Dialogi z filmu

Oto wszystkie dialogi z filmu:

Przy autostradzie
Redaktor Woźnica: Drogie dzieci! Nadeszła pora, gdy sympatyczne jeże szykują swoje piesze wędrówki. Niestety, bardzo często trasy, którymi sobie beztrosko drepczą, krzyżują się z ruchliwymi autostradami, pełnymi rozpędzonych, niebezpiecznych maszyn. Kierowcy rozjeżdżają te sympatyczne stworzonka na krwawą miazgę. A przecież tak być nie musi, wystarczyłaby odrobina dobrej woli i ,... aj aja ahhh...

W samochodzie
Fred: Co to było?? Walnęliśmy w jakiegoś psa?
Grucha: Chyba jeżozwierza.
F: W jakiego jeżozwierza?
G: Takiego dużego jeża.
F: Grucha, czy ty naprawdę jesteś taki tępy?? W tym kraju nie ma takich zwierząt. Jest żubr, bóbr, kurwa łoś, lis, wilk, kuna, koń, wydra, ryjówka, zając – to są zwierzęta które żyją w Polsce.
G: Wszystko jedno co to było skoro już tego nie ma.
F: Noooo, i tu się mylisz Grucha. Wiesz co to jest reinkarnacja? Słyszałeś w swoim życiu taki dłuuugi wyraz. W prostych słowach, chodzi o to, że po śmierci człowiek odradza się pod inną postacią, np. jako zwierzę. Może właśnie rozjechałeś kogoś ze swojej rodziny wujka albo stryjka?
G: Gówno prawda, mój stryjek żyje, pracuje w telewizji.
F: A walizka? O czym ty myślisz Grucha? Śmieszy cię reinkarnacja. Twoja broszka! Ale to stara i mądra religia, nie dla takich matołów jak ty. To kim będziesz w kolejnym życiu, zależy od tego jakie życie prowadziłeś do tej pory. Jedni po śmierci przyjmują postać tygrysa, sokoła, albo lamparta!
G: A inni?
F: Jeżeli o ciebie chodzi to nie wróżę ci żadnych rewelacji. Kaczka, to max co może z ciebie być.

W Design Cafe
Grucha: Dlaczego wyjadasz mi frytki, nie możesz sobie kupić?
Fred: Nie jestem głodny.
G: Jak nie jesteś głodny to zostaw te frytki, a jak jesteś to se kup!
F: Widzisz co to żarcie robi ci z mózgu? Poza ta bułką i frytkami świat dla ciebie nie istnieje. Ty tylko kawałeczek pierdolonego ziemniaka a ty się zachowujesz się tak jakbym krzywdził twoją matkę. Idę się odlać Grucha bo nie chcę na to patrzeć!

W kiblu
Lamusi: Ty, sprawę mamy!
Fred: Tak? Jaką?
L: Dawaj walizkę!
F: Nie mam kluczyka.
L: Twój pech.
F. Panowie, chwileczkę, chyba nie odetniecie mi ręki z powodu jakiejś pierdolonej walizki? Jak ja bym wtedy wyglądał? Co najmniej niesymetrycznie. Nie chcę być kaleką do końca życia. Przecież ja mam rodzinę, plany na wakacje, jestem.. biznesmenem. Potrzebuje tej ręki do pracy na laptopie, do drapania się w tyłek. Na pewno mam gdzieś ten kluczyk o który się tutaj rozchodzi!
L: To go poszukaj lamusie, ale już!
F: Dobra... ... Przepraszam...
L: O żesz ty w mordę kopany!
.....
Coś ty mi kurwa zrobił, bandyto!
F: Przestań się mazać! Chłopaki nie płaczą!
L: A miało być tak pięknie...

Pokój Kuby
Głos z sekretarki: Tu automatyczna sekretarka Kuby Brennera. Po sygnale zostaw wiadomość.
Weronika: Kuba, wiem, że nie ma cię w tej chwili w domu, że poszedłeś na egzamin...
Kuba: O cholera!
W: Dlatego wybrałam taką porę bo muszę ci powiedzieć coś ważnego. Może powinnam to zrobić w cztery oczy, ale bałam się jakbyś to odebrał. Chciałam ci powiedzieć, że odchodzę od ciebie.
K: Dzięki Bogu.
W: Wiem, że to dla ciebie cios, no ale takie jest życie. Nie obwiniaj się, po prostu taka już jestem – trochę zwariowana, ekscentryczna, nieprzewidywalna... Nie chcę żebyś cierpiał, no a nie myślałeś chyba, że będę z tobą na zawsze...
K: W życiu!
W: Poznałam kogoś, ma na imię Jarek. Mam wrażenie, że jest moją drugą połówką...
K: Kuuuurwaa mać!
W: Nie chcę cię ranić, Kuba, musisz być silny. Na pewno spotkasz w życiu jeszcze wiele kobiet, które zajmą moje miejsce...
K: Nie wspomniałaś jeszcze o moim ojcu!
W: Twój ojciec był wielki dyrygentem, a ty? Nie potrafisz zadbać o swoje sprawy! Jak mówi Jarek, w życiu musisz być rekinem, jeśli nie chcesz żeby dopadły cię inne rekiny. I Jarek jest rekinem, i obrotny też jest. Ale po co ja ci o tym mówię... Kuba, musisz być silny! Nie zrób czegoś głupiego... Kochałam cię...

Przed budką telefoniczną
Jarek: Gdzie jest kurwa moje 300 baniek??? Słyszysz!!!?? Gdzie jest kur...
Weronika: Są w życiu ważniejsze sprawy niż twoje 300 baniek.
J: Tak, np. 600 baniek. Pożegnałaś się z tą nędzą artystyczną?
W: Nie rozumiem dlaczego nie mogłam zadzwonić z twojego telefonu?
J: Nie będziesz dzwoniła do byłych fagasów z mojej komóry, bejbe! Pakuj się!

Vw Garbus
Kuba: Błagam Cię nie rób tego!

Przed drzwiami znajomego
Kuba: Cześć!
Cichy: Się masz Kuba, co się dzieje?
K: A jak myślisz?
C: Ahh... mówiłem ci, żebyś sprzedał tego grata... Masz, tylko muszę go mieć przed piątą!
K: Dzięki ci.

Akademia Muzyczna
Pani profesor: Kuba!!! Wiesz która godzina?
Kuba: Przepraszam...
Dziekan: Ooooo, jest nasza gwiazda, pan Brenner widocznie sam sobie wybiera godziny egzaminów.
K: Przepraszam panie dziekanie, ale naprawdę nie mogłem wcześniej, musiałem niewidomego przeprowadzić przez jezdnię, taki wypadek losowy, ale mogę w każdej chwili przystąpić do egzaminu.
Dz: To świetnie, ale egzamin właśnie się skończył, wie pan, wypadek losowy, zapraszam na jesieni, w sesji poprawkowej.
Pani prof.: Ależ panie dziekanie, możemy przecież wrócić iii przesłuchać Kubę.
Dz.: Egzamin już się skończył!
Pani prof.: Ależ on.. Kuba na pewno... to..
Dz.: Droga koleżanko! Taka pobłażliwość wobec studentów jest niedopuszczalna! Gotowi pomyśleć, że my tu jesteśmy dla nich!
Pani prof.: Rudolf... zrób coś...

U dermatologa:
Dermatolog: Mogę przepisać panu coś nowego, ale nie sądzę, żeby to pomogło.
Oskar: To po co mam brać coś co mi nie pomoże?
D: Racja, tak naprawdę nie ma skutecznej metody na trądzik... ... Ma pan dziewczynę?
O: Jak każdy...
D: A ja na przykład nie mam.
O: Nie, nie, miałem na myśli, że nie na stałe. Tylko wiele znam dobrze, inne gorzej, jeszcze inne, w ogóle, z widzenia
D: Uprawia pan seks z kobietami? No albo z mężczyznami wszystko jedno!
O: To może panu jest wszystko jedno!
D: Przepraszam, przepraszam, przepraszam....

Oskar dzwoni:
Oskar: Halo? Magda? Cześć, tu mówi Oskar. ... Nie wiesz jaki Oskar? A pamiętasz jak byłaś miesiąc temu w klubie „trzynastka”? Noo i tam cię podrywał taki przystojny blondyn w czarnym golfie. Tak, zapytał czy może się dosiąść... No miał dołeczki jak się uśmiechał... I on był z kolegą. No właśnie! I ja wtedy siedziałem dwa stoliki dalej. I oni mi powiedzieli, że ty jesteś bezpośrednia i chętna, pomyślałem że może ... halo? halo?

Restauracja:
Jarek: Co to ma być?
Kelner: To stek proszę pana.
J: Przecież widzę, że to jest stek, miał być z fytkami, nie?
K: Pan się chyba pomylił.
J: Że co zrobiłem? Chcesz coś jeszcze powiedzieć? Zabieraj to! Jakbym chciał bez frytek, to bym chyba powiedział poproszę bez frytek, NIE!!!???
Weronika: Jaki ty jesteś twardy.
J: Jestem człowiekiem z miasta.
W: Ale ty masz silną psychikę.
J: Zajebiście silną. Zawsze patrzę w oczy kiedy z kimś rozmawiam. I nigdy nie wykonuje niepotrzebnych ruchów. Wystarczy mi pierwszych 10 słów, 5 pierwszych gestów jakiegokolwiek koleżki, i już wiem że w jego psychice czai się strach. On jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce będzie miał pełne portki. A wiesz dlaczego? Dlatego, że jego słaba psychika już wysłała mu mejla do nadciągającej kupy, że spotkanie jest w spodniach.
W: To niesamowite.
J: Skoczę na chwilę do klopa.

W knajpie
Oskar: Jak to mam iść na dziwki?
Kuba: Po prostu, chciałeś mojej rady oto moja rada – idź do burdelu.
O: Zresztą ja myślę, że ja chyba nie byłbym w typie takiej prostytutki.
K: Człowieku, to nie ty masz się podobać prostytutce, tylko ona tobie! Na tym polega jej praca.
O: Tak ale ja nie mógłbym się pogodzić z myślą, że ona robi to tylko dla pieniędzy.
K: Przecież chcesz wyleczyć trądzik? Potraktuj to jak lekarstwo, jak pójście do apteki.
O: Nie!
K: Co nie?
O: Nie pójdę!
.......
Gość1: Myślę, że w ostatnim okresie reprezentacja narodowa zrobiła znaczący postęp.
Gość2: Aj Krzysiu nie przesadzałbym tak bardzo.
Gość3: Wydaje mi się, że za naszych czasów było lepiej.
Gość1: Możliwe...
........
K: 40-letnia Basia z dużym biustem?
O: To nie dla mnie.
K: Cicha mężatka - full service? Niebrzydki Jacek – kameralnie? To nie. Wydepilowana Krysia? Odpada. Ooo mam coś dla Ciebie! Szukam władcy który uczyni ze mną co ze chce. Oferty z krótki opisem tresury.
O: Ty zwariowałeś? Może ja lepiej zamiast na dziwki powinienem iść do jakiegoś uzdrowiciela. Nie wiem, Kaszpirowskiego.
Klient obok: Nie radzę. Byłem u Harrego z Tybetu. Chciałem, żeby naładował mnie energią. Facet dotknął mojego karku, pogładził mnie po udach i wziął za to półtorej bańki
O: I co?
Klient obok: Kark mnie napierdala! A na udach dostałem wysypki.

Motel:
Grucha: Wiesz, boli mnie głowa jak sobie pomyślę, że będę musiał oddać komuś tyle szmalu.
Fred: Tym się różnimy. Kombinujesz na krótką metę. To co dla ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą. Ja już liczę walizki, które dostaniemy za ten przekręt.
G: Tylko, żebyś się kurwa nie przeliczył.
F: Jesteśmy już w mieście i mamy pieniądze.

Fundacja Dobra Nowina
Szef: Przyjechali. Szkoda, że ja na to nie wpadłem.
Silnoręki: Albo ja.
Sz: Kolesie nieźle główkują. Muszą mieć dobry kanał przerzutowy no i zaklepanego odbiorcę. Ale trzymają gębę na kłódkę. Wiele bym dał, żeby przejąć ten biznes.
Si: Mógłbym z nimi porozmawiać po swojemu, a potem ich zakopać w lesie.
Sz: Nie lekceważ ich Silnoręki. Wyrolujemy ich po mojemu.
Si. Nie bardzo pana rozumiem szefie.
Sz. I dlatego ja jestem twoim szefem, a nie odwrotnie.

Motel:
Grucha: Pamiętaj, że połowa szmalu jest moja.
Fred: Spokojna głowa Grucha, Wpłacamy im 20% i dostajemy piękne, nowiutkie furki. Jak je przerzucimy przez granicę, to do końca życia możesz pierdzieć w stołek.
G: A kiedy dopłacamy resztę kasy?
F: Resztę kasy nigdy. Za wschodnią granicą samochody rozpłyną się w powietrzu i my razem z nimi.

Mieszkanie Oskara:
Oskar: Halo? Agencja „Czarny Lotos”? Ja i kolega chcieliśmy zamówić dwie dziewczyny.
Kuba: Jak to dwie?
O: Chyba mnie nie zostawisz, masz doświadczenie w tych sprawach, najpierw mi opowiadasz jako te rewelacje, zachęcasz, a teraz wykręcasz kota ogonem.
K: Stary... ja po prostu nie mam kasy.
O: Ale ja mam, czuj się zaproszony. Halo? Chciałem zamówić dziewczynę o urodzie klasycznej, nietuzinkowej, powinna mieć szafirowe oczy, zmysłowe usta, wdzięczny sposób poruszania się, nienachalny uśmiech, piersi foremne – słowem powinny być kwintesencją kobiecości... tak.... a dla kolegi? To wszystko jedno
K: Jak to wszystko jedno?

Beverly Hills Video
Lili: Yhy... Byłaś u taty? Jak on się czuje? To dobrze, powiedz że w przyszłym tygodniu wysyłam pieniądze! Tak! Muszę kończyć! Cześć, pa pa!
...
L: Ma pani coś dla szefa?
Pracownica: Aaaa, z gangsterskich nic, wszystko już obejrzane.
L: Przepraszam... muszę lecieć, wzywają mnie do firmy... Oooo, a to? “Śmierć w Wenecji”? Co to jest?
P: To jakaś nowość, sama nie widziałam, ale tematyka chyba podobna.

Mieszkanie Oskara:
Kuba: Masz prezerwatywę?
Oskar: Mam.
K: To pożycz!
O: Ale mam jedną.
K: Nie szkodzi daj, ty możesz bez.
O: Ale już mam na sobie.
K: Chodzisz w prezerwatywie od rana?
<pukanie>
K: Kto ty jesteś?
Laska: Laska.
K: Ty Oskar, jak ty zamawiałeś te panienki?
O: To jest Laska, syn mojego wujka, on tu mieszka.
K: Macie ciche dni? Nie zapytasz co u niego?
O: To samo. Jeździ na desce i pali jointy.
<ktoś wchodzi do mieszkania>
Cycofon: No cześć! Jestem Angelika a to jest Samantha.
O: A pan?
Alf: A ja jestem pilotem z Orbisu.
L: Siema!
A: Poproszę o kartę członkowską.
O: Taa ... proszę.
A: W porządku! Proszę panów. Panie zostają na godzinę. Stawka wynosi stówę. Panie są dwie, czyli razem dwieście. Dodatkowa stówa za każde udziwnienie, napiwki dla pań są panów prywatną sprawą.
O: Nie będzie żadnych udziwnień, my jesteśmy normalni.
L: Noooooo!
O: To może ja od razu zapłacę?
A: Nie trzeba! Mamy zaufanie do ekskluzywnych klientów. Dziękuję, życzę przyjemnego wieczoru. Cześć dziewczyny.

Salon – mieszkanie Oskara:
Kuba: Nie, no nie ma pośpiechu... Może sobie najpierw pogadamy?
Cycofon: A niby kurde o czym?
K: No nie wiem, o twojej pracy, albo...
C: Robota jak każda, generalnie kiedy facet jest na mnie to myślę o czymś innym nieee? na przykład kurde o księżnej Dianie, o nowej pralce, o testach do „Koła fortuny”, a jak klient jest wyjątkowo brzydki to zamykam oczy i wyobrażam sobie, że bzykam się z di Caprio...

Pokój Oskara:
Oskar: Laska, idź do siebie, ja potrzebuję intymności!
Lili: Poczęstujesz mnie papierosem?
O: Papierosem? tak, jasne!
L: Yhy, co chcesz robić?
O: Po studiach chciałbym się zająć grafiką reklamową.
L: Pytałam co chcesz teraz robić?
O: A ty?
L: Jesteś strasznie spięty, wyluzuj trochę...
O: Ciekawe co by powiedzieli rodzice?
L: Nie przejmuj się nimi, są przekonani że studiuję geografię.
O: Nie, nie, nie, ja mówiłem o moich rodzicach.
L: Aha.
O: Długo pracujesz jak ku...e... pro...
L: W agencji? Od trzech dni. Dopiero zaczynam.
O: I naprawdę masz na imię Samantha?
L: Nie, Liliana, wszyscy mówią do mnie Lili. ... Powinniśmy się lepiej poznać, powiedz mi coś o sobie.
O: Lubię włoską muzykę i komiksy z kapitanem Żbikiem.

Salon – mieszkanie Oskara:
Kuba: Słuchasz czasami muzyki klasycznej? Bethovena?
Cycofon:  O co ci kurde znowu chodzi? Zabierasz się do tego jak pies do jeża. Chcesz się bzykać czy nie?
K: Znaczy się tak, ... i nie.

Pokój Oskara:
Oskar: Kapitan Żbik to był równy gość. On w odcinku „Zapalniczka z pozytywką” rozpracowują międzynarodową szajkę przemytników diamentów i...
Lili: 
O: Z czego się śmiejesz?
L: Prawdziwy z Ciebie oryginał. Wiesz, do tej pory spotykałam samych nudnych biznesmenów, którzy opowiadali mi o swoich firmach i pieniądzach, a ty jesteś inny. Nie myśl, że mówię to wszystkim swoim klientom, ale ty naprawdę mi się podobasz. Masz pasję.
<muzyka>
L: To będzie twój pierwszy raz?
O: Tak..
<dzwonek>

Korytarz mieszkania Oskara:
Oskar: O co chodzi?
Alf: Minęła godzina...
O: Ale ja jeszcze nie zdążyłem nawet rozpiąć rozporka.
A: To może pan zamówić następną.
O: Nie, nie mam tyle pieniędzy. A ile by kosztowało 5 minut?
A: Bierzesz następną godzinę albo kończymy przyjęcie!!!
O: Proszę.
A: Co to jest?
O: Tak się umawialiśmy, 200 złotych.
A: Stawki są w dolarach, w przeliczeniu na złotówki jesteś mi krewien jeszcze 630.
O: Nie, nie, ja protestuję. To jest wprowadzanie klienta w błąd i ja nie zapłacę.
Alf: To się zara okaże.
Laska: Człowieku, nie bądź takim materialistą, trzeba się wyluzować.
......
Oskar: Dobra, dogadajmy się. 200 złotych i jako premia ten bezcenny, argentyński kaktus.
Alf: A na chuj mie ten kaktus.
Kuba: Rozwalił pan komuś bryczkę.
A: Nauczy się parkować w garażu. A ty koleżko... Ci... ci.. ci.. cicho... kurwa, to cha mój!
....
Alf: A teraz wisisz mi 5 razy tyle! Kumasz?
Oskar: W kieszeni mam jeszcze 100 złotych.
Laska: Ej człowieku, puść go.
O: Nie, nie, tylko mnie nie puszczaj!!! Aaaaaaaaa...
Cycofon: Czesiek! Może weźmiemy trochę sztuki. Ten ludzik, jest chyba ze złota.
O: Nie, to jest bezcenny eksponat, afrykański czarodziej, nawet go nie dotykajcie!
A: Dziewczęta, opuszczamy lokal.
........
Oskar: Dlaczego ja cię posłuchałem Kuba, dlaczego?? Boże...
Kuba: Wiecie co? Odzyskamy tę figurkę, nie wiem jak i nie wiem czy ją odzyskamy, ale odzyskamy tę figurkę.

Klub
<oglądają film>
Bolec: To mi się podoba! O to chodzi!
Alf: O co?
B: No spójrz jak oni się ruszają! Te kocie ruchy! Te gesty rękami!
...
A: A po co nasi chłopcy mieli by się tak gibać?
B: Po co? Po co? Po to, żeby nie wyglądać jak żelbetonowy kloc. Polski gangster nie ma luzu. Rusza się jak wóz z węglem. A przydałoby się trochę polotu i finezji, w tym smutnym jak pizda mieście. Nie jest tak? Czarnuchu?
A: Bolec, wolałbym, żebyś nie mówił do mnie „Czarnuchu”. Nie przy reszcie chłopaków.
B: Spoko, spoko, niedługo wszyscy będą tak mówić. Wystarczy podlansować tylko odpowiednie wzorce. Hej men! Check the so, yo madafucker! Spróbuj! To proste, hmmm?
A: Nie, nie, nie, lepiej nie.
B: Co nie? Spróbuj!
B: Czujesz?
A: Czuje 
B: Widzisz jakie to proste. ... <dzwoni telefon> Halo! Nic nie słyszę
A:  Hopsa, he he he
B: Dobra, już starczy. Czarnuchu!
Silnoręki: Czarnuchu? Bolec, pogięło Cię? Silnoręki mówi!
B: He?
S: Będziesz miał gości.
B: Przyjadą mi założyć kablówkę?
S: Pyta czy przyjadą mu założyć kablówkę.
Szef: Daj mi tego głąba. Jutro o 8 przyjedzie do ciebie dwóch facetów z Wybrzeża. Przywiozą dla mnie szmal.
B: Jaki szmal?
Sz: Nieważne.
B: To gangsterzy?
Sz. Biznesmeni. Czy to jasne?
B: Tato, a dlaczego do mnie, a nie do ciebie, albo do Silnorękiego?
Sz: Bo tak postanowiłem, synu. Umówiłem się z nimi w twoim klubie, ale mogę się trochę spóźnić, dlatego, pod moją nieobecność, masz się zająć tym żeby było miło? Masz zrobić dobry grunt pod interesy
B: Ale ja jutro nie mogę
Sz: Dlaczego?
B: Bo w piątki mam siłownię.
Sz: Masz też klub i agencję towarzyską które ci kupiłem. Dlatego spotkasz się z nimi i zorganizujesz taką balangę jakiej jeszcze w życiu nie widzieli.
B: To znaczy co?
Sz: Jajco, pomyśl przez chwilę.
B: Słucham?
Sz: Weźmiesz najładniejsze panienki, najlepszy alkohol i tyle koksu ile potrafisz unieść, czy to jasne? Kiedy któryś z nich odkręci kran w kiblu ma płynąć z niego Johnny Walker. Jak będzie chciał przelecieć murzynkę...
B: Nie mam murzynki w agencji...
Sz: To pomalujesz jednego z naszych chłopców czarną farbą! Wszystkiego ma być w opór.
B: A jeżeli?...
Sz: A jeżeli będą chcieli pójść do Muzeum Lotnictwa zabierzesz ich do Muzeum Lotnictwa kurwa jego mać! <odkłada słuchawkę>
B: ... Przyjeżdżają jacyś Kozacy z Wybrzeża i mamy im pokazać jak się bawią Kozacy w stolicy.
.......
Silnoręki: Nie wiem, czy ich powinniśmy zostawiać z Bbbbolcem. Mmoże sobie nie poradzić, jak zaczną naciskać.
Sz: Jeżeli mój syn chce się liczyć na mieście to nie może się zadawać tylko z dziwkami. Posiedzi z nimi przez godzinę... Nie jest żubr, żeby go trzymać pod ochroną.

Mieszkanie Oskara:
<dzwonek>
Oskar: Nie możesz się podnieść i otworzyć?
Laska: Ja przedwczoraj ściszałem telewizor.
<otwiera drzwi>
Mały cwaniak: Mieszka tu jakiś cwaniak?
O: Cwaniak? Nie, ja tu mieszkam.
Mc: To daj piątaka.
O: To jest jakaś zorganizowana akcja?
Mc: Taka akcja, żebyś dał piątaka! <daje> Dzięki koleś!

Akademia muzyczna:
Majster: Kolego, mógłbyś nie dmuchać w rurę kiedy kujemy? No trochę nas to rozprasza.
Saksofonista: Przepraszam.
...
Sekretarka: Achhh  Dziekan, prosi.
....
Dziekan: Wiesz po co cię wezwałem?
Kuba: Nie chcę zgadywać!
Dz: Mam dla ciebie dwie wiadomości.
K: Poproszę najpierw o tę złą.
Dz: Obie są złe.
K: Yhy
Dz: W związku z tym, że nie zaliczyłeś egzaminu z głównego instrumentu powziąłem decyzję, że nie będziesz reprezentował naszej uczelni na konkursie we Francji.
K: Przecież to jest moja życiowa szansa. Szlifuje program od pół roku.
Dz: Naucz się skromności synku. Ja w twoim wieku dorabiałem udzielając lekcji.
K: Następny konkurs jest za 4 lata, wtedy będzie już dla mnie za późno.
Dz: Dosyć Brenner, nie wszystko kręci się wokół ciebie.
K: Skąd ta niechęć do mnie? Przecież studiował Pan z moim ojcem.
Dz: To nie jest niechęć. Ja cię po prostu nie lubię, uważam że nie masz talentu. Twój ojciec też był przereklamowany jako dyrygent. Zrobił karierę bo był spryciarzem i miał ładną buźkę. Jeden Brenner w historii muzyki nam zupełnie wystarczy. To jest właśnie ta druga wiadomość. Nie masz po co przychodzić na egzamin poprawkowy, bo już go oblałeś.
K: Chyba ma pan rację.
Dz: Cieszę się, że się zgadzamy.
K: Ojciec często wspominał o Panu, kiedy opowiadał mi o czasach studenckich.
Dz: Naprawdę?
K: Tak, mówił, że jak szli na panienki i brali ze sobą Zajączka to nigdy nie mogli nic poderwać.
Dz: Wynoś się! Radzę ci szukać nowego zajęcia, synku!
K: Nie mów do mnie synku, nie jesteś moim ojcem.
Dz: Wrrrrrrrrrrrrrrr....

U Bolca w łazience
<mówi do psa>
Bolec: Teraz masz się wysikać, kapujesz? Jak przyjdą goście, masz zniknąć. Nie mogą zobaczyć nas razem.

Przed klubem Bolca
Bolec: No cześć! Bolec jestem!
Grucha: Andrzej, ręce ci się pocą.
B: Myłem przed chwilą
Fred: Fred!
B: Co słychać chłopaki w wielkim świecie?
F: A co? Gazet nie czytasz?
B: No nie.. To co? Zapraszam na górę, szefa jeszcze nie ma, ale to nic nie szkodzi, napijemy się trochę wódeczki, potem wpadną dupeczki, albo odwrotnie.

Wchodzą na górę.
<Alf idzie z kieliszkami>
Alf: Dobry 
<słychać warczącego psa, w zamkniętym pokoju)
Bolec: To mój pitbull. Bardzo agresywny, muszę go zamykać, bo jak kogoś nie zna, od razu rzuca się do gardła.
Grucha: Lubię ostre psy.

Pokój w klubie.
B: Nie ma się co denerwować, szef zaraz będzie. Szafa gra. Lubicie czarne rytmy? To niezły kawałek.
G: Ścieżkę?
B: Nie, na razie nie, może potem., a zresztą, a psik.
Alf:   ha ha ha ha ha 
B: Sorry, przepraszam, ale jakoś zakręciło mnie w nosie, nie masz mi chyba tego za złe?
G: Nie zabiję cię. Na razie 
...
B: Ooo! zobacz bracie, spójrz jak oni się ruszają. Nie sądzisz, że polskim chłopakom też przydałoby się trochę luzu...? Przykumaj te kocie ruchy. Moglibyśmy się od czarnych wiele nauczyć. Coco jumbo i do przodu! to moje hasło! Dobre nie? Czasami żałuję, że nie urodziłem się czarny. Hej chłopaki! A może macie ochotę obejrzeć film? Ja oglądam po kilka filmów dziennie. Pościgi, strzelaniny, wojny gangów - to mój chleb codzienny, mam nowy zajebisty film ”Śmierć w Wenecji”, nieźle brzmi, co?
....
Spokojnie, zaraz się rozkręci...
F: Ty, jak ty się nazywasz, bo zapomniałem. Kolec? Stolec?
B: Bolec
F: No, więc posłuchaj mnie teraz uważnie, Bolek. Byłeś w Stanach?
B: Nie.
F: No właśnie, a ja znam kogoś kto był i opowiedział mi to i owo. Wiesz skąd przyjechali czarni do Ameryki?
B: Z Afryki.
F: No właśnie. Handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz, że to taka prosta sprawa wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego murzyna i wywieźć go za ocean?
B: Chyba nie.
F: No jasne, że nie. Udało im się to zrobić ponieważ wywozili tylko takich co albo nie potrafili spierdolić przed siatką, albo byli największymi głąbami z plemienia i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek, bo i tak nie miałby z nich pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy pojechali do Ameryki. Pożenili się, porobili dzieci. Świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty, ale co z tego, jeżeli ich serca pompują tę samą krew, są potomkami człowieka, który na własnym podwórku dał się złapać w siatkę, więc nie uważam, że naszym chłopakom brakuje luzu kapujesz?
Grucha otwórz walizkę. To jest dużo kasy. Twój szef nas olał, nie przyszedł odebrać jej osobiście
B: On zaraz będzie
F: Nie przerywaj mi kiedy zbieram myśli! Przełknąłem tę zniewagę, bo pomyślałem sobie, najważniejsze w tej chwili to ubić interes.
B: Nie ma sprawy, ubijemy interes
F: Masz pitbula, który wygląda jak jamnik, gibasz się jak pierdolony Rezus, zachwycasz się panem Kunta-Kinte, marnujesz mojemu kumplowi ścieżkę najlepszego proszku, a na koniec puszczasz nam film o facecie w łódce! I ty chcesz, żebyśmy ubili interes?
G: No właśnie, kim ty wogóle kurwa jesteś, pajacu?
B: Rzeczywiście, może nie wszystko wyszło tak jak należy, ale to da się naprawić. Zaraz przyjdą dziewczyny i ubijemy ten interes
F: Po tym co tu zobaczyłem, nie wiem czy chciałbym z tobą ubić muchę w kiblu. Coś ci się rozmazało na ręce...
<puk, puk; puk, wchodzi Kuba  >
Kuba: Dobry wieczór. Przepraszam, że przeszkadzam, ja w sprawie afrykańskiego czarodzieja. 
Grucha: Kto to kurwa jest?
Bolec: Nie znam go.
Kuba: Ale ten pan mnie zna.
Alf: Nie wydaje mie się.
K: No chodzi o tego czarodzieja, przyszedłem go odebrać, przyniosłem... pieniądze.
Fred: Byle frajer, może sobie ot tak tutaj wejść? ... Masz klamkę?
B: Co?
...
B: A klamkę. Mam.
F: To zastrzel go!
B: Jak to, zastrzel?
G: Normalnie
B: Tutaj, teraz, tak przy wszystkich?
F: Jeżeli to ci pomoże, to pójdę się odlać
K: To ja wpadnę później.
G: Ty Bolek, masz jaja? To strzelaj!
K: Ale to jest jakieś nieporozumienie, ja nie wiem, o co chodzi!
B: Zaraz ci pokaże o co chooo... <strzela, ale niestety trafia w Gruchę>
G: Coś ty kurwa zrobił?

Łazienka
Fred: Zrobiliście duży błąd. Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma was.

Pokój w klubie
Alf: hy HY Hy!  Do wesela się zagoi!    yhhhhh
Bolec: Ja niechcący.
Grucha: Teraz naprawdę mnie wkurwiłeś.
B: Poczekaj, nie rób tego, to był przypadek, ja.. O Boże, co to jest?
G: Gdzie?
B: Tam!
<pif, paf>

Łazienka
Fred: Rozkręcili się, chłopcy.

<zbiega po schodach gdy dostrzegł całą sytuację>
Fred: Walizka!?

vw garbus
Kuba: Proszę, nie rób mi tego!

Klub
Szef: Wszystko w porządku?
Bolec: Ten chłopak miał broń i zanim się zorientowaliśmy, zaczął do nas walić, jak do kaczek.
Fred: Przywieźliśmy szmal zgodnie z umową, to że go ktoś zwinął w waszym klubie to już nie moja broszka!
Sz: Spokojnie, nie tak nerwowo.
F: W twoim lokalu stuknięto mi kumpla i podpierdolono szmal. To chyba nie jest ta słynna polska gościnność, ktoś musi za to beknąć.
Sz: Znajdziemy tego chłopaka. W tym mieście nikomu nie przybędzie w portfelu półtorej bańki bez mojej wiedzy.
F: Posłuchaj mnie...
Sz: To ty!!!!! Mnie posłuchaj!!! Co się stało to się stało, mógłbym powiedzieć nie ma pieniędzy - nie ma towaru, ale ja chcę robić interesy, a nie puszczać brzydkie bąki. Daj mi tydzień na wyprostowanie sprawy, znajdziemy chłopaka i szmal.
F: A jak nie znajdziecie?
Sz: To wyślę transport.
<słychać syreny policyjne>
Sz: Musimy ustalić zeznania.

Przesłuchanie:
Tadeusz Huk(postać z serialu „Policjanci”): Niech mi pani powie...Szczerze... Dlaczego zabiła pani mecenasa Rolskiego?
Radosław Pazura(postać z serialu „Policjanci”): Tadek, to nie ta sprawa.
TH: Ta? Aha

Instytut Matki i Dziecka
Alf: Ten cały showbiznes to jedna wielka kicha <kaszle> O jezus maria.
Pielęgniarka: To pan jest z tej strzelaniny w klubie?
Bolec: A co?
P: Mam dla pana dobrą informację, pana kolega żyje.
B: Jaki kolega?
P: No ten, z dziurą w głowie. Już go włożyliśmy do kostnicy, kiedy ktoś przytomny stwierdził, że nieboszczyk ma puls.
(...)
dr Kuba Sienkiewicz (neurolog – w rzeczywistości): Miał ogromne szczęście, kula trafiła w tytanową płytkę, którą miał wstawioną w miejsce płata czołowego
Bolec: A co on jest kurwa, robocop?
dr: Stosuje się takie wypełnienia, na przykład po wypadkach. Tak płytka zmieniła trajektorię kuli, jednak fala uderzeniowa była tak silna, że mogła spowodować różne zaburzenia funkcji mózgu.
B: A mówił coś o mnie?
dr: On jest w śpiączce.
B: A kiedy się obudzi?
dr: Może jutro, może za pół roku, nie wiadomo.
B: Mogę zostać jeszcze na chwilę z przyjacielem?
dr: Proszę.
< defibrylator, tylko że przyłożony do głowy >
Grucha: To ty skurwyy.....synu.
<...>
Pielęgniarka 2: Spędza pan tyle czasu przy nim. To pewnie ktoś bardzo ważny dla Pana. Przyjaciel?
Bolec: Taaa! Najlepszy kumpel!
P2: Co on taki czerwony na twarzy?
B: Jest uczulony na pyłki.
P2: Hm. Kiedy się obudzi będzie musiał radykalnie zmienić tryb życia. Nie będzie już chodzenia na dziewczynki, koniec z alkoholem, nie mówiąc już o mocniejszych używkach.
B: Ma pani na myśli narkotyki?
P2: Chyba nie chcemy, żeby kolega zamienił się w jarzynę?
B: Nie, skąd.

Sauna Szefa
Szef: Powiem ci, że mam już dosyć tego Freda, kurwa jego w dupę zapierdolona mać. Dzwoni do mnie codziennie o szóstej rano i pyta o kasę. Nawet we Wronkach mnie tak wcześnie nie budzili. Silnoręki rozesłał ludzi po całym mieście, ale nikt nie potrafił powiedzieć dla kogo robił ten chłopak.
Bolec: Dla nikogo. To jakiś przypadkowy frajer
Sz: Ten przypadkowy frajer zabił dwóch ludzi, a i ciebie o mało nie posłał do piachu.
B: To ja zastrzeliłem Gruchę.
Sz: Ty? 
B: Niechcący. To znaczy, ja go zabiłem, ale on żyje, leży w szpitalu, w śpiączce. Także zero problemu!
Sz: Półtorej bańki w plecy dla ciebie to jest zero? Słuchaj, słuchaj uważnie co ci teraz powiem. Narobiłeś wielką kupę i sam ją teraz sprzątniesz. Do tej pory synu dzięki mnie, siedziałeś w swoim klubiku i oglądałeś na video filmy o murzynach, ale ja nie będę żył wiecznie. Nie mogę ciągle naprawiać twoich błędów i nie będę świecił oczami na mieście.
....
Nadszedł moment kiedy musisz wziąć sprawy w swoje ręce i opuścić ciepły kurwidołek.
Powiem ci teraz co masz robić. Po pierwsze: Grucha nie może się obudzić.
B: Nad tym już pracuję.
Sz: Po drugie: walizka nie może się znaleźć.
B: Nie kapuję.
Sz: Chcę przejąć ich biznes. Żeby to zrobić, muszę dojść do tego, kto poza Fredem do tego należy, poznać kanał przerzutowy, dotrzeć do odbiory. Dlatego trzymaj się blisko Freda, myl tropy. I dzwoń do niego codziennie o 5:30 rano. Żeby zyskać na czasie musimy go wodzić za nos. A jeżeli namierzysz tamtego chłopaka to go sprzątnij.
Dzieciak: Tata? A kiedy ja kogoś sprzątnę?
Szef: Ty synku już nie będziesz musiał tego robić
Bolec: Tato? Nie mówiłeś, że mam brata.
Sz: Aaaa... Silnoręki, wziął go rok temu dla okupu. Rodzice nie chcieli zapłacić i tak już został.

Mieszkanie Oskara
<dzwonek>
Lili: Niespodzianka!
Oskar: Po co przyszłaś?
L: Twoja figurka? Twoja. Chyba, że już jej nie chcesz?
O: Sprawdzasz mnie, a oni czekają na zewnątrz.
L: Oskar? Co ci jest? Zatrułeś się czymś? Jacy oni? Mówiłeś, że chciałbyś mnie jeszcze zobaczyć, chwilowo mam wakacje, więc wpadłam.
O: Do mnie?
L: Bardzo cię przepraszam, że zrobiłam ci taką przykrość, że przyniosłam ci figurkę i...
O: I co? I nikt cię nie przysłał?
L: Kto by miał mnie przysłać?
O: Tak po prostu wpadłaś w odwiedziny.
L: Słuchaj, ja nie znam nikogo w tym mieście. Wydałeś mi się sympatyczny i pomyślałam, że możemy... Nie wiem czego oczekiwałam po przyjściu tutaj.

Szpital:
Bolec: Huuuu....
Pielęgniarka2: Nie, nie, dzisiaj to raczej nie, może jutro.
Fred: Przemyśl to.
P2: Przepraszam...
B: Co z Gruchą?
F: Obudził się. Tylko coś mu się popierdoliło w głowie, strzelaniny w ogóle nie pamięta. Patrzy się ciągle w siną dal, nie wiem co on tam widzi. Chodź, sam zobacz.
Przepraszam panie doktorze.  Ma Whiskas zamiast mózgu. A ten twój Alfons też nic nie pamięta. Trzeba doprowadzić Gruchę do jakiegoś wyglądu.

W parku
Cichy: Będą cię szukać tak długo, aż cię znajdą, mają na to sposoby - komputery, biura meldunkowe. Wiesz, może to przykre co powiem, ale nie masz wielkich szans na ucieczkę. Zresztą nie ma sensu uciekać, znajdą cię wszędzie. Życie ludzkie nie ma dla nich znaczenia. To źli ludzie Kuba, a przy tym zawodowcy. Nie mogą sobie pozwolić na błąd. A ty Kuba? Ty jesteś ich błędem. Nie zawiniłeś, po prostu znalazłeś się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie i będziesz musiał za to zapłacić. Ja też kiedyś byłem błędem w czyimś parszywym życiu.
Kuba: Właśnie potrzebowałem kilku słów otuchy.
Ci: No, to ja ci pożyczę jakiegoś gnata – tak na wszelki wypadek.
K: Słuchaj ja nie jestem gangsterem, jestem skrzypkiem, nie strzelam do ludzi.
Ci: Aha no i trzeba odebrać ten twój samochód
K: Boję się tam wrócić
Ci: Podoba ci się? To jest cacko, nie?
K: Co to jest?
Ci: Jericho 941 FB kaliber 9 paren. Wymyślili go Żydzi do przerzucania Arabów na drugą stronę Kanału Sueskiego.
K: Ma jakieś wady?
Ci: Odrzut jest tak silny, że ci może uszkodzić stawy w łokciach. 
K: Masz coś innego?
Ci: 
Mieszkanie Kuby:
Weronika: Kuba co ty wyprawiasz, po ci ten pistolet? Myślałam, że jesteś na uczelni. Przyszłam zabrać trochę swoich rzeczy. Jesteś w fatalnym stanie. Wyglądasz jak strzęp człowieka. Gdybym wiedziała, że tak fatalnie zniesiesz nasze rozstanie, to nie wiem czy bym się w ogóle z tobą wiązała. Nie szantażuj mnie swoją rozpaczą to już skończone. Nie wrócę do Ciebie. Chyba nie chcesz się z mojego powodu zastrzelić? Jesteś żałosny, słaby psychicznie. Dlatego właśnie związałam się z Jarkiem. Przy nim czuję się bezpieczna.
Kuba: To strasznie fajnie.
W: Może cię to zdziwi, ale Jarek jest gangsterem, gruba ryba na mieście. Planujemy się pobrać.
K: Ostatnio poznałem kilku gangsterów, to bardzo ciekawi ludzie.
W: Przestań zmyślać. Ty i gangsterzy? Ktoś ci naopowiadał bajek, a ty w nie uwierzyłeś. Ja jestem dziewczyną prawdziwego gangstera. Żegnaj Kuba.... i nie dzwoń do mnie. Aha i zostawiam ci klucze.
Fryzjer:
Fred: W ogóle nic nie pamiętasz?
Grucha: Nic.
Bolec: Przy amnezji to normalne. Ooooo niebywałe, Spice Girls się rozpadły, uwierzycie? Ruda jadła za dużo czekoladek, a szkoda, bo fajna dupeczka. O kurczę! Nowa dieta bananowa.
F: No ale jakbyś się trochę skupił to może sobie coś przypomnisz. Nie rozumiem jak można nic nie pamiętać. Ja jak się skupię, to mogę sobie przypomnieć co robiłem na przykład nie wiem, w zeszły poniedziałek. Dlatego uważam, że jakbyś miał odrobinę dobrej woli...
G: Jak sobie przypomnę to dam ci znać. Na razie.... napieprza mnie baniak.
B: Pojedziemy do klubu to łykniesz sobie panadol.
Fryzjer: No, no, no, no, no, co my tutaj mamy? Ciekawa fryzura, kto pana tak ostrzygł?
B: Właściwie to nie wiem.
Fryzjer: Krąży w ręku złoty pieniądz. Zna pan jeszcze jakieś inne sztuczki?
Fred: Owszem, jedną. Kiedy mam kogoś zabić to mówię do niego tak: „Jeżeli wypadnie reszta to wygrywasz i daruję ci życie. A jeżeli wypadnie to orzeł, to przegrywasz, a ja wygrywam twoją śmierć.” I zawsze wypada orzeł.
....
Jarek: Uwaga frajerzy! Mam ważny komunikat! Do kogo należy czarna Alfa Romeo, która blokuje wjazd do mojej fury?
Grucha: Do kolegi i do mnie
J: Możesz coś dla mnie zrobić gogusiu? Przeparkuj wasz samochodzik.
G: Tego akurat nie mogę dla ciebie zrobić. Ale mogę dla ciebie zrobić coś innego.
.....
Policjant: Wie pan no, ja mogę przyjąć zgłoszenie, tylko, że to będzie mała szkodliwość społeczna czynu.
Weronika: Jak mogłeś dać się sprać jakimś frajerom, przecież jesteś człowiekiem z miasta.
Jarek: Aaa... wzięli mnie z zaskoczenia, no.
P: Ma pan jakiś dowód osobisty? Poproszę!
W: Jak ty teraz wyglądasz? Wygolili ci głowę?
P: Świadkowie twierdzą, że nie tylko głowę.
J: Panie, pytał pana ktoś o coś?
P: Pan Jarosław Psikutas.
J: Panie, widzi pan tam „s” na końcu? No, to proszę czytać dokładnie. O jezu....
P: Faktycznie, nie ma „s”. Czyli Psikutas bez „s”.
W: Jak to Psikuta? Mówiłeś, że nazywasz się Keller!
J:O jezu... Oj mówiłem, mówiłem, różne rzeczy mówię.
W: Czy sądzisz, że kiedykolwiek zmieniłabym nazwisko na Psikuta? Albo, żeby moje dziecko tak się nazywało?

Klub:
Bolec: Jeden Panadol czy dwa?
Grucha: Pięć!
B: Bon voyage! Przyjacielu.
...
Tu masz proszki od bólu głowy. Łykniesz?
G: Chętnie. Lubię ją, ma taki niepowtarzalny smak.
Fred: Ten chłopak, pamiętacie? Zanim wyszedłem do klopa, wspominał coś o czarodzieju, kojarzy wam się to z czymś.
B: Z krainą Oz.
F: Zbierzmy jeszcze raz wszystko do kupy. Chłopak mówił, że przyniósł pieniądze, twierdził, że zna twego goryla, że przyszedł odebrać czarodzieja. Wniosek!
G: Może był nienormalny?
F: Wystarczająco normalny żeby buchnąć walizkę. Nie wiesz czyj jest ten Volkswagen?
B: Nie widziałem go wcześniej.
F: Nooo właśnie. Stoi tu od kilku dni, przyjrzę mu się.
G: Ty Bolec! Mam takie idiotyczne uczucie, jakbym ciągle widział tę twarz. Twarz tego gościa co mi posłał kulkę.
B: To rzeczywiście idiotyczne. Łyknij sobie.
G: Wiesz, przypominam sobie dosyć dokładnie z tamtego wieczoru jedną rzecz.
B: Tak?
G: Tą lalkę, co ona tańczyła na rurce, jak żeśmy to przyszli, z... z Fredem.

Na balkonie w mieszkaniu Oskara:
Laska: Weź na później.
Kuba: Wpieprzyłem się po uszy, gdyby ojciec mógł mnie teraz zobaczyć.
L: Trzeba się wyluzować.
K: Łatwo ci mówić, bo nie masz takich ciśnień.
L: Wiem, że świat nie spodziewa się po mnie zbyt wiele. Mój stary też wiele dokonał. Jest królem sedesów.
....
Król sedesów: Dziś syneczku, tak jak ja przed laty, spójrz w tę studnię przeszłości. Co w niej widzisz?
Młody Laska: Kupę.
Ks: Tak - to jest kupa. To jest odpowiedź. Od tysięcy lat wszystkim cywilizacjom, kulturom i religiom, wielkim wojnom i rewolucjom, najwybitniejszym ludziom na świecie zawsze towarzyszy kupa. Teraz rozumiesz, to jest życie. Mnie oszukasz, przyjaciela oszukasz, mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz. Dlatego zrozumiałem - zrozumiałem, że będę produkował sedesy, a my zostaniemy królami życia mój synu.
....
Laska: Życia nie oszukam - jestem synem króla sedesów. To wysoko postawiona poprzeczka.
Kuba: Zajebiście wysoko.
L: W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy. To wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: „Co lubię w życiu robić?”, a potem zacznij to robić!
K: A ty sobie odpowiedziałeś na to pytanie?
L: Jarać blanty!
K: Jest jakiś zawód, który się z tym wiąże?
L: Ambasador.
K:  Chyba na Jamajce. 
L: Nie taki ambasador. Miałem na myśli takiego jakim był Tony Halik Wyobraź sobie stary ile on wypalił stuffu z tymi wszystkimi plemionami, które odwiedził. Ktoś musi kontynuować jego dzieło. Będę jeździł po całym świecie pełniąc rolę ambasadora naszego kraju. Jestem Laska - z Polski.

Na balkonie u Cycofona.
Grucha: Połowa tego szmalu była moja, czułem, że ten interes nie wypali.
Cycofon: Ja to kurde w ogóle nie mam głowy do biznesu. Od dziecka wiedziałam, że Bóg mnie stworzył do miłości.
G: Ja odwrotnie, musiałem kombinować od małego.
C: Wiesz, tego wieczora, kiedy pojawiłeś się z kumplem w klubie, nie? Kiedy zobaczyłam cię pierwszy raz, to pomyślałam, że jesteś fajnym facetem.
G: No. Ty też od razu mi wpadłaś w oko.
C: Naprawdę? ... Mam coś dla ciebie.
G: Dla mnie?
C: Zamknij oczy.
G: Ochujałaś?
C: No zamknij. ... Taki mały prezent. Sweterek na szczęście. Sama zrobiłam. Nie cieszysz się? Nie podoba ci się?
G: Bardzo mi się podoba!
C: To o co chodzi?
G: Ten sweter to jest pierwsza rzecz, której nie ukradłem.
C: Miśku, nie chcę żebyś był smutny. Chcesz, opowiem ci zabawną historię. Jakiś czas temu pojechaliśmy na zlecenie. To było takich trzech chłopaczków. Jak się później okazało, zupełnie bez kasy. Słuchasz mnie?
G: Tak.
C: Nie mieli nam czym zapłacić i w końcu nasz Alf wziął taką czachę, jakiegoś czarodzieja? Ale opowiem ci po kolei, bo ci trzej to byli nieźli modele.
G: Czarodzieja? Gdzie to było?

Przy samochodzie:
Grucha: Co mi wyciągasz?
Fred: Namierzyłem tego koleżkę, który do Ciebie strzelał. Gdzie ty się włóczysz?
Grucha: Byłem u tej dziewczyny z agencji. Też się czegoś dowiedziałem.
Fred: Bądź z nią ostrożny.
G: Mam do niej zaufanie.
F: Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz co? I bym teraz kurwa nie miał ręki.
G: Nie musisz mi mówić.
F: Nooo właśnie, chyba muszę. Ona zachowuje się tak jakby miała kisiel w majtkach na twój widok.
G: Może jej się podobam?
F: Z choinki się urwałeś Grucha? To dziwka! Jej się podobają faceci, których drukują na banknotach NBP! Z takim trzeba krótko - bez przesadnej czułości. Jak raz zauważy, że ma nad tobą władzę to przegrałeś Grucha. Babie trzeba założyć chomąto! Tak robili do XII wieku polscy chłopi. Zakładali babom chomąto i orali nimi pole!

Akademia Muzyczna:
Kasjerka: Normalny czy ulgowy?
Fred: Jestem znajomym Piaska.
K: Jakiego Piaska? A Pan?
Grucha: A ja mam paszport Polsatu.
........
G: Ty z fujarką, szukam Kuby Brennera?
Saksofonista: Niech pan spyta jego kumpli, zaraz kończą występ. Ale tam nie można, tam jest koncert.
.......
G: Ty kolega, szukam Kubę!
Grupa Mozarta: Jakiego Kubę?
G: Nie udawaj, że tam czegoś szukasz. Zaraz przestanę być grzeczny.

Dziekanat
Fred: Brenner. Jakub BreNNer. Chciałem mu przesłać partytury do konsultacji.
Sekretarka: Brenner, jest. Już daję panu jego adres. 
F: Zapamiętam.

Bolec dzwoni:
Bolec: Tato, mam już ich po dziurki w nosie, niech się ciągle za nimi włóczyć. Nie, nie pasuję do nich, ten Fred mnie nie lubi.
Szef: Ty nie masz ich lubić ani oni ciebie. Ty masz kurwa kontrolować sytuację.

Knajpa:
Bolec: Cześć cwaniaczku, wielu ludzi cię szuka. Teraz zapłacisz za piwo, dasz barmanowi napiwek i grzecznie stąd wyjdziemy. Rozumiesz?
Kuba: Rozumiem... Płacę... Reszty nie trzeba.
....
Gość (Andrzej Mleczko): Powiem ci tak: trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka, ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko.

Brzózki Stare:
Kuba: Słuchaj ja nikomu nic nie powiem.
Bolec: Wiem, po co cię tu przywiozłem.
K: Przyszedłem tam przez pomyłkę.
B: Walizkę też podpierdoliłeś przez pomyłkę?
K: Nie wziąłem żadnej walizki.
B: Opowiesz o tym robakom, w piachu. Wysiadaj.
K: Co teraz?
B: Teraz? ... Wykopiesz sobie grób.
K: Czym? Rękami? Powinienem chyba jakąś łopatę dostać czy coś?
<Bolec wyciąga saperkę>
B: Trochę mała, ale innej nie mam.
<Kuba kopie>
K: Chyba mnie nie zabijesz? Nie jesteś mordercą!
B: Skąd to możesz wiedzieć?
K: Widziałem to w twoich oczach, wtedy, w klubie.
B: Ale będę.
K: Dlaczego?
B: Tata mnie prosił. Wiesz jakie to ciśnienie, być synem szefa mafii. Mam 30 lat, a cały czas czuję się jakbym odrabiał pracę domową. Ja nie mogę być mięczakiem. Może miałbym ochotę, pójść do parku i karmić łabędzie, bułką, albo spędzić z dziewczyną romantyczną kolację przy świecach, grając jej ballady na gitarze?
K: Grasz na gitarze?
B: Nooo  Nie zmieniaj kurwa tematu!!! Chodzi o to, że ja nie mogę okazać słabości, muszę być twardy i bezwzględny. Właśnie wychodzę spod klosza, nie mogę zawieść ojca. No co ty, nigdy grobu nie kopałeś?!!! Daj to! <bolec bierze saperkę i zaczyna kopać>
K: Ja wiem o co chodzi.
B: Nie mów, że wiesz o co chodzi, bo gówno wiesz!
K: Jestem skrzypkiem. Synem dyrygenta światowej sławy. Wszyscy oczekiwali, że będę taki jak on. A ja ciągle się bałem, że mu nigdy nie dorównam. Zresztą teraz to i tak jest już bez znaczenia.
B: Pozwoliłem ci zmienić stację???!
K: Myślałem, że nie lubisz Foga.
B: To się kurwa grubo pomyliłeś! Mietek Fog to był równy gość. Daj mi tę jedną niedzielę, ostatnią niedzielę, a potem niech wali się świat! To jest prawdziwa piosenka o niespełnionej miłości. Wiesz, że przed wojną kolesie w knajpie zamawiali tę melodię u orkiestry, a potem przy stoliku, ‘pyk’, strzelali sobie w łeb. Chcieli żeby to była ostatnia piosenka w ich życiu. Bo jest prawdziwa. Nie mówi o tym, że „widziałam ptaka cień”!, albo że, kurna, wszystko się może zdarzyć”!!! Wieeeeelkie odkrycie!!!! Jasne kurwa że wszystko się może zdarzyć!!!! Tak jak teraz! .... Jesteś muzykiem?!!! ... I lubisz stare, polskie piosenki?!!! .....Mam fajną składankę, choć, puszczę ci.

