercyjną sieczkę nikufilmłebie to masz w głowie. Bo komercyjnym filmem możesz nazwać np części zmierzchu, typowo zarobkowego bo chyba z książek zgarnęli za mało, a nie bękarty!
Ogre2000 - dla wybranych, tych co go rozumieją.
mymy, właśnie na tym polega twój problem i marny powód do zadowolenia, że rozumie cię tylko taki wypierdek jak komarek.
Tarantino jest dla wybranych, dla tych co go rozumieją. Zgadzam się, ale moim zdaniem dzieje się tak z wielu powodów.
1) Filmy Tarantino opierają się na "charakterystycznych" a wiec jeśli ci nie podchodzą "nudnych" i długich dialogach - takich jak w filmach klasy B z tym, że Quentin dodaje do nich genialne puenty
2) Temat jest zawsze na maksa kontrowersyjny, abstrakcyjny mający zrazić 10 razy potencjalnego widza zamiast go przyciągnąć, jakby Quentin pluł w twarz wszystkim swoim potencjalnym fanom
3) Filmy realizuje starą techniką
4) Opowieść dzieli na rozdziały, więc już samo to może denerwować
5) Wszystkie jego filmy są niepoważne, są albo groteskami, albo pastiszami, przerysowane
6) Akcja zawsze wlecze się jak żółw, co wprowadza ten klimat, no ale większość ludzi tego nie trawi, woli szybką akcję...
a gdy już coś się dzieje to wybucha z taką siłą i jest tak karykaturalne, niesmaczne, że jest jak wisienka na ciasteczku, no nie?
7) Do tego wszystko ocieka taniością, klasą B, kiczem i komercją, ale w formie pastiszu... na tym Quentin się opiera na komercji, ale wciska ją ludziom w taki sposób, że dla nawet dla większości Transformero komercyji fanów jest to przegięcie, po prostu Tarantino specjalnie przegina i łamie bariery, jak wciśnie gdzieś komerche to ultra komerchę, na maksa żeby wywołać aż wymiotny odruch, ale tak naprawdę to on się bawi kinem i śmieje się prosto w twarze widzom, śmieje się z ich reakcji.
A tacy ignoranci jak Nick_filmweb udowadniają mu tylko, jak wielkim jest artystą, mimo, że na materiał wybrał kicz.
Tego większość ludzi nie trawi....ale Tarantino ma to w dupie i kręci swój film, jeden i ten sam film od blisko 20 lat :)
Czego też wielu nie lubi, bo zarzuca mu że się nie rozwija...
ale jak to mówią tylko dziwki idą za modą, a artyści kręcą jeden film przez całe życie, to samo z muzykami, trzeba mieć własne brzmienie i się tego brzmienia trzymać.
Co do wywodu zgadzam się, takie są filmy Tarantino, ale.... W kiczowatości jego filmów tkwi geniusz. Bo udowodnij, używając logicznych argumetnów, że któryś z filmów Tarantino jest totalnie nie udany, że jest tak kiczowaty (i nie był to zabieg celowy jak np w Grindhouse). Użycie kiczu jest jego stylem i przez to nie da się mu go zarzucić (bo wtedy mu przyklaskujemy) ;)
/Trochę w pokręcony sposób napisałem, ale tak to rozumiem/
Zgadzam się w 100 procentach. Kicz, klasa B, komercja itp. są jedynie materiałem, który Tarantino obrabia tworząc z nich sztukę i dobrą rozrywkę, ale o ile sztuka jest po prostu sztuką, to rozrywka proponowana przez QT jest specyficzna.
Chcialabym wiedziec , jaka genialna plete znalazles w tym filmie.ogladalam wszystkie filmy Tarantino i za genialne uwazam PULP FICTION, JAKIE BROWN , 4 POKOJE, natomiast ten film to totalna nedza.smiem powiedziec, ze gdyby to nie byl film wielkiego Quentina , to nikt nie napisal by o nim jednego dobrego slowa.pozdrawiam z szacunkiem