Księżna

The Duchess

2008 1 godz. 50 min.
7,4 86 177
ocen
7,4 10 86177
24 636
chce zobaczyć
6,0 9
ocen krytyków
{"rate":6.0,"count":9}
powrót do forum filmu Księżna
  • sbbbbs ocenił(a) ten film na: 3



    ... czyli taki, w jakich najczęściej oglądamy Keirę Knightley. Nie wiem,... nie czuję się ani koneserem kina, ani znawcą historii, ani człowiekiem o niezwykle wysublimowanym guście. Tym niemniej, zęby mnie wprost bolą, gdy widzę film, który tematy i postawy współczesne próbuje ubrać w kostium. Czy Was nie drażni ten fałsz? Czy naprawdę nie czujecie (pamiętając ze szkoły styl i tematykę pisarstwa dawnych epok), że te miny, teksty i całe sceny są po prostu jednym wielkim zmyśleniem? Ale nie w sensie po prostu fikcji fabularnej, tylko zmyśleniem jakiegoś bezsensownego wizerunku przeszłości, dostosowanego do skrajnie prymitywnego odbiorcy, który sądzi, że świat zawsze wyglądał tak samo, tylko ewentualnie fejsa i mp3-jek nie było jeszcze :).

    Księżna Georgiana, o której skąpo można przeczytać coś w Wikipedii, wydaje się bardzo ciekawą postacią do stworzenia fabularyzowanego obrazu epoki -- z nią, jako postacią centralną. Jej zaangażowanie w politykę i działalność społeczną, pomoc w kampanii Whigów, rzekoma akcja "całus od księżnej za głos", próby literackie, uzależnienie od hazardu, liczne miłostki, bycie prekursorką mód -- czy to nie dość elementów na stworzenie barwnej, wielostronnej, interesującej bohaterki, a przy okazji ukazanie świata, w którym tej rzutkiej osobowości przyszło żyć?

    W zamian dostajemy drętwą, jednostronną, zupełnie niepogłębioną psychologicznie opowieść o inteligentnej i poszukującej miłości kobiecie uciśnionej przez zimnego męża-tyrana, prostackiego, ograniczonego umysłowo i emocjonalnie samca, który widzi w niej tylko inkubator dla legalnego dziedzica. Nachalny i drętwy przekaz tego obrazu jest szalenie męczący, a przy tym irytuje niekonsekwencją zachowań głównych postaci.

    Pomijając to jednak, film jest po prostu sztuczny do bólu. Jest to romansowo-wzruszeniowo-inspiracyjna fabułka współczesna, przeniesiona żywcem z naszych czasów, włącznie z minami i gestami, do XVIII w., do którego pasuje mniej więcej tak, jak np. odrzutowiec.

  • sbbbbs Nie do końca bym tak nazwała. Jej Mąż nie umiał okazywać uczuć itd. Był wychowany tak, by kiedyś spłodzić dziedzica. Mi ten film bardzo się podobał - emocje i klimat tamtych czasów został świetnie oddany. Ta wspomniana wikipedia jest dowodem

  • sbbbbs a ja myślę że Twoja wypowiedź to przerost formy nad treścią.

  • sbbbbs ponadto czy możesz przybliżyć nam jaki konkretnie Ty masz obraz przeszłości, minionych epok? Chcesz nam powiedzieć że kiedyś ludzie się nie zdradzali? nie mieli małżeńskich problemów? nie borykali się z problemami miłości lub jej braku?
    Mi film spodobał się bardzo, twórca skupił się na małżeńskich/emocjonalnych problemach Georgiany i uważam że mu sie to udało. być może znajdzie się ktoś kto zechce nakręcić film o G. w innym świetle i również chwała mu za to.
    Ciekawi mnie jednak co masz na myśli twierdząc że to jest zmyślone i mamy fałszywy obraz przeszłości. Byc może masz racje ale na razie nie wiem po prostu o co konkretnie Ci chodzi...

  • sbbbbs ocenił(a) ten film na: 3

    iwona1510005 Hej :).

    Zgadzam się, że moja opinia jest emocjonalna i być może trochę brakuje jej szczegółowego uzasadnienia (... chociaż mógłbym się bronić mówiąc, że "recenzje" ogólnie często tak mają, a już szczególnie duża część z tych, które pojawiają się na forach filmwebu).

    Obawiam się, że trudno mi będzie nadrobić te braki po dwóch miesiącach od obejrzenia filmu, bo dziś w pamięci mam już w zasadzie tylko uogólnione wrażenia.

    Odpowiadając na Twoje pytania -- i zaznaczając raz jeszcze, że nie mam się za znawcę epok -- mogę powiedzieć, że rzeczywiście inaczej sobie przedstawiam dawne epoki. Owszem, na pewno dawniej również zdarzały się kobiety silne, inteligentne i samoświadome. Nie zmieniało to jednak specjalnie ich sytuacji w społeczeństwie patriarchalnym, gdzie równość płci nie istniała. Kobieta obdarzona wyjątkową inteligencją bardziej od innych musiała sobie zdawać z tego sprawę. Podobnie, musiała dobrze wiedzieć, jakie szanse ma w konfrontacji z mężem w warunkach konfliktu małżeńskiego: wiadomo, że dzieci (a także, choć w mniejszym stopniu) żona były niejako własnością męża -- w sensie prawnym i obyczajowym.

    Film natomiast przedstawia dzieje walki o godność osobistą oraz podstawowe prawa kobiety i matki _z pozycji naszego, współczesnego ich postrzegania_. To jest po prostu nieporozumienie. Nie chcę przez to powiedzieć, że to normalne i słuszne, że te prawa i godność traktowane były w inny sposób -- po prostu tak było. A film, moim zdaniem, zafałszowuje obraz przeszłości. W jakim celu to robi? W takim, że do większości widzów lepiej trafi i w większym stopniu ich zainteresuje fabuła oparta na znanych im, zrozumiałych problemach i przedstawiająca je z de facto współczesnej perspektywy, niż jakaś historia pasująca do tamtych czasów, tamtych ludzi, tamtych dylematów i wyzwań. Owszem, w każdej epoce spotykało się jednostki przełamujące konwenanse, "buntownicy". Ale bunt też miał postać i miarę "epokową".

    Druga sprawa to to, o czym wspomniałem wcześniej. Georgiana jets postacią historyczną i, choć nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że artykulik w Wikipedii nie może poruszyć wszystkich wątków czyjejś biografii, osobliwym jest fakt, że z owego artykułu wyłania się po sylwetka całkowicie odmienna od tej przedstawionej w filmie. Georgiana z Wikipedii to kobieta aktywna, żyjąca nowoczesnymi nurtami epoki, politykująca, interesująca się sztuką, pisząca, sprawująca mecenat nad różnymi przedsięwzięciami, niestroniąca od kontrowersyjnych posunięć dla promowania idei, które wspierała; nade wszystko zaś: prowadząca salon spotkań ludzi twórczych i żyjąca przy tym bujnym życiem towarzyskim -- angażująca się w liczne miłostki i ulegająca nałogowi hazardu, który ostatecznie doprowadził ją do finansowej ruiny. Które z tych elementów zostały ukazane w filmie? Prawie żaden. Elementy jej zaangażowania w politykę, oraz fryzury i stroje, z których słynęła, przewijają się gdzieś mimochodem -- bardziej dla zaznaczenia, że w ogóle chodzi o tę konkretną osobę znaną z historii, a nie o postać fikcyjną. W filmie oglądamy romantyczkę poszukującą spełnienia w idealnym związku kobiety i mężczyzny -- nieszczęśliwą, zdradzaną kobietę i oddaną matkę. Mnie osobiście te dwie postaci nie składają się na jedną; a bardziej wiarygodną, epokowo prawdziwszą i ciekawszą wydaje mi się ta z Wikipedii -- tylko że, niestety, o niej chyba nikt nie nakręcił filmu :).

    Z tego, co ja wiem, ludzie kiedyś (mówimy o epoce Georgiany oczywiście) "się nie zdradzali". To znaczy, w mężczyźni (szczególnie w tych warstwach) powszechnie mieli kochanki i nałożnice, a ich żony tolerowały to w zależności od:
    - wpływu, jaki miały na męża
    - pozycji społecznej i sytuacji rodziny, z jakiej pochodziły (tzn., od tego, na ile mężowi mogły zaszkodzić)
    - statusu społecznego kochanki i formy romansowania ("romansem" ze służącą raczej nikt się nie przejmował)
    Oczywiście, istniały z pewnością ideały wierności i pełnego oddania w miłości, ale pamiętajmy, że małżeństwa w wyższych sferach były aranżowane, więc młodzi byli przez lata przygotowywani do tego, że poślubią kogoś "odpowiedniego" ("odpowiedniego", ma się rozumieć, ze względu na majątek i pozycję społeczną, tudzież inne korzyści rodzinne płynące z dobrej koligacji). Na ile byli naiwni i w jakim stopniu byli w stanie oddzielać romantyczne, sielankowe ideały od rzeczywistości, tego nie wiem, ale przypuszczam, że nie byli chowani pod kloszem i raczej zdawali sobie sprawę z tego, że w małżeństwie miłość stanowi zwykle "wartość dodaną".

    Małżeńskie problemy na pewno miewali często, ale zważywszy na formalizm i oficjalny charakter instytucji małżeństwa radzili sobie z nimi zapewne po prostu żyjąc całkiem obok siebie, otaczając się własnymi przyjaciółmi, romansując, itd.

    Rozumiem, że podobał Ci się temat filmu. Ja przeciw temu tematowi nic nie mam. Nie widzę tylko potrzeby wtłaczania go w anachroniczne realia, do których nie pasuje, a wtłoczenie _historycznych postaci_ w najprawdopodobniej całkowicie zmyśloną fabułę opartą temacie współczesnym uważam za duże nadużycie.


    A poza tym, w ogóle nie lubię "kostiumowego" aktorstwa Keiry Knightley :). Nie jestem hejterem -- w Piratach z Karaibów była świetna -- tylko że tamtem film to pastisz i granie "na kontrze" do epoki pasowało tam, jak ulał. Mój problem z Keirą polega na tym, że dla mnie ona w 90% wypadków gra na takiej kontrze. Faktem jest, że to nie tylko jej wina: po prostu dostaje angaże do filmów, których twórcy bardzo swobodnie podchodzą do realiów epok stanowiących tło ich fabuł.

  • kejciara ocenił(a) ten film na: 10

    sbbbbs "W zamian dostajemy drętwą, jednostronną, zupełnie niepogłębioną psychologicznie opowieść o inteligentnej i poszukującej miłości kobiecie uciśnionej przez zimnego męża-tyrana, prostackiego, ograniczonego umysłowo i emocjonalnie samca, który widzi w niej tylko inkubator dla legalnego dziedzica. Nachalny i drętwy przekaz tego obrazu jest szalenie męczący, a przy tym irytuje niekonsekwencją zachowań głównych postaci."

    Po pierwsze, ona nie szuka miłości. Na samym początku cieszyła się na myśl o tym, że została wyróżniona i będzie księżną. Można to było zauważyć po jej reakcji na słowa matki, a także o jej fascynacji gdy zaraz po ślubie przyjechała do nowego domu. Tam dopadła ją niestety smutna szara rzeczywistość. Początkowo jeśli nie kochała swojego męża, to co najmniej starała się to zrobić, ale nie dał jej nawet cienia szansy swoimi skokami w bok. Miłość sama ją znalazła. W filmie ewidentnie chodziło o uwypuklenie tego przed jakim wyborem Georgiana stanęła. Zarzucasz głównym postaciom niekonsekwencje... Hmmm.. Ciekawe czemu tacy są... a może dlatego, że jest to jednak opowieść oparta na faktach i zachowują się autentycznie do sytuacji? Czytaj, kompletnie zaprzeczają sobie, są targani różnymi emocjami i przez to zmieniają zdanie co pięć sekund :)

    "Jest to romansowo-wzruszeniowo-inspiracyjna fabułka współczesna, przeniesiona żywcem z naszych czasów, włącznie z minami i gestami, do XVIII w., do którego pasuje mniej więcej tak, jak np. odrzutowiec."

    Gdyby miny, gesty i zachowania były takie same jak współcześnie to księżna prawdopodobnie po pijaku zaczęła by się rozbierać na środku parkietu a potem rzuciła na Grey'a :P. Uczucia mamy cały czas takie same czy w V w. przed naszą erą czy w 1678r. - podejście jest tylko inne.

    "Film natomiast przedstawia dzieje walki o godność osobistą oraz podstawowe prawa kobiety i matki _z pozycji naszego, współczesnego ich postrzegania_. To jest po prostu nieporozumienie."

    A gdzież Ty tam coś takiego widzisz? Bo Georgiana nakrzyczała na Williama za to że sypia z jej przyjaciółką? Miarka się przebrała, zdradzono ją podwójnie. Wiele z nas, dziewczyn, nie wytrzymało by ani jednej wcześniejszej zdrady (to zachowanie też różni podejście współczesne od tego przedstawionego - ja wpadłabym do pokoju z pazurami już po pierwszej kobiecie z którą bym przyłapała swojego męża). Sfrustrowana kobieta która nie ma komu się wyżalić - matka mówi "trudno, trzymaj fason", przyjaciółka jest głównym powodem tejże frustracji - w końcu wybuchnęła. A co do dzieci. Czy kiedykolwiek walczyła o prawa do nich? Przecież nie odeszła do Grey'a i nie zażądała opieki nad nimi tylko skruszona wróciła do swojego męża, ponieważ była to jedyna szansa na dalsze widywanie dzieci.

    "Małżeńskie problemy na pewno miewali często, ale zważywszy na formalizm i oficjalny charakter instytucji małżeństwa radzili sobie z nimi zapewne po prostu żyjąc całkiem obok siebie, otaczając się własnymi przyjaciółmi, romansując, itd."

    Widocznie, co w wikipedii nie zostało ujęte (sam stwierdziłeś że materiał nie był na jej temat obszerny, a ja dodam że wiki nie jest najlepszym źródłem informacji) Wiliam był na tyle zaborczą osobą i dbającą o swój wizerunek, że nie mógł sobie pozwolić na taką zniewagę jak życie obok i posiadanie romansów z dwóch stron, czego dał wyraz przyjeżdżając po swoją żonę i stawiając ultimatum "albo Grey albo dzieci".
    "W filmie oglądamy romantyczkę poszukującą spełnienia w idealnym związku kobiety i mężczyzny -- nieszczęśliwą, zdradzaną kobietę i oddaną matkę. Mnie osobiście te dwie postaci nie składają się na jedną; a bardziej wiarygodną, epokowo prawdziwszą i ciekawszą wydaje mi się ta z Wikipedii -- tylko że, niestety, o niej chyba nikt nie nakręcił filmu :)."

    Jeszcze przyczepie się do tego. Najpierw mówisz, że jest za bardzo zrewolucjonizowana bo walczy o swoje prawa, czego moim zdaniem w tym filmie nie robi. I stwierdzasz, że podoba Ci się bardziej ta Georgiana z wikipedii. Naprawdę epokowo prawdziwszą od oddanej matki i nieszczęśliwej kobiety wydaje Ci się kobieta rewolucjonistka, która wtrąca się w politykę? Prawa wyborcze dla kobiet weszły w życie dopiero dwa wieki później.

    Moje wnioski:

    Film nie opisywał obszernie kariery politycznej księżnej, ponieważ skupiał się na wspomnianym przeze mnie wcześniej wyborze jaki Georgiana musiała podjąć. Widać wstawki mówiące o jej zainteresowaniu modą, a także hazardem - większość scen ze spotkań są przy stole, a nie jak zazwyczaj jawi się kobiety z tamtych lat - na parkiecie. Wszystko to jednak było tylko tłem do, ja bym to nawet nazwała, horroru, który przeżyła będąc w tak nieudanym małżeństwie. I raczej na tym skupiałabym się oglądając ten film, a nie na racjonalności decyzji które postaci podejmują. Ponadto uważam że nie był odrealniony w stosunku do czasu do jakiego się odnosi. Nie rozumiem argumentu z mimiką i gestami, że przepraszam, wtedy ludzie płakali inaczej? Czuli się upokorzeni albo szczęśliwi inaczej? Wątpię. Tak jak wspomniałam, różni się tylko podejście. My teraz za zdradę zrobilibyśmy taki cyrk, że sąsiedzi by rozmawiali o tym przez kolejny rok, tam musiała ona zacisnąć zęby i żyć w upodleniu.
    Trzeba po prostu przyznać, że była to postać nietuzinkowa i może dlatego ta historia wydaje Ci się wyssana z palca i historycznie nieadekwatna. Ja osobiście nie wiem jak było, nie czytałam żadnego wiarygodnego źródła o niej, dlatego dałam dyszkę nie za przedstawienie autentycznej historii, ale za przedstawienie konkretnego problemu, za stworzenie niebanalnych postaci których zachowanie czasami ciężko było przewidzieć, oraz grę aktorską.


  • dorcus ocenił(a) ten film na: 8

    kejciara kejciara nic dodać nic ująć!

    Film jest bardzo dobry godny polecenia.

  • kejciara Szkoda, że tutaj nie ma "Lubię To", "Daj plusa", albo "Oceń pozytywnie". Nakllikał bym Ci ile by się dało. Zamiast jak co nie którzy silić się na własne " Przemyślenia". Pozdrawiam :)

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • IsItNecessary ocenił(a) ten film na: 9

    wilkrobert132 Ale czemu od razu "pusty łeb", po co to obrażanie? ;p
    sbbbbs po prostu wyraził swoją opinię, nikogo przy tym nie nazywając 'plebsem".

    @sbbbbs Swoją drogą, coś w tym jest - romansowość dramatów historycznych to wyraźna tendencja, główna oś, wokół której oscyluje cała akcja, więc historia sama w sobie to tylko tło i naturalnie większą wagę przykłada się do emocji niż relacjonowania wydarzeń historycznych. Tak czy inaczej - nie miałam wrażenia, że księżna jest mdłą histeryczką, wręcz przeciwnie, Keira przekonała mnie, że była przebojową, niezwykle interesującą kobietą. Przy tak wyeksponowanej nieszczęśliwej historii miłosnej, jej problemy z hazardem byłyby już przesytem.

  • meryda_waleczna ocenił(a) ten film na: 7

    sbbbbs Jakoś nie mogę z tą aktorką, nie rozumiem fenomenu. I nie mogę z tą jej wystającą żuchwą :(

  • meryda_waleczna Fenomen to nie jest coś, co się rozumie. Fenomen po prostu jest i już. Keira fascynuje ludzi. Jej fenomen jednak można jakoś tam wytłumaczyć. A jak wytłumaczyć fenomen Donalda Trumpa? On przecież też fascynuje ludzi. Czym? A jednak. A co do wystającej żuchwy, to przecież wszystkim ludziom wystaje. Przynajmniej ja nie spotkałem człowieka z żuchwą wklęsłą do wewnątrz czaszki:)

  • sbbbbs ... skrajnie prymitywnego odbiorcy... Przepraszam, mogę o coś zapytać? A Ty w swoim mniemaniu to jaką kategorię odbiorców reprezentujesz?

  • sbbbbs ocenił(a) ten film na: 3

    Pawcio_filmaniak Logika podpowiada, że nie tych, których skrótowo określiłem w ten sposób :). Czego może dziś nie zrobiłbym w ten sposób, chociaż nie uważam, że wyraziłem się w sposób niedopuszczalny. Moje emocje były silne, szczere i skierowane nie tyle w stronę samych odbiorców, co twórców, którzy ze względów komercyjnych wybierają drogę serwowania im produkcji podtrzymujących ich poziom ignorancji, albo jeszcze bardziej ich ogłupiających. Jest to w aspekcie celu komercyjnego -- sprzedaży produktu możliwe największej liczbie klientów -- całkowicie uzasadnione, tym niemniej, ponieważ chodzi o produkt dostarczający treści i mający charakter w jakimś stopniu artystyczny, to chyba wolno się z tego powodu oburzać.

  • sbbbbs No tak, to w sumie wynika z kontekstu. Jednak dosyć mętnie. A to sprawą słowa: "skrajnie" które kieruje tu uwagę jednak na odbiorcę. Wierzę, że padło niefortunnie. A co do twórców to racja - są tacy, którzy gardzą odbiorcą i mają go za nic. Przykładem może być Bitwa Warszawska 1920 Jerzego Hoffmana. Znany z buty i kabotyństwa twórca zakłada tu, że odbiorcy to imbecyle i uwierzą, że to co zobaczą w tym filmie, jest prawdą. Jednakże nie galopowałbym z takimi zarzutami w kierunku twórców Księżnej. Nie odnoszę wrażenia, że oni chcą tu wciskać widzom jakieś "prawdy" i ich dydaktyzować, historyzować, patriotyzować, upolityczniać czy umoralniać. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że podeszli do tematu z dystansem, tak jak to robi Tarantino czy Kusturica: ludzie, mata film, róbta sobie z nim co chceta. I jak tak zrobiłem - obejrzałem na luzie, leżąc bykiem, w garści browarek, w drugiej chipsy, bez jakiegoś angażowania się w historię czy cokolwiek, po prostu bekałem sobie i pierdziałem. Dlatego mnie film nie rozczarował. Czy jestem prymitywny?

  • sbbbbs ocenił(a) ten film na: 3

    Pawcio_filmaniak Odpowiedź na ostatnie pytanie nie należy chyba do meritum :). Jak wspomniałem, choć rzecz sformułowałem jak sformułowałem, chodziło mi bardziej o skrytykowanie twórców niż widzów. Choć oczywiście występuje tu sprzężenie zwrotne: widzowie niemający podstawowego wyobrażenia o przeszłości, o stylach, modach, obyczajowości i kulturze czasów odległych od współczesności, chętniej chodzą na filmy, w których kostiumowość nie przeszkadza bohaterom zachowywać się prawie współcześnie, reprezentować mentalność ludzi takich jak oni sami, mieć podobne potrzeby i dążenia; a to z kolei motywuje autorów kina komercyjnego do produkcji filmów skrojonych pod to zapotrzebowanie.

    Co do tego, żeby stylistyka tego filmu reprezentowała artystyczne, błyskotliwe igranie z konwencją, to raczej tego nie zauważyłem. Taką grę oczywiście dopuszczam i kupuję -- kilkanaście lat temu byłem sporym fanem Piratów z Karaibów. Maniera tamtego cyklu bardzo wyraźnie jednak daje do zrozumienia, że nie jest to opowieść o przeszłych czasach jako takich, nie awanturniczy film kostiumowy, ale "szopka" dziejąca się poza czasem -- specyficzny podgatunek fantastyki (na dodatek w ujęciu komediowym).

    "Księżna" niczym nie sugerowała mi takiej konwencji qui pro quo. Wydawała mi się raczej wpisywać współczesne nam (mniej więcej) wątki i tematy (emancypacja kobiet, prawa do opieki nad dziećmi, zdrada małżeńska) w kontekst historyczny, w którym sprawy te miały zupełnie inne znaczenie. Wbrew pozorom bowiem, sam fakt, że pewne sprawy ludzkie są na stałe przypisane naszemu gatunkowi, nie oznacza, że zawsze postrzegane były w podobny sposób, że konflikty przebiegały wzdłuż tych samych granic, itd. Kultura i obyczajowość podlega wszak ciągłym przemianom (a może nawet ewolucji :)).

  • sbbbbs Ja jednak nadal myślę, że to jest kwestia nastawienia i oczekiwań. Nastawiłeś się na coś w rodzaju Dantona Andrzeja Wajdy z 1982 roku, stąd rozczarowanie. Ja zaś nie nastawiałem się na nic, a w trakcie oglądania miałem skojarzenia raczej w kierunku "Chopina - Pragnienie miłości" Jerzego Antczaka, filmu dobrego skądinąd, dlatego się nie zawiodłem. A co do ludzi prymitywnych. Prymitywny człowiek to taki, który myśli, że Katyń leży na Syberii, że Muzułmanin to człowiek o śniadej karnacji i że bolszewików pod Warszawą w 1920 pobiła Matka Boska szablą Piłsudskiego. Nie sądzę, żeby taki człowiek zrozumiał choć jeden dialog z Księżnej. Nie sądzę by twórcy Księżnej kręcili z premedytacją dla tej grupy odbiorców