Hołd dla czego?

Na pewno nie kina drogi.
Wiem czemu wydaje się wam, że to hołd akurat dla tego gatunku, ale niestety jesteście w błędzie. Tarantino podejmując z Rodriguezem ten projekt mieli na myśli jednynie kino "exploitation", którego są wiernymi fanami.
To, że w filmie Tarantino znajduje się kawałek z drogą, nie powoduje, że film hołduje temu gatunkowi. Pomysł na ten fragment według mnie wziął się tylko i wyłącznie z filmu "Faster pussycat, kill, kill!". Przykro mi, ale wszyscy myślący teraz inaczej niż ja, są w błędzie.

9
  • Prawda, prawda. Exploitation, które swoją drogą, ma wiele wspólnego z kinem transgresji i z kiczem po prostu. Łatwo się natknąć na opinię, że "Grindhouse" to jednak coś na kształt hołdu dla road movies, a według mnie nie tędy droga (nomen omen). No bo spójrzmy chociażby na samą scenę, w której jedna z bohaterek tańczy w barze przed lubieżnie uśmiechniętym Rusellem. Przesyt, przesyt i jeszcze raz przesyt! Bezczelne wręcz ujęcia na biust, pupę itp. Reżyser puszcza do nas w takim momencie oczko, po "kumpelsku" szturcha nas łokciem w ramię i mówi coś w rodzaju "niezłe, nie? tak jak w naszych ulubionych filmach". Co więcej, często odnoszę też wrażenie, że fani nasłynniejszych filmów Tarantino, jak np."Bękarty wojny", "Kill Bill", "Pulp Fiction" nie widzą nagromadzonego tam kiczu i traktują te fabuły na poważnie. Tarantino lubi kamp i w życiu nie pozwoliłby, aby z ofiar Czarnej Mamby czy Django krew tryskała z prędkością błyskawicy, gdyby nie miał za sobą tego kampowego zaplecza, asa w rękawie.
    I polski odbiorca często pozostaje na to wszystko głuchy, czego przykładem mogą być genialne "Córki dancingu" - film zdecydowanie nie zrozumiany, a właśnie operujący kiczem i korzystający z jego wad. Mnożyć przykłady? Chętnie! Wiele piosenek "Świetlików" (z tekstami Świetlickiego), a zwłaszcza "Filandia", która zaczęła funkcjonować w ogólnej świadomości jej odbiorców jako impresja o dniu minionym, przez co pomija się dziś w interpretacji to naiwne, przesadne, aczkolwiek specjalnie umieszczone tamże, piękno muzyki skrzypiec.
    To tyle. Potomnym mogę polecić pionierski w tej materii esej Susan Sontag, "Notatki o kampie" z roku (chyba) 1964. Aha, no i kino Johna Watersa, szczególnie "Różowe flamingi"! Śmiechu co nie miara.

    • A dlaczego po prostu nie uznać że to jest hołd zarówno dla road movies jak i kina exploitation?
      Każdy film Tarantino jest zasadniczo czarną komedią pełną kiczu, wiadomo, ale jednak te filmy się dość znacząco różnią. Django i Nienawistna Ósemka to hołd dla spaghetti westernów, Kill Bille to kino azjatyckie, a w pierwszych jego dziełach czuję lekkie inspiracje DePalmą, tak Death Proof jest hołdem dla Bullita, Znikającego Punktu czy 60 Sekund (tych starych, nie tego szajsu z Angeliną Jolie). W sumie to reżyser sam to mówi w jednej rozmowie między postaciami.
      Nie wiem co mogłoby być bardziej oczywistym hołdem dla kina drogi niż cholerny biały Dodge Challenger z 1970 roku.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię