8/10

Jeżeli zamierzacie przez weekend obejrzeć w kinie tylko jeden film, na młot Thora, nie oglądajcie „Assassin’s Creed”! Wybierzcie się na „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Pod tym nieco odstraszającym tytułem (oryginalne „Perfetti sconosciuti” zgrabniej oddaje sens filmu, ale rozumiem, że „Idealni Nieznajomi”, bądź pochodne od tegoż, nie brzmią równie zgrabnie po polsku) skrywa się mała perła. Film pierwszy raz obejrzałem podczas zeszłorocznych Nowych Horyzontów, gdzie skradł serce niemal całej widowni. Nie wyrobiłem się wtedy czasowo z napisaniem o nim, ale wiedziałem, że jeszcze do niego wrócę przy okazji premiery kinowej, bo tytuł ma pewne miejsce na mojej liście najlepszych filmów dystrybuowanych w tym roku w Polsce.

Historia opowiada o spotkaniu towarzyskim grupy przyjaciół. Kilka par małżeńskich o różnym stażu oraz ich kolega, który zostawił swoją nową partnerkę w domu. Mężczyźni znają się od dziecka, a panie „wkradały” się do tego grona poprzez związek z nimi. Biesiadnicy znają się jak łyse konie, a przynajmniej tak im się wydaje. Na początku imprezy ktoś rzuca pomysł, żeby wszyscy położyli na stole swoje telefony komórkowe i do końca spotkania odczytywali na głos każdą wiadomość tekstową oraz e-mail, a rozmowy telefoniczne były prowadzone po przełączeniu się na głośnik. Niektórzy reagują na ten pomysł nerwowo, inni sceptycznie, ale od słowa do słowa, wszyscy zgadzają się na wzięcie udziału w zabawie, zapewne z obawy, żeby nie wyglądało, że mają coś do ukrycia. Zresztą, jakie straszne sekrety między sobą mogą mieć tak bliscy przyjaciele, prawda? No cóż…

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo w odkrywaniu kolejnych trupów w szafie, kochanek i wstydliwych informacji z życia osobistego bohaterów tkwi sedno filmu. Historia zaczyna się jak niewinna urocza komedia, z czasem jednak ewoluuje, dotykając coraz mroczniejszych tematów, humor towarzyszy nam stale, ale jest to często śmiech przez łzy, a prezentowany obraz długoletnich związków (i w ogóle jakichkolwiek relacji międzyludzkich) jest dość ponury i przygnębiający. Jest to fantastyczne napisane, oparte na zabawnych i błyskotliwych dialogach, które potrafią rozbawić do łez, ale również wprawić w zadumę. Odegrane jest to wzorcowo (warto dodać, że w obsadzie jest Kasia Smutniak), tempo filmu - pomimo osadzenia akcji w jednym miejscu - jest idealne, kolejne szokujące odkrycia dawkowane są idealne, niektóre można wprawdzie przewidzieć z wyprzedzeniem, ale reżyser w zgrabny sposób przeskakuje pomiędzy bohaterami, przenosząc całą uwagę widza - i pozostałych postaci - na kolejny szkielet, który wyleciał z lekko uchylonej szafy.

Za nieporozumienie należy tylko uznać stronę muzyczną, bo zarówno wykorzystane piosenki, jak i kompozycje Maurizio Filardo, powodują lekkie zgrzytanie zębami. Zbyt często uderza się w tym filmie w tandetne tonacje, niepotrzebnie używa się ilustracji muzycznej w scenach wymagających ciszy, zwłaszcza, że Filardo napisał banalne kompozycje, które w oczywisty sposób korespondują z nastrojem danej sceny. To jednak niewielki zgrzyt, który łatwo zignorować, zaśmiewając się na głos z kolejnych dialogów i fantastycznych reakcji aktorów. Fajne, zabawne, niegłupie i szczere kino. I to cudowne zakończenie, które przypomina nam o tym, że od bolesnej, destrukcyjnej prawdy, o wiele gorsze jest życie w zakłamaniu.

http://kinofilizm.blogspot.co.uk/2017/01/dobrze-sie-klamie-w...

Więcej recenzji i innych materiałów o kinie:
https://www.facebook.com/pages/Kinofilia/548513951865584

21
  • ///UWAGA/// SPOILER ///

    Również widziałem ten film w lipcu we Wrocławiu na festiwalu Nowe Horyzonty.
    Przyznam, że byłem nim wręcz oszołomiony. Bardzo zabawny, sala tarzała się po podłodze a w dodatku bardzo mądry i przemycał treści, dla które w dzisiejszej dyskusji w obecnym świecie jakoś niestety brak miejsca.

    Zaciągnąłem wczoraj na ten film znajomych. Obejrzałem ponownie i nagle jakiś zgrzyt. Chodzi o napisy. Jakieś... jakby skrócone, szybko znikały. Ledwo zdążyłem je przeczytać, albo w ogóle nie nadanżałem. Część kwesti, spraw, które poprzednio w lipcu były jakoś głębiej poruszane, wczoraj jakby trochę mniej. A kilka zdań wydawało się wręcz topornie przetłumaczone albo nawet niegramatycznie... strasznie mi to nie pasowało.
    Czy Pan miał podobne wrażenia?

    Film oczywiście mimo to polecam. Oby więcej takich powstawało. Które z taką lekkością formy opowiadały o tak ważnych rzeczach i naszym życiu. Uczyły, ale nazbyt moralizatorsko.
    Z komedii robi się na końcu rzeź. Ciężka. Soczysta. By nie powiedzieć nawet krwista. A mimo to zmuszająca do refleksji. Głębokich refleksji.

    Przyzwyczajeni obecnie jesteśmy do amerykańskich "głupich" komedyjek lecących w kinach. A tu nagle taki obuch w głowę. Śmiejemy się, śmiejemy... aż nagle do śmiechu już nikomu nie jest.

    Film zrobił furrorę. Zastanawiam się nawet czy amerykanie nie pokuszą się o swoją wersję. Ale wydaje mi się, że duży urok w tym filmie nadaje właśnie włoska ekspresywność. Zarówno w języku, jego melodii, modulacji, gestykulacji czy kulturze. Gdzie smaczna kolacja, pichcenie i pałaszowanie w kuchni, w sielskiej atmosferze z kieliszkiem w dłoni i co chwilę z kolejną otwieraną butelką i żartami przewrotnie zamienia się spektakl od którego ciarki przechodzą po plecach a najlepiej chciałoby się z niego aż uciec.

    Film ma jedną wadę. Szkoda, że jest taki krótki.

  • Idiotyzm. Po co przeciwstawiać sobie te dwa filmy?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię