Z każdym kolejnym seansem...

... "E.T." utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to jedno z najwybitniejszych arcydzieł w dziejach
kina. Nie dość, że Spielberg potrafi z każdej sceny wycisnąć wszystkie możliwe "soki", to jeszcze
klimat, podsycany genialną muzyką Johna Williamsa powala mnie na glebę. A za ostateczny cios
zawsze robi końcówka, przy której jestem bliski rozpłakania się.

Ps.: W ramach ciekawostki nadmienię, że mam 21 lat i oporowo jaram się kinem z lat 80.

5

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: