i jego widzenie codzienności. Ale świetnie wkręca klimat. Polecam spektakl Krystiana Lupy, "Factory 2". Zaczyna się wyświetleniem tego właśnie filmu. Rzecz o Warholu i jego magicznej Fabryce.
Jestem całkiem pewien, że Andy i jego koledzy z Fabryki po prostu wpadli na ten pomysł totalnie pod wpływem chwili (coś jak te portrety filmowe Edie Sedgwick). Dam dziesiątkę tylko dlatego, że oni po prostu wzięli kamerę i zrobili film. To ma swój urok, nawet jeżeli to para facetów robiących laskę.
Myślałam, że będzie bardziej podniecające, bo mnie nakręca patrzenie na twarz mężczyzny przeżywającego rozkosz, ale nie...W ogóle czemu tak długo? I czemu on palił? Nie rozumiem kinematografii Warhola. Teraz już wszystko można nazwać sztuką, nie ważne jakie beznadziejne to jest.