Pretensjonalna nuda

Obejrzałem to w Tv, co prawda, przez podobieństwo tytułów, sądziłem, że będę oglądać "Obietnicę" - też Penna i też z Nicholsonem (film, o którym słyszałem, bo był wyświetlany w kinach jakiś czas temu)
- no, ale trafiłem na to.
Ciężkie to kino...i to nie ze względu na temat, ale realizację...
Sean Penn pisze i reżyseruje tu gorzej niż przeciętny telewizyjny wyrobnik od taśmowych produkcji z pasma "Okruchy Życia".
Prosty temat rozwleka do niemożliwych granic i wkłada swoim bohaterom do usta kwestie tak pretensjonalne, że aż chcę się przewinąć te wszystkie straszne dialogi i zobaczyć tylko jaki będzie finał tej historii (choć kilka razy zastanawiałem się czy w ogóle nie zrezygnować). A i tak wymęczony koniec okazuje się równie nieudany...

Ahh, miało być ambitnie, przenikliwie i egzystencjonalnie, a wyszło pretensjonalnie, bełkotliwie i nudno(a to największy grzech).
Trochę jak z "Młodością Stulatka" Copolli, ale tam przynajmniej były jakieś ciekawe zdjęcia...cokolwiek, tutaj wszystko jest albo przeciętne albo niżej...nawet Nicholson tego nie uratuje.

3

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: