Po obejrzeniu tego filmu jak i w trakcie seansu miałem mnóstwo nostalgicznych rozmyśleń. Człowiek zaczyna się zastanawiać nad przemijającym czasie. Rodzimy się i umieramy. Zanim umrzemy obserwujemy jak odchodzą najbliższe nam osoby. Wydaje mi się że gdzieś na końcu tego wszystkiego ponownie spotkamy naszych najbliższych i ukochanych. Nie chce mi się wierzyć że po śmierci zapanuje jedynie czarna bezkresna głucha otchłań :/
No właśnie nie rozumiem wielkich krytyków filmowych z filmewebu, którzy w tym filmie dostrzegają jedynie wyprawę w kosmos, zwiedzanie planet, czarnej dziury i powrót na Ziemię. Uważam, że historia dotyczyła zupełnie czego innego. Widzę tu tytaniczną walkę ojca rodziny, który zrozumiał w jakiej sytuacji się znalazł. Słowa Dr. Manna (Matt Deamon) który mówi o instynkcie przetrwania obejmującym dzieci, że właśnie ich twarze widzimy podczas umierania i że dla nich będzie próbowali przetrwać. Zresztą Nolan uwypukla to od samego początku filmu ukazując wyjątkowo głębokie relacje między głównym bohaterem a jego córką. Cooper wszystko co robi, robi z myślą o córce. Widać jak głęboko przeżywa swój wybór gdyż coraz bardziej jest przeświadczony o niepowodzeniu misji. Serce się kraja gdy wpada do czarnej dziury. A po chwili w pięcio wymiarowym świecie rozpaczliwa próba skomunikowania się z Murph...
Jednego zabiegu tylko nie rozumiem. Na sam koniec filmu gdy spotyka córkę, która jest na łożu śmierci. Ona po prostu każe mu odejść bo rodzice nie powinni patrzeć na śmierć dzieci. Zwyczajnie łatwo jej powiedzieć, gdy całe życie spędza się po prostu przy kimś, mając męża, dzieci i wnuki. Żyjąc własnym, mniej lub bardziej szczęśliwym życiem. A Cooper? Opuścił swój dom, czego bardzo żałował. Przemierzył pół kosmosu, został niemalże zabity, wylądował na wielu obcych planetach, ofiarował swoje życie po czym wpadł do czarnej dziury mając zapewne świadomość, że nigdy stamtąd nie wyjdzie. Zestarzał się będąc wciąż młodzieńcem a wszystko to bo myślał o ratowaniu swojej rodziny przed końcem świata. Stracił SWOJE ŻYCIE, a ona tak go potraktowała. Po filmie miałem ogromny mętlik w głowie.
było to dość dokładnie pokazane w filmie dlaczego go tak "potraktowała"...według mnie nic dziwnego w tym nie było...Murphy była już praktycznie umierająca.Została wybudzona ze snu po to aby zobaczyć się ostatni raz z ojcem a potem spędzić ostanie chwile w gronie swoich dzieci i wnuków.Co by to dało jakby Cooper miał zostać z nią i za chwilę oglądać jej śmierć??
Widzę, że Pan Seba to urodzony kapitalista, który świetnie wykalkulował korzyści lub ich brak w pożegnaniu jedynej żyjącej ukochanej osoby ;) Oczywiście nic by to nie dało. Po prostu uważam, że takie chwile są niepoliczalne ze względu na ich bezcenność. Z wiekiem czuję i rozumiem to coraz bardziej.
A wracając do Twojej wypowiedzi, nie uważasz, że w ich pożegnaniu jest coś nie tak? Nawet nie poznał swoich wnuków.
Zgadzam sie z Toba. To pozgnanie bylo..hmm.. jakies takie teatralne, sztuczne, zrobione na sile? zeby tylko pokazac szczesliwe zakonczenie? Masz racje, on jednak powinien zostac tam z nia do konca, poznac rodzine a jej towarzszyc az do smierci pozniej leciec dam gdzie chcial. Nie podobalo mi sie to. Wlasnie ta koncowka zawazyla na tym ze dalem filmowi 9 a nie 10. Mogli sobie oszczedzic tego happy endu, albo rozegrac to inaczej. Ale i tak film uwazam za gnialny :)
oj tam oj tam nie żartuj tak, bo wyjdzie na to że nie mam serca :-) a tak na serio scena ostatniego pożegnania może rzeczywiście jest trochę dziwna,delikatnie oschła przy głębszej analizie....ale oglądając ją wiem że miałem łzy w oczach przez cały czas jej trwania (ok 2-3 min)...według mnie Murph dość dosadnie dała tacie do zrozumienia że została jej jeszcze chwila życia.Z nim się pożegnała ale jeszcze chciałaby mieć czas dla swoich dzieci i wnuków....Cooper nie dyskutował,zrozumiał to. Ja bym się nie czepiał tej sceny.Oczywiści każdy odbiera daną scenę i zachowania bohaterów na swój sposób.
"Nie chce mi się wierzyć że po śmierci zapanuje jedynie czarna bezkresna głucha otchłań :/"
Nic nie wskazuje na to, by po śmierci panowała czarna, bezkresna, głucha otchłań. Właśnie takie wyobrażenia śmierci sprawiają, że ludzie się jej boją, jakby mieli na wieczność zostać zamknięci w ciemnej piwnicy. Najprawdopodobniej wraz ze śmiercią mózgu umiera świadomość. Jaźń człowieka nigdzie się nie przenosi, po prostu jej nie ma, tak jak nie było jej przed jego narodzinami. e Ci było
"Nie chce mi się wierzyć że po śmierci zapanuje jedynie czarna bezkresna głucha otchłań :/"
Nic nie wskazuje na to by po śmierci panowała czarna, bezkresna, głucha otchłań. Właśnie przez to, że ludzie tak sobie wyobrażają śmierć, tak bardzo się jej boją, jakby mieli być na wieki zamknięci w ciemnej piwnicy. Najprawdopodobniej wraz ze śmiercią mózgu, umiera również świadomość. Jaźń człowieka nigdzie się nie przenosi, po prostu jej nie ma, tak jak nie było jej przed narodzinami. Nie ma w tym absolutnie nic złego i strasznego. Wraz ze śmiercią umiera również pragnienia życia, które wytworzyło się na przestrzeni wielu lat ewolucji by jak najdłużej przetrwać, i "dzięki któremu" tak bardzo chcemy żyć. Źle Ci było zanim się urodziłeś? :)
Węzłowato i na temat.
"Najprawdopodobniej wraz ze śmiercią mózgu, umiera również świadomość." W zasadzie nauki przyrodnicze nie wypowiadają się na tematy eschatologiczne. Stąd określenie "prawdopodobieństwa" tego co jest po śmierci pozostaje kwestią intuicji, wiary, przekonań, a nie nauki. "Ciemna piwnica" jest nie mniej prawdopodobna niż zupełne zniknięcie. Dopuszczalne są w zasadzie wszelkie intuicje w tym temacie.
➤➤➤W zasadzie nauki przyrodnicze nie wypowiadają się na tematy eschatologiczne.
To, że świadomość jest wytworem mózgu - to fakt
To, że świadomość nie może istnieć po śmierci mózgu - to również fakt
➤➤➤Stąd określenie "prawdopodobieństwa" tego co jest po śmierci pozostaje kwestią intuicji, wiary, przekonań, a nie nauki.
Nauka opierająca się na racjonalnym myśleniu jest jedynym skutecznym, w pełni demonstrowalnym, znanym ludzkości sposobem dochodzenia do prawdy.
Wiara (przyjmowanie danego twierdzenia za prawdę, mimo absolutnego braku dowodów) oraz intuicja nie są dobrymi sposobami do poznawania obiektywnej rzeczywistości. Przykład:
"Kasia wierzy, że Jahwe jest jedynym prawdziwym bogiem, a Tomek wierzy, że Allah jest jedynym prawdziwym bogiem."
Oba twierdzenia się wykluczają i co najmniej jedno z nich jest fałszywe, więc wiara jest ostatnią rzeczą, która pomagałaby w odkrywaniu prawdy. Z intuicją jest dokładnie tak samo.
➤➤➤"Ciemna piwnica" jest nie mniej prawdopodobna niż zupełne zniknięcie
To, że śmierć mózgu (brak świadomości) oznacza "zupełne zniknięcie" jest nieskończenie bardziej prawdopodobne, niż "ciemna piwnica". Dlaczego? Gdyż wszystko co wiemy o świadomości wskazuje, że prawdziwa jest pierwsza opcja, zaś nic nie wskazuje, żeby prawdziwa była druga opcja.