Män som hatar kvinnor

2 godz. 32 min.
7,6 81 893
oceny
7,6 10 81893
23 752
chce zobaczyć
6,8 10
ocen krytyków
{"rate":6.8,"count":10}
{"type":"film","id":465857,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/M%C3%A4n+som+hatar+kvinnor-2009-465857/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
  • bledasia ocenił(a) ten film na: 4

    Właśnie obejrzałam pierwszą część Millenium - adaptację szwedzką. Przeżyte rozczarowanie wzbiera we mnie i chce wyjść. Wszystkich niechętnych spoilerom zaleca sie opuszczenie notatki dla ich własnego dobra, aby mieli szansę na świeże wrażenia własne przy kontakcie z filmami/książką.

    W okresie okołoświątecznym zamówiłam szwedzką adaptację filmową trylogii Larssona. Z powodu przeróżnych zawirowań po pierwszej części jestem dopiero dziś.

    Nastawiona byłam bardzo pozytywnie, głównie zapewnieniami "naprawdę wierna książce adaptacja" i "jedyna słuszna wersja Millenium" (takie opinie kursują po sieci). Upadek bolał tym bardziej.

    1. Aktorstwo. Bardzo blade. W postaciach brak najprostszych emocji. Mikael niewiele robi poza tym, że jest. Szczytem drewna jest dla mnie kilkukrotne, wypowiedziane w momentach zaskoczenia, a jakoś bardzo spokojne "ale mnie wystraszyłaś". Przykro mi, jeżeli postać się boi, to okazuje to drgnięciem, gestem, a nie mówi o tym. Lisbeth - cóż. Wizualnie poprawna, ale mam wrażenie, że reżyser obawiał się potraktować tę postać dosłownie. Postawił na piękną i o dekadę starszą kobietę, która w sztafażu zbuntowanej młodej hakerki nie jest przekonująca. Lisbeth książkowa, z pogranicza Aspergera, geniusz i outsiderka jednocześnie, nie ma u szwedzkiej aktorki tej dwoistości. Jest mroczna, zbuntowana, twarda, i to by było na tyle. A Lisbeth jest przecież w swoich skórach, glanach i tatuażach schowana jak motyl w kokonie. Brak żyłki szaleństwa (jedyny moment, kiedy poczułam "prawdziwą" Lisbeth, nastąpił pod koniec filmu, gdy jak dzikie zwierzątko rzuciła się z kijem golfowym na samochód Martina Vangera), brak nieobliczalności, a kłopoty społeczne zaznaczone jedynie upartym patrzeniem w biurko. Przykro mi, ale dużo bardziej przekonujący w roli nawiedzonego geeka z zaburzoną socjalizacją był Jesse Eisenberg w "Social network". (obiecujące, bo to Fincher przecież) Lisbeth wygląda tu jedynie na obrażoną na świat starą maleńką, a nie na totalnie nie rozumiejącą relacji społecznych i przemieloną przez własny życiorys geniuszkę-hakerkę. (Zabili mi ukochaną postać...)

    2. Scenariusz. Taki sobie. Rozumiem, że sześćsetstronicowe tomiszcze wymaga cięć w fabule. Ale nie wszystkie były konieczne. Moje zarzuty: kompletny brak związku sprawy kontraktu Mikaela z Henrikiem Vangerem ze sprawą Wennerströma (w książce "gratisem" do wynagrodzenia Mikaela za rozwikłanie zagadki jest obietnica wydania mu spraw biznesmena na tacy - ominięcie tego i złożenie rozpracowania go w całości przez Lisbeth rozrywa wątki i fabuła traci na spójności), brak wprowadzenia Mikaela na wyspę pod przykrywką pisania kroniki rodziny (wszyscy wiedzą, że przyjechał odnaleźć Harriet i na to konto piją z nim wino i zarzucają rodzinnymi sekretami - z psychopatycznym mordercą na czele), uśmiercenie Anity Vanger (po co?), brak związku książki o Wennerströmie z ratowaniem Millenium.
    Osobną sprawą jest włamanie Lisbeth do komputera Mikaela, aby się z nim skontaktować i przekazać wygrzebane informacje. Włamanie zrobione tak topornie i jawnie, że następnego dnia nasz detektyw pojawia się u rzeczonej hakerki z kawą i pączkami. A bohaterka jest tym ogromnie zdziwiona, no bo jak to tak się zorientować brzydko? Przykro mi, nie przekonuje mnie to, w książce zapoznał ich ze sobą pełnomocnik Henrika i tej wersji się trzymajmy, inaczej hakerska sława Lisbeth okaże się pięknym mitem.

    4. Błędy w montażu scen. Błędy są, jak sądzę, efektem złych decyzji. Sztandarowa jest ta, w której Lisbeth identyfikuje sprawcę o ułamek minuty PRZED tym, jak Mikael wpada w jego ręce. Kompletny spoiler jak dla mnie, bo już wszyscy wiemy wtedy, z kim w zasadzie nasz bohater pije kawę i że miły gospodarz za chwilę mu coś zrobi. Oczywiście wiadomo, że 3/4 widzów czytało tekst i i tak wie, kto ma tendencje do mordowania dla rozrywki. Ale ze względu na tę osamotniona 1/4 tak się nie robi.

    5. Klimat, wnętrza, muzyka. A raczej powinno być muzyka, wnętrza, klimat. Muzyki brak. To znaczy owszem, pewnie gdzieś jest. Na tyle mało charakterystyczna, że się jej nie słyszy. Nie podkreśla klimatu, nie buduje napięcia, nie pracuje w fabule - równie dobrze mogłoby jej nie być. Wnętrza przegięte (mieszkanie Lisbeth, Bjurmana) - designerskie, nierealistyczne - poniekąd jak w kiepskich polskich komediach romantycznych. Brak autentyzmu. No i klimatu zarazem też, bo narasta poczucie fikcji.

    Podsumowując - dość wierna, rzemieślnicza adaptacja. Jeżeli istniałaby kategoria filmu pt. "dla kogoś, kto nie miał czasu czytać" - owszem, na tej półce mógłby stać. Ale dreszcz po plecach nie wędruje.

    Cóż, pora udać się na zlekceważony dotychczas przez mnie "amerykański (s)hit". A nuż coś odratuje.

  • born2run ocenił(a) ten film na: 8

    bledasia amerykanski moim zdaniem jest mroczniejszy ale niekoniecznie lepszy. tez sa pewne zmiany odnosnie ksiazki, calkowicie wycieli watek z harriet w australii co mnie wrecz wkurzylo. jak dla mnie obie adaptacje sa na podobnym poziomie, kazda czyms rozczarowuje.

  • bledasia ocenił(a) ten film na: 4

    born2run Dziękuję.

  • mosiek2104 ocenił(a) ten film na: 8

    bledasia Jestem ciekawa Twojej opinii o wersji amerykańskiej... z racji tego, że dokładnie to samo miałam do zarzucenia wersji szwedzkiej ;) Ogólnie rzecz biorąc bardziej podobała mi się Dziewczyna z tatuażem mimo wszystko trzymała się fabuły książki, wątki pominięte bądź zmienione nie miały (ani nie będą miały) wpływu na przebieg wydarzeń; Przede wszystkim pokochałam amerykańską Lisbeth, moim zdaniem została idealnie wykreowana ;) Mimo wszystko Szwedzka wersja bez względu na błędy stanowiła mocne, pełne napięcia kino, więc rozumiem całą salwę pochwał, zwłaszcza od ludzi którzy nie czytali książki, jednak tym razem skłaniam się ku wersji amerykańskiej hihi... tej jak ktoś niżej napisał "ładnej" ;p

  • LukC ocenił(a) ten film na: 10

    born2run Wersja amerykańska, jest no cóż.. 'amerykańska' lol ładna, szybko zmontowana, z masą ekspozycji i dialogów wyjaśniających fabułę i momentami niesamowicie naciąganymi scenami. Obie nie umywają się do książki, ale ta szwedzka przynajmniej ma klimat i nie traktuje widza jak kogoś z iq 80 :/

    Jak ktoś czepia się wszystkiego to zawiedzie się na obu :P

  • LukC Całkowicie zgadzam się z Tobą zgadzam. Dodatkowo mam wrażenie, że w szwedzkiej wersji historia opowiedziana jest w bardziej sprawnie obrazem i nie potrzebna jest taka ilość dialogów.

  • LukC ocenił(a) ten film na: 10

    joanna_kogut Dokładnie, wystarczyło pokazać ludziom dobrze zmontowany obraz i na prawdę można się wszystkiego domyślić, nie trzeba wszystko głośno wypowiadać ;)

  • Dealric ocenił(a) ten film na: 7

    LukC Tyle, że szwedzka nie grzeszy dobrze zmontowanym obrazem;d

  • Dealric zależy jaki punkt odniesienia przyjmiemy i kryteria. Dla mnie w porównaniu z amerykańską wersją pod względem tego jak opowiedziana jest ta sama historia, jest to dobrze zmontowany obraz.

  • kapral11 ocenił(a) ten film na: 9

    joanna_kogut a po co amerykanie nakrecili ten sam film po 2 latach od premiery szwedzkiej??? dla kassyyy. tylko i wyłącznie. ich wersja pozostaje kopią szwedzką. nigdy jej nie obejrzę.

  • bledasia nie chce zeby to wygladalo jak trolling ale musze to napisac...
    nie wiem kto ci tak bardzo mocno zapewnial ze to bedzie 100% odzwierciedlenie ksiazki, tak pewnie się nawet nie da bo to dwie różne kategorie sztuki. w dodatku nie potrafisz liczyć do czterech (pięciu?) ale to szczegół... Właśnie! Niby szczegół ale tobie przeszkadza nawet że aktor nie drgnął, jak dla mnie to mogl sie wystraszyc ale po nim bylo widac ze jest zawsze spokojny.. brak muzyki sam w sobie tworzy klimat więc jak to może być wada filmu ?!
    Zgadzam się tylko co do faktu, że montaż scen jest trochę "zryty" ze wzgledu na to ze nam "zespoilowali" co się zaraz stanie, juz w sumie wiedzialem od poczatku ze ona go uratuje itd. ale nie obwiniam autorów filmu bo mi sie osobiście bardzo podobał i nie widze sensu wystawiania tak bardzo niskiej oceny tylko za to że "w książce było inaczej"...

  • Dealric ocenił(a) ten film na: 7

    klanlpw Hmm połowa fanów jakże "lepszej" wersji robi to z druga dla zasady?:P

  • Dealric nie rozumiem zupełnie o co chodzi :D
    czytałem 5 razy to pytanie i nie kumam dalej. :P

  • Dealric ocenił(a) ten film na: 7

    klanlpw Chodzi o to, że z połowa fanów szwedzkiej daje Amerykańskiej zmiejsca 1/10 albo coś niewiele innego czesto nawet nie oglądając filmu bo przecież nie ma prawa być lepszy od tego co im sie podoba.

  • Nightsiderka ocenił(a) ten film na: 5

    klanlpw Cóż, wyśmiewanie kogoś z błahego powodu (pominięcie jednej cyfry) przez osobę, która notorycznie zaczyna zdanie z małej litery i dosyć swobodnie traktuje interpunkcję... Według mnie to co najmniej hipokryzja. Na dodatek z wypowiedzi wspomnianej wcześniej osoby można wywnioskować, że ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Niska ocena filmu nie jest spowodowana tym, że to nie ,,100% odzwierciedlenie ksiazki". Proponuję ponowne przeczytanie punktu drugiego wypowiedzi bledasi. Od siebie dodam tylko, że nawet jeśli film i literatura są zupełnie odrębnymi dziedzinami sztuki, to jednak film oparty na jakiejś książce (celowo nie używam słowa adaptacja czy ekranizacja) pozostaje w ścisłym związku z literaturą. Nie da się uniknąć porównań. Faktycznie, niezgodność z książką nie jest zarzutem. Jednak gdy reżyser próbuje poprawić autora książki i wybitnie mu się to nie udaje, trudno powstrzymać się od komentarza. Mnie na przykład bardzo nie spodobały się zmiany w charakterach postaci. Oto mamy dzielnego dziennikarza, którzy szuka prawdy wbrew wszelkim przeszkodom, a zimowe wieczory spędza z rączkami na kołderce oraz psychopatyczną morderczynię, która jest psychopatyczną morderczynią (i tylko tyle możemy o niej powiedzieć). Do tego sceny jak z horroru klasy B i nachalne eksponowanie okaleczeń młodych kobiet... Naprawdę, świetny film.

  • Nightsiderka należysz do osób które bardzo dobry film oceniają na 5/10, więc rozumiem dlaczego bronisz bledasię...
    jak na moje to już jest hejterstwo lub jakiś narcyzm (nie podoba mi się kilka szczegółów, więc dam pięć!)..
    oczywiście oceny są całkowicie indywidualne ale ten film jest na podstawie książki, a nie bezwzględną ekranizacją, jak już pisałem... ten film w ogóle nie ma "scen z horroru", jest to thriller, ma trzymać w napięciu i autorowi się to udało. fakt, że lisbeth nie była psychopatką w filmie, ale to nie jest ku*wa książka, tylko niezależny film...
    załosny jest z twojej strony fakt, że film oceniasz na 5 i do tego zachowujesz się jak wielki krytyk filmowy.
    film pokazywałem chyba dziesięciu znajomym i wszystkim się bardzo podobał, byli zaskoczeni, że mimo że jest długi to nie ziewali itd.

  • Nightsiderka ocenił(a) ten film na: 5

    klanlpw Nie, nie kilka szczegółów. Nie podobał mi się cały film. Między innymi z powodów, o których wspomniała wcześniej bledasia (a to jest całkiem rozbudowana wypowiedź, która zawiera dużo trafnych uwag).
    Nie rozumiem, jak mój rzekomy narcyzm może ujawniać się w niskiej ocenia dla tego filmu. Przecież nie twierdzę, że ja zrobiłabym to lepiej; a stwierdzenie ,,niezależny" jest chyba odrobinę nieadekwatne w odniesieniu do tego filmu, ponieważ jego scenariusz powstał na podstawie książki.

    Wersja amerykańska również nie była wierną ekranizacją książki, a jednak podobała mi się bardziej. Skoro mimo ewidentnych różnic obu filmów względem książki, jeden oceniam jako ,,średni", a drugi - ,,rewelacyjny", to znaczy, że literacki pierwowzór nie był moim jedynym kryterium, prawda?
    Rozumiem, że według Ciebie moje postępowanie jest żałosne. W porządku. Jednak nadal nie zamierzam wystawiać SWOJEJ oceny jakiegoś filmu według czyjegoś gustu. Dlatego, bardzo Cię proszę, daruj sobie uwagi w stylu: ,,należysz do osób które bardzo dobry film oceniają na 5/10". Dla mnie ten film nie jest bardzo dobry. Ot, wszystko.

  • Nightsiderka niezależny znaczy, że autor filmu mógł dobrowolnie modyfikować scenariusz ;P

  • Cavaan_2 ocenił(a) ten film na: 5

    bledasia Czy tylko ja zrozumiałem film w ten sposób, że jeśli szukasz zaginionego krewnego to zamiast do szukania wynająć dziennikarza lepiej zatrudnić jest hackera, który w kilka minut odkryje, że zaginiona osoba żyje w Australii?

  • jodek-potasu ocenił(a) ten film na: 8

    bledasia ja chyba zarzuciłabym najbardziej Lisbeth najwięcej, w dużej części była dla mnie sztuczna ale ogólnie film oceniam na bardzo dobry, miło się oglądało.

  • felis5 ocenił(a) ten film na: 6

    bledasia Świetny post. Ja właśnie jestem po seansie- wersji omawianej. Jutro oglądam wersję amerykańską. Książkę skończyłem przedwczoraj. Taki mam zwyczaj- książka i ekranizacje.
    Zgadzam się prawie w pełni z twoim zdaniem. Szczególnie główna postać- dla mnie tragedia. Czytając książkę na pewno nie tak go sobie wyobrażałem!!! W filmie zamiast ciekawego, "energetycznego", bystrego faceta z jajami mamy jakąś utytą ciapę! No masakra- kompletne nieporozumienie. Salander- tu akurat mi się podobała dziewczyna. Tak sobie ją wyobrażałem- choć przyznaję, że zabrakło jej trochę głębi.
    Cięcia i skróty w fabule niezbędne, ale masz rację- w większości przypadkowe. Do tego co wymieniasz dodam tylko wątek z Martinem- w książce popełnia samobójstwo wjeżdżając pod ciężarówkę tu Salander "mu pomaga odejść" nie udzielając pomocy. Choć można to podciągnąć pod "zastępstwo" za wątek Wennerströma- w książce zostaje zabity po jej "cynku".
    No i pominięcie kwestii powyżej wymienianego pana w kontekście oferty Henryka- w filmie Blomkvist wychodzi na nastawionego na kasę desperata- a w książce mamy całkowicie inny obraz tej sytuacji. To samo tyczy się końcówki- to Henryk błaga go o nie roztrząsanie zabójstw Martina- i to jest dla dziennikarza wielki zgryz moralny. Dodatkowo z książki wynika, że nikt łącznie z policją nie dowiedział się o hobby dziedzica imperium. Jak dla mnie ważne wątki bo zasadniczo zmieniają odbiór sytuacji.

  • Mallor ocenił(a) ten film na: 7

    felis5 Trafna charakterystyka odtwórcy głównej roli.

  • kapral11 ocenił(a) ten film na: 9

    felis5 a dlaczego główny bohater ma być supermenem?? na tym polega urok w filmie, że z czarną brzydulą bez cycków - ale energiczną - się uzupełniają.

  • felis5 ocenił(a) ten film na: 6

    kapral11 Problem polega na tym, że w pierwowzorze książkowym wykreowano całkowicie inny obraz głównego bohatera! O to chodzi. Pod tym względem dużo bliżej wersji literackiej jest kreacja Craiga w "Dziewczynie z tatuażem".

  • kapral11 ocenił(a) ten film na: 9

    felis5 tak, przy czym pierwowzór literacki w filmie ulega modyfikacji przez scenarzystę. uznał, że zmieni charakter dziennikarza i uwazam to za zabieg udany.

  • felis5 ocenił(a) ten film na: 6

    kapral11 Mam całkowicie odmienne zdanie. Uważam, że taka zmiana jest zbyt daleko idąca, szczególnie że dotyczy postaci pierwszoplanowej. Nie przynosi to niczego dobrego- wręcz przeciwnie- wypacza postać głównego bohatera. Nie wiem czy czytałeś książkę, zapewniam że nie tak opisany jest w niej główny bohater i to co z niego zrobiono w tej ekranizacji woła o pomstę do nieba.

  • kpn ocenił(a) ten film na: 9

    bledasia Możnaby duzo mówić i porównywać dlatego krótko - Jak dla mnie amerykańska wersja 1 części ma to "coś", czego brak szwedzkiej i przez to jest dla mnie znacznie lepiej się ogląda. Jako Lisbeth wolę Rooney, choć Noomi też miała coś w sobie to Rooney jest bardziej podobna do tej Lisbeth, którą wyobrażałem sobie przy czytaniu książki. Jest jakby mniej krzykliwa, bardziej schowana w tłumie, niezauważona. Natomiast co do Blomkvista to ZDECYDOWANIE lepiej wyszedł w tej roli Craig, w ogóle bez porównania.. Nyqvist całkowicie mi nie pasowa... Wyglad i mimika pucusia. Jak dla mnie w szwedzkiej wersji zupełnie jakby nie czuć tej chemii między nim a Lisbeth, tego dziwnego czegoś, co doskonale było opisane w książce i co świetnie udało się zekranizować Fincherowi. Tak samo Lena Endre jak dla mnie za staro wyglądała do roli Eriki. Co ciekawe, scena odejścia Lisbeth w "cień" w wersji szwedzkiej dostępna jest jedynie w wersji rozszerzonej filmu i jest jakaś taka nijaka. Amerykańska scena bez porównania lepsza. No i GENIALNY soundtrack Reznora + Rossa robi swoje, polecam w ogóle miłośnikom muzyki filmowej.

  • PorombanySracz ocenił(a) ten film na: 3

    bledasia Zgadzam się 100%. Muzykę wstawili w takie sceny, w których w ogóle nie pasowały, a tam gdzie było cicho coś właśnie powinno zagrać. Beznadziejny film.

  • bledasia Z tego co ja pamiętam, to wersja amerykańska jest o wiele bardziej zmieniona - wersja szwedzka jest wierna, jeśli nie liczymy złagodzonego zakończenia w kwestii relacji dwojga głównych bohaterów.