Puste kino

Czy zdzarzyło się wam kiedyś obejrzeć film, będąc jedym widzem w kinie? Mnie tak. I to właśnie się przytrafiło na tym filmie. Ale z drugiej strony to i dobrze, bo nie jest to film na którym można się rozerwać, a trzeba skupić. Ludzie tylko w tym przeszkadzają.
To dość ciężki obraz o życiu prezydenta Nixona, ambitnego republikania (No cóż chyba sprzyjam republikanom), który po wielu porażkach zasiada w końcu w upragnionym białym domu. To także film o bezsilności człowieka wobec czasów w których się znalazł. To także hołd ku Nixonowi, najbardziej szykowanemu prezydentowi USA XX wieku.

4
  • Cóżź, ja nie popieram ani republikanów ani polityki Nixona. Dla mnie najlepsi prezydenci to byli Abraham Lincoln i JFK.

    • użytkownik usunięty

      Tak się składa, że Lincoln jest guru republikanów...

      • użytkownik usunięty

        Tak się składa, że USA przed F.D.Rooseveltem miały trochę inny system jeśli chodzi o partie polityczne, także Lincolna uważać współcześnie możemy bardziej za demokratę niż republikanina

        • możesz rozwinąć to twierdzenie.

          • Ja rozwinę;) Kiedyś bardziej konserwatywna była Partia Demokratyczna. Partia Republikańska hołdowała takim lewicowym sloganom jak równość społeczna, równość szans, równość ras i płci. To własnie Republikanie wprowadzili w USA słynną 13 poprawkę (polecam genialny film Lincoln Spielberga). Dzisiaj jest dokładnie odwrotnie to Republikanie stoją na straży chrześcijańskich wartości. Są dalecy od jakichkolwiek lewicowcych haseł i działań m.in. w polityce gospodarczej (przynajmniej oficjalnie). Dzisiaj to Partia Demokratyczna próbuje zrobić z USA drugą Europę. To jednak jest w bardzo dużym uproszczeniu;).

            • Nie uważasz że Chrześcijańską wartością jest równość ras płci itp? Partia Demokratyczna, była partia progresywistyczną w dużej mierze, a więc odwoływała się "bardziej" do Hegla niż do Burka. W konsekwencji do Galtona i jego Eugeniki więc typowo lewicowo faszystowskiej nauki która miała za idee stworzenie nowego człowieka, przez eliminację "gorszych" np: akcja T4 to typowa eugenika.

              • Każdy z nas dobrze wie, że religia chrześcijańska była wykorzystywana w zależności od potrzeb. Tak też była interpretowana. Niewolnictwo w USA tłumaczono właśnie religią. Stary Testament nie potępiał niewolnictwa. Ba..nawet Abraham- ojciec niemal wszystkich wielkich religii monoteistycznych miał niewolnice. Nawet używał je do płodzenia swojego potomostwa. Tym samym w USA niewolnik był równorzedny w prawach zwierzęcia. Abraham podbijał także inne ludy. W swoim czasie musiał być jednym z największych, legendarnych władców. Podobnie robił Mojżesz, który był przecież genialnym wojskowym. Chrześcijanie mieli więc wytłumaczenie także na wojny. A to, że Bóg potępiał Mojżesza, Dawida za zabijanie ludzi już nie dostrzegano. Wykorzystywano wybiórcze fragmenty Biblii do swoich celów. Tak samo jak obecnie robią to Muzułmanie, tak wtedy robiła Partia Demokratyczna. I bardzo dobrze, że porównałeś Partię Demokratyczną do NSDAP. Tak naprawdę obie podnosiły niemal identyczne racje , tylko czasy było inne;). Taki mało śmieszny żart historii;). Obecnie podobne argumenty wyciągają partie lewicowe i eugenika żyje swoim nowym życiem.

                • Możesz napisać jakiś cytat lub cokolwiek, gdzie handlarze lub kupcy niewolników tłumaczyli swoje postępowanie kwestiami religijnymi? Odnośnie demokratów to czasy nie do końca były inne, ponieważ z tego co wiem R.D. Roosevelt był prezydentem USA w prawie że do końca wojny, a on jak i jego new deal to typowy program faszystowsko socjalistyczny naturalnie zniuansowany przez kraj w którym się odbywał.

                • Jasne, że mogę;). Takich dokumentów są setki. Handlarze niewolników robili często kariery polityczne i ich wypowiedzi były cytowane w gazetach (łatwo to znaleźć na anglojęzycznych stronach). Pójdę jednak dalej, bo słowa pospolitego handlarza czy nawet polityka, nie przedstawią kompletnie sytuacji jaka panowała wtedy na świecie. Najlepiej będzie sięgnąć do pism Świętej Kongregacji Świętego Oficjum (dzisiejsza Kongregacja Nauki Wiary), która 1866 stwierdziła, że niewolnictwo jako takie nie jest sprzeczne z prawem naturalnym. Co do wypowiedzi o demokratach miałem raczej na myśli czasy Abrahama Lincolna. Wtedy Partia Demokratyczna rzeczywiście niektórymi wypowiedziami przypominała NSDAP. Co do Roosevelta, to nie on stworzył New Deal,ale republikański prezydent Hoover. Roosevelt jedynie go kontynuował. W USA jest niepisany zwyczaj, że kolejni prezydenci nie cofają reform poprzedników. Czemu uważasz New Deal za program faszystowski?

                • Mylisz się, "New Deal" był programem politycznym(bo nie tylko ekonomicznym) kandydata na prezydenta F.D. Roosevelta w trakcie kampanii wyborczej, następnie wdrożony i realizowany już przez prezydenta F.D. Roosevelta. Odnośnie kościoła katolickiego to trochę przestrzeliłeś ponieważ niewolnictwo o jakim rozmawiamy to protestanci. Rzeczywiście miał kościół problem z niewolnictwem w trakcie wielkich odkryć geograficznych tylko że chodziło tu o kwestie polityczne i sporów kompetencyjnych. Nieźle jest to pokazane w Misji z de Niro i Ironsem . Zostało to jednak jasno określone w 20.03.1683 "Orzeczenie Kongregacji Świętego Oficjum, dotyczące niewolnictwa murzynów i innych ludów pierwotnych , wyraźnie podkreśliło, że nie wolno brać ludzi do niewoli, jak również zabraniało handlu niewolnikami."

                  Czy możesz podać linka skąd masz informacje o "Najlepiej będzie sięgnąć do pism Świętej Kongregacji Świętego Oficjum (dzisiejsza Kongregacja Nauki Wiary), która 1866 stwierdziła, że niewolnictwo jako takie nie jest sprzeczne z prawem naturalnym."

                • Czemu przestrzeliłem? Przecież nie rozmawialiśmy o katolikach, ale o chrześcijanach. No i nawet jeśli większość handlarzy niewolników było protestantami, to jednak w jakimś procencie byli to tez katolicy. I co do New Deal nie mylę się;). Jeśli nie wierzysz mi poczytaj troszkę. New Deal to tylko hasło;) dla właśnie tych reform, które wprowadzano. Wprawdzie Roosevelt dzięki świetnej kampanii zagarnął dla siebie cały splendor, jednak pierwsze reformy włączane do New Deal przeprowadził Hoover. Zarzucano nawet Partii Konserwatywnej, że postępowała nie fair, z tego powodu, że nie wspominała o tym, że to właśnie Hoover dał początek reformom. No ale cóż..taka jest polityka;) Jaka partia przyzna się do tego, że reformy poprzednika zdały egzamin;). Jedynie hasło New Deal było znakiem Roosevelta, ale już reformy (zwłaszcza te ekonomiczne) włączane do tego programu były już wdrażane przez Hoovera. Ufff..trudne do wyjaśnienia i zawiłe;). Ale nie odpowiedziałeś na pytanie co ma New Deal do faszyzmu? A co do linku, to jest tego sporo w necie;) Najlepiej jednak sięgać do opracowań historycznych. Wystarczy wpisać hasło 1866 niewolnictwo Święte Oficjum. Wyświetli Ci się mnóstwo haseł i opracowań;). Także w katolickich i konserwatywnych pismach. A linku niestety nie mogę wkleić bo mi grozi usunięcie za to komentarza.

                • i nie, nie mylę czasów Woodrow Wilson jest tutaj świetnym przykładem.

  • Apropos tego pustego kina powiem Ci ze troche Ci zazdroszcze. tak zastanawiam sie ze chciałbym kiedys iśc na film i sam siedziec w kinie. :)

  • Ja kiedyś byłam sama z mamą na Mission Impossible 3, nie chcieli
    wyświetlić filmu, ale musieli bo już kupiłyśmy bilety:P

  • Mi się to mnogo razy przydarzała, że siedziałem sam w kinie, ale to dlatego, że ja lubię chodzić do kina we wczesnych porach i to jedyny chyba plus multipleksów;p Pozdrawiam:) A jeśli chodzi o Nixona to poszukuje wersji reżyserskiej, bo jest o pół godzinny dłuższa i na pewno bardziej warta uwagi niż ta kinowa.

  • dlatego ja wolę chodzić do kin studyjnych i to w środku tygodnia. najlepiej o popołudniowej godzinie. W takich kinach nie ma też smrodu popcornu.
    istny raj dla kinomanów.

  • Obejrzeć film samemu w całym kinie jeszcze mi się nie przydarzyło, ale z "Nixonem" mam równie ciekawe wspomnienia. Na tym filmie byłem wieki temu, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, na tzw. szkolnym wyjściu. Na początku była pełna sala młodych ludzi, grubo ponad 100 osób. I - uwierzcie mi - do końca wytrwały cztery osoby. Ja i jeszcze trzech innych odmieńców, aktywnych członków klubu dyskusyjnego w naszym liceum. Nam się ten film podobał. Nawet nauczyciele, po ok. dwóch godzinach zaczęli wychodzić i opiekę nad nami pozostawili w rękach bardzo młodego księdza katechety, który już nie miał nas z kim zostawić. Jestem prawie pewien, że (siedząc dwa rzędy za nami) doskonale widział krążącą w obrębie naszej czwórki butelkę taniego wina. O przyczyny tej kapłańskiej wyrozumiałości, jak i o wrażenia z filmu nie mieliśmy okazji się go spytać tym bardziej, że niewiele później, przy ewidentnym współudziale jednej z naszych najładniejszych koleżanek, podjął decyzję o porzuceniu stanu duchownego. Potem porzucił też i naszą koleżankę, na rzecz jednego z naszych szkolnych kolegów...

    Jeden z tamtej naszej czwórki wytrwałych poszedł na politologię (choć pracuje teraz w światowej korporacji), drugi to fizyk - spełnia się w produkcji, trzeci, po ekonomii, rozwija nasz sektor bankowy. Ja wybrałem "nauczycielkę życia" i dzieje Nixona zgłębiłem dość dogłębnie. Ilekroć spotykam się z kumplami to wspominamy tamtego "Nixona", a także to, że po filmie, przy kolejnym winie, na nadwiślańskiej skarpie, zastanawialiśmy się jak skończy się ten nasz start w dorosłość. Wbrew zamierzeniom Stone'a uznaliśmy też, że to strasznie niesprawiedliwe, że takiego fajnego prezydenta, który robił sobie niezłe jaja z czerwonych i nie cierpiał komuchów zmusili do odejścia. I że na pewno stali za tym "Ruscy"... Teraz, dodam na marginesie, w świetle najnowszych badań, powoli dowiadujemy się, że intuicja nas wtedy nie zawiodła.

    • "w świetle najnowszych badań, powoli dowiadujemy się, że intuicja nas wtedy nie zawiodła"

      można szerzej?

      • Jasne. Można.

        W Stanach Zjednoczonych od końca II wojny światowej niezwykle aktywny był wywiad sowiecki, który nie poprzestawał na poszukiwaniu informatorów z kręgów politycznych, gospodarczych, wojskowych i naukowych, którzy przekazywaliby ważne wiadomości (takie, których poszukuje każdy wywiad) służbom ZSRR. Równie ważne było pozyskiwanie agentów, którzy poprzez określone zachowanie wpływaliby na postawy rozmaitych środowisk, ważnych grup społecznych, kręgów opiniotwórczych. Pod koniec lat czterdziestych i pięćdziesiątych przez USA przetoczyła się fala skandali związanych z ujawnieniem komunistycznych sympatii lub antypaństwowej działalności (często szpiegowskiej) wielu przedstawicieli amerykańskiej elity. Towarzyszyła temu skrajnie antykomunistyczna i antysowiecka retoryka republikańskiego senatora Josepha R. McCarthy'ego z Wisconsin, który doprowadził nawet do powołania komisji w Kongresie poszukującej szpiegów i "wichrzycieli". Choć postać tego polityka została na masowy użytek zdemonizowana (działania komisji McCarthy'ego i panującą wówczas atmosferę nazywano "polowaniem na czarownice") to przyznać należy, że działał on niemal obsesyjnie i skłonny był do politycznych i faktograficznych uproszczeń. Z drugiej strony warto zauważyć, że gdy dziennikarze historyczni BBC podjęli przed kilkoma laty próbę opisania sylwetki senatora ze zdumieniem odkryli, że - w świetle dostępnych materiałów - jego oskarżenia dotyczące poszczególnych osób nie były, aż tak często chybione...

        W wyniku działalności Komisji McCarthy'ego i słynnego procesu małżeństwa Rosenbergów (sowieckich szpiegów z USA, którzy przekazywali m. in. dane dotyczące amerykańskiej broni atomowej) służby amerykańskie wypracowały wreszcie dość skuteczne mechanizmy chroniące przed infiltracją komunistyczną polityków, wojskowych i dyplomatów, a w pewnym zakresie też naukowców. Efektem tego było wzmożone zainteresowanie Sowietów w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych grupami opiniotwórczymi, takimi jak m. in. artyści i dziennikarze. Mieli oni za zadanie wpływać na amerykańską opinię publiczną w pewnych kluczowych sprawach. Promować postawy pacyfistyczne, antyreligijne, antywojenne. Nie chcę, broń Boże, powiedzieć, że rewolucja obyczajowa i ogromny ruch przeciwko wojnie Wietnamie to skutki sowieckiej aktywności, ale faktem jest, że te masowe społeczne zjawiska dawały dobry grunt pod tego typu "werbunkową" działalność.

        A jednak z roku na roku wywiad ZSRR notował coraz mniejsze sukcesy. Dlaczego? Coraz powszechniej i silniej utrwalał się na świecie obraz Związku Radzieckiego jako czerwonego zła. Początkiem tej złej reputacji było stanowisko ZSRR w trakcie wojny koreańskiej (lata 1950-1953), a także interwencja Armii Czerwonej na Węgrzech w 1956 r. Najbardziej wizerunkowo komunistyczni antagoniści Ameryki stracili w związku z budową Muru Berlińskiego (1961), ale przede wszystkim w trakcie kryzysu kubańskiego w październiku 1962 r., kiedy to przeciętni Amerykanie poczuli, że radziecka bomba atomowa może przerwać ich spokojne życie i gospodarczą prosperity. Nie bez znaczenia było opowiedzenie się Związku Sowieckiego po stronie arabskiej w konflikcie na Bliskim Wschodzie (1967 r. i później). Potem przyszło zdławienie demokratycznych przemian w Czechosłowacji w roku 1968 i idea Breżniewa "eksportu rewolucji" także do państw Trzeciego Świata.

        Dlatego w okresie prezydentury Nixona sowieccy agenci (i tzw. agenci wpływu) pozostawali w większości w uśpieniu i mogli jedynie podejmować krótkie, dość precyzyjne akcje, które nie mogły być kojarzone jednoznacznie z politycznymi i międzynarodowymi interesami ZSRR. Do takich przedsięwzięć należało wsparcie medialnej nagonki ws. impeachmentu prezydenta po aferze Watergate. Nie oznacza to, że Sowieci popierali Demokratów przeciw Republikanom. Wszak wśród najbardziej antykomunistycznych prezydentów śmiało można umieścić demokratę L. B. Johnsona - poprzednika Nixona. Poza tym w Ameryce po przedterminowym opróżnieniu fotela głowy państwa w Białym Domu (do końca przerwanej kadencji) zasiada przedstawiciel tej samej partii. Interes ZSRR polegał w tym wypadku na prostej zasadzie "im gorzej tym lepiej". Zachwianie się amerykańskiego systemu władzy, kryzys polityczny, utrata zaufania obywateli dla rządzących, pogorszenie się wizerunku USA na świecie to wszystko było na korzyść Sowietów. Poza tym nie lubili oni szczególnie Nixona za jedno: zbliżenie z komunistycznymi Chinami. Ten prawdziwy majstersztyk w polityce zagranicznej Nixona i Kissingera był wyjątkowo bolesny dla ZSRR, a zwłaszcza dla jego przywódcy Leonida Breżniewa, który - co wiemy ze wspomnień radzieckich dygnitarzy - spór z Chińską Republiką Ludową traktował wręcz osobiście. Nieliczne udostępnione archiwa radzieckiej KGB świadczą o tym, że Breżniew zażądał uruchomienia wszelkich wpływów w Stanach Zjednoczonych by doprowadzić do usunięcia Nixona. Wiedział, że nawet jeśli nie przerwie w ten sposób zbliżenia amerykańsko-chińskiego to je - przynajmniej chwilowo - osłabi. Słane do Moskwy raporty mówią o uaktywnieniu w tej sprawie co najmniej kilkunastu agentów, przede wszystkim dziennikarzy. Niestety nie znamy ich nazwisk... Dopóki ich nie poznamy to nie możemy określić jak duży wpływ ta operacja miała na dalszy przebieg zdarzeń. Faktem jest jednak, że ZSRR i jego służby nie pozostały bezczynne w tej sprawie. Dlatego też użyłem takiego sformułowania.

        • truly disturbing!THX!

          to tylko jeśli możesz jeszcze wyjaśnij mi kto sprzątnął JFK-a bo jestem przed powtórką z filmu?

          • Na to pytanie nie znam niestety odpowiedzi. Choć bardzo bym chciał to wiedzieć. Przemawia do mnie fakt, że kula zamachowca trafiła w Kennedy'ego kilka dni po tym gdy ten zapowiedział ogłoszenie reformy służb specjalnych (podobno zakładającej likwidację CIA). Niestety poza domysłami nie ma niczego co mogłoby dać jakiekolwiek zaczepienie... Kto wie, może kiedyś się dowiemy...

            • A powiedz mi kolego, jak zapatrujesz się na inny obraz Stone'a, mianowicie JFK i fakty tam przedstawione? Wg mnie załatwił go kompleks wojskowy. Np.Allen Dulles był poniekąd jednym z tych, którzy skorzystali na śmierci JFK. W zeszłym roku (50. rocznica śmierci Kennedy'ego) Discovery Channel wyemitowało film ujawniający 'niby' nowe fakty w tej sprawie. Gdy powiedzieli, że śmiertelny strzał oddał przypadkowo agent secret service z samochodu za limuzyną Kennedy'ego, a magiczną kulę wytłumaczyli przesunięciem rzędu siedzeń Connelly'ego ku środkowi, omal nie postarałem się ze śmiechu. O ile lubię Discovery, to wtedy złapali u mnie duży minus. Reasumując, bieg zdarzeń przedstawiony w obrazie Stone'a, jak dla mnie najbardziej trzyma się kupy
              kupy. Na końcowych napisach informują nas, iż nakazała zbadać tę sprawę, ale do dnia dzisiejszego nie podjęto żadnych działań. W późniejszym okresie powołano komisję?, która miała przejrzeć wszystkie dowody w tej sprawie w celu zdecydowania, które można upublicznić (śmiech, że względu ja słowa Garrisona w mowie końcowej procesu, iż rząd traktuje obywateli jak małe Dzieci i decyduje co mogą wiedzieć, a co nie) i też nic. Pozdrawiam serdecznie

  • Mnie się zdarzyło. Byłem sam w kinie na "Tetro" Coppoli. ;)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię