film traktujący o wyalienowaniu każdego z nas w ciekawy sposób.
SPOJLER !
Nasunęła mi się ciekawa refleksja dzięki Desperate Housewives, gdzie syn Lynette miał wymyśloną nianię. Zjawiła się, gdy mama poszła po latach do pracy i "zginęła", gdy kontakt z mamą się odnowił.
Podobnie tu, Bianca "zjawiła się" w życiu Larsa, gdy ten zamykał się w sobie coraz bardziej (czy to z lęku przed porodem bratowej, czy w wyniku tego, że inaczej już nie potrafił) i powolutku krok po kroku otworzyła go na ludzi. A gdy był gotowy jak gdyby wkroczyć w świat dorosłych "umarła".
Pomijam tu osobną kwestię, która pewnie w realnym życiu nie miałaby miejsca - całkowite zaangażowanie się mieszkańców. Kartki i kwiaty dla "chorującej" Bianci mnie wzruszyły :)