Scorsese nie robi złych filmów i nie jest to zły film, ale nie ma raczej podjazdu do wcześniejszego dorobku. 3 i pół godziny trwają jeszcze dłużej niż powinny, pierwsza godzina jeszcze zleciała, ale potem już słabiej, momentami nawet byłem znużony. Cała trójka, czyli Pacino, De Niro i Pesci oczywiście na plus, odmłodzona twarz De Niro czasami trochę raziła, ale przymykałem na to oko. Gdzieś coś nie zadziałało po prostu, jest klimat Scorsese, są dobre momenty, fajne ujęcia, ale przez dłuższy czas mocno się to ciągnie. Nie wiem czy to Netflix wypalił z produkcją filmu, ale uparli się chyba, że będą tworzyć filmy, które będą przyciągały widza z powodu jakiejś nostalgii, chwycili się za kinowy Breaking Bad, który nie wyszedł i można go traktować głównie ukłon w stronę fanów i też z tego powodu go obejrzeć i tu jest troszeczkę podobnie, cholernie miło zobaczyć tych wszystkich aktorów w jednym filmie ze Scorsese na stanowisku reżysera i przypomnieć sobie wcześniejsze filmy gangsterskie z ich dorobku, ale mi tu było potrzeba czegoś więcej.