Argentyński sukces skrojony na miarę własnych możliwości

Nasi dystrybutorzy jak widać po sukcesie "Dzikich Historii" będą każdy film z Argentyny promować tymi dwoma słowami. Wkurza mnie to niemiłosiernie, ale z drugiej strony jeśli to ma być sposób, żeby więcej kina latynoamerykańskiego gościło na naszych ekranach to będę Za.

"Honorowy obywatel" jako kandydat do Oscara nie wypada jakoś szczególnie świetnie (przy czym Oscar nigdy nie był i nie będzie dla mnie wyznacznikiem tego, czy film jest dobry czy też nie), ale sposób przedstawienia historii jak i fabuła, tak banalna... że aż wsiąkasz dogłębnie. Sama akcja filmu prowincjonalnego Salas, równie dobrze może się dziać i w polskiej wsi, gdzie nienawiść, zazdrość, zaściankowość i lokalne układy wylewają całe to szambo ludzkiej natury...

Ale no właśnie i tu dochodzimy do pewnej rzeczy. Argentyńskie kino pokazuje, że z banalnej fabuły, przy świetnie napisanym scenariuszu osiąga poziom, jakiego polskie kino nie jest w stanie na tą chwilę osiągnąć. Na dziś (z paroma wyjątkami) polska kinematografia od aktorów, reżyserów, scenarzystów a nawet kwestie techniczne (dźwięk - to aktualnie klęska) to tona rzadkiej krowiej śmierdzącej kupy gówna, który mainstream sprzedaje mi pod postacią romansidła na święta lub komedii z klozetowym humorem, który oczywiście musi być podany na talerzu dosłownie, bo uważa polskiego widza za tępaka i głupka, że aluzji nie zrozumie, bo jest... po prostu głupi (przy czym zaznaczę, że nie wszystkie filmy polskie w tę kategorię wpisuję. Tacy "Bogowie" i "Wołyń" mi się ostatnio podobały - ale nie zmienia to faktu, że wolę aktualnie zgłębiać kino argentyńskie).

Nie chcąc spoilerować muszę przyznać, że Oscar Martinez w roli aroganckiego pisarza, sprawdza w się w tej roli bardzo dobrze... ale bez jakiegoś większego efektu WOW. Ot, dobrze oddaje charakter noblisty, który urwał się z małego świata do większego i jeszcze odniósł tam sukces. Sposób w jaki ukazuje możliwość urwania się z zaścianka i z jaką tą reakcją społeczności Salas się zetknie... kurcze, to przecież na naszej polskiej wsi zupełna norma! Sam aktor jak widzę, ma swoje 5 minut, bo po świetnej kreacji w "Dzikich Historiach" miał jeszcze jedną udaną rolę w "Koblicu" gdzie udało mu się nawet na chwilę pobić boskiego Ricardo Darina (film trudno dostępny do obejrzenia, fabularnie poziom wysoki, ale znowu koniec filmu jak z kosmosu). Przy czym podkreślę jedną ważną sprawę: Choćby Martinez stawał na głowie i pluł śliną na długość 10 km, to aktorsko Darinowi nie doskakuje (Widać to też w "Honorowym Obywatelu", gdzie Oscar z każdym filmem zachowuje kilka podobnych do siebie nawyków a Ricardo co film, to tworzy zupełnie inną niepodobną do siebie postać).

Lecz to nie pisarz Daniel a zazdrosny mąż Irene - Antonio (świetny Dady Brieva) skradł moje serce. Ten komiczny wiejski "kozak" w swojej postaci jest uroczy (zwłaszcza jego srebrne uzębienie) i każdy sposób dopieczenia sławnemu nobliście doprowadza mnie do śmiechu. Pozostałe postacie przez cały film przewijają się na parę chwil i jedne takie jak wiejski głupek Renato, który myśli, że studiując w lokalnej Akademii Sztuk Pięknych jest artystą przez duże A (osobiście ten wątek odbieram jako świetną aluzję do 95% studentów kierunków plastycznych) dobrze obrazują zazdrość, że ktoś opuścił zadupie dla większego miasta (a spróbuj wrócić jako przegrany to cała wieś cię wyśmieje, żeś palant i nie dał rady - normalnie kolejny przykład obrazu polskiej wsi!). A z drugiej mamy takiego skromnego hotelowego konsjerża, który skrywa swój ukryty talent albo... no nie, tego już nie powiem ;)

Generalnie film, który swoją prostotą i posypką czarnego humoru (z czego argentyńskie kino słynie i jest świetne) całkowicie przykuwa moją uwagę i zasługuje na wysokie noty. Polecam.

5

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: