Wielkie oczekiwania - lekkie rozczarowanie (bez spoilerów)

Mam mieszane uczucia po obejrzeniu filmu, moim zdaniem to zdecydowanie najgorsza część trylogii.

O ile sceny mające na celu wzruszać działają świetnie, twórcy postawili również na wiele momentów mających na celu rozśmieszyć - niestety wychodzą one raczej słabo, niektóre są wrecz żenujące. Poprzednie części zawierały mniej takich elementów, a przy tym były one o wiele lepsze.

Dodatkowo, antagonista nie był zbyt oryginalny ani ciekawy, przynajmniej moim zdaniem.

Kolejnym problemem (o dziwo) jest muzyka. Twórcy użyli wielu motywów, które znamy z poprzednih części, co oczywiście nie jest niczym złym - zresztą, muzyka w filmie jest naprawdę piękna. Niestety, wiele z motywów które w poprzednich częściach zostały utożsamione z określonymi postaciam/ideami, tutaj stanowiły tło dla zupełnie innych sytuacji. Nie do końca rozumiem, jak to się stało, jako że poprzednie części nie miały tego problemu; muzyka była jednym z ich największych atutów.

Mimo to, zdecydowanie zachęcam do wybrania się 'Jak Wytresować Smoka 3' do kina. Animacja (jak zwykle) stoi na najwyższym poziomie, cudownie ogląda się to na wielkim ekranie! Poza tym, jak już wspomniałam, sceny wzruszające działają bardzo dobrze i są jeszcze mocniejsze niż w poprzednich częściach - myślę, że wielu widzów wyjdzie z kina ze łzami w oczach.

Dajcie znać, czy zgadzacie się z tą opinią! :)

63
  • Mam podobne odczucia po obejrzeniu tego filmu. Wyczekiwałam z niecierpliwością na trzecią część opowieści o smokach i Wikingach, i kiedy zobaczyłam, że seans mogę obejrzeć już dzisiaj bez wahania kupiłam bilety i udałam się do kina. Ostatecznie nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam, chociaż zgadzam się, że ostatnia część jest słabsza od poprzednich - jeśli chodzi o fabułę, bo grafika olśniewa. Może to kwestia tego, że jest to jedyna część, którą oglądałam na dużym ekranie, ale poziom dopracowania najdrobniejszych szczegółów zarówno w tworzeniu postaci (łuski smoków, stroje jeźdźców...) jak i krajobrazów był mistrzowski.
    Również zawiodłam się czarnym charakterem - wydał mi się wyjąkowo mało oryginalny, jego historia i motywacja niezbyt mnie przekonały (ale cóż - to jednak film skierowany do dzieci, i twórcy, zapewne słusznie, nie uważali za niezbędne wgłębianie się w jego psychikę).
    Film momentami faktycznie mocno wzrusza, zwłaszcza jego ostatnie sceny - polecam wziąć chusteczki ;).
    Co do niektórych żartów - także czułam zażenowanie, ale po seansie nawet ich nie pamiętam, bo jednak sporo było także udanych. Wyolbrzymione cechy bohaterów i (niewyrafinowane czasem) żarty nadal wywołują uśmiech na twarzach zarówno dzieci jak i rodziców (zdziwiłam się, że na sali było zdecydowanie więcej dorosłych niż dzieci, którzy także lepiej się bawili)
    Mimo paru niedociągnięć filmu wyszłam z kina oczarowana światem i przygodami młodych Wikingów.

  • Zgadzam się w 100% z twojo recenzją ale muszę jeszcze dodać coś do siebie jeśli chodzi o zakończenie filmu. Mówiąc szczerze bardzo rozczarowałam. Wydaje mi się że fajniej by to było jakby Czkawka i Szczerbatek widzieli się co jakiś czas a nie dopiero po kilku latach. Wydaje mi się to bardziej logiczne ze względu na więź która łączyła ich przez te wszystkie lata. Ponieważ od momentu kiedy się poznali byli nierozłączni i tu nagle BUM rozstanie na kilka dobrych lat.

  • Wydaje mi się, że tutaj antagonista miał za zadanie pokazać to, co by się stało z Czkawką, gdyby zabił Szczerbatka w pierwszej części; był takim jego lustrzanym odbiciem. Ale to tylko moje gdybania ;) Jeśli chodzi o humor, to niektóre kwestie faktycznie mnie zażenowały, ale na paru bardzo się śmiałam. Prawdopodobnie to kwestia tego, że oglądałam serial i po prostu zrozumiałam, kiedy twórcy puszczali oczko do fanów RTTE. Imo jest to najlepsza część, głównie za sprawą emocji i soundtracku, a szczególnie piosenki puszczonej przy okazji napisów końcowych i "Once there were dragons". Jakoś tak po pooglądaniu tego na dużym ekranie i po dłuższych rozważaniach stwierdzam, że choć wiele rzeczy można byłoby poprawić, tak z sentymentu i tego, że dorastałam z tą historią, nie mogę tego mocno negatywnie ocenić. Po prostu wiele rzeczy zaczyna się rozumieć, gdy się to rozważa i wtedy łączy się do kupy.

  • Czytając Twoją opinie zgadzam się, że niektóre sceny mające zapewne na celu być zabawnymi były wręcz drażniące - mam tutaj na myśli przede wszystkim sceny z udziałem tego gościa co miał włosy związane pod brodą. Ale tutaj nasza zgodność się kończy:)
    Czarny charakter był moim zdaniem zupełnie drugoplanową postacią mającą na celu jedynie pomóc w zbudowaniu zwieńczenia całej trylogii. Jego wątek był tutaj wyraźnie jedynie uzupełnieniem dużo ważniejszego wątku, stąd w sumie nie oczekiwałem od niego niczego spektakularnego.
    Co do muzyki również się nie zgodzę - owszem, motywy z poprzednich części się pojawiały, ale Powellowi udało się skomponować w każdej z części unikalne i naprawdę piękne, nowe motywy zamiast lecieć tylko i wyłącznie na tym co wypracował w części 1. Nie inaczej było w przypadku części 3.
    Zazwyczaj idąc do kina na kolejną część jakiejś serii moje oczekiwania raczej maleją niż rosną, podobnie było i w tym przypadku, jednak nie przypominam sobie żadnego innego filmu w ostatnim czasie, który tak bardzo przerósłby moje oczekiwania. Uważam, że Twoja opinia troszkę wyolbrzymia mało istotne niedociągnięcia, podczas gdy ten film jak mało który zasługuje na to żeby jednak przymknąć na nie oko i bezwzględnie chwalić żeby przypadkiem nikogo nie zniechęcić do obejrzenia, bo byłoby to na pewno wielką stratą:)
    Z wieloma filmami jest tak, że sam w sobie jest super, ale zakończenie jest mizerne, co ostatecznie pozostawia niesmak. W moim odczuciu tutaj jest zupełnie inaczej - nie dość, że film jest naprawdę dobry, to do tego zakończenie jest po prostu piękne i bardzo wartościowe.
    Dla tych co się wahają - kupujcie bilety, nie pożałujecie:)

    • Zdecydowanie zgadzam się, że antagonista nie miał w zamyśle być postacią wybitnie istotną dla historii, i nie mam z tym problemu, a wręcz uważam to za fajny zabieg. Mimo to uważam, że zbyt bardzo przypomina on zwykłe narzędzie do pchnięcia fabuły do przodu, a zbyt mało pełnokrwistą postać, dlatego mimo wszystko uważam go za minus filmu.

      Jeśli chodzi o muzykę, nie mam problemu z tym, że niektóre motywy pochodzą z poprzednich części - wręcz uważałabym to za duży problem filmu, który, jakby nie patrzeć, jest częścią większej całości, gdyby cały soundtrack był zupełnie nowy. Chodzi mi jedynie o użycie leitmotivów w sposób - moim zdaniem - nie do końca poprawny. Trochę mi to chwilami zgrzytało.

      Zakończenie jest absolutnie cudowne, zgadzam się w 100%! <3

  • Zgadzam się ze wszystkim poza muzyką – ja byłam absolutnie zakochana z używaniem znanych motywów w nowych sytuacjach, w których podkreślały to, że historia zatacza koło; Romantic Flight w chwili romantycznej walki, New Tail z okazji nowego ogona, This is Berk w chwili, w której pokazywano, jak zmieniła się wyspa – jak dla mnie zabieg bardzo świadomy i wszystko na swoim miejscu

    • Te momenty, które wymieniłaś, też mi się bardzo podobały i jak najbardziej mają one sens, ale wyłapałam też kilka momentów, gdzie leitmotivy mi nie pasowały do danej sytuacji. Film widziałam już w sumie dosyć dawno, więc ciężko mi przytoczyć jakiś przykład, ale jeśli dobrze kojarzę to pod koniec filmu podczas walki pojawia się motyw Valki, mimo tego że ona dosłownie 'przelatuje' przez jedną scenę (ułamek sekundy) i tyle ją widzimy.... Tutaj zaznaczam, że mógł to być jakiś inny motyw - nie pamiętam takich szczegółów, a póki film nie wyjdzie na DVD, ciężko będzie to sprawdzić.

    • I hej, kapitalny fragment z genialnego 'Test Drive' (zresztą w ogóle to chyba taki motyw przewodni trochę) w chwili gdy [spoiler?] Light Fury (nie znoszę wersji 'Biała Furia') ratuje Czkawkę - i zauważmy, że to jest podobne ujęcie do tego jak Szczerbatek w 1 części 'złapał' spadającą Astrid (ten 'uśmiech' smoczy na końcu)! Kapitalne!

      Zresztą takich 'wariacji' było całe mnóstwo! Choćby lot na Wichurze który w pewnym momencie przypominał scenę z 'Romantic Flight' z 1 części (no tu rzeczywiście brakowało motywu muzycznego odpowiedniego).

      Ookami88 masz jednak trochę racji z tą muzyką. Mało tu według mnie powalających utworów, Powella stać na więcej. Ale tak czy siak, tak jak kocham 'Forbidden Friendship' i epicki 'Test Drive' z 1 części (no i trochę mniej ale jednak dwa utwory ze Stoikiem z 2 części) tak kolejny genialny (wg mnie) jest 'Third Date'~

  • Osobiście po seansie czuję się okradziony z tego, co dały mi poprzednie części.
    Nie ta jakość.
    Chyba zmęczenie materiału.

  • Trzeba podzielić widzów na dzieci i dorosłych. Dzieciom film się podobał, a syn (7 lat) się popłakał na końcu. Dla mnie jako dorosłego który lubi tą trylogię i serial ta część jednak zawód. Grimmel nie wytrzymuje porównania z Viggo, jednak trzeba przyznać że serial dał mu więcej możliwości. Scena walki to lepiej wyszła początkowa niż końcowa. Na początku dialogi bardzo dziecinne, choć teraz są już dorośli. Uważam że ta część powstała tylko po to aby zamknąć trylogię, ale można było to zrobić lepiej. Podsumowując film dla dzieci i to im się miał podobać.

    • '...choć teraz są już dorośli'.

      Swietnie że zwróciłeś na to uwagę! Myślę, że te dziecinne teksty przeszkadzały mi tak bardzo w tej części głównie dlatego, że stworzyło to wrażenie, że bohaterowie zamiast dorosnąć, cofnęli się w rozwoju (chodzi mi tylko i wyłącznie o grupę przyjaciół Czkawki).

    • O to to! Grimmel wydaje się być połączeniem, nieco na siłę, strategicznego umysłu Viggo i motywacji Drago. Przy czym żadnemu z nich nie dorasta do pięt. Ktoś powyżej dobrze zwrócił uwagę, że chcieli chyba pokazać jak mógł skończyć Czkawka, gdyby zabił Szczerbatka, jednak poza jedną sceną nie dali tego wyraźnie odczuć.

      Całość emocjonalnie nie porywa tak jak poprzednie (szczególnie druga) części, ale końcówka ratuje wszystko :)

  • Jestem świeżo po seansie, to może też się wypowiem. Ale będzie spojlerowo, więc widzów, którzy nie chcą sobie zakłócić własnych wrażeń czyjąś opinią, proszę o nie czytanie :)

    Mam podobne odczucia co autorka pierwszego posta. Może nie nastawiałam się na dzieło wybitne, ale sądziłam, że wyjdę z kina tak samo usatysfakcjonowana jak po części drugiej (na której notabene byłam dwa razy).

    Antagonista mi za specjalnie nie przeszkadzał. Nie miał co prawda takiej charyzmy jak Drago, ale myślę, że twórcom bardziej chodziło o to by dla odmiany pokazać kogoś bardziej psychopatycznego. I to im się w sumie udało, bo Grimmel to wyrachowany typ spod ciemnej gwiazdy. Dla młodszych widzów przerażające mogą być te jego smoki, wyjątkowo odpychające. Plucie, a właściwie wręcz rzyganie zieloną mazią, jest nieprzyjemnym widokiem. Animatorzy w każdej części (i w serialu) pokazują nam różne dziwaczne smoki, jednak przy całej ich potworności miały też i ciepło w oczach (chodzi mi o osobniki oswojone). W przypadku smoków Grimmela, to już są szkarady nie wzbudzające cienia sympatii czy też litości.

    Biała Furia jak dla mnie urocza. Pełna gracji i delikatności. Taka koteczka. Jej skóra pięknie się mieni. Nie rozumiem czemu niektórym widzom wydaje się kiczowata. W scenach zalotów wspaniale uchwycono różnice w budowie męskiej i żeńskiej Nocnej Furii. Nie ma się do czego doczepić.

    Animacja w tej części jest na jeszcze wyższym poziomie niż w poprzednich. Naprawdę, czapki i chełmy z głów! Ukryty świat smoków trochę przywodził na myśl Avatara, ale tylko przez chwilę i nie jest to zarzut z mojej strony. Chętnie obejrzę ten film kiedyś jeszcze raz, zatrzymując w trakcie oglądania, by poprzyglądać się szczegółom.

    No i na koniec dwie sprawy - fabuła i muzyka.

    I tu się z koleżanką, która założyła ten temat, zgodzę, że muzyka jest... no tak, problematyczna. Momentami towarzyszyło mi wrażenie niedopasowania muzyki do tego co się działo na ekranie. Klasyczne motywy z "jedynki", które tak wszyscy lubimy, były rzadko wykorzystywane, a przecież można by je po prostu rozbudować, użyć też innych instrumentów muzycznych do ich wykonania. Jakoś tak całkokształtnie wyszło to w tej części bardzo - za przeproszeniem - na "odwal". Szkoda, że pan Powell nie pokusił się też o stworzenie zupełnie nowego, wyraźnego i zapadającego w pamięć nowego motywu muzycznego, który byśmy kojarzyli właśnie z finałową częścią trylogii.

    Fabuła poprawna, niezbyt oryginalna. Dobre retrospekcje ze Stoickiem. Niekoniecznie potrzebne nawiązania do scen z poprzednich części (przykład: Astrid i Czkawka na urwisku nad mapą i ślina Szczerbatka), ale to się niektórym widzom może podobać. To co mi się nie podobało, to zachowanie i cała ta gadanina Mieczyka. Wyjątkowo mnie w tej części irytował, choć do jego specyficznego humoru i postrzegania rzeczywistości byłam z grubsza przyzwyczajona po tym co wyprawiał w odcinkach serialu. A te przyciskanie głowy Czkawki do torsu.... no sorry, ale pewne aluzje się nasuwały... I żeby nie było, nie miewam zbereźnych myśli, ale tutaj to już prowokująca do takowych sugestia była. Szczerze? Żenujące to było! Do tego te aluzje że Pyskacz by się chętnie przygruchał do Ereta, a z kolei Sączysmark chciał wykazać się przed matką Czkawki... no nie wiem, dla mnie to było po prostu mega słabe. Śledzik był bardzo pominięty w tej części. Cała jego inteligencja i błyskotliwość gdzieś wyparowały a on stał się niańką do smoczków. Za to Szpadka miała swoje "5 minut" w niewoli i akurat jej paplanie wydaje mi się jednym z nielicznych naprawdę zabawnych momentów w filmie.

    Wszystkie niedociągnięcia w moim odczuciu rekompensuje końcówka, pro-rodzinna i po prostu przyjemna. Można uronić łezkę. Dzieciaki fajne :) Czkawka w wersji dojrzałej bardzo na plus, a Astrid z tej niezbyt ładnej dziewoi z pierwszej części, pięknieje w zachwycający sposób.

    To chyba tyle. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam czytających.

    • Przecież taki nowy muzyczny temat główny powstał i jest to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych tematów trylogii - w pełnej krasie pojawia się w utworze "The Hidden world". Klasycznie piękny, rozbudowany i dramatyczny. Nie wiem, czy nie najlepszy po temacie straty/tęsknoty (główny temat z dwójki, pojawia się w bardzo wzruszających aranżach również pod koniec trójki). :)

    • Matko, to tylko ja się zakochałam w 'Third Date' ? Mogę tego słuchać w kółko - ten moment jak Szczerbatek dla niej rysuje! No naprawdę, nie zachwyca Was...? O.o"

    • Poza tym... serio byłaś dwa razy na 2. części?! Nigdy mnie nie przestanie zadziwiać co ludzie w niej widzą O.o ...Mnie po prostu odpycha... Czkawka nie rozumie kim jest (ple ple ple), nie dogaduje się z ojcem, no... to najlepiej ojca usunąć (i to, co za ironia, przy 'udziale' Szczerbatka czy tego chciał czy nie; faktem jest że jego ukochany smok zabił jego ojca) i zastąpić go kochaną mamusią, kalką Czkawki. Dwie pieczenie na jednym ogniu: Czkawka musi zostać szefem i może to spokojnie zrobić po swojemu bo ojciec mu nie będzie 'mącił', a poza tym śmierć Stoika to taki wzruszający moment. Według mnie - perfidne zagranie fabularne.
      Poza tym to jak się Czkawka szarogęsi w tej 2. części... i robi co mu się żywnie podoba... Nie, nie - dla mnie nie ma nic lepszego od jedynki. Nie było tej całej pstrokacizny, Berk wyglądało jak Berk a nie park rozrywki dla smoków.

    • "W scenach zalotów wspaniale uchwycono różnice w budowie męskiej i żeńskiej Nocnej Furii"
      Pozwolę sobie tylko sprostować, że Nocna Furia i Biała Furia to dwa różne gatunki, a nie wersja męska i żeńska jednego gatunku.

    • Z tymi różnicami płci... Ok, tylko w takim razie dlaczego dzieciaki są łaciate? Samiczka cała biała z oczami po Szczerbatku - ok. Ale dlaczego jej bracia mają białe łaty? Trochę dziwnie.
      Aczkolwiek Biała Furia mi się podobała. Szczerbatek lepszy, ale nieważne. :P

  • Wiem na czym polega problem. Zabrakło odrobiny dramatyzmu. W 1 mieliśmy kalectwo Czkawki, w 2 śmierć Stoika, a tu jednak czegoś takiego zabrakło. Po za tym film super, choć gorszy ciutkę od poprzednich.

  • Antagonista jest moim zdaniem takim odbiciem współczesnego konserwatysty względem praw zwierząt. Ciągle mówi o porządku starych czasów gdzie był jasny podział w wykorzystywaniu zwierząt (smoków) na potrzeby ludzkie i brak chęci zmian w tym zakresie. Brutalne traktowanie swoich smoków, ciągle polowania, jasny podział na 'my-oni' i brak chęci zbliżenia się emocjonalnego do swojej własności. Przy pożegnaniu czkawki i szczerbatka ten pierwszy jednoznacznie powiedział, że 'jako ludzie nie jesteśmy jeszcze gotowi', a ostatnia scena jest jakby upadkiem konserwatyzmu i nastaniem nowych czasów gdzie ludzie i smoki się ze sobą zbliżą. Więc antagonista jest jakby wzięty w nawias i chyba wiem o co chodziło twórcom, albo po prostu moja (nad) interpretacja ma dużo punktów wspólnych. Więc jak kto woli, tak tylko sobie kombinuję ;)

    • Też odebrałam tak owego antagonistę, bardziej jako symbol.

    • Film jest o zwierzętach (co prawda legendarnych), więc co dziwnego, że antagonista za nimi nie przepada? :] To trochę wypaczone rozumowanie w mojej opinii. W filmie zwierzęta są shumanizowane, spersonifikowane. Wszyscy dobrze wiemy, że zwierzęta nie są takie jak przedstawiają je bajki animowane (przynajmniej w zdecydowanej większości przypadków). Przekaz konserwatywny jest moim zdaniem prawidłowy. Zwierzęta są po to, aby pomagać ludziom, tak było od zawsze. Z drugiej strony w ujęciu konserwatysty są to stworzenia Boże, a więc złem jest traktowanie ich w sposób sadystyczny. Natomiast postęp przyniósł panteistyczną humanizację zwierząt przy jednoczesnej redukcji człowieka do poziomu zwierząt niższego rzędu. To jest tyleż popularny, co zatrważający dzisiaj trend.

      • Bo ja wiem, dla mnie zwierzęta raczej znikają z życia człowieka i jest odwrotnie. Kiedyś żyły w nim w niejakiej symbiozie obok niego, na łąkach z obustronnymi korzyściami. Dzisiaj są przenoszone za ścianę, powierzchnie leśne się zmniejszają, a miasta wzrastają wyraźnie się od natury odwracają. Pogarszają się warunki życia zwierząt wodnych czy hodowlanych. Giną gatunki zwierząt dzikich, których jest obecnie 1% wszystkich stworzeń, kiedyś to było 50%. Zgadzam się z kolei, że podejście do zwierząt domowych jest przesadzone.

        • Z taką oceną sytuacji myślę, że mogę się zgodzić. Jestem na tak dla dbania o zwierzęta. Sam mam króliczkę w mieszkaniu, którą bardzo kocham, wydałem już majątek na jej leczenie, mógłbym kupić za to przynajmniej kilkanaście królików, ale ani jednej mojej Helenki :) Mamy obowiązek dbać o zwierzęta, jest to dar od Stwórcy dla ludzkości, jednak zawsze pamiętajmy, zwierzęta to zwierzęta, a człowiek to człowiek, nie zaburzajmy tej hierarchii, bo często spotykam podejście gdzie walczy się o dobro zwierzątek, jednocześnie strasznie deprecjonując godność człowieka, to smutne.

  • Nie pozostaje mi nic innego jak się pod tym podpisać. Właściwie, to pomimo tego, że seans odbieram pozytywnie, cieszę się że to już koniec, bo w tej części czuć zmęczenie materiału. Fabuła była zdecydowanie zbyt prosta i przewidywalna, muzyka strasznie mnie zawiodła (poprzednie dwa soundtracki znam na pamięć i po prostu wielbię, uważam, że są najlepszym co wyszło spod ręki Powella) no i jak wyżej zostało wspomniane, żarty nie najwyższych lotów. Zdecydowanie najgorzej wypadają te o podrywaniu mamuśki, ugh... Tak samo mam wrażenie, że twórcy wybitnie zmarginalizowali Kita Harringtona, przecież chłopina to przy nagrywaniu dubbingu musiał spędzić z 5 minut bo wypowiada przez cały film 2 linijki XD Mam wrażenie, że twórcy zamiast odrobinę dać ponieść się fantazji postawili na łatwą ale jednak dosyć sztampową fabułę. Na szczęście wzruszające zakończenie mocno ratuje całość.

  • Nie będę komentował opinii na temat filmu, bo każdy może mieć swoją, ale chciałem przyczepić się do uwagi odnośnie muzyki. Trylogia HTTYD w wykonaniu Johna Powella to jedna z najbogatszych i najprecyzyjniej rozpisanych leitmotywicznie prac od czasu LotRa. Mnóstwo tematów wróciło tam, gdzie powinno - konsekwentnie. Co Ci takiego zazgrzytało?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię