Dziewczyna z Alabamy

Sweet Home Alabama

2002 1 godz. 48 min.
6,6 37 112
ocen
6,6 10 37112
5 306
chce zobaczyć
{"rate":5.5,"count":2}
powrót do forum filmu Dziewczyna z Alabamy
  • No może nie dosłownie jednego, bo można doszukać się kilkunastu mniejszych lub większych mankamentów, jednak jeśli chodzi o całość, to mi zabrakło głębszego rozliczenia Melanie z przeszłością. Ten jeden wieczór w barze, gdy wszystkich wokół obraziła, nie wystarczył za wyjaśnienie, przed czym Melanie uciekła i do czego (przynajmniej częściowo) wróciła. Owszem, kontrast pomiędzy życiem w Nowym Jorku i w Alabamie widzimy, różnice "w ludziach" także, ale mi chodzi o osobiste sprawy Melanie - czemu przez 7 lat ani razu nie przyjechała do rodziców, a im tylko raz kupiła bilety (z czego nie skorzystali i tak)? Czemu nie chciała spraw rozwodowych załatwić wcześniej, tylko za pięć dziesiąta przed drugim ślubem? Tajemniczy wyjazd 7 lat temu wskazywał na jakąś wielką traumę i chęć ucieczki od wszystkiego, z rodzicami i mężem włącznie, tymczasem okazało się, że po tym, jak "natura wybrała" (bardzo podobało mi się takie ujęcie sprawy jej poronienia, jakoś tak delikatnie jest to ujęte), ona doszła do wniosku, że takiego życia nie chce (pieluchy, gromada dzieci, los kury domowej z południa) i wyjechała. Wydaje mi się, że można to było załatwić w sposób bardziej cywilizowany: z mamą mogła jak kobieta z kobietą porozmawiać o utracie dziecka i swoim dalszym losie (zwłaszcza, że matka była za tym, żeby się stamtąd wyrwała i miała lepszy los, niż ona), a i mąż wydawał się być na tyle kumaty (wiem, te 7 lat temu to był jeszcze małolat ledwo po ukończeniu szkoły średniej, ale coś tam we łbie ten małolat jednak miał), że można było z nim o tym jak człowiek z człowiekiem. Skoro jednak Melanie postanowiła wszystko przeciąć jednym ciachnięciem i zniknąć raz a dobrze, to pasowałoby, żeby jednak jej powrót był nieco pogłębiony.
    No i po co robiono z niej miejscowego zabijakę? Zupełnie nie rozumiem, czemu jej "zła sława" miała służyć. Miała nas na początku filmu zmylić, że niby to z tego powodu uciekła?

  • Nawinawinawi ocenił(a) ten film na: 6

    By_the_Bay Z tą sprawą rozwodową sytuacja jak dla mnie była klarowna - Jake nie chciał się zgodzić na rozwód i podpisać papierów rozwodowych, które mu wysyłała, a ona nie miała czasu (lub ochoty) przyjeżdżać do Alabamy. Kiedy jednak Andrew się jej oświadczył, nie miała wyjścia i musiała pojechać, żeby przekonać męża do rozwodu. (Swoją drogą wydaje mi się, że po 7 latach mieszkania oddzielnie, można ślub unieważnić czy w ogóle załatwić to w miarę prosto...)

    Do Alabamy nie przyjeżdżała, bo zdaje się, zachłysnęła się wielkomiejskim życiem i nie miała ochoty wracać na prowincję, której się wstydziła. Ludzie z Alabamy w początkowych scenach byli pokazani jako osoby, które zatrzymały się w czasie, nieoświecone (np. koleżanka, która była w barze z dzieckiem, bo nadal karmi - wyglądało to, jakby Melanie nie przeniosła się w miejscu, tylko w czasie. Było to aż przerysowane jak dla mnie, i to mi trochę przeszkadzało). Dopiero pod koniec filmu ci ludzie trochę jakby "normalnieją", a przynajmniej ja mam takie odczucie. W każdym razie, gdy pokazana jest Alabama na początku filmu, widać zdecydowaną różnicę między prowincją a Nowym Jorkiem. Myślę, że to przerysowanie postaci z południa ma za zadanie pokazać jak bardzo obecne życie Melanie różni się od wcześniejszego i ma przekonać widza, od czego uciekła i dlaczego nie chciała wracać.

    Gdyby porozmawiała z matką jak kobieta z kobietą, a z mężem też próbowała wszystko wyjaśnić to nie byłoby filmu :) Ale zgodzę się, że jej powrót mógłby być bardziej ograny. Może nawet nie sam powrót, ale relacja z "byłym" mężem. Ta jedna scena na cmentarzu dla psów, gdy bohaterowie się całują, nie przekonuje mnie do uczuć Melanie. Według mnie można by pokazać trochę więcej scen, gdzie kobieta się waha, wodzi wzrokiem za Jakem itd. Niby coś tam było pokazane, ale ja mimo wszystko czułam niedosyt i miałam wrażenie, że wybór podczas ceremonii ślubu między nowym a starym mężczyzną jest naciągany.

    A miejscowym zabijakiem była, bo to twarda sztuka :) Nie odebrałam jej jako owianej złą sławą dziewczyny, ale jako odważną babkę z jajami, którą (i za co) pokochał Jake. W ogóle nie powiązałam tego faktu z jej ucieczką z Alabamy, od razu pomyślałam, że w takim małym miasteczku, gdzie wszystko powinno być poukładane i normalne, dziewczynki powinny chodzić w pięknych sukienkach i sypać kwiatki w kościele, a jedynymi łobuzami, mogą być chłopcy - nagle pojawia się Mel, inna niż wszystkie dziewczęta i robi, co jej się żywnie podoba. Z pewną melancholią Jake o tym opowiada Andrew i widać, że to był powód, dla którego pokochał tę nieposkromioną łobuziarę.

  • Nawinawinawi Haha, no tak, ciężko byłoby zrobić film o powrocie do miejsca, z którego się uciekło, gdyby się z niego nie uciekło :) Nieprecyzyjnie się wyraziłam, chodziło mi o to, że mogła spróbować wyjechać w sposób bardziej ucywilizowany, a ona dała takiego nura, jakby uciekała przed gigantyczną traumą z dzieciństwa. Właśnie to mogliby pogłębić i nieco rozwinąć, a nie tylko stereotypowo pokazać amerykańską prowincję, jacy to z nich troglodyci (chociaż potem się to zmienia) i że w NY jest fajniej. I faktycznie, ok, zgadzam się, że chciała wcześniej załatwić rozwód, tylko Jake się nie chciał zgodzić. Ale właśnie to powinno być także szerzej przedstawione - czemu aż tak się z tym uparł, jak mu kobita czmychnęła do lepszego świata i za nic nie chciała, żeby on był jego częścią? Myślę, że wyszłoby to samo z siebie przy dokładniejszym pokazaniu kwestii wyjazdu, jej uczuć i emocji nią targających, reakcji jej otoczenia, itp. I może te 7 lat to trochę za długo?
    Na plus rozwiązania typu:
    - nie do końca oczywisty wybór pomiędzy dwoma panami - Andrew w żadnym momencie nie zachowuje się źle, jest do końca uczciwy i honorowy. Złe zachowania, typowe dla takich historii, przejęła jego matka. Do tego jest przystojny, i tak dalej, i część widzów (zwłaszcza pań) nie może zrozumieć, czemu wolała męża ;)
    - oprócz zapyziałego miasteczka mamy także prowincję na bogato i wielkie posiadłości robiące wrażenie, więc nie taka prowincja zła,
    - swój gej jest dobry, a tak poza tym, to pewnie Melanie tylko głośno powiedziała to, czego się wszyscy po cichu domyślali,
    - cmentarz dla zwierząt - drobiazg, ale miły, stereotypowo uważamy, że ludzie na prowincji zwracają uwagę przede wszystkim na "funkcjonalność" zwierząt, a tutaj jest taki sentymentalny zakątek,
    - fajne pomysły męża na biznes.
    I przyjmuję wyjaśnienie dotyczące Mel jako zabijaki, trafiło do mnie :)