Mieszkanie Oskara:
Oskar: Ja wszystko powiem! Tylko niech pan mi nie robi krzywdy!
Grucha: Zamieniam się w słuch!
O: Ale ja nic nie wiem.
G: Nie to chciałem usłyszeć!
O: Ja naprawdę nie wziąłem żadnej walizki.
<pukanie>
G: Idź otwórz, tylko bez numerów bo dostaniesz kulkę.
Młody cwaniak: Jest tu jakiś cwaniak?
O: Nie, nie ma to żadnego Cwaniaka.
Mc: To daj piątaka.
G: Ja jestem cwaniak i wypierdalaj stąd ale już.
Mc: Siwy, tu jest jakiś cwaniak 
<wchodzi Duży Cwaniak, czyli bokser Jerzy Kossedowski>
Duży Cwaniak: Pan daje piątaka, a cwaniak 30.
G: Nie zrozumieliśmy się.
Dc: Jak tak to przepraszam.
<jeb, jeb, jeb  >
Mc: A na drugi raz grzeczniej proszę bo dostaniesz pstryczka w nos! Idziemy Siwy!

Fura Bolca podjeżdża pod chatę Kuby:
Kuba: Nie musisz być od razu piosenkarzem. Możesz się zająć: produkcją muzyczną. Robiłbyś muzykę którą lubisz. Musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ważne pytanie... zajebiście: „Co lubię w życiu robić”, a potem zacznij to robić.
G: Jeszcze muszę znaleźć kogoś, kto będzie za to płacił.
K:  ha ha ha ha ha
G: 
G: Z czego się śmiejesz? Będę czytał gazety, oglądał telewizję i jeżeli w ciągu czterech lat nie będziesz sławnym skrzypkiem to wrócę i cię zastrzelę.

Klatka schodowa:
<Kuba otwiera skrzynkę na listy>
K:  Udało się. Jadę do Francji!!!
<wchodzi do mieszkania, w którym są otwarte drzwi>
Z tym, że niekoniecznie.

Na dachu bloku i przed blokiem na dole:
Weronika: Kuba, nie rób tego!
Kuba: Tylko nie to...
W: Nie skacz!
K: Idź stąd.
W: Kuba, nie bądź głupi, zejdź stamtąd natychmiast.
<Fred zszedł na dół, staje obok Weroniki>
Fred: Kuba zejdź, kiedy dziewczyna Cię ładnie prosi!
K: Ja jej nie znam!
W: Jak to mnie nie znasz?! Z tego szaleństwa to nie wie co mówi. Kuba to ja, Weronika, twoja narzeczona.
F: Kuba! Chyba nie chcesz, żeby Twojej narzeczonej coś się stało!
<przykłada Weronice pistolet do skroni>
W: Boże, kim pan jest?
K: To nie jest moja narzeczona. Rzuciła mnie i ma już innego chłopaka.
W: Kuba! Jeśli mnie kochasz to zejdź! Bo Pan mnie zabije!
F: Albo schodzisz, albo za chwilę nie będzie miała już żadnego chłopaka. Liczę do trzech: raz, dwa.
K: Dobra!!!!!! Schodzę.
........
<Kuba schodzi na dół>
W: A co ze mną?
K: Znajdź sobie jakiegoś nowego narzeczonego.

Przy samochodzie Freda i Gruchy:
Fred: Dałeś mu uciec?
Grucha: Miałem go na widelcu jak się zjawił ten świński duet.
F: W głowie mi się nie mieści, jak można być takim imbecylem! Przejrzyj się w lustrze. Zrobili ci z ryja galaretę. Patrzeć na Ciebie nie mogę, Grucha!
G: Co się denerwujesz? Odzyskamy ten szmal!
F: Najpierw chcę się przebrać, potem pojedziemy do lasu. Skasować tego z bagażnika. A potem przyciśniemy Bolca i jego tatusia. Mam wrażenie, że chcą nas wydymać.
G: Pod Warszawą, za Brzózkami Starymi są poniemieckie bunkry, tam możemy go zakopać.
F: Sam wyglądasz jak poniemiecki bunkier.

Bagażnik samochodu Freda i Gruchy
Kuba: Oskar, odbierz palancie!
Laska: Halo?
K: Laska?
L: Kuba? Wpadnij stary, mamy świetne palenie.
K: Słuchaj mnie uważnie bo mi się bateria kończy!
L: Ej chłopaki, mój kumpel ma kłopoty.
K: Podsłuchałem ich rozmowę, wiozą mnie do lasu pod Warszawą, niedaleko Brzózek Starych, w pobliżu bunkrów. Zawiadom Policję!
L: Dobra stary, możesz na nas liczyć.
...
Po co policja, sami go z tego wyciągniemy.

Samochód Freda i Gruchy
Fred: Czy ty mnie słuchasz? Grucha? Co się z Tobą dzieje do kurwy nędzy!?
Grucha: Zamyśliłem się.
F: Gdzie mam skręcić?
G: Do lasu.
F: Od 10 minut jeździmy po lesie!
G: Nerwy ci puszczają.
F: Moje nerwy działają bez zarzutu. Ale martwię się o twoją głowę, wszystko z nią w porządku? Jesteś ciągle zamyślony! A na myśliciela mi nie wyglądasz. Może pękło ci jakieś naczynie pod kopułą i przestałeś kojarzyć pewne sprawy. Jak ci robili z ryja galaretę też byłeś taki zamyślony?
G: Skręć w prawo!
F: Nie jestem lekarzem, ale wiem, że takie rzeczy się ludziom zdarzają. Mój dziadek po wylewie zamienił się w jarzynę – nie było z nim żadnego kontaktu prawie tak jak z Tobą. Tylko babcia musiała podstawiać mu kaczkę. Pracujemy razem i martwi mnie twoje rozkojarzenie. Mógłbyś nie palić u mnie w wozie?
G: Lubię zapalić przed egzekucją.
F: Ale nie u mnie w wozie. Nie chcę się biernie zaciągać.
G: Będę trzymał fajkę za oknem.
F: Wszyscy tak mówią. Słyszę to na okrągło. Dla mnie, Grucha, możesz ją trzymać nawet w dupie, ale nie w moim samochodzie
........
G: Koniec wycieczki! Wyłaź!
F: Każdego dnia zjadam przecier z owoców, kiełki, tofu, czosnek w kapsułkach, piję rano tran, wyeliminowałem cholesterol i tłuszcze zwierzęce, oprócz tego tranu z rana. Dzięki temu nie boję się o moje płuca, serce i nerki i dlatego nie pozwalam palić w wozie. Dym szkodzi na cerę i cebulki włosów.
G: Chodzi ci o coś?
F: Jak ty wyglądasz, co ty na siebie założyłeś?
G: To jest sweter.
F: Ale jak on wygląda?
G: Dość pierdolenia, robota czeka!
F: Grucha, nie chcesz o tym mówić, to nie, ale po prostu ciekawi mnie, czym się kierowałeś zakładając na siebie ten wieśniacki sweter.
G: Weź na wstrzymanie Fred! Kurwa, nie dałeś mi zapalić, a to był mój ostatni fajek.
Kuba: A, a ja mam papierosa, chce pan?
G: Dawaj!
K: Sam skręcałem.
G: Dziwnie smakuje!

Policja:
Policjant1: No to, za bezpieczny weekend, Władziu!
Policjant2: Za bezpieczny! ... Jezu!
P1: No co Władziu? Jedziemy?
P2: Jerzyk, to my mamy pilnować porządku w tym kraju, nie będziemy jeździć po pijanemu.
P1: No to jak wrócimy?
P2: Spoko.

Samochód Laski:
Kumpel1: O w mordę! Gliny!
Laska: Schowaj faję!
P2: Dzień dobry panie kierowco! Musi nam pan pomóc!

Brzózki Stare:
Fred: Wypatrzyłeś ten sweter w jakimś nowym katalogu mody?
Grucha: Dostałem go, w prezencie.
F: A może nie wiesz do końca co na siebie założyłeś. Albo czujesz, że się wygłupiłeś, ale teraz nie chcesz się do tego przyznać?
G: Nie wiem co do mnie mówisz człowieku. Jak chcesz mi coś powiedzieć, to mów tak, żebym Ciebie zrozumiał.
F: Chodzi mi o ten sweter co go masz na sobie! Zajebałeś go z pomocy dla powodzian? Pies ci go wszamał a potem zwrócił? Chciałbym poznać historię tego swetra. Jak byłem w technikum, to nam takie na warsztatach dawali.
G: Kooop, Kuba, kop.

Samochód Laski:
Laska: Bąbel, nie śpij!
Bąbel czyli Kumpel 1: Nie śpię!
L: Jedziemy, jedziemy, a to miało być gdzieś pod Warszawą.
B: Te Laska, gliny za nami jadą.
L: Dodaj gazu stary, ale spokojnie.
B: Dalej za nami jadą. Pewnie wiedzą, że mamy faję.
L: Gaz do dechy, musimy ich zgubić.

Brzózki Stare:
Grucha: Ty Fred. Dlaczego przypierdoliłeś się do tego swetra?
Fred: Spójrz na mnie. Widzisz jak jestem ubrany? Wiesz ile kosztowała mnie marynarka? 1500 papierów.
G: I chcesz, żeby ci zrobić zdjęcie?
F: Nie, Grucha. Kupiłem sobie ten garniak na takie chwile jak ta. Zapłaciłem 1500 baksów, za to, żeby koleś, którego mam rozwalić zapamiętał sobie dobrze jak wyglądam. Żeby opowiedział kolegom-aniołkom w niebie, że kulkę posłał mu facet z klasą. Kapujesz? A ty w swoim sweterku wyglądasz jak kmiot. Nie różnisz się od Rumuna, który pucuje mi lampy, kiedy stoję na światłach. Jak facet opowie w niebie jak wyglądał ten co go załatwił, to aniołom ze śmiechu puszczą zwieracze i spadnie na nas gówniany deszcz!
G: Śmieszne historie opowiadasz.
F: Taaa Tobie to i tak wszystko jedno, bo na tym sweterku nikt nie zauważy różnicy. Ale pomyśl o mnie.
G: Zabawne, bardzo zabawne  ha ha 
F: Od palenia tego gówna masz śmiech jak świnia kaszel! ... Skończyłeś? To teraz uważaj! Dam ci ostatnią szansę, widzisz tą monetę. Podrzucę ją teraz do góry. Jeżeli wypadnie reszka to wygrywasz i daruję ci życie, jeżeli wypadnie orzeł to przegrywasz a ja wygrywam twoją śmierć.
<pif>
G: Może i ten sweter jest wieśniacki, ale taki właśnie ma być. Bo mnie w przeciwieństwie do ciebie gówno obchodzi co myśli o mnie facet, którego mam rozwalić. Nie uważam też, żeby to kurwa miało jakiekolwiek znaczenie czy się kogoś rozwala z klasą czy bez, a poza tym nie wierzę w aniołków, reinkarnację, podwodne cywilizacje ani Świętego Mikołaja. Wiem natomiast jedno - że każdy facet, kiedy się do niego strzela z odległości kilku centymetrów, może ci zabryzgać marynarkę za 3000 baksów!
<paf>
A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał.

Samochód Laski:
Bąbel: Już szybciej nie pojedzie!
<radiowóz leeeeeci>
Policjant1: Ale nas Władziu urządziłeś.
Policjant2: O żesz ty w mordę. Co jest? Ręce do góry! Policja!

Ekskluzywna restauracja:
Oskar: Zaprosiłem Cię do tej bardzo ekskluzywnej restauracji, bo chciałem ci powiedzieć coś ważnego. Wiem ile dla mnie zrobiłaś i chciałbym abyś wiedziała, że to doceniam. Ale w życiu nie wszystko układa się tak jakbyśmy tego chcieli. Nie wszystkie historie kończą się szczęśliwie. Przy Tobie wydoroślałem, ale jednocześnie zrozumiałem że nie mogę być zawsze dzieckiem. Kiedyś trzeba wyjść z piaskownicy. Dlatego właśnie muszę odejść. Po prostu, dojrzałem i zobaczyłem gdzie jest granica między zabawą a dorosłością. Poznałem znaczenie słowa, które ani Laska ani Kuba nigdy nie zrozumieją. Tym słowem jest: „ODPOWIEDZIALNOŚĆ”.
Lili: To co powiesz na to, że jestem z Tobą w ciąży.
O: W ciąży ze mną?
L: Zdaje się, że coś mówiłeś o dążeniu do reprodukcji.

Mieszkanie Szefa:
Szef: Kontrolujesz sytuację synku, brawo, brawo! Moja krew.
Bolec: Tato...
Sz: Nic nie mówisz mówić, to co zrobiłeś mówi samo za siebie. Nie doceniałem cię, ale teraz to się wszystko zmieni. Uczynię cię moją prawą ręką. Koniec z dziwkami, zajmiesz się tym co jest naprawdę interesujące - haracze, narkotyki, wymuszenia, poznasz smak gangsterki! 
B: Tato, ale ja nie chcę! Mam już dość bycia gangsterem! Nie jestem żadnym twardzielem!
Sz: O czym ty do mnie rozmawiasz? Głowa, cię nie boli?
B: Tato, nie pasuje mi takie życie. Chcę zająć się tym, co naprawdę lubię. Chciałeś żebym wyszedł spod klosza? Więc wychodzę.
Sz: I że co na przykład zamierzasz robić?
G: Produkcja muzyczna. Mam trochę szmalu na rozruch. Postanowiłem otworzyć niezależną wytwórnię!
Sz: Może ty się jeszcze kurwa zajmiesz hodowlą jedwabników! Przecież ty nie znasz się na muzyce!
G: Od trzech lat oglądam codziennie MTV. To na początek wystarczy! Nie wiem, czy osiągnę sukces, czy trafię na listy przebojów, ale decyzję już podjąłem. Spróbuj mnie zrozumieć...
<Bolec odchodzi>
Sz: Silnoręki, sprawdź mi tę całą wytwórnię muzyczną i dowiedz się czy można coś na tym zarobić. Jeżeli tak, to wchodzimy w ten biznes.
Silnoręki: Musimy już jechać na tę operę.
Sz: Jedziemy! Ahhaa, jak Bolec coś nagra, to załatw, żeby to było pierwsze miejsce na liście przebojów.
Si: Ale to chyba ludzie decydują.
Sz: To dowiedz się jacy ludzie i porozmawiaj z nimi po swojemu.

Lotnisko:
Rektor: Francja to piękny kraj: wino, kobiety. He he he. Sam bym się przejechał. Ale nie mam co się skarżyć, Mediolan też jest piękny. No co jest Kuba? Gdzie jest radość na twojej twarzy?
Kuba: Panie rektorze, pan wie o moich kłopotach z dziekanem Zajączkiem. Chce mnie zniszczyć.
R: Fajna, nie?
K: Bardzo fajna.
R: Kiedyś podrywałem takie w dawnych czasach z twoim ojcem. Pamiętam, że zawsze kiedy braliśmy ze sobą Zajączka, nic nie mogliśmy poderwać.
Kuba: Pomógłby mi pan?
R: Nie wiem czy to będzie możliwe. Dziekan Zajączek miał coś w rodzaju wypadku. Wiadomość o twoim sukcesie zaskoczyła go podczas pobytu w Chicago, u rodziny. Bardzo się zdenerwował i w gniewie kopnął w samochód jakiegoś chłopca z murzyńskiej dzielnicy.
K: I co?
R: I jak to się mówi: zrobili mu z dupy jesień średniowiecza.
Pani profesor: Dobry wieczór Kuba!
K: Dobry wieczór!
Pp: Rudolfie musimy lecieć.
R: Cześć!
Pp: No cześć!
K: Do widzenia!
....
Oskar: Powodzenia! Będziemy za Ciebie trzymali kciuki.
K: Powiedziałeś rodzicom?
O: Pracuję nad tym. Na razie wiedzą, że poznałem młodą studentkę geografii.
K: A jak odkryją prawdę?
O: Mam to w dupie. Lili to jest naprawdę świetna dziewczyna. Przynajmniej nie będę zanudzał dziecka opowieściami, jak to tatuś poznał mamusię w liceum, albo w pracy. „Wiesz dziecko? Twój tatuś odstawił naprawdę niezły numer”.
K: I o to chodzi! Trzeba kolekcjonować mocne wrażenia.

Ostatnia scena:
Bąbel: Hej panowie, obudźcie się. Chyba jesteśmy na miejscu!
Kumpel2: No, mam przeczucie, że jesteśmy blisko!
Laska: Wiecie co? Pójdę sprawdzić co jest za górką.
B: I co? Są bunkry?
L: Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście!

K O N I E C

51

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię