Bardzo mi przykro, ale rozczarowałam się.

Pierwsza i druga część były dla mnie jednymi z najlepszych animacji, jakie widziałam i sprawiły, że na 3 szłam z bardzo wysokimi oczekiwaniami i strasznie się niestety zawiodłam.
Postacie ludzkie po za Czkawką i Astrid i zabawnym wątkiem Szpadki są szare i nijakie. We wcześniejszych filmach każda z nich miała mocniej zarysowaną osobowość i czekało się na epizod każdej z nich. To samo stało się z ich smokami, bowiem z wyjątkiem Szczerbatka, Białej Furii i kilku momentów z Wichurą, czy zaprzyjaźnionym wielkim, rogatym smokiem zostały kompletnie olane. Brakowało mi scen z Chmuroskokiem, którego spora jednak rola w drugiej części była strzałem w dziesiątkę. Brakowało mi też krnąbrnego Hakokła, który swoją prezencją zachwycił mnie w dwójce.
Kolejnym problemem jest otwarcie filmu. Jedynka i dwójka miały je niesamowite, wbijające w fotel i obiecujące, że dalsza część przygody będzie równie, jeśli nie bardziej epicka. Otwarcie trójki już samo w sobie mnie rozczarowało. Miałam wrażenie, jakbym puściła odcinek - niestety słabej jakości - serialu. Zrobiony na szybko, jakby bez pomysłu, takie "niech coś się dzieje po prostu i wrzućcie tam na chwilę tę nową Furię, żeby uzasadnić jej obecność u antagonisty". I tu pojawia się nowy problem (wiem, że się czepiam) - jeśli Szczerbatek potrafił ją wywęszyć z tak wielkich odległości, że potrafił odlecieć z wioski w las, by ją namierzyć, to na prawdę będąc metr od niej się nie zorientował, że coś tam jednak jest i tak szybko porzucił temat?
Następna sprawa - Wikingowie porzucili Berk ("To jest Berk! Nasz dom, który odbudowywaliśmy tak pieczołowicie pod koniec drugiej części i którego będziemy strzec za wszelką cenę, który będzie symbolem pokoju i przyjaźni pomiędzy ludźmi i smokami!"), ponieważ pojawił się nowy przeciwnik "inny i groźniejszy, niż dotychczas". Na prawdę, Dream Works? Bohaterowie pokonali Drago, dysponującego armią ludzi, armią smoków i gigantyczną Alfą (plusik za jego pojawienie się w Ukrytym Świecie), a nie dadzą rady z jednym facetem z czterema smokami?
Nad antagonistą się również nie postarali. Na siłę chcieli zrobić z niego bezwzględnego, mrocznego zabójcę, którego wyroki iloraz inteligencji i zdolność do "wchodzenia w umysł ofiary i sterowanie jej myślami" uzyskali, przez zrobienie z reszty przywódców Łowców Smoków kompletnych debili, postawienie na miłość Szczerbatka oraz przez umiejętność wpadania bohaterów w tak oczywiste pułapki.
Przyznam jednak, że jego mina, gdy Szpadka (przesadzili jednak z jej głupotą i skandalicznie rażącym, wręcz nierealnym brakiem odpowiedzialności) stanęła u jego boku, śmiejąc się z Śledzika, zabierającego smoczę na misję była bezcenna.
Muzyka w filmie równieź nie spełniła moich oczekiwań. Po obejrzeniu poprzednich części każda zapamiętana scena podkreślana była w mojej pamięci wspaniałą oprawą dźwiękową, jak w chwili, gdy Szczerbatek pierwszy raz pozwolił się dotknąć Czkawce, czy gdy razem z Valką udawali się na "karmienie"'. Tym razem po wyjściu z kina pamiętałam, że "coś nawet ładnie grało, gdy Szczerbatek i Biała Furia przechodzili przez obóz". I tyle.
Rozterki Czkawki także były dodane ni z gruchy, ni z pietruchy, by usprawiedliwić ostatnie jego decyzje. Po tym jak w poprzednich częściach walczył o swoje przekonania i wynajdywał zawsze sposób, by (bez Szczerbatka, który w obydu wcześniejszych produkcjach był w pewnym momencie pojmany) uratować przyjaciela, inne smoki i pokój, teraz nagle obawia się, że bez swojego smoka nic nie jest wart?
I zbliżamy się do zakończenia, które boli mnie najbardziej, ale zanim do niego przejdę, powiem jeszcze, że żal mi smoków antagonisty, które kontrolował ich własnym jadem, i na których uratowanie z niewoli miałam nadzieję, a które koniec końców rażone piorunem runęły w dół, prawdopodobnie łamiąc sobie karki. To było smutne.
I teraz zakończenie. Moim zdaniem na siłę chcieli zrobić je "bardzo dojrzałe", a które w efekcie nie tylko jest nielogiczne, ale tak na prawdę całkowicie przekreśla poprzednie części. Dlaczego?
Smoki żyły na powierzchni setki lat, od wieków walcząc z Wikingami, zanim Czkawka nie zaprowadził pokoju. Poszczególne gatunki były bardzo często przystosowane do konkretnych warunków panujących w różnych rejonach świata (bowiem zgodnie z książkami smoki były na całym świecie).
Wciąż istniały smoki z gatunku Alfa, walczące między sobą o dominację, i gromadzące wokół siebie większe stada mniejszych smoków. I teraz wszystkie te stworzenia wracają do nigdy nie wspomnianego, nagle istniejącego, podziemnego świata, ponieważ Wikingowie z Berk "zwrócili im wolność"? Czy smoki kiedykolwiek były tam zniewolone, zakute w kajdany i zmuszone do posłuszeństwa? Z tego co widziałam, mogły odlecieć w każdej chwili, jednak zostawały z własnej woli, przywiązane do swoich ludzkich przyjaciół. A teraz z całego świata zniknęły wszystkie smoki (najwyraźniej łącznie z tymi nieznanymi wcześniej i nigdy nie spotkanymi przez bohaterów), ponieważ tak zdecydowała Prawie Ostatnia Nocna Furia.
Swoją drogą co smoki tam jedzą? Siebie nawzajem?
I moim zdaniem taki obrót spraw w konsekwencji może w przyszłości skutkować kolejną wojną. Ludzie nigdy się nie zmienią, a smoki to bardziej inteligentne od innych (z kilkoma gatunkami niemal dysponującymi ludzką inteligencją), ale wciąż zwierzęta, często kierujące się instynktem.
Co będzie, gdy ponownie dojdzie do spotkania wychowanych tylko na legendach nowych pokoleń ze smokami? Ludzie widząc bądź co bądź wielkie, groźnie wyglądające, ziejące ogniem, lodem, kwasem czy inną, niebezpieczną substancją bestie w naturalnym odruchu obronnym będą walczyć. Smoki jako dzikie stworzenia zrobią to samo. Przypadki się powtórzą, aż ponownie wybuchnie między gatunkowa wojna i tak historia zatoczy koło.
Potwierdza to chociażby postawa Szczerbatka w końcowej scenie, gdy spotkał ponownie Czkawkę, która wybitnie nie była przyjazną, zanim rozpoznał dawnego przyjaciela.
I tak oto budowane przez poprzednie części wartości takie, jak zaufanie, lojalność, poleganie na sobie nawzajem, walka o przekonania i wreszcie przyjaźń, która jest silniejsza nawet od hipnotycznych zdolności smoków z gatunku Alfa przestają mieć sens w obliczu separacji dwóch gatunków, które wreszcie nauczyły się współpracować (ach to skojarzenie z zakończeniem 3 części Mass Effect). Na dodatek w związku z naturą ludzi i instynktem obronnym Smoków jak już wspomniałam, na horyzoncie zajaśniało słabe jeszcze, ale wciąż widmo nowej wojny. Dwie poprzednie części niniejszym są nieważne.
Więcej sensu miałoby zakończenie, w którym smoki zostają na powierzchni, ponieważ po tym, co przeszli, przy armii dzielnych Wikingów i potężnych, lojalnych smoków, wiernych swoim przyjaciołom kto mógłby stanowić dla nich jeszcze zagrożenie? Po za facetem z czterema smokami?
Dodam do tego, że wątek Sączysmarka, wybitnie czującego miętę do Valki, Matki Czkawki, żony zmarłego Wielkiego i Szanowanego Wodza Stoika Ważkiego jest conajmniej nie na miejscu. Okażcież mu trochę szacunku!
Fakt, wykuto mu w skale wielki, piękny pomnik, ale w sumie został porzucony razem z całą Berk, symbolem którego tak zacięcie Wikingowie mieli bronić, więc kogo to interesuje?
Drogie dzieci, oraz starsi, szanowni widzowie - właśnie nas nauczono, że bezsensowne, nielogiczne i w efekcie niestety głupie zakończenie (rozumiem jego założenie, ale w obliczu wszystkich poprzednich wydarzeń jest po prostu słabe) jest dojrzalsze, niż walka o swoje przekonania i o lepszą przyszłość. Lepiej się poddać i pozwolić odejść marzeniom pod pretekstem "oddania wolności", której nikt im nie odebrał, oraz zapewnienia bezpieczeństwa, które w obliczu odesłania tak ogromnej ilości mięsożernych smoków do jednego miejsca, gdzie będą pozostawione same sobie brzmi conajmniej nierozsądnie. Z jakiegoś powodu w końcu opuściły tę kolebkę prawda? Może w poszukiwaniu jedzenia, by uniknąć kanibalizmu?
Wiele osób z pewnością - delikatnie mówiąc - nie zgodzi się z moją opinią, część stwierdzi, że czepiam się bajki (chociaż wysoko postawiona poprzeczka poprzednich części bardzo wpłynęła na moje oczekiwania - o co zresztą twórcom chodziło) i jak najbardziej szanuję odmienne zdanie na temat tego filmu. Ja jednak wyszłam z kina rozczarowana i podejrzewam, że przez dłuższy czas będę miała problem z obejrzeniem zwieńczenia Trylogii ponownie.

Ocena 7 ze względu na świetną jakość techniczną animacji, kilka zabawnych, kilka uroczych momentów, oraz sentyment.

62

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię